sobota, 16 grudnia 2017

BESKID MAŁY
- Skała Czarownic
- Diabelski Kamień

cz.II
W krainie baśni i czarów…
Rozpoczyna się drugi dzień mojego pobytu w Beskidzie Małym.
Po wieczornym spotkaniu w domu moich przyjaciół w Bielsku-Białej i „owocnych” rozmowach do północy, rankiem dnia następnego wstaję niezbyt wcześnie. Dzisiejszy plan przewiduje odwiedzenie dwóch niezwykle ciekawych i intrygujących miejsc na zboczach masywu Czupla. Wczoraj wspinałem się na jego szczyt i odwiedziłem schronisko na Magurce Wilkowickiej, dzisiaj postaram się przenieść na jakiś czas w krainę baśni i czarów, aby poznać jego dawne, skrywane tajemnice.. Udam się na wędrówkę południowym zboczem Czupla, by przy skrzyżowaniu szlaku  czerwonego i żółtego odszukać w lesie skalną formację zwaną Diablim Kamieniem, z którym związane są ciekawe, stare legendy. Następnie trawersując południowo-zachodni stok leśnymi duktami, pomaszeruję 
w kierunku szlaku czarnego, wiodącego z Wilkowic na Czupel, w celu odnalezienia Skały Czarownic – miejsca nawiedzonego, owianego wieloma legendami, opisywanego w ludowych podaniach i udokumentowanego w starych kronikach beskidzkiego poety-kronikarza Jana Halamy. 
Jednym słowem czeka mnie szamańsko-diabelski dzień..
Poniżej mapka i charakterystyka trasy mojej dzisiejszej wędrówki, która 
w sumie będzie liczyła około 12 km..


Troszkę o geologii Beskidu Małego..
O Beskidzie Małym opowiedziałem już sporo ciekawych rzeczy w I części mojej wędrówki na Czupel. Teraz tylko kilka zdań uzupełnienia, nawiązujących do celu dzisiejszej wędrówki, czyli krótki wykład z geologii tego pasma..
Beskid Mały zbudowany jest z formacji skalnej zwanej fliszem karpackim. Są to naprzeciwległe warstwy piaskowców, które osiągają znaczne grubości i różne zabarwienia, a na skutek ruchu górotworu ułożone są przeważnie ukośnie, czasem przewarstwione łupkami. Nie wszystkie warstwy mają jednakową trwałość. Niektóre wietrzeją szybciej, woda wypłukuje i zabiera piasek, tworząc w korytach liczne progi. Około 25 mln lat temu nastąpiło na tym terenie wielkie nasilenie ruchów górotwórczych. Pod wpływem nacisku przesuwającej sie od południa Płyty Panońskiej na Platformę Europejską te olbrzymie masy skalne zostały sfałdowane, odkute od podłoża i pchnięte na północ. tak powstały dwie płaszczowiny: podśląska i śląska.


Beskid Mały zbudowany jest w 95% z piaskowców płaszczowiny śląskiej. Tworzą ją głównie słabo pofałdowane, zapadające się w kierunku południowym piaskowce godulskie i istebniańskie. Są to skały drobnoziarniste o zielonym lub niebieskawym zabarwieniu i doskonale nadające się do obróbki kamieniarskiej. Ewenementem geologicznym są Skałki Andrychowskie – są to tzw. porwaki, będące najstarszymi skałami w tym rejonie. Na grzbietach występują liczne wychodnie skalne zbudowane z bardziej odpornych na wietrzenie piaskowców i zlepieńców istebniańskich. Spotykamy je na grzbiecie Magurki Wilkowickiej, Czupla, Żaru, Kiczery, Jaworzyny i Kościelca, Roczenki, Kiczory, Łamanej Skały, Smrekowicy i Kamienia. Najbardziej charakterystyczne z nich to: Kozie Skały na Żurawnicy, Wędrujące Kamienie na Smrekowicy, Zamczysko na Łysinie, Zbójeckie Okno na Beskidzie, Znalezisko na Łamanej Skale, mur skalny na Kamieniu. Beskid Mały ma urozmaiconą rzeźbę terenu, główny grzbiet i jego odnogi głęboko wcinają się w doliny rzeczne, zbocza są strome (czasem przekraczają nachylenie 30 stopni), deniwelacje przekraczają 500 m. Budowa podłoża (pofałdowany flisz karpacki) powoduje, że występują na tym terenie osuwiska, małe jaskinie, schrony, baszty i ostańce skalne. Jaskinie mające postać pustych przestworów i szczelin powstałych w wyniku osunięć stoków, to tzw. jaskinie dylatacyjne. Występują zwykle w rejonie zawalisk i złomisk. Często posiadają ciasne zaciski. Do tej pory w Beskidzie Małym opisano około 50 jaskiń. 
Na stromych stokach występują typowe dla Karpat osuwiska. Jednym z nich jest Osuwisko w Czarnych Działach. Ja wynika z tego krótkiego rysu geologicznego, Beskid Mały obfituje w różnorakie formacje skalne i właśnie dwie z nich, będą celem mojej dzisiejszej wędrówki..


Beskid Mały otoczony pasmem Beskidu Śląskiego i Żywieckiego to ważne tereny w dziejach dawnej Rzeczpospolitej... Szerokie na ok. 5 km obniżenie terenu między Beskidem Śląskim na zachodzie a Beskidem Małym na wschodzie, będące swego rodzaju rozległą przełęczą w wododziale górnej Wisły i Soły nazwane zostało Bramą Wilkowicką. Rozległa i niska Brama Wilkowicka od najdawniejszych czasów była ważnym przejściem przez pierwsze od północy pasmo Beskidów. Przez nią napływali pierwsi osadnicy do Kotliny Żywieckiej, później wiódł tędy szlak handlowy, łączący Śląsk z Węgrami, a także szlak handlowy zwany popularnie Cysarką, łączący Austrię z Krakowem i Śląskiem. Przejeżdżali tutaj kupcy z czeskiej Orawy na południe w kierunku Morza Bałtyckiego i odwrotnie. Prowadził tymi terenami słynny bursztynowy szlak, łączący kraje basenu Morza Śródziemnego z ziemiami nadbałtyckimi.. Głównym towarem handlowym był wtedy cenny bursztyn.. W latach 1818-1820 władze austriackie wybudowały nową drogę z Białej do Żywca, zaś w 1878 r. przez Bramę Wilkowicką przejechał pierwszy pociąg z Bielska do Żywca. 
Szlaki handlowe i karawany kupieckie przyciągały w te rejony wielu rzezimieszków, zbójców i różne męty spod ciemnej gwiazdy.


Historyczne fakty opowiadające o beskidzkich zbójnikach zapisano w dawnych kronikach tego regionu. Jednak w owych czasach rodziło się także wiele legend, opowiadających o wiedźmach, czartach, biesach i leśnych zmorach zamieszkujących nawiedzone miejsca w beskidzkich lasach. I właśnie dwie takie historie, związane ze zbójowaniem, czarami 
i legendą mam zamiar dzisiaj poznać bliżej, odwiedzając ustronne miejsca w beskidzkich lasach na południowych zboczach Czupla.. W drogę..!!


Po śniadaniu oraz wybornej porannej kawie żegnam moich przyjaciół z Bielska i ruszam samochodem w rejon masywu Czupla. Tym razem podjadę z drugiej strony pasma, od południa. Kilka minut po godzinie 9-tej, mój „żółty szerszeń” wjeżdża w rozległą Kotlinę Żywiecką, otoczoną z trzech stron wzniesieniami Beskidu Żywieckiego, Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego. Słońce powoli wznosi się na nieboskłon zza górskich grzbietów, rozświetlając stopniowo kolejne partie doliny.. Choć to jeszcze nie kalendarzowa wiosna, zapowiada się typowo wiosenny, pogodny, rześki dzień. Malowniczą drogą, wiodącą zachodnim brzegiem Jeziora Żywieckiego, zmierzam w kierunku wsi Łodygowice.. Spiętrzone przez zaporę w Tresnej wody rzeki Soły tworzą w północnej części kotliny jeden z najpiękniejszych zbiorników wody żywiecczyzny -  Jezioro Żywieckie
Na południe od niego leży stolica tego regionu – miasto Żywiec..


W miejscowości Zarzecze skręcam w prawo, w dolinę rzeki Żylica. Po kilku kilometrach ukazuje się ośnieżony szczyt Skrzycznego (1257 m) – najwyższe wzniesienie w grupie górskiej Beskidu Śląskiego… 
Jest co prawda dopiero druga połowa marca, ale od kilkunastu lat to norma, że w dolinach górskich o tej porze panuje aura wiosenna. Minęły chyba bezpowrotnie czasy, kiedy w Beskidach śniegi po pas utrzymywały się do połowy kwietnia, a zima odpuszczała dopiero początkiem maja.. Teraz śnieg w marcu można zaliczyć tylko na najwyższych beskidzkich szczytach i stacjach narciarskich.. Wyjątkiem są oczywiście moje ukochane Tatry, gdzie w maju na górskich szlakach śniegu ci dostatek..


Na skróty północnym zboczem Czupla…
Dzisiejszą trasę rozpracowałem bardzo dokładnie, ponieważ są na niej odcinki poza szlakowe, prowadzące nieoznakowanymi leśnymi duktami.. Dodatkowo postanowiłem nieco zmodyfikować wariant odcinka czerwonego szlaku. Według map turystycznych trasa czerwonego szlaku wiodąca na szczyt Czupla, rozpoczyna się w centrum Łodygowic
tuż przy budynku dworca kolejowego PKP. Po analizie mapy stwierdziłem, że początkowo przez pierwsze 2 km szlak prowadzi uliczkami Łodygowic 
i wiejskimi opłotkami. Szkoda zatem butów, żeby deptać po wiejskich drogach, skoro mam tyle ciekawego do zobaczenia na zboczach Czupla... Postanowiłem podjechać moim wszędobylskim „żółtym szerszeniem” jak najbliżej lasu i przejść stosunkowo szybko leśną przecinką na czerwony szlak. Możliwość takiego podejścia istnieje z obrzeży wsi Łodygowice
a dokładnie z osiedla Porąbki, położonego na północ od centrum Łodygowic, na samym skraju lasu. Od ostatnich domów pod lasem prowadzi wygodna, leśna przecinka, która po około 700 metrach dochodzi do trasy czerwonego szlaku. Punktualnie o godzinie 9:30 mój pojazd dociera do ostatniego domostwa osiedla Porąbki. Tutaj kończy się wąska asfaltowa droga. Parkuję na skraju łąki z widokiem na masyw Skrzycznego, zabieram plecak, aparat i ruszam na poszukiwanie Diabelskiego Kamienia


Początkowe kilkaset metrów leśny dukt prowadzi lekko pod górę, przecinając partię mieszanego lasu.. W pewnym momencie na pniach drzew pojawiają się duże ostrzegawcze żółte tablice. Informują o zakazie wstępu na teren górniczy pobliskiego Kamieniołomu „Łodygowice”, godzinach robót strzałowych i strefie rozrzutu. Początki wydobywania kamienia w Łodygowicach sięgają czasów II Wojny Światowej, a formalnie Spółdzielnia Rolnicza w Łodygowicach rozpoczęła prace w 1967 roku. Metodą strzałową i mechaniczną wydobywa się tutaj piaskowiec ze złoża piaskowców krośnieńskich.


Kamieniołom „Łodygowice”
GPS pokazuje, że kamieniołom znajduje się w odległości około 300 metrów na zachód.. Może warto by zboczyć z trasy i zerknąć na niego? W kierunku niecki kamieniołomu prowadzi kilka leśnych dróżek. Wybieram jedną z nich, która doprowadza mnie początkowo na dużą polanę. Na skraju polany stoją dwie stare niszczejące, opustoszałe drewniane chatki. Niegdyś były zamieszkiwane przez tutejszych gospodarzy, jednak z racji bliskości rozszerzającego się obszaru kamieniołomu, musiano je opuścić.. 
Skraj polany oraz cały teren przyległy do niecki kamieniołomu wygrodzono linkami i oznakowano żółtymi ostrzegawczymi tablicami.. Z uwagi na bezpieczeństwo szybko pstrykam fotkę i wracam ponownie na szlak..


Kilkadziesiąt metrów dalej za przecinką prowadzącą do kamieniołomu, leśny dukt z przysiółka Porąbki łączy się z trasą czerwonego szlaku.. 
Od tego momentu szlakowa droga, mocno rozjeżdżona kołami maszyn pracujących przy wyrębie, robi się dość nieprzyjemna. Kamieniste podłoże ustępuje miejsca błotnistym koleinom i wielkim kałużom wody.. Co pewien czas schodzę w głąb lasu na liściastą ściółkę, omijając rozmiękłe odcinki leśnej drogi. Przez kolejne kilkanaście minut szlak w większości, poza krótkimi wypłaszczeniami, najczęściej w rejonach przesiek i polan, prowadzi lekko pod górę.


Po około 40 minutach marszu od momentu rozpoczęcia mojej wędrówki, dochodzę na szlakowe rozstaje… W rejonie śródleśnego siodła, zalegającego u stóp niewielkiego zalesionego wzniesienia o nazwie Przysłop (629 m), od trasy czerwonego szlaku odchodzi żółty szlak przez Gronik do Małej Tresnej nad brzeg Jeziora Żywieckiego w rejon Hotelu "Odys". Szlak czerwony odbija tutaj w lewo na północ, prowadzi skrajem rozległej polany Przysłop i ponownie zagłębia się w bukowo-świerkowy las, trawersując zachodnie zbocze Przysłopa..


DIABELSKI KAMIEŃ
Wąski leśny dukt którym wytyczono trasę czerwonego szlaku, prowadzi delikatnie pod górę. Maszeruję powoli i uważnie spoglądam w leśne ostępy po lewej stronie dróżki. Gdzieś tutaj według GPS-u ma pojawić się wśród drzew skalna formacja zwana Diabelskim Kamieniem.. Po przejściu około 200 metrów od szlakowego rozstaju przy polanie Przysłop, dostrzegam pomiędzy drzewami mój pierwszy cel wędrówki – Diabelski Kamień..


Skręcam z leśnej drogi w lewo i po przejściu niespełna 20 metrów staję przed Diabelskim Kamieniem. Spoglądam na GPS. Przybliżona pozycja skały to: N 49 45′ 13.80 E 19 9′ 34.40. Dotarłem do celu..


Pośród świerków i buków na zachodnim zboczu Przysłopu, opadającym dość stromo w dolinę potoku Bartoszowiec, wypiętrza się fantazyjnie uformowana niewielka skalna wychodnia.. Owiana legendami, przedstawiana w wielu ludowych podaniach jako miejsce nieczyste, nawiedzone... Przyglądnijmy się zatem dokładniej temu skalnemu tworowi.. Wychodnia skalna, zbudowana z piaskowców i zlepieńców dolnych warstw istebniańskich, usytuowana jest na wysokości około 
590 m n.p.m.. Jej ściany wznoszą się w formie skalnej baszty na wysokość 6-7 metrów ze strony południowo-wschodniej, a całkowita długość skalnego grzbietu dochodzi do 15 metrów.. W podstawie szeroka na 4,5 m, zwęża się w górnym rejonie do 2,5 m. Jako ciekawostkę podam, że skałka sporadycznie wykorzystywana jest przez początkujących wspinaczy – na skale wytyczono kilka dróg o trudności sięgającej VI.1. W otoczeniu Diabelskiego Kamienia znajduje się chronione siedlisko paprotki zwyczajnej.


50 twarzy „Devil Stone”
czyli
Diabelski Kamień z czterech świata stron..
Jak wspomniałem, z Diabelskim Kamieniem związanych jest kilka ludowych legend. Miejscowi powiadają, że podczas pełni księżyca niesie się stąd po lesie odgłos nieziemskiej muzyki, szyderczy, przeraźliwy śmiech, a ponad wierzchołkami świerków przemykają dziwne cienie, poruszając koronami drzew w bezwietrzne noce.. Postaram się zaraz opowiedzieć tutejsze legendy, jednak zanim to nastąpi, obejdę dookoła całą wychodnie skalną 
i sfotografuję ją dokładnie..
- poniżej: Diabelski Kamień od strony wschodniej..


- poniżej: Diabelski Kamień od południa..


- poniżej: Diabelski Kamień od zachodu..


I w końcu Diabelski Kamień od północy (łącznie z siedzącym na nim diabłem)..


Legendy o Diabelskim Kamieniu:
- Jak diabły młyn na Skrzycznem budowały..
Obszedłem cały Diabelski Kamień dookoła, sfotografowałem każdy szczegół, ale na ślady czarcich pazurów nie natrafiłem. Czas zatem opowiedzieć trzy legendy, mówiące o tym, skąd wziął się sporych rozmiarów głaz akurat w tym miejscu ?..


Jedna z nich głosi, że w dawnych czasach diabły budowały Diabelski Młyn na pobliskim szczycie Skrzycznego i znosiły kamienie z okolicznych gór. Diabły mogły latać tylko nocą, zatem gdy tylko słońce zaszło za górami, wzięły się ostro do roboty.. Jeden z diabłów był bardzo pewny siebie i przechwalał się cały czas swym kamratom, że uniesie w powietrzu każdy głaz. Był nie tylko zarozumiały, ale także leniwy.. Często wylegiwał się na pobliskich szczytach gór i ucinał sobie drzemkę.. Owej nocy, gdy inne diabły znosiły kamienie na Skrzyczne, leniwemu diabłu mocno się zaspało.. Kiedy przebudził się końcem nocy, porwał w pośpiechu wielki głaz i poleciał z nim w kierunku Skrzycznego, trzymając go na jednym palcu.. Przelatując nad zboczem Czupla, usłyszał poranne pianie koguta, a wokół zaczęło świtać.. Pierwsze promienie słońca wdarły się do Kotliny Żywieckiej. Przerażony diabeł z nadejściem świtu utracił swe szatańskie moce, upuścił skałę, 
a sam czmychnął czym prędzej do jednej z ciemnych jaskiń na zboczu, kryjąc się przed zabójczym słońcem... Diabły nie zdążyły z robotą przed wschodem słońca i Diabelski Młyn nie został zbudowany, a Diabelski Kamień porzucony przez leniwego diabła w lesie na zboczu Czupla, spadł 
w tym miejscu i tkwi tu do dzisiaj..


- Jak diabły chciały zburzyć kościółek w Łodygowicach.
Z kolei druga legenda głosi, iż kamień ów miał służyć diabłom do zburzenia budowanego wówczas kościółka w Łodygowicach. Historia ta miała miejsce początkiem XVII wieku, za panowania Władysława IV Wazy. W 1634 roku ówczesne władze katolickie postanowiły wznieść nową świątynię, na miejscu XIII-wiecznej kaplicy św. Stanisława Biskupa. Duży, piękny modrzewiowy kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza budowany z pasją przez góralskich cieśli, rósł jak na drożdżach.. Nie spodobało się to miejscowym diabłom, zamieszkującym pobliski szczyt Skrzycznego.. Rozzłoszczone tym faktem, wyznaczyły spośród siebie jednego do zniszczenia kościoła. Ciemną nocą diabeł pochwycił w szpony olbrzymi głaz i poleciał z nim nad Kotlinę Żywiecką, w kierunku Łodygowic.. Jednak Opatrzność czuwała nad wsią i nową katolicką świątynią.. Rozpętała się ogromna burza, poświst wiatru był tak potężny, że diabeł chybił i skała upadła w dość znacznej odległości, nie niszcząc kościoła…


Diabły widząc zbawienne boskie działanie, zaniechały dalszych prób zniszczenia świątyni, która dotrwała do naszych czasów w niezmienionym wyglądzie..
Poniżej - Kościół św. Szymona i św. Judy Tadeusza w Łodygowicach..


- O złej Młynarzównie…
I jeszcze jedna legenda, związana z Diabelskim Kamieniem, tym razem  
o pięknej, a zarazem złej i podłej córce młynarza.. Posłuchajcie.. 
Dawno, dawno temu w Tresnej nad rzeką Sołą w Beskidzie Małym mieszkał młynarz ze swoją córką. Młynarzówna była piękną dziewczyną, 
a najpiękniejsza była jej twarz. Miała idealnie regularne rysy i gładką białą skórę, jej oczy były niebieskie jak tafle jeziora, a rzęsy zasłaniały je czarnymi firankami, łuki brwi mogły przywodzić na myśl doskonałe łuki sklepienia katedry. Kto spojrzał na tę twarz ten myślał o aniołach 
i świętych dziewicach i nigdy już nie mógł jej zapomnieć.


Niestety piękno twarzy młynarzówny nie odzwierciedlało wnętrza jej duszy. Już jako mała dziewczynka zauważyła, że ma wielki wpływ na ludzi i z każdym rokiem udoskonalała swoją umiejętność manipulowania otoczeniem. Gdy stała się panną na wydaniu, młodzieńcy z okolicy ciągnęli do domu młynarza, aby prosić o rękę dziewczyny. Młynarzówna jednak odrzucała zaloty, twierdziła, że zdobędzie ją najlepszy. Każdy młodzian chciał okazać się najwspanialszym, dlatego w darach przynosili dziewczynie podarunki. Piekarz piekł chleby w kształcie zamków i codziennie przysyłał do młyna bułeczki w kształcie zwierzątek, kowal zrobił dla niej lustro z idealnie wypolerowanego metalu, szewc uszył miękkie i bogato zdobione trzewiki, rymarz bardzo ozdobną uprząż dla jej kuca, a inni przynosili jeszcze cenniejsze dary. Dla młynarzówny to wszystko było za mało, chciała się dowiedzieć co jeszcze mogą zrobić młodzieńcy, aby zdobyć jej rękę. Mówiła więc każdemu, że jest on prawie najlepszy, ale ten drugi również i ona nie wie którego wybrać.


Na skutki takich manipulacji nie trzeba było długo czekać, gorący temperament chłopców sprawił, że polała się krew i padły trupy. Krew wsiąkała w ziemię, a jej zapach budził złe moce. Gdy Zło powstało z uśpienia, spełniły się przekleństwa matek zamordowanych zalotników. 
Kiedy młynarzówna przeglądała się w swoim zwierciadle, zauważyła ze zgrozą, że jej twarz poszarzała, a rysy stają się grubo ciosane - z tafli lustra rozległ się upiorny śmiech.


Dziewczyna rzuciła lustro i zaczęła uciekać na oślep w stronę lasu. Biegnąc dotykała swej pięknej twarzy, ale pod palcami czuła szorstką i zimną, jakby kamienną fakturę. Nie mogła biec dalej, zatrzymała się, a wtedy czar się urzeczywistnił, w miejscu gdzie stała wyrosła skała, a gdy się jej dobrze przyjrzeć to można zobaczyć rysy twarzy, ale nie jest to piękna twarz młynarzówny, tylko wstrętna, kamienna morda, tak okropna jaką była jej dusza.


Kilka minut po godzinie 11-tej, postanawiam ruszać w dalszą drogę.. 
Co prawda żadnych diabelskich śladów tutaj nie znalazłem, diabła nie widziałem, ale owiany legendami kamień warto było dotknąć i zobaczyć na własne oczy.. Może przy Skale Czarownic dojrzę coś ciekawego, albo napotkam kuszącą czarownicę??. W drogę.. Pstrykam ostatnie fotki Diabelskiej Skale i leśnym duktem ruszam szukać drugiej tajemniczej skalnej formacji..


Na przełaj leśnymi duktami do Skały Czarownic..
Trasa czerwonego szlaku prowadzi teraz niemalże poziomo w kierunku północnym. Po przejściu 300 metrów mój GPS sygnalizuje zmianę kierunku i zejście ze szlakowej drogi.. Po lewej stronie duktu dostrzegam wąską dróżkę, odbijająca na zachód przez partię bukowego lasu.. Skręcam w tym kierunku i po chwili maszeruję po miękkim liściastym podłożu. Leśna ścieżka momentami znika pod grubą warstwą bukowych liści. Na tym odcinku nie pomogą mi już znaki szlakowe na pniach drzew, muszę kierować się wyłącznie namiarami GPS-u.. Istotną informacją jest fakt, iż obszar na którym teraz się znajduję wchodzi w skład programu Natura 2000. Największym walorem tego rejonu, tworzącym zarazem największe siedliska w kraju, są dobrze wykształcone i zachowane żyzne buczyny karpackie i kwaśne buczyny górskie. Teren ten jest także składową Parku Krajobrazowego Beskidu Małego. Na jego obszarze żyją takie gatunki zwierząt jak m.in. kumak górski, traszka karpacka, wydra europejska, jelenie, sarny, dziki, sporadycznie niedźwiedzie. Występują tutaj także rośliny zagrożone wyginięciem: rzeżucha trójlistkowa czy żywokost sercowaty..


Po paru minutach leśna dróżka staje się nieco szersza i bardziej widoczna w gęstwinie lasu. Zapewne wykorzystywana jest przez tubylców do zwózki drewna z wycinki.. Droga wiedzie teraz delikatnie w dół i po chwili zaczyna trawersować strome północno-zachodnie zbocze Czupla.. W pewnym momencie słyszę delikatny szum wody.. Dnem niewielkiego leśnego wąwozu płynie bystry nurt potoku Bartoszowiec.. Znak to nieomylny, że wędruję w dobrym kierunku…


Leśna dróżka sprowadza na dno wąwozu.. Potok w tym miejscu nie jest szeroki, a w jego korycie sporo dużych głazów, po których bez obawy kąpieli w zimnej wodzie, przeprawiam się na druga stronę..


Po chwili ponownie wędruję pod górę.. Leśna dróżka wznosi się znad koryta potoku głębokim jarem przez kilkaset metrów, po czym zawęża się do wielkości ścieżki i wprowadza mnie w zieloną gęstwinę młodych świerków..


Od pewnego czasu słyszę odgłos pił spalinowych, który potęguje się z każdą chwilą.. W końcu wychodzę na niewielką polankę, gdzie dostrzegam traktor i dwóch drwali piłujących pnie ściętych drzew.. Witam się krótkim – Szczęść Boże, a przy okazji pytam, czy dobrze idę w kierunku Skały Czarownic.. Starszy siwy gość od razu potakuje i wyjaśnia jak najprościej dojść na miejsce: – ...„ prosto ścieżką przez 300 metrów, potem musi pan skręcić na szeroką przecinkę w prawo, która prowadzi ostro pod górę. 
My stamtąd ściągamy drewno, więc trasa jest świeżo zryta. Dalej to już zobaczy pan czarne znaki szlakowe, które poprowadzą południowo-zachodnim zboczem Groniczka na jego grzbiet, gdzie przy ścieżce po lewej stronie znajduje się Skała Czarownic…”.. Kurde są lepsi niż mój GPS !!!... Hehe.. Po krótkiej rozmowie ruszam w dalszą drogę..


Tak jak facet powiedział, po przejściu około 300 metrów, skręcam 
w prawo na szeroką przecinkę prowadzącą pod górę. Już z daleka dostrzegam na pniach drzew czarne znaki szlakowe. Leśna droga prowadząca w górę zbocza Groniczka, faktycznie rozjeżdżona kołami traktora.. Mój GPS także się nie myli. Jestem na południowo-zachodnim podejściu pod grzbietem Groniczka.. Za parę minut powinienem być na szczycie..


Pod samym szczytem leśna ścieżka przez 200 metrów trawersuje z lekkim wzniosem zbocze Groniczka. Z zacienionej, wilgotnej doliny pomalutku wychodzę w strefę światła. Słońce coraz wyraźniej zaczyna dominować nad zalesionym grzbietem Groniczka..


Wchodzę na szczytowy grzbiet Groniczka na wysokość ok.560 m n.p.m. Tutaj trasa czarnego szlaku skręca ostro w lewo i przez kolejne kilkaset metrów wiedzie niemalże poziomo zalesionym grzbietem, w kierunku północno-wschodnim..


Okopy, transzeje na Groniczku..
Szlak na grzbiecie skręca w lewo, jednak zanim ruszę w tamtym kierunku, postanawiam przejść kilkadziesiąt metrów w prawo, w zarośla młodej buczyny.. Dlaczego i po co?. Już wyjaśniam.. Przed wyruszeniem na wędrówkę, w domu sporo czytałem na temat tego pasma i znalazłem zapiski dotyczące czasów II wojny światowej.. W książce „Historia zapisana w lesie” Kazimierza Cywińskiego natknąłem się na ciekawe informacje dotyczące śladów II wojny światowej w Beskidzie Małym
Otóż na terenie Nadleśnictwa Andrychów - Leśnictwo Międzybrodzie Bialskie można znaleźć ślady poniemieckich okopów. Do ich budowy 
zostali zapędzeni okoliczni mieszkańcy na przełomie 1944/1945 roku, 
czyli wówczas gdy okupanci spodziewali się ofensywy Armii Czerwonej. Wspomniane w książce okopy miały ciągnąć się od Straconki po Łodygowice wzdłuż pasma Magurki (po stronie zachodniej). Wykopane okopy nie zostały jednak wykorzystane podczas działań wojennych. Ponoć w lesie 
na grzbiecie Groniczka można je jeszcze zaobserwować. Przekonajmy się naocznie.. Po paru chwilach natrafiam na nienaturalne wgłębienia w skalnym grzbiecie. Porośnięte młodą buczyną i przysypane warstwą liści, 
w pierwszej chwili są niezbyt widoczne. Jednak po bliższym oglądnięciu, widać wyraźnie podłużne okopy, rowy strzeleckie w formie transzei
a także większe pojedyncze wgłębienia w formie niecki, będące 
zapewne stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych…


Czas, by spojrzeć na Skałę Czarownic, do której mam już rzut beretem.. Od momentu wejścia na górę masywu, trasa czarnego szlaku prowadzi zalesionym grzbietem Groniczka. Wąska ścieżka przedziera się przez partię rzadkiego, mieszanego lasu. Grzbiet Groniczka ciągnie się łukiem z zachodu na południowy-wschód, na długości około 1,2 km. Położony jest na wysokości 550-570 metrów n.p.m. ze szczytową kulminacją Groniczek (571 m n.p.m.) w części południowo-wschodniej..


Według GPS od Skały Czarownic dzieli mnie 50 metrów. Położona jest w zachodnim sektorze grzbietu Groniczka, na wysokości ok. 570 m n.p.m.. Niedawno minęło południe. Słoneczko na bezchmurnym błękitnym niebie przygrzewa dość mocno.. Wokół czuje się nadchodzącą wiosnę.. 
Jest pięknie, nastrojowo i cichutko. Nagle ta błoga nieskalana cisza zostaje rozdarta dziwnym skrzeczeniem, popiskiwaniem i gardłowym krakaniem.. Ki czort ?..Przystaję zaskoczony i spoglądam w górę, skąd dochodzą owe charakterystyczne odgłosy.. Wysoko w koronach drzew siedzi kilka czarnych ptaszysk, a dwa najbardziej hałasujące krążą na tle błękitnego nieba ponad moją głową.. Cała ta scena nasuwa mi dziwne myśli, jakby ptaki pilnowały nawiedzonego miejsca Skały Czarownic, a swym ostrzegawczym krakaniem i skrzeczeniem dawały mi do zrozumienia, 
że jestem tutaj niemile widziany..


Czarny Kruk – Strażnik tajemnic
Nie jestem przesądny, nie wierzę w duchy, zabobony, czarnego kota przelatującego drogę czy 13 piątek, jednak jak się człowiek naczyta różnych starych podań, legend czy ludowych opowieści i znajdzie się w miejscu powszechnie uznawanym za nieczyste, nawiedzone, to w głowie rodzą się różne myśli i skojarzenia.. A skojarzenia w przypadku obecności czarnych kruków w takim miejscu wynikają z niezwykłości tych ptaków i przypisywanej im dużej roli w mitologiach różnych kręgów kulturowych. Ornitolodzy oraz naukowcy stwierdzili jedną niezaprzeczalną rzecz - kruki nadają sobie nawzajem imiona i mogą się wołać za ich pomocą..


A co piszą historycy..?? Otóż, w dawnych mitach czarny kruk uchodził za symbol inteligencji, był ptakiem wróżebnym i proroczym, ale również utożsamianym ze złodziejem, bo jak sroka kradł drobne przedmioty, które przez brak wola ukrywał w różnych zakamarkach. Był ptakiem słońca i świtu, bo krakaniem obwieszczał nadchodzący dzień. Spostrzegawczość, pojętność, oswajalność i bystrość uczyniły z niego posłańca bogów. 
W średniowieczu kojarzono kruka ze śmiercią na szubienicy. Jednak jego zasadnicza rola w symbolice wszystkich ludów i wszystkich kultur, to bycie strażnikiem progu tajemnic. Pilnuje tajemnic przyszłości i wróżby. 
Kruk pełni także rolę przewodnika i ostrzega przed niebezpieczeństwem.

W chrześcijaństwie kruk pełni wyłącznie rolę negatywną, jako symbol ateistów, pogan, Żydów, szatana i rozwiązłości. Czego zatem pilnują moje kruki, przed czym mnie ostrzegają..? A może ich dziwna obecność w tym miejscu związana jest z historią o Skale Czarownic.. Zaraz się przekonam ile w tym prawdy, a ile mitu i przypadku....


SKAŁA CZAROWNIC
Fakty, mity, legenda i tajemnicze znaki..
Kwadrans po godzinie 12-tej docieram na miejsce. Tak jak tłumaczył mi poznany w lesie drwal, przy szlakowej ścieżce ustawiono drewniany stół 
z ławami dla odpoczynku turystów..


Kilkanaście metrów dalej, po lewej stronie ścieżki dostrzegam małą skalną wychodnię.. Z poziomu grzbietowej ścieżki nie robi ona wrażenie i nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród otoczenia. Ot, płaski kawałek skały, uławicowany lekko ukośnie, zarastający młodą świerczyną.. Zostawiam plecak na ławie, zabieram tylko aparat i idę przyjrzeć się bliżej tej osławionej skale… Kiedy wchodzę na skalną wychodnię spoglądam odruchowo na GPS. Pokazuje dokładne położenie skały:
N 49°45’23.61”  E 19°7’49.78”


Są rzeczy, które można dostrzec w tym miejscu, dopiero po bliższym przyglądnięciu się skalnej formacji.. Chodzi o tajemnicze znaki, wyryte na górze skalnej płyty.. Wcześniej poszukałem i przeczytałem na internetowych forach wypowiedzi kilku osób zainteresowanych owymi tajemniczymi znakami na Skale Czarownic.. Jak na razie są to tylko dywagacje, przypuszczenia oraz domysły pasjonatów tajemnic i archeologii. Nie ma do tej pory przeprowadzonych żadnych naukowych badań określających znaczenie znaków, więc wszystko co tutaj o nich napiszę, jest luźną teorią.


Tajemnicze znaki..
Naskalne ryty są już bardzo zatarte i cześć z nich jest słabo widoczna. Jednak przy pewnych zabiegach mechaniczno-fotograficznych postaram się je bardziej uwidocznić.. Znaki są dziwne, a ich kształt nie jest przypadkowy. Ogólnie trudno określić co symbolizują.. Pewna jest jedna rzecz - spośród wszystkich znaków wyrytych na Skale Czarownic najczęściej pojawia się motyw krzyża. Stopień zatarcia znaków oraz różnice w sposobie ich wykonania mogą świadczyć o tym, że są stare i powstały w różnym czasie, jednak do tej pory nikt nie określił choćby przybliżonego wieku ich powstania.... Duże nasłonecznienie powierzchni skały i padający cień gałęzi drzew także nie sprzyja dobrej widoczności znaków z uwagi na słaby kontrast rytu. Robię kilka fotek, ale efekt jest marny..


Postanawiam założyć szary filtr na obiektyw i chwile poczekać, aż słońce przysłoni na chwilę któraś z przepływających po niebie chmurek.. Przydaje się też czarny flamaster, który znalazłem w plecaku.. No, teraz jest dużo lepiej..


Analizując ryty od lewej strony widoczne są symbole:
1 - "krzyż z podstawą" i słabo widocznym "znakiem" poniżej.. Może to być prosty w formie "swarożycowy krzyż" z całą jego symboliką dotyczącą cykliczności pór roku. Swarożyc to słowiański bóg ognia ofiarnego i domowego..


2 - "krzyż ze znakiem V u góry i czterema kropkami po bokach"
Taki rodzaj krzyża można uznać za pewien rodzaj swastyki, którego nie należy jednak łączyć z nazistami. Swastyka była pierwotnie symbolem szczęścia i pomyślności i wykorzystywano ją również w wierzeniach słowiańskich. Identyczny symbol znajduje się na denarze Mieszka I, którego wizerunek można podglądnąć na banknocie 10-złotowym.. 
Symbol swastyki w tamtych czasach przyporządkowywany był słowiańskiemu bogu Swarożycowi..


3 - następnie dwa małe ryty przypominające kształtem „klepsydrę” i znak antropomorficznego krzyża.. Chociaż jest to najmniejszy z pośród wszystkich rytów jakie są widoczne na Skale Czarownic, to może się okazać, że jest jednym z najciekawszych. Choćby z uwagi na to, że stanowi zespół składający się z dwóch znaków, co wskazuje na jakiś głębszy zamysł jego twórcy. Niestety ryty są słabo widoczne.. Po prawej mamy coś na kształt antropomorficznego krzyża, po lewej "klepsydrę". Prawdopodobnie mamy tu do czynienia nie z symbolami, lecz z napisami. Klepsydra wygląda jak run "Dagaz". Dagaz jako talizman symbolizuje równowagę, świt, dzień, przebudzenie, a także szczęśliwy dla nas rozwój wypadków oraz wzrost optymizmu i wiary we własne siły, wskazuje nowe życiowe cele i zwiększa zapał do działania. Związany jest z kultem słowiańskiego boga Odyna. Natomiast cała "miniaturka" może stanowić ligaturę składającą się z kilku innych "słów" czy symboli.


4 – ryt, którego podstawę stanowi zygzakowata linia. Baza rytu to krzyż na kopule.. Całość może pasować do koncepcji słowiańskiej symboliki stanowiącej wyobrażenie cykliczności pór roku w postaci słonecznej ekliptyki (dół fali stanowi zima, górę lato). Lewa strona tego "zygzaka" zaczyna się od misternego zawijasa, który bardziej przypomina zapis litery, niż symbolu. Bazę tego rytu w formie "krzyża" stanowi linia prosta.


Tuż obok ryt 5 – prezentujący rodzaj „krzyża solarnego”. Z środka rytu jego środka, mającego formę małego kółka wychodzą cztery ramiona, które stopniowo się rozszerzają. Całość wpisana jest w okrąg. Wpisanie krzyża w okrąg jest charakterystyczne dla krzyża słonecznego, zwanego też krzyżem Odyna, natomiast centralny punkt w kształcie małego koła pojawia się w części krzyżów celtyckich. Może to wskazywać na celtycki rodowód rytu.. Wydaje się, że ze wszystkich rytów ze Skały Czarownic 
ten właśnie może się okazać najbardziej pierwotnym, a równocześnie osadzonym w tradycji obrzędowej, nawiązuje on bowiem do kręgu jako funkcji ochronnej przed urokiem i złem z "zaświatów".


6- Ostatni z rytów po prawej to kolejny „krzyż” z kropkami po bokach i podstawą w formie małej kapliczki.


Na koniec analizy znaków ze Skały Czarownic, kilka zdjęć porównawczych, spreparowanych po powrocie z tej wędrówki. Postanowiłem się troszkę zabawić i „przefiltrowałem” dodatkowo oryginalne zdjęcia symboli, a obok umieściłem zdjęcia z zaznaczonymi konturami poszczególnych znaków ciemną kreską.. Teraz można bez problemu rozpoznać wszystkie tajemnicze kształty i symbole ze Skały Czarownic..


Jak widać po wnikliwym oglądnięciu znaków, większość z nich to symbole krzyża. Warto wspomnieć, że krzyż, który obecnie kojarzymy głównie z chrześcijaństwem, jest jednym z najstarszych symboli ludzkości i używany był również w wielu innych religiach, pełniąc nieraz funkcję talizmanu lub amuletu. Wygląd rytów i ich sposób wykonania może wskazywać, że powstawały one stopniowo. Od tych najprostszych (ryty 1,3,5) do najbardziej rozbudowanych. Ich umiejscowienie na skale, której płaszczyzna ewidentnie skierowana jest na południe, czyli w stronę Słońca, jak również domniemywana symbolika, może być interpretowana jako elementy wierzeń powiązanych z kultem solarnym. Pytaniem pozostaje, skąd mogły się wziąć takie symbole i odpowiadające im wierzenia na terenie Beskidów. Być może mają one jakiś związek z wędrówką ludów. A może to legendarne czarownice wyryły wszystkie 
te znaki na skale jako pogańskie talizmany, które miały je chronić? 
Nie przesądzając zatem ostatecznie sprawy znaczenia rytów ze Skały Czarownic, uznać należy, że pozostaje ona otwarta i być może przyszłość przyniesie jakieś nowe odkrycia.


SKAŁA CZAROWNIC w kadrze..
Tajemnicze ryty na Skale Czarownic to jedna sprawa, a związana z nią historia o zbóju i czarownicach to druga sprawa.. Zaraz opowiem o tych wydarzeniach, które nie mają znamion legendy, lecz są prawdziwym epizodem rozgrywającym się na początku XVIII wieku w tym rejonie Beskidu Małego.. Zanim to jednak nastąpi, muszę obejść dookoła Skałę Czarownic i udokumentować na zdjęciach całą ekspozycję tego ciekawego skalnego ostańca..
- Skała Czarownic od strony północnej:


Od strony północnej znajduje się wejście do niewielkiej osuwiskowej niszy, gdzie ponoć w 1709 roku miał swoją kryjówkę miejscowy rozbójnik Wojciech Bulak.. Wnęka nie jest duża, więc zbój, jeśli tutaj się „melinował”, to nie miał raczej wielkich wygód.


- Skała Czarownic od strony północno-zachodniej:


- Skała Czarownic od strony zachodniej:


Sesja skończona, Skała Czarownic spenetrowana, czas na główną opowieść dotyczącą tego miejsca i związanej z nim nazwy. Całą historię spisał w kronikach regionu znany beskidzki historyk i kronikarz z Bystrej – Jan Halama.. Jeśli macie ochotę to posłuchajcie tej opowieści..


Opowieść o zbóju Buloku i dwóch znachorkach posądzanych o czary....
Od drugiej połowy XVI wieku wprowadzono w Beskidzie Małym masowo gospodarkę folwarczną, której rozwój pociągnął za sobą znaczne pogorszenie sytuacji chłopów. Coraz okrutniejsza pańszczyzna spowodowała zbiegostwo chłopów na Orawę, rozwój  działalności zbójnickiej oraz bunty chłopskie


Rozbójniczy proceder stał się po pewnym czasie plagą karpackich terenów. Niedostępne górskie lasy, przez które wiodły szlaki handlowe sprzyjały mu od dawien dawna.. Łatwym łupem dla zbójnickich burs byli zwłaszcza kupcy, wędrujący ze swoimi towarami poprzez niezamieszkałe okolice. Przemieszczanie się gościńcami zawsze wiązało się ze sporym ryzykiem utraty nie tylko dóbr materialnych, ale i życia. Nie inaczej było też i na pogranicznych terenach Beskidu Małego. Sporo opisów działalności band zbójeckich można znaleźć w „Aktach spraw złoczyńców miasta Żywca” czy w słynnym "Dziejopisie żywieckim" Andrzeja Komonieckiego.


Od dawna z Bałkanów przez Węgry i Czechy na Żywiec, do Bielska prowadził szlak handlowy. Od Żywca do Bielska prowadziła droga zwana „cesarką”, którą głównie transportowano sól kamienną z wioski Sól. 
W Białej szlak rozwidlał się w stronę Austrii i Wiednia, a drugi w stronę Krakowa i Śląska. Cesarka biegła przez Łodygowice, Huciska i Wilkowice. Przy tym ruchliwym szlaku gromadziły się różnego rodzaju grupy zbójeckie, które okradały kupców i karawany handlowe.


„…Na początku 1709 roku przybył w okolice Bielska rozbójnik Wojciech Bulak (Bulok) ze Spytkowic, który okradał kupców przemierzających Cysarkę (szlak kupiecki wiodący z Austrii i Czech do Krakowa i Śląska). Upodobał sobie Bramę Wilkowską (teraźniejszą ul. Żywiecką w Bielsku-Białej) oraz trakt na Zwardoń.
 

Rozbójnik Bulok nękał nie tylko kupców, ale także okolicznych bogatszych chłopów, a pomagały mu w tym dwie starsze kobiety, miejscowe znachorki.. Były to informatorki, można powiedzieć szpiedzy rozbójnika. Kobiety poruszały się po wiosce, leczyły ludzi, zwierzęta, znały się na ziołach i jak mówili o nich mieszkańcy, „odczarowywały krowy zaczarowane, co mało mleka miały”. Przy okazji zdobywały informacje 
o bogatych osobach w okolicy. Znachorki często przywdziewały dziwne stroje i wzbudzały strach wśród miejscowej ludności. Mieszkańcy Wilkowic i Hucisk nazywali je czarownicami. Według przekazów, czarownice miały tak duże oczy, że nimi „przeszywały ludzi”, a ludzie nie wytrzymywali ich wzroku. Wszyscy się ich bali, gdyż nie można było patrzeć w te oczy, biła 
z nich jakaś dziwna siła.


Czarownice-znachorki mieszkały razem ze zbójnikiem w lesie nad Huciskami, na tak zwanym „grzbiecie” Groniczka. Jest tam taka duża skała z jaskinią, którą później nazwano „skałą czarownic”. Tam ukrywała się cała trójka, tam też ponoć odbywały się dziwne, tajemne obrzędy..

Po jakimś czasie zbójnickich sukcesów, kupcy zaczęli organizować się 
w grupy, często eskortowane przez zbrojnych rajtarów. Utrudniło to zbójnikowi Bulokowi napadanie na wozy kupieckie. Coraz częściej spoglądał łakomym okiem na kościół w Wilkowicach i ukryte w nim bogactwa. We wrześniową noc 1709 roku kościół św. Michała Archanioła 
w Wilkowicach (powstał w 1658 – wyburzony w 1900) został okradziony, a rozboju dokonał właśnie ten rozbójnik o nazwisku Wojciech Bulok. Pobożnych mieszkańców Wilkowic ogromnie to rozzłościło. Postanowili rozprawić się ze złodziejem. Rozpoczęto poszukiwania, aby ująć bandytę. Przypadkowo młody chłopak z Wilkowic idąc na grzyby, zauważył koło dużej skały jakiegoś nieznanego mężczyznę, który nerwowo rozglądał się we wszystkie strony. Podejrzewając, że jest to poszukiwany rozbójnik, wrócił szybko do wioski, powiadomił wójta, a wójt błyskawicznie zawiadomił policjanta i gajowego, ponieważ oni mieli broń. Zebrali oni okolicznych chłopów, obstawili skałę i złapali drzemiącego w jaskini zbójnika. Odebrali mu dwa pistolety, bagnet wojskowy i zabrali go do wioski, a następnie zawieźli na zamek do Żywca gdzie miał być sądzony.


W tym czasie dwie znachorki, wspólniczki zbója, poszły do wsi kupić chleb 
i zauważyły, jak związanego kompana prowadziła policja i gajowy. Zapłaciły za chleb i szybko wróciły do lasu. Przecież tam w lesie miały kosztowności i pieniądze zebrane przy zbójowaniu. Kosztowności i pieniądze były zakopane 30 metrów dalej od tej skały, pod pniami i wykrotem. Wydostały to wszystko i uciekły przez las na Bielsko. Z Bielska do Skoczowa, bo jedna stamtąd pochodziła i mieszkała u brata. Ucieczka się udała, ale ludzie z Wilkowic szukali znachorek, które przepadły jak duchy. Dlatego ludzie mówili, że to czarownice i zniknęły przy zastosowaniu swoich czarów. Od tego czasu to miejsce nazwano „skałą czarownic”. Nasze czarownice kupiły mały domek i gospodarstwo. Żyły w nim skromnie, długo, aż przyszła po nie śmierć. Choć żyły skromnie i biednie, to po ich śmierci w domu znaleziono jeszcze dużo kosztowności, ale te kobiety o przeszłość zbójecką nikt nie podejrzewał.


A co stało się ze zbójnikiem Bulokiem ??.
Bandytę zbója Wojciecha Buloka osądzono w Żywcu. Za napad na kościół 
i inne napady został srodze ukarany. Jak podaje Andrzej Komoniecki w dziele „Chronografia albo dziejopis żywiecki” na stronie 338:
„Tegoż roku 1709 - 7 października, Wojciech Bulak ze Spytkowic, Państwa Jordonowskiego, zbójca jawny, tu w Żywcu zginął. Któremu rękę prawą wśród rynku naprzód ucięto i na prędze przybito, a pod justycyją (szubienicą) dwa pasy z niego udarwszy, kołem połomano i w ono wpleciono.”.
Od tego zdarzenia ludzie nazywali jaskinię, gdzie pojmano zbójnika, jaskinią zbójnicką. Wejście do jaskini zbójnickiej z biegiem czasu zostało zapomniane i zasypane gałęziami i drobnymi kamieniami.
Miejsce schronienia Wojciecha Buloka i czarownic-znachorek nazywa się Skałą Czarownic… Przekaz ten, jeśli chodzi o samego rozbójnika, jest autentyczny, bo dotyczy wydarzeń historycznych zapisanych w dziennikach żywiecczyzny i dawnych aktach sądowych z procesu Buloka.


Jak to często bywa, fakty historyczne przeplatają się z legendami, chętnie niegdyś podejmowanymi przez góralskich bajarzy. Tak było i w tym przypadku.. Historia zbójnika Buloka i jego dwóch pomocnic-znachorek, które ludzie określali czarownicami, miała mieć niejako swą kontynuację prawie 200 lat później.. Jak można doczytać się w dalszych zapiskach starych kronik, końcem 19 wieku wydarzył się  w Wilkowicach taki epizod..
„W 1890 roku, ludzie opowiadali, że jeden żebrak wieczorem szedł do Wilkowic przez las, zabłądził, a nagle patrzy – światło się świeci. Myślał, że to w jakimś domu jeszcze nie śpią, podszedł bliżej, a to na skale ognisko się pali, a przy nim dwie kobiety bardzo stare oraz stary chłop z długą brodą, jakieś głośne zaklęcia wymawiali na tej skale. Jak żebrak zobaczył takie okropne zjawy, niepodobne do ludzi, to tak uciekał i przewracał się, że jak przybiegł do karczmy, to się wszyscy go zlękli. Opowiedział w karczmie o tym zdarzeniu, ale ludzie mówili, że to jakiś pomyleniec, chociaż przysięgał, że to wszystko prawda, bo zjawy widział na własne oczy, a nie z opowiadania...”


Owe historie, opowieści i prawdziwe wydarzenia zbójnickich czynów tak podziałały w tamtych czasach na ówczesnych mieszkańców tych okolic, 
że ludzie omijali to miejsce. Teraz już nikt nie pamięta nazwiska rozbójnika, jednak może jeszcze kiedyś ktoś odkryje w okolicach Skały Czarownic jaskinię pełną skarbów? Ja nie znalazłem nic, poza piękną przygodą okraszoną legendami i rytami naskalnymi z zamierzchłych czasów, oglądając naocznie te tajemnicze, nawiedzone miejsca.  
A może komuś z Was uda się odnaleźć zbójeckie skarby??   
Wiem na pewno jedną rzecz - takie historie i dawne podania ludowe  
warto ocalić od zapomnienia, bo to prawdziwe skarby naszej kultury..


Kończy się moja wyprawa do miejsc tajemnych na zboczach Czupla, najwyższego szczytu Beskidu Małego.. Przez dwa dni wędrowałem w paśmie Magurki Wilkowickiej i Czupla, podziwiając piękne panoramy, odwiedzając jaskinie i skalne ostańce, z którymi związane są tutejsze podania i legendy.. Na terenach Beskidów takich miejsc jest sporo. 
Zawiłe i burzliwe dzieje tego górskiego regionu, oraz niezwykła przyroda stworzyły razem wiele ciekawych historii, które powoli znikają w otchłani naszych zabieganych czasów.. Mam nadzieję, że jest jeszcze wielu pasjonatów gór, którzy przekażą innym swoje spostrzeżenia i staną się tym samym dziejowymi kronikarzami.. Spoglądam na zegarek. Mija godzina 14-ta. Zabawiłem 2 godziny przy Skale Czarownic. Czas wracać do pozostawionego we wsi Łodygowice na osiedlu Porąbki mojego „żółtego szerszenia”. Dzień co prawda coraz dłuższy, jednak marcowe popołudnia nie są zbyt długie, a do samochodu mam z buta ponad 6 km. Myślę zejść do Wilkowic czarnym szlakiem i z przystanku dostać się jakimś busem lub okazją do Łodygowic. Zaoszczędzę czasu i nóg na niepotrzebne deptanie wiejskimi uliczkami.. W drogę..


Zejście czarnym szlakiem ze Skały Czarownic w kierunku Wilkowic
to przyjemny spacerek leśnymi drogami, sprowadzającymi w dół południowo-zachodnim zboczem Groniczka. Po niespełna 20 minutach marszu wychodzę z lasu i wzdłuż koryta niewielkiego potoku Zimnik przechodzę obok domków letniskowych w przysiółku Huciska, we wschodniej części wsi Wilkowice..


Na wysokości osiedla, leśna droga ustępuje miejsca wąskiej osiedlowej uliczce, wyłożonej podwójnym pasem betonowych płyt.. Kiedy wychodzę na skraj wsi, ukazuje się ośnieżony szczyt Skrzycznego, oglądany już podczas porannej wspinaczki na Diabelski Kamień..


Po zejściu do przysiółka Huciska, dosyć szybko udaje mi się złapać okazję.. Zabiera mnie miejscowy chłopak, który mikrobusem jedzie w kierunku Żywca.. Jest OK. Kwadrans po godzinie 15-tej docieram do samochodu, pozostawionego pod lasem na osiedlu Porąbki.. W ciągu kolejnego kwadransa mój „szerszeń” mknie już brzegiem Jeziora Żywieckiego na zasłużony odpoczynek do domu pod Tatry. Po drodze przystaję na chwilę przed zaporą w Tresnej. Dzień piękny, więc nie ma się gdzie spieszyć.. 
W Dolinie Soły wiosna nadchodzi wielkimi krokami, w górach zima jeszcze się broni ostatnim tchnieniem i otula górskie szczyty topniejącym śniegiem.


Kiedy kieruję obiektyw aparatu w stronę południowo-wschodnią, w oddali ukazuje się ośnieżony szczyt królowej Beskidów – Babiej Góry
Tam wysoko zima potrwa jeszcze parę tygodni. Wysoko w Tatrach zimowo będzie do maja. Zdążę jeszcze trochę poszaleć na nartach, ale w planach mam już wiosenne wędrówki po ciekawych beskidzkich szlakach. Zatem do następnego spotkania na górskim szlaku (już niedługo!!)..
Hejjj..


KONIEC…