wtorek, 6 stycznia 2015


 
       





CZ.VII
ANGKOR WAT – Miasto Świątynia
Największa budowla sakralna na świecie…
Kolejna nocka, spędzona w zaciszu naszej bazy hotelowej nieopodal centrum Siem Reap, upłynęła wyjątkowo szybko.. Wieczorem położyłem się dość wcześnie spać, więc gdy nad ranem rozległ się dźwięk budzika w telefonie, ustawiony na godzinę 6-tą, ja już od kilkunastu minut byłem na „nogach”. Po porannej toalecie jeszcze raz sprawdziłem podręczną torbę ze sprzętem foto, dopakowałem dwie butelki schłodzonej wody mineralnej i w pogodnym nastroju zszedłem na śniadanie do hotelowej restauracji.. Większość naszej ekipy z talerzykami w rękach krążyła już pośród stołów ze „szwedzkim bufetem”.. W trakcie śniadania wymieniliśmy z Jorgusiem kilka uwag na temat dzisiejszego zwiedzania i czekających nas atrakcji. Dzień będzie składał się z dwóch całkowicie odmiennych wycieczek. Zaraz po śniadaniu wyruszamy do niekwestionowanego centrum Khmerskiego Imperium czyli do kultowej,  największej, najważniejszej i najbardziej znanej świątyni w kompleksie Angkoru - świątyni Angkor Wat.. Sporo dawki historii, Khmerskiej architektury i mistycyzmu.. Po południu dla odmiany całkowity relaks i możliwość „posmakowania” życia na wodzie oraz podglądnięcia Khmerów żyjących w domach na palach. Popływamy sobie po największym kambodżańskim jeziorze Tonle Sap, gdzie odwiedzimy wioski na wodze oraz farmę krokodyli…


Kilka minut po godzinie 7-mej zbieramy się całą grupką na tyłach naszego hotelu, gdzie w bocznej uliczce czeka już autokar z khmerskim kierowcą i młodym przewodnikiem. Uśmiechnięty, śniady chłopak zaprasza wszystkich do środka powitalnym gestem.. W ciągu pierwszych dni pobytu w Kambodży i przemieszczania się z miejsca na miejsce, zdążyliśmy poznać w autokarze kilka grzecznościowych zwrotów w języku Khmerskim, więc teraz każdy woła ochoczo na powitanie - a-run suesdej (dzień dobry).!!. Przed wejściem do autokaru spoglądam na poranne niebo, przykryte delikatnym woalem białych chmurek. Można by przypuszczać, że dzisiejszy dzień nie da się zbytni we znaki, jednak to tylko złudne nadzieje. W Kambodży podczas kalendarzowej pory suchej, żadna chmurka nie powoduje większych zmian temperatur. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednie dni, dzisiaj także będzie parno i gorąco.. Zerkam na wyświetlacz podręcznego termometru. Słońca jeszcze nie widać, a już jest 36°C.. Zapakowani, w wesołych nastrojach i z dużą dawką energii wyruszamy na kolejny etap zwiedzania świątyń Angkoru


Przejazd autokarem identyczny jak dnia poprzedniego, ponieważ świątynia Angkor Wat, cel naszej dzisiejszej, przedpołudniowej wędrówki, leży w tym samym sektorze Archeologicznego Parku Angkoru, co odwiedzane wczoraj świątynie Angkor Thom i Ta Prohm.. Dla lepszego zobrazowania rozmieszczenia świątynnego kompleksu Angkoru, poniżej mapka sytuacyjna..


Jest kwadrans po godzinie 7-mej. Handlowo-bazarowy puls miasta zaczyna bić nieco później, więc na ulicach Siem Reap jeszcze pusto. Do dużego parkingu, usytuowanego nieopodal świątyni Angkor Wat, mamy około 7 km trasy. Podczas krótkiej, kilkunastominutowej podróży autokarem postaram się na początek, celem wprowadzenia, przedstawić parę istotnych faktów, związanych z tą najważniejszą i najbardziej znaną świątynią w kompleksie Angkoru..


ANGKOR WAT – Narodziny świątyni…
Angkor Wat to najwspanialszy zabytek kultury w południowo-wschodniej Azji, cywilizacyjny symbol Khmerskiego Imperium, a zarazem największa budowla sakralna na świecie położona na powierzchni około 82 hektarów. Ów cud budowlany Angorskiego kompleksu świątynnego jest szczytowym osiągnięciem klasycznego stylu architektury Khmerów.. Wzniesiono go z rozmachem, jakich niewiele było w historii ludzkości. Angkor Wat to jedyny, najlepiej zachowany obiekt świątynny w kompleksie Angkoru, który od momentu swojego powstania pozostaje przez cały czas czynnym, znaczącym ośrodkiem religijnym. Uhonorowaniem niezwykłości świątyni Angkor Wat było wpisanie jej w 1992 roku na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obecnie jest ona główną atrakcją turystyczną w Azji Południowo-Wschodniej, do której zjeżdżają się turyści i pielgrzymi z całego świata..


O ogromnym znaczeniu tej świątyni dla państwowości kraju Khmerów świadczy fakt, iż wizerunek Angkor Wat jest symbolem umieszczanym na flagach narodowych Kambodży, od czasu wprowadzenia pierwszej wersji w 1863 roku..


Początkowo Angkor Wat była hinduskim, a w późniejszym czasie buddyjskim kompleksem świątynnym w Kambodży. Skąd taka zmiana religijnej opcji..??. Zaraz wszystko po kolei wyjaśnię.. Otóż, ten wspaniały świątynny kompleks został zbudowany na początku XII wieku przez khmerskiego króla Suryavarmana II (panował 1113-1150 n.e.) ku czci hinduskiego bóstwa Wisznu, z którym, jako władca-bóg, król ten się identyfikował i uważał za jego ziemską reinkarnację. Czas budowy świątyni szacuje się od 32 do 35 lat. Obiekt miał spełniać rolę państwowej świątyni oraz miał być ewentualnym mauzoleum władcy..
Poniżej – podobizna króla Suryavarmana II (ślicznota to z niego nie była...)


Wizualizacja Angkor Watphoto Sharing.


Świątynia została wykonana z ogromnych ilości piaskowca i ma większą objętość niż Wielka Piramida w Gizie, w Egipcie. Według szacunków naukowców, przy jej budowie pracowało około 100 tysięcy ludzi. Piaskowiec transportowano z kamieniołomu u podnóża góry Kulen, odległego w linii prostej około 37 km na północny-wschód od Angkor Wat. Jednak realna trasa kamiennych bloków miała być ponad 2-krotnie dłuższa. Naukowcy początkowo twierdzili, iż piaskowiec transportowano przez 35 km wzdłuż kanału w kierunku jeziora Tonle Sap, potem kolejne 35 km drogą wodną przez jezioro, a następnie 15 km pod prąd, w górę rzeki Siem Reap, kończąc docelowo w Angorze całkowitą podróż o długości 90 km. Jednak w ostatnich latach Japońscy archeolodzy dokonali znacznej korekty tej drogi, przeprowadzając dokładne pomiary terenów u podnóża góry Kulen oraz analizując zdjęcia satelitarne całej okolicy. Odkryto dzięki temu szereg sztucznych kanałów, które służyły w przeszłości do transportu kamienia. Według tych obliczeń odległość jaka dzieliła kamieniołomy i docelowe miejsce, na którym stoi dziś zespół świątynny, to zaledwie 40 km. Tak niewielka odległość tłumaczyłaby również tempo w jakim wykonano świątynię, którą ukończono w ciągu kilku dekad. Kamienie, gładkie jak z polerowanego marmuru, układano bez zaprawy pozostawiając bardzo wąskie szczeliny, które czasami trudno dostrzec. W niektórych miejscach, by wzmocnić i ustabilizować ściany budowli, kamienne bloki łączono ze sobą kombinacją gniazda i czopu.. Fotografia poniżej prezentuje schemat takiego połączenia..


Ciężkie, kamienne bloki były prawdopodobnie podnoszone i ustawiane za pomocą kombinacji słoni, lin kokosowych, kół pasowych oraz bambusowych rusztowań. Wspominany już przeze mnie francuski podróżnik Henri Mouhot zauważa, że większość bloków miała wykute otwory o średnicy 2,5–3 cm. Niektórzy badacze sugerują, iż były one używane do zespalania ze sobą kamiennych bloków za pomocą żelaznych prętów, inni zaś twierdzą, że były używane do tymczasowego mocowania kołków pomocnych przy manewrowaniu blokiem i ustawianiu go na swoim miejscu. Kamienne budowle kompleksu Angkor Wat miały objętość blisko 350.000 m³, zaś dodatkowe około 100.000 m³ zajmowały obiekty drewniane, które niestety nie zachowały się do naszych czasów.. I tak w pierwszej połowie XII wieku powstała, budząca do dziś zachwyt, perła architektury o mistrzowskiej perspektywie oraz idealnych proporcjach.
Poniżej - Budowa świątyni Angkor Wat na początku XII w. – obraz Maurice Fievet.


Słonie w owym czasie stanowiły niezastąpiony środek transportu.. Stado wytresowanych słoni na terenie Angkoru spełniało rolę dzisiejszej bazy sprzętu ciężkiego.. Dobrze ułożony słoń był połączeniem spychacza, ciągnika i małego podnośnika.. Rusztowania bambusowe, na których pracowały tysiące kamieniarzy, były lekkie, wytrzymałe i elastyczne co umożliwiało ich uniwersalne wykorzystanie w każdym miejscu budowy..


Suryavarman II wznosząc kompleks Angkor Wat ku czci hinduskiego bóstwa Wisznu złamał pewną tradycję poprzednich władców, którzy poświęcali swoje świątynie innemu hinduskiemu bóstwu - Sziwie (Shiva). Po śmierci Suryavarmana II prace architektoniczno-dekoracyjne w kompleksie Angkor Wat zostały przerwane, pozostawiając niedokończone niektóre płaskorzeźby i ozdobne reliefy, a świątynię zamieniono w mauzoleum zmarłego króla. W 1177 roku, około 27 lat po śmierci Suryavarmana II, Angkor został najechany przez wojska królestwa Cham, odwiecznych wrogów Khmerów. Rozpętała się wojna podjazdowa, trwająca prawie rok…


Rok później, w 1178, nowy władca Jayavarman VII na czele Khmerskiej armii wyparł najeźdźców poza granice imperium Angkoru, rozszerzając stopniowo jego zasięg i odbudowując potęgę państwa Khmerskiego. Jak się okaże w kolejnych latach, król Jayavarman VII stanie się największym budowniczym Imperium Angkoru. Kilka kilometrów na północ od Angkor Wat wzniesie nowe, wielkie miasto Angkor Thom z państwową świątynią Bayon (odwiedzałem ten kompleks kilka dni wcześniej i relację z wędrówki opisałem w poprzednich częściach)..


Jayavarman VII był zagorzałym, religijnym wyznawcą Buddyzmu Theravada. W czasie jego panowania Angkor Wat siłą rzeczy został przekształcony ze świątyni hinduistycznej na buddyjską. Po śmierci Jayavarmana VII symbole buddyjskie zostały zniszczone i świątyni przywrócono ponownie charakter hinduistyczny. Dzięki takim kolejom losu na przestrzeni wieków, w architekturze Angkor Wat połączono ze sobą dwa plany architektoniczne; świątynię z wysokimi wieżami prezentującą mityczną górę Meru (święty dom khmerskich bogów) oraz rodzaj rozległego, świątynnego pasażu w formie podniesionej powierzchni kamiennego tarasu-platformy.. Pierwotna nazywana Angkor Wat brzmiała - Brah Bishnulok lub Varah Visnuloka, co znaczy Święta Siedziba Wisznu. Współczesna nazwa Angkor Wat oznacza "Miejską świątynię", ponieważ w języku  Khmerów; Angkor to "miasto" lub "stolica", a Wat to świątynia..


Jeszcze tylko mała ciekawostka i kończymy na razie opowieść o Angkor Wat, ponieważ za kilka chwil dotrzemy na miejsce.. Otóż, według jednej z legend, budowa Angkor Wat została zlecona przez indyjskiego boga Indra jako pałac dla swego syna Precha Ket Mealea. Wierzono, że świątynia została zbudowana w ciągu jednej nocy przez boskiego architekta.


Po takiej dawce wiadomości możemy spokojnie rozpocząć zwiedzanie świątyni Angkor Wat.. Nasz autokar właśnie dojeżdża na duży, zakurzony plac parkingowy, położony kilkadziesiąt metrów od głównego, zachodniego wejścia na teren kompleksu Angkor Wat. Zabieram torbę ze sprzętem foto, ciemne przeciwsłoneczne okulary i nakrycie głowy. Podczas tej wędrówki nie ma co liczyć na zacienione koronami drzew miejsca.. Tutaj praktycznie cały czas będziemy spacerować po odkrytych, nagrzanych, kamiennych pasażach, rozległych tarasach i odsłoniętych dziedzińcach.. Z chłodnego, klimatyzowanego wnętrza autokaru wychodzę wraz z grupą moich znajomych na pusty plac, pokryty wyschniętą na pieprz brunatną, laterytową glinką. Kilka samochodów, parę riksz czekających na turystów, którzy chcieliby zwiedzać Angkor tym środkiem lokomocji oraz stanowiska tutejszych handlarzy z zimnymi napojami i słodyczami, rozstawione pod parasolami w cieniu drzew, na skraju parkingu.. Przyjazd na teren kompleksu Angkor Wat we wczesnych godzinach porannych ma tę zaletę, że przynajmniej na początku zwiedzania unika się tłumu turystów, bardzo licznie odwiedzających to miejsce..


Główne zachodnie wejście do ANGKOR WAT
Rozpoczynamy zwiedzanie kolejnego kultowego kompleksu na Khmerskiej ziemi.. Plan działania podobny jak w poprzednich świątyniach – cała nasza grupka pod wodzą khmerskiego przewodnika pomaszeruje wytyczoną trasą, wsłuchując się w jego opowieści, natomiast ja z Jorgusiem zabieramy się od razu mocno do pracy, „pstrykając” i filmując wszystko dookoła…
W przeciwieństwie do większości świątyń Khmerów, mających główne wejścia od wschodu, Angkor Wat jest „zorientowana” na zachód. Droga do serca świątynnego kompleksu Angkor Wat prowadzi przez główne, zachodnie wejście.. W symbolice hinduskiej kierunek zachodni jest ściśle związany ze śmiercią. Tam wędruję symbol życia - Słońce i znika za horyzontem, tam też wg hinduskiej mitologii znajduje się Świat Zmarłych. Dlaczego zatem odstąpiono od ogólnych zasad i kanonów architektonicznych przyjętych w hinduistycznych budowlach, łamiąc przy tym dogmaty religijne..??. Teorii na ten temat jest kilka. Jedna z nich wydaje się najbardziej realistyczna. Francuski architekt i archeolog, konserwator Angkoru - Maurice Glaize oraz jego kolega po fachu George Coedès doszli do wniosku, że docelowo Angkor Wat miał służyć jako Świątynia grobowa dla króla Suryavarmana II, stąd jej zorientowanie na zachód, w celu dostosowania się do symboliki współzależności między zachodem słońca i śmiercią. Dowodami świadczącymi o prawdziwości takiej teorii jest przedstawienie płaskorzeźb na ścianach świątyni, które należy oglądać od lewej do prawej, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Taka terminologia stosowana w hinduskich świątyniach, przedstawia odwrotność normalnego porządku życia. Podczas hinduskich obrzędów pogrzebowych, rytuały odbywają się w odwrotnej kolejności. Archeolog Charles Higham opisuje również pojemnik, który został odzyskany z centralnej wieży Sanktuarium i mógł spełniać rolę urny grobowej...
Wejście od zachodu prowadzi przez dość rozległy taras z piaskowca w kształcie krzyża, podniesiony na wysokość ponad 1 metra. Na oryginalnych, kamiennych schodach dla wygody wędrujących tędy turystów zabudowano solidne, drewniane stopnie.


Wchodząc na platformę tarasu, przez moment zatrzymuję się obok olbrzymich, kamiennych posągów lwów, niemych strażników pilnujących wejścia na teren świątyni.. Pomniki lwów ustawiono po lewej i prawej stronie każdej z trzech klatek schodowych, prowadzących na taras.. Niektóre z figur mają widoczne znaki dewastacji i zniszczeń.. Obok posągów lwów widać kamienne wachlarze siedmiogłowych, świętych węży Naga. Są one częścią potężnej, ponad 250 metrowej balustrady, ciągnącej się niegdyś wzdłuż ceremonialnej grobli ku wejściowej bramie-gopurze, zabudowanej w pierwszej ścianie świątynnych murów..


Ruszam dalej, bo moja grupka zdążyła już odskoczyć do przodu.. Przede mną główna aleja wejściowa, biegnąca w idealnie prostej linii ku świątynnym murom.. Tę reprezentacyjną drogę, wiodącą od zachodu do świątyni Angkor Wat, poprowadzono kamienną groblą, szeroką na 12 metrów. Przecina ona 190 metrowej szerokości fosę, wypełnioną wodą. Grobla zbudowana jest z laterytowych bloków i wyłożona płytami z piaskowca. Ciągnie się na długości 250 metrów, w kierunku murów świątyni.. Jak wspominałem, w dawnych czasach boki grobli zabezpieczały kamienne balustrady w kształcie legendarnych węży Naga.. Wg badań archeologicznych, wejściowa kamienna grobla jest późniejszą formą architektoniczną, która zastąpiła pierwotny, drewniany most zabudowany nad fosą..


Aby lepiej zobrazować przestrzenną strukturę obszaru Angkor Wat, proponuję zerknąć na teren świątyni z lotu ptaka…
Powierzchnia jaką zajmuje ten potężny, świątynny kompleks to 82 hektary terenu, obecnie w większości porośniętego tropikalnym lasem. Zielony obszar, otoczony potężną fosą prawie 200 metrowej szerokości, zawarty jest łącznie z nią na planie prostokąta o bokach 1,5 km x 1,3 km i zajmuje powierzchnię ok. 190 hektarów. Fosa po obwodzie ma ok. 5,6 km długości. Ma ona połączenie kanałem z płynąca w pobliżu rzeką Siem Reap, skąd dostarczana jest woda. Oprócz umieszczonej centralnie świątyni Angkor Wat, pozostałą część terenu w obrębie murów zajmowały niegdyś pomieszczenia dla kapłanów i obsługi, siedziba króla i jego dworu oraz budynki tworzące obszar miejski, łącznie około 20 tys. osób. Jednak jak wszystkie świeckie obiekty Angkoru w tamtym czasie, nie zostały one zbudowane z kamienia, lecz z drewna czyli materiału nietrwałego w klimacie tropiku, więc praktycznie nic po nich nie pozostało z wyjątkiem zarysu niektórych ulic. Reszty kamuflażu dopełniła inwazyjna roślinność dżungli. Angkor Wat jest niezwykłą wśród reszty świątyń w kompleksie Angkoru, bo choć była ona nieco zaniedbana po XVI wieku, to jednak nigdy nie została całkowicie opuszczona. Swój wygląd i stosunkowo niewielką inwazję tropikalnego lasu może zawdzięczać otaczającej ją fosie, która nie dopuściła do nadmiernej ingerencji roślinności, tak jak widzieliśmy to np. w zwiedzanej wcześniej świątyni Ta Prohm..
Poniżej – obszar świątyni Angkor Wat wraz z otaczającą go fosą, widziany z helikoptera..

                                                                                  (źródło- wikipedia.org/wiki/Angkor_Wat, helicopterscambodia.com)
ANGKOR WAT – Architektura a religia..
Centralna świątynia Angkor Wat na przestrzeni kilkuset lat zachowała się w doskonałym stanie. Jest ona doskonałym przykładem klasycznego stylu architektury Khmerów. Według ówczesnych kanonów religijnych została zbudowana jako odwzorowanie wszechświata. Piramida centralnego prasatu pośrodku jest symbolem świętej góry Meru, siedziby khmerskich bogów. Cztery narożne wieże, tworzące razem z nią tzw. układ Quincunx, symbolizują szczyty gór. Wewnętrzne dziedzińce to kontynenty, a zewnętrzne ściany to pasma górskie na skraju świata. Fosa wokół świątyni przedstawia ocean. Główne Sanktuarium, podobnie jak miało to miejsce w innych odwiedzanych wcześniej angkorskich świątyniach, otoczone jest 4-ma ścianami murów. W każdej obudowie murów znajdują się wejściowe gopuramy, przez które prowadzi droga do serca świątyni. Pierścienie murów otaczających centralne Sanktuarium są liczone od środka na zewnątrz. Tak więc będziemy przekraczać poszczególne obudowy murów zaczynając od zewnętrznej IV, a kończąc na I obudowie, najbliższej głównego Sanktuarium.. Dostęp do świątyni jest tylko z dwóch stron: – od zachodu głównym wejściem po grobli z piaskowca (to którym teraz maszeruję) oraz od wschodu przez ziemną groblę.
Poniżej- centralny świątynny sektor z helikoptera..

                                                                                                                    www.britannica.com - aerial view Angkor_Wat
Centralna budowla świątynna jest osadzona na 3-poziomowym, wznoszącym się tarasie i wyniośle góruje ponad całym miastem. Wysokość Angkor Wat od powierzchni ziemi do górnej części centralnej wieży jest większa niż mogłoby się wydawać i wynosi około 65 metrów. Każdy kolejny poziom opisany na planie prostokąta otaczają ściany galerii. Powierzchnie poszczególnych poziomów zmniejszają się sukcesywnie, im bliżej centralnej wieży głównego Sanktuarium. Amerykański historyk Eleanor Mannikka, który przez ćwierć wieku pracował nad rozwikłaniem logiki i symboliki Angkoru, interpretuje te galerie jako poświęcone królowi, Brahmie, księżycowi i Wisznu. Każda galeria ma na poszczególnych bokach oraz rogach prostokąta, wejściowe gopuramy. Dwie wewnętrzne galerie mają dodatkowo wieże na każdym rogu, tworząc Quincunx z centralną wieżą Sanktuarium. Dostęp do górnych obszarów świątyni był stopniowany hierarchicznie. Im wyżej tym wyższa kasta. Na najniższy poziom mieli dostęp ludzie świeccy, zaś trzeci poziom był dostępny tylko dla króla i arcykapłana.. Hmm.. może to stąd bierze się stare przysłowie – .. Za wysokie progi, jak na Twoje nogi..”.??...
Poniżej - schemat obszaru świątynnego Angkor Wat z uwzględnieniem poszczególnych obiektów.


Maszerując kamienną groblą, mniej więcej w połowie jej długości dochodzę do poszerzenia w formie tarasu. Na bocznych skrzydłach tarasu widać pozostałości po kamiennej balustradzie oraz posągach lwów-strażników. Taras ten pełnił rolę widokowej platformy oraz niewielkiej przystani dla łodzi pływających po rozległej fosie.


Można tutaj zauważyć ciekawą rzecz, zastosowaną przez ówczesnych budowniczych świątyni.. Otóż, na początku XII wieku coraz bardziej wykwalifikowani architekci Khmerscy nabrali doświadczenia, w zakresie korzystania z piaskowca jako głównego materiału budowlanego, zastępując nim stopniowo mniej trwałe cegły i bloki z czerwono-pomarańczowego laterytu... Najbardziej widoczne segmenty świątynnych obiektów wykonano z bloków jasnego piaskowca, natomiast ceglastego laterytu użyto do budowy wewnętrznych ścian i ukrytych części konstrukcyjnych. Różnicę tę widać doskonale pomiędzy bocznymi ścianami tarasu, opadającymi w wodną toń, które wykonano z czerwonego laterytu,  a drogą przez kamienną groblę pokrytą jasnymi płytami piaskowca. Przypomnę, iż bloki piaskowca pochodzą z kamieniołomu leżącego u podnóża góry Kulen, około 40 km od Siem Reap. Wodno-lądowa operacja transportu piaskowcowych bloków przy braku nowoczesnego sprzętu, wymagała ogromnego wysiłku tysięcy ludzi.


Z tego miejsca tarasu widać doskonale cały zachodni fronton wejściowy, największy na obszarze świątyni Angkor Wat, który rozciąga się na długości ponad 800 metrów.. Zewnętrzna laterytowa ściana tworzy prostokąt o wymiarach 1024 m x 802 m i ma wysokość 4,5 m. Pomiędzy nią a wspomnianą fosą z wodą zalega 30 metrowej szerokości, zielony pas otwartego terenu. Pośrodku zachodniej ściany murów IV obudowy, wznosi się długi na 235 metrów wejściowy portyk z trzema prasatami–wieżami nadbramnymi o różnych wysokościach. Jak widać na fotce poniżej, wieże mają zawalone szczyty, które w nienaruszonym, oryginalnym stanie przybierają wygląd pąka lotosu..


Poniżej – ryciny przedstawiające dawny wygląd zachodniej strony świątyni Angkor Wat, wykonane przez wspominanego już w moich relacjach, francuskiego badacza, artystę i świetnego rysownika Louisa Delaporte, który w latach 1866- 1868 wraz z francuską ekspedycją prowadził badania na terenie Indochin..


Ruszam w kierunku wejściowego portyku z trzema gopurami.. Aby dostać się na wewnętrzny, świątynny dziedziniec, muszę przejść przez jedną z 5-ciu bram wejściowych, jakie zabudowano w zachodnim frontonie. Wejścia rozmieszczono na całej długości ozdobnego portyku – po jednym na końcu południowego i północnego skrzydła oraz trzy wejścia pośrodku.. Skrajne wejścia oddalone od siebie o ponad 200 metrów, obecnie nie są używane i zamknięte dla turystów.. Trzy wejścia centralne, oddalone względem siebie o ok. 40 metrów, przystosowano do ruchu turystycznego, zabudowując w ich kierunku drewniane podesty oraz schody ułatwiające podejście. Te wejściowe bramy z górującymi ponad nimi wieżami, miały w czasach Imperium znaczącą rangę ważności..


Środkowa brama to „drzwi” króla. Przez nie mógł wkraczać do świątyni tylko władca. Do dwóch bocznych bram wejściowych mieli dostęp dostojnicy, szlachta i urzędnicy królewscy. Skrajne gopuramy, jak to w życiu bywa, były dla „maluczkich” czyli królewskich poddanych, zamieszkujących tereny miejskie Angkor Wat.. Pomiędzy poszczególnymi bramami wejściowymi na długości całego portyku poprowadzono ciąg galerii, podpartych ozdobnymi, kwadratowymi kolumnami.. Zarówno trzy centralne wejścia z wieżami, jak i dwa zabudowane na krańcach portyku, często określane są mianem "bram słoni", ponieważ mają wystarczająco duże rozmiary, aby zmieściły się w nich te królewskie zwierzęta...


Nasza grupa zatrzymuje się przede wejściem do gopuramu i ciekawie wsłuchuje w opowieści khmerskiego przewodnika, a ja spoglądam w tym czasie na ozdobne balustrady, otaczające kamienny taras. Zachowały się one tutaj w dość dobrym stanie.. Balustrady prezentują wijące się cielsko węża Naga, zwieńczone 7 głowami na szerokim wachlarzu, przypominającym wizerunek kobry. Kamienne rzeźby mitycznych węży Naga bywają częstym elementem dekoracyjnym w angkorskich świątyniach, ponieważ te hinduskie bóstwa są patronami i opiekunami Angkoru. W kulcie hinduistycznym węże symbolizują nieśmiertelność, moc regeneracji i reinkarnacji. Modlitwy do nich kierują kobiety pragnące płodności i potomstwa. W tradycji buddyjskiej węże Naga będące wierzchowcami bogów, uważane są za szczodre i hojne, ale często niebezpieczne i złośliwe istoty.


Jam Ci człek prosty i nie godzien królewskich zaszczytów, przeto chlubą dla mnie będzie wkroczenie w progi królewskiej świątyni przez boczną bramę-gopurę, nie zaś głównym królewskim traktem... Podążam za khmerskim przewodnikiem w kierunku bocznego gopuramu. Jest to podyktowane faktem, iż wewnątrz tej bramy, w podcieniach arkad znajduje się ciekawy posąg.. Ale to za chwilkę. Boczna brama wejściowa w centralnej części portyku, oddalona jest od głównego, królewskiego przejścia o ok. 40 metrów. Z ozdobnej wieży wieńczącej jej szczyt zachowała się jedynie dolna część podstawy. Górne sklepienie na przestrzeni wieków uległo zawaleniu.. Do środka gopuramu prowadzi rząd drewnianych schodów, które zabudowano w miejscu uszkodzonych, kamiennych stopni..


Wejściowy ganek podpierają dwa rzędy kwadratowych kolumn. Tutaj strop także się zawalił. Upływający czas, słońce i deszcz na przestrzeni 500 lat uporały się ze stabilnością kamiennego sklepienia.


Cała zewnętrzna ściana zachodniego portyku to ciąg otwartych galerii.. Ozdobne kolumny o kwadratowym przekroju ustawione w odstępach 2,5 metra, podpierają podwójnie łamane, łukowate zadaszenie. Ta majestatyczna fasada jest doskonałym przykładem klasycznej architektury Khmerów.


Na odcinkach łączących poszczególne bramy wejściowe, ściany galerii zabudowane zostały otwartymi otworami okiennymi, w których umocowano ozdobne tralki. Te pięknie profilowane, kamienne słupki spełniały niegdyś rolę żaluzji, limitujących przepływ powietrza i ilość wpadające światła do wnętrza korytarza.. Ówcześni Angkorscy architekci bardzo często stosowali dwa warianty galerii, spełniających rolę przejść wzdłuż ściany obudowy lub wzdłuż osi świątyni. Zadaszone galerie z otwartymi oknami budowano zazwyczaj po jednej stronie świątynnych murów, najczęściej na wschód. Druga, zachodnia ściana obudowy murów nie posiadała zadaszeń i miała zabudowane imitacje drzwi oraz okien (fałszywe wnęki) dla zachowania symetrii. W przypadku Angkor Wat, z uwagi iż świątynia zorientowana jest na zachód i od zachodniej strony znajduje się główne wejście do kompleksu, ten wariant zabudowy galerii jest odwrotny..


Do wnętrza gopury wkracza się przez ozdobne, kamienne odrzwia, wykonane z piaskowca.. Po bokach wejściowego otworu widać wąskie, rzeźbione kolumny, służące jako podparcie dla belki nadproża. W architekturze takie wsporniki nazywane są colonettes. W zależności od okresu, colonettes miały kształt okrągły, prostokątny lub ośmiokątny. Colonettes często formowano na kształt nakładających się pierścieni i ozdabiano rzeźbionym ornamentem roślinnym..


Zanim przekroczę progi gopuramu postanawiam zboczyć w prawo do podcieni galerii, by moc dokładniej przyjrzeć się jej architektonicznym szczegółom.. Każde ze skrzydeł portyku biegnące ku skrajnym bramom wejściowym ma długość około 70 metrów.. Na tym odcinku ściany galerii nie posiadają wnęk okiennych, a ich gładką powierzchnię zdobi delikatne rzeźbiony ornament z widocznymi pozostałościami naściennych malowideł..


Rząd kilkudziesięciu kolumn 2,5 metrowej wysokości biegnie równiutko jak po sznurku pod stropową belką, zdobioną dużymi rozetami kwiatów lotosu.. Trzony kolumn o przekroju kwadratowym są całkowicie gładkie, natomiast głowice posiadają wieńcowy ornament.. Można tutaj zaobserwować typową dla Khmerskiej architektury - symetrię stropu.


Ponieważ Angkoriańscy inżynierowie nie stosowali w swych budowlach prawdziwych sklepień łukowych prawdopodobnie z braku doświadczenia, konstruowali typ stropu za pomocą nadproża lub corbellingu.. Nadproże rzecz prosta – belka podparta z dwóch końców słupami czy kolumnami, lecz co to takiego ten corbelling..??. Architekci Angkoriańscy projektowali sklepienie na zasadzie tzw. techniki wsporników łuku czyli stropu ostrołukowego.. Wsporniki łuku układano z warstw kamieni przeciwległych ścian, przy czym każdą nakładaną kolejną warstwę wysuwano nieco do wewnątrz, dopóki kamienie obu bocznych ścian nie spotykały się pośrodku. Sklepienie ostrołukowe jest strukturalnie słabszą konstrukcją niż prawdziwy łuk, co było przyczyną wielu zawaleń stropu w Angkorskich świątyniach.


Przykłady konstrukcji stropu – naproże, corbelling, łuk..


Korytarzem galerii przez wąskie, kamienne odrzwia kieruję się do głównego pomieszczenie gopuramu, gdzie według wskazówek naszego przewodnika ma znajdować się ciekawy posąg..


Ośmioręki WISZNU
Pośrodku skrzyżowania korytarza galerii i głównego przejścia przez południowy gopuram ukazuje się mym oczom ciemny posąg 3-metrowej wysokości, przyodziany w złote szaty. Figurę wyrzeźbiono z jednego bloku piaskowca. Przedstawia wizerunek hinduskiego boga Wisznu znany lokalnie jako Ta Reach. U jego stóp na kamiennym cokole ułożono dymiące kadzidełka, kwiaty lotosu i ofiary z owoców papai. Nad głową Wisznu wisi duża złota umbrella (parasol). Według historycznych zapisków, posąg ten początkowo zajmował miejsce na najwyższym, trzecim poziomie, w centralnym sanktuarium świątyni..


Spoglądam z bliska na postać tego największego hinduskiego boga i od razu zadziwia mnie jedna rzecz.. Posąg ma 8 rąk..!!. Nie mnogość boskich kończyn, a ich ilość wprawia w zdumienie… Wszystkie napotykane przeze mnie wizerunki Wisznu, zarówno w tajskich jak i kambodżańskich świątyniach, miały dwie pary ramion czyli w sumie 4 ręce.. W przekazach, książkach, encyklopediach oraz na malowidłach przedstawiających boga Wisznu, jego postać ma tylko 4 ręce. Skąd tutaj taka ilość..??. Aby rozwiązać tę zagadkę, musimy troszkę pogrzebać w zawiłościach hinduistycznej religii..


Wisznu to jeden z najpopularniejszych dewów w hinduizmie, Bóg jedyny w wisznuizmie (największym wyznaniu hinduistycznym). Jeden z Trimurti czyli trójcy hinduistycznej, tworzonej wraz z Brahmą i Śiwą. Symbolizuje utrzymujący aspekt Boga, najczęściej identyfikowany z dwoma swoimi awatarami: Kryszną i Ramą. Wisznu jest Bóstwem wszechobejmującym (zawierającym wszystko), określany mianem istoty, która kontroluje zarówno naturę materialną, jak i duszę indywidualną oraz panuje nad nimi. Jest tym, który zawiera w sobie wszystkie dusze. To on odpowiedzialny jest za całe trwanie i utrzymywanie istnienia świata. Trochę to dla nas katolików skomplikowane, ale widać tutaj podobieństwo do naszej świętej trójcy.


Wisznu dziewięciokrotnie, ilekroć światu groziło niebezpieczeństwo, przybywał na ziemię w różnych wcieleniach, czyli awatarach. Wcielał się w potężne zwierzęta oraz w osoby ludzkie. Do ludzkich wcieleń Wisznu należał Rama (bohater eposu Ramajana) i popularny Kryszna, który ocalił świat przed złym demonem Kansą. Dziesiąte wcielenie Wisznu nazwane Kalkin ("niszczyciel wszelkiej niegodziwości") – dopiero się pojawi, a jego nadejście zwiastować będzie koniec świata. Wisznu przedstawiany jest zwykle jako przystojny czteroramienny młodzieniec o błękitnej skórze, przyodziany w złote szaty. Do atrybutów boga trzymanych w 4 rękach należą:
buława - symbolizującą siłę i możliwość kary
muszla - symbol rozprzestrzeniającego się głosu boga
dysk - przypominający o kole czasu i potrzebie dobrego życia
kwiat lotosu - symbol spełnionego życia


I teraz meritum sprawy – skąd 8, a nie 4 ręce..?.
Osiem to liczba głównych kierunków róży wiatrów w jej najprostszej formie, i w tym odniesieniu liczba kosmicznego ładu oraz kosmicznej równowagi, symbol nieskończoności.. W hinduizmie i buddyzmie Osiem odgrywa ważną rolę, często jest to liczba szprych buddyjskiego symbolu Koła Życia i Koła Nauki, Osiem płatków miewa często symbol kwiatu lotosu, Osiem ścieżek prowadzi do duchowej doskonałości. Liczba Osiem to symbol nieskończoności, ale też władzy i pieniędzy.. W szczególnych przypadkach, gdy wizerunek hinduistycznego boga Wisznu ma związek z ukazaniem Ośmiu strażników przestrzeni świata, posąg ma w Osiem ramion…. Ufff, hinduizm to zawiła religia, pełna bogów, bóstw, demonów, mistycyzmu i filozofii.. Choć czasem z ciekawości zagłębiam się w tę gałąź religii, to i tak praktycznie niewiele z niej rozumiem.. Trzeba mieszkać wśród hindusów, poznać ich mentalność, życie i wierzenia, aby co nieco powiedzieć o hinduizmie...


Echhh…tyle rąk to by się człowiekowi nieraz przydało… No cóż, to jednak tylko boski przywilej, a z drugiej strony spodnie z 8-mioma kieszeniami..???..... Idziemy dalej. Ciemnymi korytarzami gopuramu przechodzę na drugą stronę portyku..


Po przekroczeniu kamiennej ściany murów IV obudowy, otwiera się widok na rozległy, zielony, wewnętrzny dziedziniec, z którego w znacznym stopniu usunięto roślinność tropikalnego lasu.. Na jego wschodnim krańcu po raz pierwszy ukazuje w oddali właściwa, centralna struktura Angkor Wat - główny masyw świątyni z pięcioma wysokimi prasatami w kształcie kwiatów lotosu.


Fronton bramy wejściowej od strony wewnętrznego dziedzińca jest niemalże identyczny jak od strony zewnętrznej, czyli wejścia od fosy.. Bogato zdobione ornamentem odrzwia z piaskowca wyprowadzają na niewielki ganek, podparty dwoma rzędami kwadratowych kolumn.


Zniszczone kamienne schody zastąpiono rzędem kilku drewnianych stopni, sprowadzających na niewielki taras. Po prawej stronie schodów posąg kamiennego lwa-strażnika o nieco zdeformowanym pysku. Po drugim lwie z lewej strony schodów pozostało tylko wspomnienie..


Za kamiennym murem
czyli
tajemnice ANGKOR WAT..
Kamienna ściana portyku od wewnętrznej, wschodniej strony prezentuje się nieco inaczej niż jej zewnętrzny, zachodni fronton.. Nie istnieje tutaj zadaszony ciąg galerii, a zabudowane w ścianie wnęki okienne z ozdobnymi tralkami, to tylko imitacja okien. Są po prostu ślepe.


Fronton ściany pomiędzy okiennymi wnękami zdobią liczne płaskorzeźby postaci z mitologii indyjskiej, przedstawiające niebiańskie tancerki Apsaras. Khmerscy artyści-kamieniarze dość powszechnie stosowali wizerunki apsaras jako motyw dekoracji ścian i filarów świątyń oraz innych budynków sakralnych..


Ruszam w dalszą wędrówkę.. Drewniane chodniki, ułatwiające spacer po terenie świątyni, prowadzą w stronę głównego (królewskiego) wejścia w zachodnim portyku. Ganek głównego gopuramu jest obecnie odrestaurowywany.


Panorama głównego, zachodniego portyku od strony wewnętrznej..


Od głównego, zachodniego wejścia zaczyna się szeroka, reprezentacyjna aleja, biegnąca w linii prostej ku centralnemu masywowi świątyni.. Ten królewski trakt poprowadzono po naziemnej grobli, podniesionej 1,5 metra powyżej terenów znajdujących się po jej obu stronach. Długa aleja o szerokości 9,5 metra ciągnie się na odcinku około 350 metrów. Wyłożono ją dopasowanymi płytami z piaskowca, a po obydwu stronach na całej długości zabudowano niskie, kamienne balustrady o kształcie przypominającym ciało węża Naga. Balustradę podtrzymują krótkie kolumny. Na trasie alei rozmieszczono 6 zestawów schodów, umożliwiających zejście na obszary miejskie, istniejące niegdyś po obu jej stronach.


BIBLIOTEKI
Po około 180 metrach spaceru szeroką, reprezentacyjną aleją dochodzę do dwóch klatek schodowych, sprowadzających na lewo i prawo, w kierunku budowli zwanych Bibliotekami. Podczas zwiedzania wcześniejszych khmerskich świątyń sporo pisałem o ich dość tajemniczym przeznaczeniu. Otóż, owe struktury powszechnie znane jako "biblioteki" są wspólną cechą architektoniczną Khmerskich świątyń, lecz ich prawdziwy cel pozostaje nieznany. Jedno jest pewne, że nie wypożyczano w nich książek... Najprawdopodobniej funkcjonowały one jako sanktuaria religijne, a nie jako repozytoria rękopisów. Wolnostojące budynki były zazwyczaj umieszczane parami po obu stronach wejścia do głównego kompleksu świątyni.
- poniżej: Biblioteka po lewej stronie alei


- poniżej: Biblioteka po prawej stronie alei


Podłużne budynki bibliotek opisane na planie prostokąta, posiadają wejścia w każdym punkcie kardynalnym – ze wschodu, zachodu, północy i południa.. Każde z wejść zadaszone jest niedużym gankiem, podpartym czterema kwadratowymi kolumnami.. Na bocznych ścianach bibliotek widoczne otwarte wnęki okienne, zabudowane ozdobnymi tralkami, podobne do tych jakie widziałem na ścianach wejściowego, zachodniego gopuramu. Całość budowli pokrywa łukowaty, podwójnie łamany dach.


Świątynia Angkor Wat jest „zorientowana” na zachód, czyli frontony budynków i główne wejście do kompleksu znajdują się od strony zachodniej. Dzięki temu rozmieszczenie murów obudowy oraz poszczególnych budowli, galerii, tarasów, schodów i dziedzińców pozostawia więcej przestrzeni od strony zachodniej. Wschodnia część kompleksu jest bardziej „ściśnięta”, a odległości pomiędzy budowlami oraz powierzchnie wewnętrznych dziedzińców dużo mniejsze.. Maszerując szeroką, zachodnią aleją widać to doskonale.. Puste, rozległe połacie terenu ciągnące się po obu jej stronach, od wejściowej bramy aż po sam centralny kompleks świątynny, zajmują obszar 10 boisk do piłki nożnej... Poza miniętymi przed momentem dwoma budynkami bibliotek, na zielonych placach znajdują się tylko dwa dość duże zbiorniki wodne.. W kierunku jednego z nich zaraz skręcimy…


Jeszcze tylko „centralnie” pstryknięta fotka w kierunku głównej świątynnej budowli i z wygodnej, szerokiej alei zbaczam w lewo na zielone trawniki, by spojrzeć na Angor Wat z nieco innej perspektywy..


Wspomniane dwa zbiorniki wodne to późniejsze uzupełnienia do projektu całego kompleksu świątynnego… Zostały zbudowanie 150 lat później.. Obydwa stawy zamykają się w polach prostokątów o wymiarach 75 x 50 m. Tylko lewy zbiornik jest obecnie wypełniony wodą. Jego zachodni brzeg to najbardziej popularne miejsce do oglądania wschodu słońca nad świątynią i do robienia pamiątkowych zdjęć przez wszystkich turystów.. Zresztą co tu dużo gadać… Sami zobaczcie…


Jednym z pierwszych zachodnich turystów w świątyni Angkor Wat był portugalski mnich António da Madalena, który odwiedził ją w 1586 i tak pisał w swoich notatkach -… „ To tak niezwykła budowla, iż nie jest możliwe, aby opisać ją piórem, zwłaszcza, że wygląda jak żaden inny budynek na świecie. Posiada wieże, piękne dekoracji i wszelkie doskonałości, które geniusz ludzki może osiągnąć. ".. Spoglądam w kierunku świątyni i stwierdzam, że Angkor Wat nie straciła nic z dawnego blasku i niezwykłości, a raczej zyskała z upływem wieków na swej urodzie, ukazując kunszt Khmerskich architektów..


Zanim skieruję się w stronę centralnej części świątyni, muszę „skrobnąć” parę zdań o jej architektonicznym planie..
Jak już wspomniałem na początku relacji, budowla Angkor Wat to odwzorowanie mitycznego wszechświata. Wznosząca się pośrodku piramida centralnego prasatu jest symbolem świętej góry Meru, siedziby bogów. Cztery narożne wieże, tworzące razem z nią tzw. układ Quincunx, symbolizują szczyty gór. Wewnętrzne dziedzińce to kontynenty, a zewnętrzne mury to pasma górskie na skraju świata. Fosa wokół świątyni przedstawia ocean. Główne Sanktuarium, podobnie jak miało to miejsce w odwiedzanych wcześniej angkorskich świątyniach, otoczono 4-ma ścianami murów.. Centralna budowla świątynna osadzona jest na 3-poziomowym, wznoszącym się tarasie i wyniośle góruje ponad całym miastem. Każdy kolejny taras–poziom świątyni jest dwa razy wyższy od poprzedniego. Nad całością góruje pięć wież-prasatów, przypominających swym kształtem kwiaty lotosu. Cztery narożne wieże są niższe od piątej, centralnej wieży, ustawionej pośrodku. Jest to wieża głównego Sanktuarium. Wznosi się ona 42 metry ponad górny taras, a jej wierzchołek znajduje się na wysokości 65 m ponad otaczającym ją terenem miejskim. Zwiedzający mają wrażenie, jakby oglądali piramidę. Każdy kolejny poziom opisany na planie prostokąta otaczają ściany galerii. Powierzchnie poszczególnych poziomów zmniejszają się sukcesywnie, im bliżej centralnej wieży głównego Sanktuarium.


Poniżej - schemat centralnej części świątyni Angkor Wat z uwzględnieniem poszczególnych obiektów.


Główne wejście do tej części świątyni prowadzi przez szeroki taras, znajdujący się na końcu reprezentacyjnej alei i dalej przez centralny gopuram.. My z uwagi na fotograficzne plenery przejdziemy nieco inaczej i na świątynne tarasy wkroczymy bocznym wejściem, a w drodze powrotnej przejdziemy przez centralny gopuram… Okrążając zbiornik wodny, maszeruję jego północnym brzegiem w kierunku pięciu centralnych wież świątyni, co jakiś czas przystając fotki... Widok świątyni od tej strony jest naprawdę malowniczy..


Duży, płaski obszar pomiędzy zbiornikiem wodnym i widocznym w oddali murem galerii, okalającym centralną bryłę świątyni, wznosi się stopniowo. Przede mną kolejny rozległy taras, uformowany 1,5 metra wyżej i otoczony kamiennym murkiem..


Dochodzę do kilku kamiennych stopni i po chwili jestem na drugim podwyższeniu spacerowego tarasu.. Po drodze mijam trójkę młodych mnichów, ubranych w jaskrawe, szafranowe stroje, którzy wędrując w przeciwnym kierunku, żywiołowo o czymś między sobą rozprawiają..


W ciągu kolejnych minut docieram do bocznego, północnego gopuramu, będącego częścią głównego portyku, zabudowanego w murach III obudowy tzw. Galerii zewnętrznej.. Wejścia do wnętrza pilnują dwa posągi kamiennych lwów, ustawione po obydwu stronach schodów.


Jak wspominałem, centralna część świątyni składa się z trzech poziomów i właśnie ta kamienna ściana murów z głównym portykiem wejściowym oraz ciągiem galerii, jest granicą otaczającą pierwszy poziom.. Zewnętrzną Galerię zabudowano na planie prostokąta o wymiarach 187 m x 215 m. W narożach nie postawiono wież, jak to zwykle bywa w tego typu budowlach, lecz ozdobne pawilony wejściowe na każdym z czterech rogów... Okazała galeria każdego z czterech boków prostokąta jest otwarta na zewnątrz świątyni. Korytarz galerii został poszerzony i posiada podparcie konstrukcji podwójnie łamanego dachu dwoma rzędami kwadratowych kolumn, tworzącymi tzw. półgalerie. Zewnętrzna strona korytarza galerii to ciąg 60 kolumn, podczas gdy wewnętrzna strona jest litą ścianką, ozdobioną płaskorzeźbami.


Moja grupka znajomych wraz z khmerskim przewodnikiem już dawno powędrowała w kierunku świątynnego centrum.. Od pewnego czasu tylko ja i mój przyjaciel Jorguś „zamykaliśmy” tyły naszej ekipy, lecz i on zniknął mi gdzieś w zakamarkach świątynnych krużganków.. Z nagrzanych słońcem, rozległych tarasów świątynnego kompleksu wchodzę w podcienia chłodnych murów gopuramu.. Pierwsze kroki i pierwsza konsternacja.. W przejściu pod ścianą widok ściskający serce.. Kocham ludzi, kocham dzieci i taki obrazek od razu porusza mą duszę.. Pod ścianą na kamiennej posadzce śpi skulona młoda Khmerka, a obok na małym kocyku słodki bobas.. Znam realia i podobne sytuacje na naszym polskim podwórku.. Często są to „inscenizowane” obrazki, jednakże Kambodża jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, dwa miliony ludzi żyją w ubóstwie, nagminnie łamane są tutaj prawa człowieka. Jedna trzecia populacji żyje za mniej niż dolara dziennie, a czterdzieści procent dzieci jest chronicznie niedożywionych. Zawsze staram się wspomagać takie osoby kupując żywność, a jednocześnie wystrzegam się dawania „kasy”, lecz w tym wypadku łamię zasady i po cichutku na kocyk śpiącego niemowlaka kładę kilka dolarów.. Matka i dziecko śpią w najlepsze, a ja z poczuciem dobrego uczynku wędruję w dalsze zakamarki świątynnego kompleksu..


„Największy znany układ liniowy kamiennej płaskorzeźby"…
Z wejściowego gopuramu skręcam w prawo i wkraczam w podcienia zewnętrznej Galerii, ciągnącej się na I poziomie świątyni. Według opinii naukowców oraz większości turystów jest to jedno z najciekawszych miejsc w Angkor Wat, a znajdujące się tutaj naścienne reliefy to niezwykłe, rewelacyjne dzieło khmerskiej sztuki kamieniarsko-rzeźbiarskiej. Na około 800 metrach bieżących wewnętrznych ścian Galerii wykuto w piaskowcu ogromną ilość płaskorzeźb-obrazów o ponad 2 metrowej wysokości, przedstawiających sceny oraz epizody z hinduskich eposów Ramajany i Mahabharaty, hinduskiej mitologii, świętych ksiąg, batalistyczne obrazy wojen okresu Angkoru, a także epizody historyczne z życia króla – fundatora Suryavarmana II.. Większość z nich powstała w XII wieku, niektóre zostały dodane w XVI wieku.


Płaskorzeźby są podzielone na osiem części, po dwa panele na każdej z czterech ścian Galerii i rozmieszczone między pawilonami wejściowymi. Poszczególne panele przedstawiają konkretny temat. Mają one długość od kilkudziesięciu do niemal 100 metrów każda i wykute zostały na wcześniej zbudowanych kamiennych ścianach. Ponadto dwa pawilony w rogach zachodniej Galerii mają na swych ścianach wiele scen z eposu Ramajana.
A oto nazwy poszczególnych sektorów z naściennymi reliefami..
-Bitwa Kurukszetra
- Wielka Armia króla Suryavarmana II
-Wyrok boga Yama: Niebo i Piekło
- Ubijanie oceanu mleka
- Zwycięstwo Wisznu nad demonami
- Zwycięstwo Kriszny nad królem demonów Bana
- Bitwa pomiędzy bogami a demonami
- Bitwa na Lance (Sri Lanka)
Panele ciągną się poziomo wzdłuż ścian, trzeba jednak pamiętać, że płaskorzeźby w Angkor Wat zostały zaprojektowane do oglądania od lewej do prawej strony.. Aby zrozumieć ciąg wydarzeń przedstawionych na ściennych reliefach, powinniśmy przestrzegać takiego kierunku zwiedzania Galerii. Zatem zaczynamy zwiedzanie. W celu łatwiejszego rozpoznania poszczególnych paneli płaskorzeźb i prezentowanych scen, poniżej mapka z ich rozmieszczeniem na ścianach Galerii.


Od wejściowego zachodniego gopuramu kieruję się w prawo i spacerkiem, bez pośpiechu, wędruję wzdłuż rzeźbionych ścian, przyglądając się dokładnie poszczególnym kamiennym obrazom…
Południowa strona Galerii Zachodniej:
- BITWA KURUKSZETRA
Ten panel o długości ok. 48 metrów przedstawia sceny ze sławnej „Bitwy na polu Kurukszetra” (w Indiach, na północ od Delhi), będące ilustracją głównego tematu hinduskiego eposu Mahabharata. Bitwa toczy się między skłóconymi klanami Pandawów i Kaurawów o tron Hastinapuru (metropolii w pół. Indiach), którzy nawiasem mówiąc byli kuzynami. Mahabharata opisuje tę wojnę jako najbardziej krwawą w dziejach świata. Pandawowie mieli 7 dywizji, a Kaurawowie 11 dywizji wojska. Wojownicy uzbrojeni byli głównie w łuki, topory, miecze i włócznie. W walkach używano słoni oraz koni. Była to wojna na wyniszczenie przeciwnika. W ciągu zaledwie 18 dni zginęli prawie wszyscy wojownicy oprócz pięciu Pandawów i pięciu ich sojuszników. Wszyscy Kaurawowie i ich sprzymierzeńcy polegli. W ten sposób walka między siłami dobra i zła zakończyła się zwycięstwem dobra, pod opieką boga Kryszny. Większość naukowców uważa wojnę Kurukszetra za fakt historyczny (podobnie jak wojnę trojańską), rozbieżności dotyczą ustalenia dokładnej daty bitwy…


Armia Kaurawów (podchodząca z lewej) i armia Pandawów (podchodząca z prawej) zmierzają w kierunku środka panelu, gdzie spotykają się w walce. Wojowników obu armii można odróżnić po odmiennych hełmach.


Scena rozpoczyna się marszem piechoty i muzyków grających rytmicznie do boju..


W centrum panelu bohater tej bitwy – Ardźuna, jeden z pięciu braci klanu Pandawów, niebiański łucznik i przyjaciel Kryszny, napinając łuk pędzi na bojowym rydwanie, którym kieruje czteroręki bóg Kryszna.


Sceny walki są niezwykle dynamiczne, nakładają się niekiedy jedna na drugą. Widać konie, rydwany, żołnierzy z tarczami i dzidami. Walczący na rozpędzonych rydwanach wojownicy przeciwnych armii, napierają na siebie z niezwykłym impetem, ukazanym w bardzo realistyczny sposób.. Starsi oficerowie i generałowie (postacie w większej skali) nadzorują bitwę w wozach, na słoniach i koniach.


Ekspresja scen narasta stopniowo i osiąga szczyt w walce wręcz, ukazując wzajemną zagładę klanów Kaurawów i Pandawów. Na długości kilkudziesięciu metrów rzeźbionej ściany trudno znaleźć niewypełniony centymetr kwadratowy.


Kiedy razem z Jorgusiem skrupulatnie uwieczniamy na zdjęciach i taśmie filmowej poszczególne fragmenty naściennych reliefów, zauważam trójkę młodych buddyjskich mnichów, którzy wędrując podcieniami galerii, ciekawie przyglądają się naszej pracy. Z przyjaznych uśmiechów na ich twarzach wnioskuję, iż być może też chcieliby znaleźć się w naszej foto-wideo relacji z Angkoru. Krótkie powitanie, wymiana uprzejmości i pstryk… Trójka mnichów znalazła swoje miejsce w sieci…..


Mnisi wędrują dalej wzdłuż naściennych obrazów, a ja z Jorgusiem podążam w kierunku kolejnych paneli Galerii..


Przez zacienione przejścia narożnego pawilonu na południowo-zachodnim krańcu Galerii przechodzę do następnego sektora. Na ścianach pawilonu liczne płaskorzeźby przedstawiające sceny z eposu Ramajana, jednak światło tu dość liche.


Zatrzymuję się na moment przy wnęce okiennej z ozdobnymi tralkami. Tutaj nieco jaśniej.


Na nadprożu wnęki duża, ciekawa płaskorzeźba zachowana w doskonałym stanie. Relief przedstawia złego demona Ravanę, główną, negatywną postać hinduskiego eposu Ramajana. Według hinduskich legend Ravana jest jedną z najpotężniejszych istot, jakie kiedykolwiek przemierzały wszechświat. Pobożny wyznawca boga Śiwy, demon o 10 głowach i 20 rękach..


Zachodnia strona Galerii Południowej:
- WIELKA ARMIA KRÓLA SURYAVARMANA II
Ruszam dalej. Po paru chwilach jestem na południowej ścianie Galerii. Tutaj naścienne reliefy, nie mniej wspaniałe od poprzednich, ciągną się na długości ok. 95 metrów.


Panel przedstawia wspaniały, triumfalny przemarsz armii króla Suryavarmana II. Centralną postacią naściennych obrazów jest król Suryavarman II, budowniczy Angkor Wat, który pojawia się na panelu dwa razy. Podobnie jak w sztuce egipskiej, ranga danej osoby ukazana jest na reliefach odpowiednim rozmiarem. Im ważniejsza osobistość, tym większy rozmiar postaci. W początkowych scenach duży wizerunek króla ukazany jest na górnej kondygnacji panelu. Władca w pozycji siedzącej spogląda na maszerujące dołem wojsko. Przed słonecznymi promieniami chroni go 15 parasolek, widać też wachlarze, którymi wachlują go służący.


W kolejnej odsłonie władca jedzie na bojowym słoniu.. Dołem maszerują oddziały wojska. Towarzyszy im głośny korowód muzyków i błaznów. Bramini intonują pieśń przy akompaniamencie cymbałów.


Procesję wojskową prowadzą dowódcy, jadący na koniach. W tle tych scen widnieje niezwykły, naturalistyczny obraz drzew i zwierząt.


W monumentalnej scenie pod koniec panelu przedstawiono m.in. Tajskich najemników z Lobpuri, walczących po stronie Khmerów. Odróżniają się oni wyglądem i strojami. Noszą tradycyjne sarongi w formie długich, plisowanych spódnic z kwiatowym wzorem, paski z wisiorkami, a ich misternie plecionego fryzury na głowach wieńczą ozdobne pióra. Maszerują nierówno, nie tak jak wojownicy khmerskiej armii..


Wschodnia strona Galerii Południowej:
-WYROK BOGA YAMA: NIEBO I PIEKŁO
Pozostawiam za plecami wielką armię Suryavarmana II i przez ciemny, wąski korytarz bocznego, południowego gopuramu przechodzę na drugą stronę południowej galerii..


Druga połowa południowej Galerii od strony wschodniej prezentuje niezwykłą, mistyczną tematykę odwiecznej alternatywy Nieba i Piekła. Panel ma długość ok. 70 metrów.


Płaskorzeźby podzielone na trzy poziome kondygnacje przedstawiają „Sąd nad zmarłymi”.


Środkowa kondygnacja prezentuje Duchy zmarłych czekające w kolejce na wyrok. Tutaj trafiają wszyscy, zarówno zwykli ludzie jak i zasłużeni, dostojni urzędnicy niesieni na sąd ostateczny w lektykach..


Asystenci boga śmierci Yamy każdemu ze zmarłych wskazują drogę, na którą sobie zasłużył za życia.. Górna droga prowadzi do nieba, zaś dolna do piekła.. Grzeszników wrzucają przez właz na dolny poziom do piekielnej otchłani..


Pośrodku panelu hinduistyczny bóg śmierci i władca piekła - Yama osądza zmarłych, kierując ich w piekielne otchłanie lub niebiańskie rewiry. W mitologii hinduskiej, po rozważeniu przez Yamę czynów duszy za jej życia, decyduje on o formie nowego ciała jakie przybierze dusza. Kiedy osąd Yamy jest skończony, dusza trafia do nowego ciała w świecie żywych lub odsyłana jest do 37 niebios albo 32 piekieł (ognia, ohydztw, mroźnych wiatrów, cierpi itp.). Yama, sędzia Najwyższy dzierży w swych czterech rękach laski, którymi wskazuje swym pomocnikom osądzanego oraz pętlę liny, którą wyciąga duszę z ciała. Bóg Yama jeździ na wielkim bawole..


Górna kondygnacja przedstawia Niebo, do którego trafiają ludzie dobrzy i zasłużeni. Tutaj panuje całkowita sielanka i radość…


Na dolnej kondygnacji ohydne diabły uzbrojone w maczugi i kije zapędzających grzeszników do piekła, gdzie stosują makabryczne kary, jak piłowanie ciał w połowie, łamanie kości, przebijanie głów, wbijanie w ciało gwoździ itp...


W 1947 roku podczas potężnej burzy piorun uderzył w dach świątyni, który uległ zniszczeniu w tym sektorze galerii. Dolna część panelu została poważnie uszkodzona, jednak francuscy naukowcy wypełnili zniszczony odcinek cementem, przywracając galerii dawny wygląd.


Południowa strona Galerii Wschodniej:
- UBIJANIE OCEANU MLEKA
Kilkanaście metrów dalej w narożnej wieży skręcam w lewo i za załomem ścian dochodzę do następnego cyklu kamiennych fresków.. Znajduje się tutaj najsłynniejszy i najbardziej znany zespół płaskorzeźb w Angkor Wat. Wykute w kamieniach dzieło nosi nazwę „Ubijanie oceanu mleka”. Panel ma długość około 54 metry.


Przedstawione tutaj sceny odnoszą się do indyjskiego eposu Bagavata-Pourana. Ukazują rząd postaci, które stojąc w dwóch grupach naprzeciwko siebie, przeciągają coś w rodzaju grubej liny.. Ale to nie zawody sportowe ani ludowy festyn. Scena ma charakter mityczny i prezentuje „operację” nazwaną ubijaniem oceanu mleka.. Po lewej stronie ustawił się rząd 92 demonów Asuras o okrągłych oczach, z czubatymi kaskami na głowach, zaś po prawej rząd 88 bogów Dewów o migdałowych oczach, ze stożkowymi nakryciami głowy. Przeciągają oni oburącz ku sobie ciało wielkiego węża Vasuki, ubijając tym samym mityczny ocean mleka, aby pozyskać z jego głębin eliksir nieśmiertelności.


Całą tą dziwaczną „operacją” nadzoruje bóg Wisznu, który po reinkarnacji z postaci żółwia Kurma wznosi się pośrodku oceanu jak symboliczna góra Mandara, będąca osią całego procesu ubijania..


Panel składa się z trzech poziomów:
- Niższa kondygnacja ukazuje różne zwierzęta wodne, prawdziwe i mityczne oraz żółwia Kurma pośrodku.
- Środkowa warstwa to wspomniane dwie stojące naprzeciw siebie grupy bogów i demonów, przeciągające grube cielsko węża Vasuki oraz postać boga Wisznu pośrodku.
- Górna kondygnacja przedstawia różne żeńskie duchy, pojawiające się podczas ubijania oceanu mleka oraz boga deszczu i burz Indra, wznoszącego się ponad głową Wisznu..


Historia dość nieziemska, nierealna i raczej mało zrozumiała dla przeciętnego widza, nie znającego zawiłości mitologii hinduskiej, jednak postaram się ją nieco naświetlić.. A zatem posłuchajcie starej, hinduskiej legendy..
LEGENDA O UBIJANIU OCEANU MLEKA…
Starożytny hinduski sanskryt Purana opowiada o tej historii w następujący sposób... „Sędziwy mędrzec Durvasas, syn Atri i Anasuya, wcielenie boga Sziwy, podarował bóstwu Indra girlandę kwiatów jako prezent i zwiastun szczęścia. Indra umieścił girlandę wokół szyi swojego białego słonia, ale zwierzę podeptało ją, obrażając tym samym mędrca. Durwasas przeklął bogów, by stracili swoją nieśmiertelność, siłę i boskie moce. Po utarcie swych atrybutów, bogowie zwrócili się do najwyższego boga Wisznu o pomoc. Ten poradził, iż muszą wypić nektar nieśmiertelności, chcąc odzyskać boskie atrybuty i chwałę. Aby pozyskać ów eliksir, bogowie musieli wydobyć go z głębin mitycznego oceanu mleka, ubijając wodę i wzniecając pianę.. Jednak do realizacji tego nieziemskiego przedsięwzięcia potrzeba było kilku rzeczy: dużej góry pośrodku oceanu jako pewnego rodzaju sworznia obrotowego, grubej potężnej liny wprawiającej ów sworzeń w rotację jak trzepaczkę oraz bardzo wielkiej siły do rozruszania tej niezwykłej machiny.. Góra, która miała być osią operacji nosiła nazwę Mandara i wznosiła się pośrodku wód oceanu mleka.. Za linę miało posłużyć wielkie cielsko mitycznego węża Vasuki. Z uwagi, iż bogowie byli niewystarczająco silni do wykonania tej czynności, zawarli czasowy pokój ze swoimi wrogami demonami Asuras, by zdobyć ich wsparcie. Ciało węża opleciono dwukrotnie wokół góry Mandara, po czym demony schwyciły głowę a bogowie ogon węża. Ciągnąc cielsko węża rytmicznie w tą i z powrotem, wprawiono górę w ruch obrotowy jak wielkie mieszadło, powodujące ubijanie wody i wzniecanie piany. Nad całością operacji czuwał bóg Wisznu, bóg małp Hanuman oraz bóg Indra. Jednak siła przy przeciąganiu węża była tak wielka, że góra w pewnym momencie zaczęła tonąć w oceanie mleka. Z pomocą przyszedł bóg Wisznu, przybierając postać olbrzymiego żółwia Kurma. Osiadł on na dnie oceanu i swą twardą skorupą stworzył mocny fundament-podstawę pod tonącą górą... Kiedy wreszcie udało się wydobyć z głębin oceanu mleka nektar nieśmiertelności, demony Asuras porwały go natychmiast, kłócąc się przy tym pomiędzy sobą.. I znowu bóg Wisznu przyszedł z pomocą. Aby przechytrzyć demony i odzyskać eliksir, przybrał postać pięknej czarodziejki Mohini, która niebiańskim urokiem doprowadzała swych kochanków do zguby. Fortel się powiódł. Urok Mohini zadziałał na demony i choć w pewnym momencie wyczuły one podstęp, było już za późno. Naczynie z ambrozją zostało im zabrane. Bogowie odzyskali eliksir nieśmiertelności, który przywrócił im utracone moce i pokonali swoich wrogów. Opowieść kończy się typowym happy-endem czyli zwycięstwem dobra nad złem..


Trzeba trochę wydłużyć krok, bo moja grupka zniknęła gdzie w otchłani korytarzy Galerii.. Po drewnianych stopniach wkraczam w podcienia wschodniego gopuramu i przechodząc przez jego ozdobne odrzwia, kieruję się na północny kraniec wschodniej ściany Galerii..


Północna strona Galerii Wschodniej:
- ZWYCIĘSTWO WISZNU NAD DEMONAMI
Drugi z paneli wschodniej Galerii prezentuje również tematykę mitologiczną. Poświęcony jest zwycięskiej walce boga Wisznu z armią demonów. Płaskorzeźba ta, jak również dwie kolejne na ścianie północnej, powstały znacznie później niż reszta reliefów w całej Galerii. Wykonano je bowiem w latach 1546–1564, podczas panowania króla Anga Chana I. Mimo, iż przeniósł on swoją stolicę na nowe miejsce, wspierał również religijny ośrodek Angkor Wat. Ściana pokryta reliefami ciągnie się na długości ok. 55 metrów.


Armia okrutnych demonów maszeruje w kierunku środka panelu. Oddziały wojowników uzbrojone w łuki, strzały, włócznie i tarcze, kroczą na pole bitwy w uformowanym szyku.. Przywódcy demonów jadą na rydwanach zaprzęgniętych w dziwaczne, mityczne potwory: pól-konie pół-lwy..


W szeregach armii demonów kroczą także bojowe słonie, dosiadane przez uzbrojonych wojowników..


Z naprzeciwka, ku centralnemu polu bitwy, zmierzają wojownicy walczący po stronie boga Wisznu. Tutaj także widać dowódców jadących na rydwanach..


W centralnej części panelu czteroręki bóg Wisznu dosiadający legendarnego wierzchowca-ptaka Garudę, zabija wrogów otaczających go ze wszystkich stron.. Wielka scena rzezi, „kalejdoskop” szczątków ciał poległych wojowników, koni, roztrzaskanych rydwanów, porozpraszanych wokół i zalegających na każdym centymetrze tej części panelu…


Wschodnia strona Galerii Północnej:
- ZWYCIĘSTWO KRYSZNY NAD KRÓLEM DEMONÓW BANA
Po kilkunastu minutach spacerowania wzdłuż ścian pokrytych pięknymi reliefami, docieram na północną stronę Galerii.. Tutaj na ponad 200 metrowym odcinku północnej ściany, wykonano dwa odrębne panele, jednak utrzymane w tym samym wojenno-batalistycznym klimacie. Pierwszy z nich przedstawia zwycięstwo Kryszny, będącego ósmym wcieleniem boga Wisznu, nad demonem – bogiem Asura Baną. Panel ma około 66 metrów długości.


Na początku panelu Kryszna (wcielenie boga Wisznu) stoi na ramionach mitycznego wierzchowca Garudy, potężnego orła o ciele człowieka. Kryszna w ośmiu rękach trzyma atrybuty wojownika - dysk, włócznie, łuk, strzały, tarcze i pałki..


W tej odsłonie marsz armii Kryszny zostaje powstrzymany przez ścianę ognia. Garuda wodą ze świętej rzeki Ganges gasi płomienie.


W kolejnych scenach król demonów Bana wraz z tysięczną armią jedzie na rydwanie prowadzonym przez dwa lwy w kierunku Kryszny, by stoczyć z nim bój. W każdej z 24 rąk trzyma wojenny oręż.


Można tutaj ujrzeć sceny bardzo dynamiczne, m.in. obraz miasta otoczonego płonącymi murami, które uniemożliwiają zdobycie go przez Krysznę i jego armię bogów.. W górnej części panelu Kryszna klęka przed tronem, na którym siedzi bóg Śiwa. Postacie widoczne pośrodku to żona Śiwy - Parwati i ich syn Ganesha. Kryszna prosi boga Śiwę, by ten darował życie demonowi Bana.


Kolejne wąskie, ciemne korytarze w przejściowym gopuramie.. Teraz przechodzę na drugą połowę północnej ściany Galerii, gdzie jak wspominałem, znajduje się podobna w temacie płaskorzeźba, prezentująca odwieczną walkę dobra ze złem czyli Bitwę bogów z demonami


Zachodnia strona Galerii Północnej:
- BITWA BOGÓW Z DEMONAMI
Ta naścienna rzeźba ciągnie się na długości 94 metrów. Sceny ukazują przemarsz 21 bogów panteonu Brahmana. Bogowie nadchodzą od prawej strony panelu, zaś od lewej zmierzają ich przeciwnicy – Demony. Maszerujący na pole walki niosą wojenne atrybuty broni. Pojedynki odbywają się parami. Naprzeciwko siebie staje do walki jeden bóg i jeden demon, podczas gdy w tle po obu stronach walczą wojownicy.. Wpływ warunków atmosferycznych oraz klimatu dżungli na przestrzeni wieków spowodował, że rzeźbione panele zmieniły barwy. Płaskorzeźby o różnej głębokości częściowo straciły ostrość. Jednak główne sceny znajdujące się na wysokości i w zasięgu rąk człowieka, zostały wypolerowane dotykiem dłoni odwiedzających oraz pokryte ochronnym lakiem, dzięki czemu przybrały barwy od brązowych po niemal czarne. Niektóre fragmenty płaskorzeźb zachowały także swój niepowtarzalny koloryt. Ten odcinek galerii oraz kolejny panel – Bitwa Lanka, są tego dowodem. Barwniki, którymi zostały pokryte kilka wieków temu, uchowały się na pewnych fragmentach reliefów..


Podejdźmy zatem do kilku ciekawszych miejsc na tym wielkim, kamiennym obrazie.
Scena: Bóg Wisznu z łukiem i strzałami w rękach, stojący na ramionach mitycznego wierzchowca Garudy – orła w o ciele człowieka. Garuda broni dostępu do swego boga, odpychając wierzchowce wrogów..


Scena: Kontroler Wszechświata i stwórca pierwszych żywych istot, jedna z trzech boskich postaci hinduistycznej trójcy - Bóg Brahma,  walczy z wrogami dosiadając świętą gęś Hamsa.


Scena: Wśród tłumu wojowników widoczna na polu bitwy postać o sześciu twarzach. To hinduski bóg wojny Skanda, naczelny dowódca wojsk dewów (bogów), syn Śiwy i Parwati.. Skanda przedstawiany jest zawsze z kilkoma atrybutami broni w swoich ośmiu rękach - mieczem, oszczepem, kwiatem muszkatołowym, dyskiem, włócznią i łukiem. Dosiada wierzchowca pod postacią Pawia. Symbolizuje to pokonanie własnej dumy..


Scena: Kolejny z bogów na polu bitwy to Varuna - bóg wody i niebieskiego oceanu, jak również bóg prawa do podwodnego świata. Varuna strzela do wrogów z łuku, dosiadając cielsko ogromnego, pięciogłowego węża o kształtach kobry,  osiodłanego jak wierzchowiec..


Scena: Potężny demon-czarnoksiężnik Kala Nemi walczy na pędzącym rydwanie, zaprzęgniętym w ognistego rumaka. Kala Nemi był stryjem króla demonów Ravany.. Na płaskorzeźbach i rycinach hinduistycznej Ramajany przedstawiany jest jako demon o dwudziestu rękach i dziesięciu głowach.. W tej częsci panelu widać jak Kala Nemi wymachuje mieczami dzierżonymi w 20 dłoniach.


Północna strona Galerii Zachodniej:
- BITWA NA LANCE (SRI LANKA)
Czas ruszać dalej. Przede mną jeszcze jeden naścienny panel w tym potężnym ciągu Galerii. Bez zbytnich postojów przechodzę przez narożny północno-zachodni pawilon. Jest tutaj  parę scen mniejszej skali, niektóre niezidentyfikowane, jednak większość z eposu Ramajany lub życia Kryszny. Nic szczególnego, zatem maszeruję dalej..


Za załomem murów wchodzę w podcienia zachodniej ściany Galerii od jej północnego krańca.. To ostatnia część hinduistycznych opowieści wyrytych w kamieniu i jak twierdzą znawcy, jedna z najpiękniejszych płaskorzeźb jakie można znaleźć w Angkor Wat. Panel nosi nazwę - „Bitwa na Lance”. Całość ściennej płaskorzeźby ma długość ok. 52 metry.


„Bitwa na Lance” jest kolejną prezentacją scen mitologicznych zawartych w eposie Ramajana. Ukazuje ona długą i zaciętą bitwę na terenie dzisiejszej Sri Lanki, w której bóg Rama walczy z Ravaną - „czarnym charakterem” indyjskiego eposu Ramajany. Powodem potyczki jest porwanie żony Ramy przez demona Ravanę. Rama - ziemska inkarnacja boga Wisznu i Ravana - demon o 10 głowach i 20 ramionach, król wyspy Lanka, stają naprzeciw siebie w boju o piękną żonę Ramy, uprowadzoną przez demona Ravanę. Bogu Ramie w wojennych zmaganiach pomaga armia małp pod dowództwem króla małp Sugrivy.


Ravana, który podstępnie zagarnął tron Lanki (Sri Lanki) i porwał żonę Ramy – Sitę, zostaje otoczony przez armię małp króla Sugrivy i boga Ramę. Bitwa po kilku ciężkich walkach kończy się porażką Ravany.. Armia małp pokonuje demony, Rama zabija Ravanę, a Sita zostaje uwolniona..


Na tym fragmencie płaskorzeźby widać, jak bóg Rama przygotowuje się do strzału z łuku stając na ramionach Hanumana, zaufanego doradcy króla małp Sugrivy. Stojące obok, po lewej stronie, dwie postacie z bronią w rękach to Lakszmana, brat Ramy oraz Vibhi-shana, brat Ravany wspierający Ramę.


Poniżej - Lakszmana, Vibhi-shana i Hanuman..


Scena oblężenia twierdzy demona Ravany. „Czarny charakter” eposu Ramajany - demon Ravana (10 głów i 20 ramion) jeździe w wozie ciągniętym przez mityczne lwy. W dłoniach dzierży bojowe pałki, którymi zadaje śmiertelny ciosy przeciwnikom..


Przechodzę kilka metrów dalej, wzdłuż ściany pokrytej reliefami na niemalże na każdym centymetrze kwadratowym.


W kolejnej scenie armia małp pod wodzą Sugrivy wkracza na tereny Lanki przez specjalnie wzniesiony most, który zbudował sprzymierzeniec Ramy, hinduski władca Nala. Tenże władca Nala walczy zaciekle z demonami, opierając się na głowach dwóch lwów. Rzuca ciało pokonanego przez ramię.


Dowódcy demonów walczący na rydwanach zaprzęgniętych w ogniste potwory pół-lwy pół-konie, bronią się zaciekle przed atakującymi oddziałami boga Ramy i małpami króla Sugrivy..


Wojownicy-małpy z pomocą generała małp Hanumana, toczą zacięty bój z istotami zwanymi Rakshasa, sprzymierzeńcami  złego demona Ravany. Rakshasa w mitologii hinduskiej przedstawiane są najczęściej jako brzydkie, złowieszcze stworzenia, o dwóch kłach wystających z ust jak u wampirów i ostrych pazurach u rąk. Hanuman w centrum toczonej bitwy sieje śmierć wśród wrogiej armii demonów, walczy także zaciekle z atakującymi go demonicznymi lwami..


Następne odsłony tej morderczej bitwy to wielkie kłębowisko walczących postaci. Sylwetki wojowników przeciwnych armii można odróżnić na placu boju jedynie po uzbrojeniu. Żołnierze demona Ravany noszą hełmy na głowach oraz dzierżą w dłoniach włócznie i dzidy, natomiast armia małp walczy praktycznie gołymi rękami. Tylko nieliczni małpi wojownicy posługują się bojowymi pałkami. Na ścianie o powierzchni ponad 100 m² praktycznie nie ma wolnego centymetra kamienia, wszystko pokrywają te niezwykłe płaskorzeźby..


I poziom ANGKOR WAT
Po prawie półgodzinnym oglądaniu kamiennych obrazów na ścianach zewnętrznej Galerii, ruszam w ślad za moją grupką, która jakiś czas temu powędrowała w kolejne sektory świątyni Angkor Wat.. Z podcieni galerii trasa zwiedzania prowadzi przez rozległy dziedziniec wewnętrzny, zalegający na pierwszym poziomie pomiędzy III i II obudową świątynnych murów.. Pas równego terenu o szerokości 30-50 metrów otacza przedostatnią ścianę galerii, za którą widać kamienne wieże centralnego Sanktuarium.. Z tego miejsca do serca świątyni już tylko nieco ponad 200 metrów, jednak trzeba będzie się jeszcze wspiąć na dwa poziomy po stromych schodach i pokonać kilka ciągów korytarzy..


Połączenie zewnętrznej Galerii z II obudową murów od strony głównego, zachodniego wejścia prowadzi przez tzw. krzyżowe krużganki Preah Poan, gdzie znajduje się "Sala Tysiąca Bogów" i „Sala Echa”.. Z uwagi, iż moja wędrówka po galerii płaskorzeźb zakończyła się na północnej stronie świątyni, zatem bez sensu byłoby wracać z powrotem do zachodniego wejścia. Na pozostałe dwa poziomy świątyni podejdę od północy, a w drodze powrotnej wychodząc przez zachodnią bramę, zobaczę wspomniane krzyżowe krużganki Preah Poan. Wracajmy jednak do teraźniejszości..
Mury otaczające drugi poziom świątyni Angkor Wat zamykają się na planie prostokąta o wymiarach 100 x 115 m. Do schodów prowadzących od północy na drugi poziom, muszę przejść kilkadziesiąt metrów przez zielony dziedziniec. Turystów niewielu, pogoda wymarzona. Słońce co prawda przyświeca zza przepływających białych chmurek, dając nieźle popalić, jednak co jakiś czas zbawienny cień zakrywa świątynne place..


W kilka chwil dochodzę do stromych schodów. Grupa moich przyjaciół rozproszyła się po świątynnym terenie i każdy szuka ciekawego miejsca do spenetrowania.. Godzina zbiórki na parkingu ustalona, mam prawie półtorej godziny czasu, więc nie ma się czym przejmować.. Trzeba tylko zerkać na zegarek..


BIBLIOTEKA
Zanim zacznę podchodzić na wyższe piętra świątyni, maszeruję kawałeczek dalej, w kierunku widocznej w rogu dziedzińca budowli.. Jest to jedna z dwóch stojących na tym poziomie Bibliotek. Budynek zachował się w doskonałym stanie.. Biblioteki są wspólną cechą architektoniczną Khmerskich świątyń. W czasie pobytu w Angkorze widziałem kilka takich budowli, a godzinę wcześniej mijałem już podobne biblioteki przy głównym, zachodnim wejściu.. Jak poprzednio pisałem, naukowcy do końca nie mają pewności czemu owe budowle służyły. Najprawdopodobniej funkcjonowały one jako sanktuaria religijne. Wolnostojące budynki były zazwyczaj umieszczane parami po obu stronach wejścia do głównego kompleksu świątyni, w tym wypadku do głównego Sanktuarium.


Podłużny budynek Biblioteki, opisany na planie prostokąta o wymiarach 32 x 18 metrów, posiada wejścia w każdym punkcie kardynalnym – ze wschodu, zachodu, północy i południa.. Dwa wejścia główne od wschodu i zachodu zadaszone są niedużymi gankami, podpartymi czterema kwadratowymi kolumnami.. Na bocznych ścianach biblioteki widać otwarte wnęki okienne, zabudowane ozdobnymi tralkami, podobne do tych jakie widziałem na ścianach wejściowego, zachodniego gopuramu. Całość budowli pokrywa łukowaty, podwójnie łamany dach.


Budynek biblioteki stoi na wysokim, 4 metrowym kamiennym podwyższeniu. Aby dostać się na poziom pomieszczeń, trzeba pokonać jedną z czterech klatek schodowych z ciągiem 20 stopni.. Nie jestem zbytnio zdeterminowany aby wejść do środka, ponieważ podobne budowle zwiedzałem już parę razy. Pstrykam więc tylko fotkę i ruszam w kierunku stromych schodów, prowadzących na kolejny poziom świątyni..


Na drugi poziom świątyni trzeba wspiąć się po 30 stromych, aczkolwiek wygodnych, drewnianych stopniach. Zabudowano je nad oryginalnymi kamiennymi schodami, które z biegiem czasu uległy częściowemu zniszczeniu i zagrażały wędrującym tędy tysiącom turystów.. Z poziomu dziedzińca na drugi poziom prowadzą 3 takie klatki schodowe, plus wejście główne od zachodu przez wspomniane krzyżowe krużganki..


II poziom ANGKOR WAT
Ruszam w górę po schodach na drugi poziom świątyni Angkor Wat. Obok mnie wspina się dwójka młodych francuzów, którzy z lekką zadyszką i potem na czole pokonują strome, drewniane stopnie.


Szybko zaliczam ciąg drewnianych schodów, przechodzę przez wejściowy ganek i po paru chwilach wkraczam w obszar wąskiego, zacienionego dziedzińca na II poziomie świątyni.. W porównaniu z obszernymi i rozległymi tarasami zalegającymi od strony zachodniej, gdzie znajduje się główne wejście do świątyni, ciasno tutaj i bezbarwnie.. Szerokość dziedzińca rozdzielającego mury II i I obudowy, nie przekracza 20 metrów od wschodu i zachodu oraz 6 metrów od północy i południa.. Cały dziedziniec wyłożono płytami z piaskowca..


Tuż przed mymi oczami wyrasta w górę serce świątyni Angkor Wat – bryła centralnego Sanktuarium, otoczona wysokimi na 14 metrów, kamiennymi murami I obudowy.. Na trzeci, najwyższy i najważniejszy poziom świątyni, niegdyś dostępny tylko dla króla i arcykapłana, prowadzą strome schody, które w hinduskiej symbolice interpretowane są jako "schody do nieba, krainy bogów"..


Na drugim poziomie świątyni, gdzie obecnie się znajduję, można zauważyć jedną charakterystyczną rzecz, która przyciąga wzrok turysty.. Wewnętrzne mury otaczające ten poziom, w przeciwieństwie do ich prostego i surowego zewnętrznego wyglądu, ozdobiono licznymi, pięknymi płaskorzeźbami, przedstawiającymi wizerunki niebiańskich tancerek Apsara.. W sumie na poziomach II i III naukowcy doliczyli się 1796 wizerunków boginek Apsara.. Ich zagęszczenie na murach galerii jest bardzo duże. Podchodzę bliżej i wędrując wzdłuż ścian, przyglądam się im dokładniej. Początkowe wrażenie jednolitej monotonności wizerunków kobiecych postaci, zmienia się diametralne po uważniejszym spojrzeniu... Teraz widać, że każda z tych niebiańskich nimf jest inna. Różnią się wymyślnymi, egzotycznymi fryzurami, stroikami na głowie i biżuterią..


W porównaniu z wcześniej zwiedzanymi świątyniami, na terenie Angkor Wat wizerunki  Apsaras pojawiają się po raz pierwszy w układzie dwójkowym i trójkowym. Mniejsze płaskorzeźby Apsaras jako motywy dekoracyjne na słupach i ścianach mają wymiar 30-40 cm, natomiast większe postacie zdobiące galerie i wejściowe pawilony mają wysokość 95-110 cm. W 1927 roku, Safona Marchal opublikował opracowanie dokumentujące ich niezwykłą różnorodność włosów, nakryć głowy, odzieży, postawy, biżuterii i kwiatów ozdobnych twierdząc, że są one odzwierciedleniem rzeczywistych praktyk stosowanych w okresie rozkwitu Angkoru.


Jak wspominałem, dziedzińce na drugim poziomie są wąskie, zatem aby „objąć” na zdjęciu cały, główny, trzeci poziom świątyni wraz z centralnym Sanktuarium, ruszam w najdalszy kąt tarasu, skąd szerokokątnym obiektywem jest szansa pstryknąć takie oto foty.


BAKAN
Centralna bryła architektoniczna III poziomu świątyni Angkor Wat nosi nazwę Bakan. Znajdująca się pośrodku, główna wieża Sanktuarium otoczona jest murem galerii osiowych, opisanych na planie kwadratu o bokach 60 m. Korytarze galerii łączą się z 4 narożnymi wieżami-gopurami. Poza tym w murze galerii zabudowano na środkach ścian w kierunkach kardynalnych (Pn. Pd. W. E) cztery pawilony wejściowe. Korytarze od tych pawilonów biegną w kierunku centrum obiektu czyli do wieży Sanktuarium. Narożne gopury wraz z centralną wieżą Sanktuarium tworzą architektoniczny układ o nazwie Kwinkunks (Quincunx) - pięcioelementowy wzór geometryczny, składający się z czterech elementów w czterech rogach czworokąta i jednego pośrodku. Na III poziom świątyni prowadzi teoretycznie 12 klatek schodowych (4 do wejściowych pawilonów i 8 do narożnych gopur), jednak praktycznie czynne jest tylko jedno, dostosowane turystycznie wejście.. Czemu tak jest ?.. Zaraz zobaczycie o co tutaj chodzi..
Poniżej: fotka i schemat III poziomu – Bakanu.


Ruszam w górę na trzeci, najwyższy poziom świątyni Angor Wat. Wspiąć się tam można tylko jednym wejściem, prowadzącym po bardzo stromych, oporęczowanych, drewnianych schodach.. Jak już wspominałem wcześniej, Angkoriańscy architekci budowali notorycznie do centralnych świątyń bardzo strome klatki schodowe, tworząc często kąt wznoszenia w granicach od 45 do 70 stopni !!!. Przypomnę tylko, że kąt 90 stopni to pionowa ściana. Nachylenie klatek schodowych powyżej 50 stopni, to już bardzo duże stromizny. Przyczyny tej budowlanej osobliwości mają podłoże zarówno religijne jak i monumentalne. Z punktu widzenia religijnego, strome schody są interpretowane jako "schody do nieba", krainy bogów. Drugi aspekt monumentalny, według uczonego zajmującego się historią Angkoru - Maurice Glaize, ma wymierne korzyści. Budowle tarasowe, składające się z kilku poziomów, przy zastosowaniu stromych klatek schodowych zajmują po prostu mniej miejsca powierzchnią swej podstawy, w przeciwieństwie do budowli, które muszą się rozprzestrzeniać na dużej powierzchni, by łagodzić stromiznę. Poza tym budowla stromo wznosząca się w górę, przypomina swym wyglądem boską piramidę..


Turystów niewielu. Podchodzę pod schody i spoglądam w górę.. Tutaj naprawdę jest stromo.. Nachylenie klatki schodowej wynosi 70%..!! Oryginalne schody z kamienia zniszczone upływem czasu, stwarzały poważne zagrożenia dla zwiedzających. Potknięcie się na takiej stromiźnie, niezabezpieczonej odpowiednimi poręczami, mogłoby mieć katastrofalne skutki.. Zarząd Angkoru zdecydował zamknąć pozostałe klatki schodowe i pozostawić tylko to jedno wejście na najwyższy poziom świątyni, przerobione i przystosowane do ruchu turystycznego.. Schody są solidne. Podwójny ciąg stopni z drewna odrębnie dla schodzących i wychodzących, zabezpieczony metalowymi poręczami. Jednak duża stromizna działa na wyobraźnię. Aby dostać się na górny poziom trzeba pokonać 40 stopni. Słyszę jak dochodzący turyści zastanawiają się nad wejściem w górę.. Kilka osób z lękiem wysokości pozostaje na dole. Ja bez zbędnego postoju zasuwam do góry.. W połowie schodów mijam się ze schodzącą grupką buddyjskich mnichów. Mnisi w kaszajach (buddyjskich szatach) to pół biedy, ale panie w spódnicach raczej nie powinny się tutaj wspinać…..


A tak wygląda ten ciąg schodów z góry…


Jeszcze tylko panorama z górnego podestu na dolne dziedzińce II poziomu i idziemy do Sanktuarium…


III królewski poziom ANGKOR WAT
Przez północno-wschodnią narożną wieżę dostaję się na niewielki dziedziniec, otoczony ze wszystkich stron galeriami. Cały górny poziom świątyni Angkor Wat podzielony został na planie krzyża, przez co uzyskano cztery małe dziedzińce, otoczone korytarzami krytych galerii. Krótkie korytarze podparte z obu stron podwójnymi rzędami kolumn, łączą stojącą pośrodku centralną wieżę Sanktuarium, z pawilonami wejściowymi zabudowanymi w zewnętrznych murach Bakanu. Naroża tego niewielkiego obszarowo poziomu świątyni zdominowane są przez cztery wieże-gopuramy.


Obszar, na który wkroczyłem, jeszcze do niedawna był miejscem tabu.. W czasach świetności Angkoru miał tutaj wstęp tylko król i arcykapłan. Gdy pod koniec XIII wieku Angkor Wat stopniowo zmieniał nurt religijny z hinduizmu na buddyzm Theravada i stał się centrum pielgrzymek buddystów, wejściowe otwory drzwi na III poziom zamurowano blokami piaskowca, a w powstałych ściankach wykuto płaskorzeźby Buddy... Bakan pozostał w ten sposób odcięty dla ludzi do 1908 roku, kiedy to archeolodzy ponownie otwarli drzwi południowe, w celu uzyskania dojścia do wnętrza Sanktuarium. Przez kolejne lata dostęp na III poziom był także ograniczony, z uwagi na prowadzone tam prace badawcze, a następnie całkowicie zamknięty w celu przeprowadzenia prac remontowych.. Możliwość zobaczenia Sanktuarium od środka istnieje dopiero od kilku lat, mam zatem ten przywilej, iż podczas wizyty w Angkor Wat mogę wejść bez problemu na królewski poziom..


Przejdę spacerkiem krużgankami galerii wokół wieży Sanktuarium przez kolejne dziedzińce, pstryknę parę fotek i opowiem dalszą historię tego miejsca..
(widok z galerii Bakanu na stronę północną)


Poniżej - dziedziniec północno-zachodni otoczony galeriami, pośrodku wieża głównego Sanktuarium.


SANKTUARIUM
Podstawą centralnej wieży jest cokół wysoki na 2 metry, opisany na planie kwadratu 25 x 25 m. Wieża centralnego Sanktuarium o kształcie pąka kwiatu lotosu wznosi się na wysokość 43 m od podstawy i 65 m nad ziemią, czyli powierzchnią I poziomu świątyni Angkor Wat. Jest najwyższą z pięciu wież III poziomu. Góruje kilka metrów powyżej szczytów wież narożnych. Wieża Sanktuarium dorównuje wysokością słynnej francuskiej katedrze Notre Dame w Paryżu. W 1934 roku konserwator świątyni, francuski archeolog George Trouvé, odkrył pionowy szyb biegnący 27 metrów w dół od poziomu podstawy centralnego Sanktuarium: dół wypełniony był częściowo piaskiem i wodą. Trouve odnalazł w nim kilka złotych elementów. Było to prawdopodobnie miejsce ukrycia skarbu pod postacią złotych świętych depozytów, które rabusie zdołali odnaleźć i opróżnić.. Pierwotnie Sanktuarium było miejscem wystawienia posągu hinduskiego boga Wisznu znanego jako Ta Reach. Teraz posąg ten znajduje się w południowym gopuramie zachodniego portyku IV obudowy murów Angkor Wat. Na początku zwiedzania opowiadałem o nim kilka szczegółów..


Wędruję podcieniami galerii otaczającej główne Sanktuarium i pstrykam kolejne fotki widoków ukazujących się na zewnątrz. Poniżej panorama w kierunku zachodnim.


Opowieści ciąg dalszy… Kiedy francuscy archeolodzy w 1908 roku wyburzyli ścianki w wejściach na trzeci poziom i wkroczyli w świątynne rewiry Sanktuarium, znaleźli kilka fragmentów rzeźb, z których dwie wydawały się mieć szczególne znaczenie: statuę Buddy siedzącego na zwiniętym cielsku mitycznego węża Naga oraz prostokątny obiekt z kamienia w formie sarkofagu. Na podstawie tych oraz kilku innych symbolicznych znalezisk, a także z faktu ukierunkowania świątyni na zachód wysnuto wniosek, iż Sanktuarium Angkor Wat służyło jako pośmiertny obiekt dla boga-króla Suryavarmana II..


Wędruję na zachodnią stronę galerii. Niemal każdy kamienny element architektoniczny Bakanu jest widocznym dziełem kamieniarskiej sztuki.. Zadaszenia wąskich galerii, podparte podwójnym rzędem filarów, przyozdobiono motywem ciała wielogłowego węża Naga oraz wizerunkami głów lwów i mitycznych garudas. Rzeźbione nadproża i frontony zdobią poszczególne wejścia do galerii oraz do sanktuarium. Wnęki okienne w zewnętrznych ścianach galerii wypełniono ozdobnymi tralkami. Wszystko tutaj ukazuje finezyjną sztukę kamieniarską khmerskich rzeźbiarzy..


Idziemy dalej, tym razem na bliźniaczy dziedziniec po stronie południowo- zachodniej


Poniżej – widok na dziedzińce II poziomu od strony zachodniej.


Podobnie jak na ścianach galerii drugiego poziomu, tak i tutaj można zobaczyć dużo płaskorzeźb bóstw devas i mitycznych tancerek Apsara. Niektóre płaskorzeźby mają ciemniejszy kontur i wyraźny połysk, nierzadko w specyficznych miejscach. „Biuściastym” figurkom niebiańskich tancerek wyraźnie służą odwiedzający to miejsce turyści, którzy w mistrzowski sposób polerują swymi dłońmi pewne części ciała, co zresztą widać na fotkach poniżej. Khmerowie powiadali mi, że dotykanie biustu przynosi szczęście, próbowałem tego w Kambodży kilka dni z rzędu na mojej "ślubnej" i nie niestety nie zawsze zwiastowało to szczęśliwy dzień...


Kiedy tak w spokoju i zadumie wędruję podcieniami galerii, penetrując jej zakamarki i zaglądając we wszelkie „dziury”, w pewnym momencie trafiam na niewielką, ciemną niszę, w której czeluściach dostrzegam półtorametrową figurę, przyodzianą w szafranowe szaty..


Podchodzę bliżej… Posąg przedstawia wizerunek Buddy wykonany z dużej bryły piaskowca. Pod szafranowymi szatami widać resztki oryginalnych złoceń i pozostałości po naturalnych barwnikach zdobiących niegdyś ten posąg. Z tlących się u jego stóp kadzidełek, wokół unosi się delikatny woal jasnego dymu o mdłym zapachu szafranu, cynamonu, wanilii, drzewa sandałowego, opium i goździków…


Nagle z ciemnej, bocznej niszy wyłania się młody buddyjski mnich i widząc moje zaciekawienie, łamaną angielszczyzną zaprasza do krótkiej, wspólnej modlitwy. Spoglądam na jego uśmiechniętą twarz i sam uśmiecham się przyjaźnie.. Po chwili obydwaj zagłębiamy się w medytacyjną modlitwę. I choć każdy z nas modli się do innego boga, czuję jakbym zrzucał z duszy jakiś niewidzialny ciężar.. Magia tego miejsca jest niezwykła. Na odchodne wyciągam z kieszeni kilka dolarów w formie symbolicznego datku i kładę je na kolorowej makatce u stóp posągu.. Mnich w podzięce składa ręce na wysokości twarzy i kłania się nisko pożegnalnym gestem..


Półgodzinny spacer po królewskim poziomie świątyni Angkor Wat dobiega końca. Spoglądam na zegarek. Mam 35 minut czasu, by dotrzeć do parkingu na zachodniej stronie świątyni, gdzie wyznaczono miejsce zbiórki. Trzeba się troszkę sprężyć. Stromymi schodami schodzę na II poziom świątyni, spoglądam ostatni raz na centralną budowlę Bakanu, mityczną górę bogów i spokojnie ruszam w dalszą wędrówkę..


W sumie nie mam już żadnych planów na dodatkowe zwiedzanie budowli świątynnych. Postanawiam zajrzeć jeszcze na wschodnią stronę kompleksu, gdzie znajduje się drugie z wejść na teren Angkor Wat. Zaliczę co prawda kilka dodatkowych minut, lecz nie można nie skorzystać z takiej sytuacji, będąc na terenie świątyni..
- Poniżej: widok centralnej budowli Angkor Wat od strony wschodniej.


Krzyżowa Galeria - Preah Poan
Tak jak już wcześniej mówiłem, moja droga powrotna do zachodniej bramy Angkoru w miejsce zbiórki będzie teraz prowadziła przez główne, zachodnie wejście i podcienia tzw. krzyżowych galerii, gdzie znajduje się Preah Poan "Sala Tysiąca Buddów" oraz Sala Echa.. Po paru minutach docieram właśnie w to miejsce..


Na całym obszarze zalegającym od zachodu pomiędzy wejściowymi pawilonami III i II obudowy murów, stworzono wyjątkowy projekt architektoniczny krzyżowych galerii, składających się z dwóch skrzydeł. Łukowy strop galerii podtrzymują rzędy kwadratowych kolumn. Galerie podzieliły obszar dziedzińca na cztery równe części, przy czym wysokie na ok. 3 metry podstawy ścian utworzyły coś w rodzaju basenów, które dawniej prawdopodobnie były wypełnione wodą..


Przechodzę na tarasowe podesty jednego z dziedzińców i uważnie przyglądam się szczegółom architektonicznym tej ciekawej budowli.. Na ścianach galerii można dostrzec kilka rodzajów elementów dekoracyjnych. Przede wszystkim wyróżniają się ozdobne okna z pionowymi tralkami, wykonanymi w kamieniu tak, jakby były toczone z drewna. Pomiędzy okiennymi wnękami liczne płaskorzeźby tancerek Aspara. Sklepienia galerii zdobią piękne rozety w formie kwiatów lotosu oraz ozdobne gzymsy. Na obszarze tym widnieje wiele napisów odnoszących się do dobrych uczynków pielgrzymów, najczęściej pisanych w języku Khmerów, ale także w birmańskim i japońskim.


W podcieniach krużganków krzyżowych galerii znajdują się dwa ciekawe miejsca – w skrzydle północnym „Sala Echa” nazwana tak ze względu na niezwykłą akustykę, zaś w środkowej części Preah Poan ("Sala Tysiąca Buddów"), w której niegdyś znajdowały się setki posągów Buddy. W Sali Echa warto przeprowadzić ciekawy eksperyment. Aby usłyszeć rezonans należy przejść do końca galerii, stanąć w lewym rogu plecami do ściany, wydać delikatny odgłos i słuchać uważnie. Efekt jest bardzo ciekawy.. Jeśli chodzi o Galerię Tysiąca Buddów to właściwie pozostała po niej tylko szumna nazwa.. Kamień zdoła się oprzeć upływowi czasu nieraz przez setki i tysiące lat, jednak nie oprze się dewastacyjnej działalności człowieka.. Na przestrzeni wieków zdecydowana większość z setek posągów Buddy została zniszczona lub skradziona. Do dzisiejszych czasów pozostało tylko kilka z nich, które można podziwiać w pomieszczeniach galerii..


TARAS HONOROWY
Powoli dobiega końca moja wizyta w niezwykłej świątyni Angkor Wat, najwspanialszym zabytku kultury południowo-wschodniej Azji, cywilizacyjnym symbolu Khmerskiego Imperium, a zarazem największej budowli sakralnej na świecie.. Z murów galerii wychodzę na zachodnią stronę świątyni. Przez główny gopuram docieram na rozległy, krzyżowy taras, wyłożony dużymi płytami z piaskowca i otoczony kamiennymi balustradami w formie węży Naga. Taras nosi oficjalną nazwę Terrace of Honor czyli Taras Honorowy.. Został wybudowany na cześć króla i był miejscem honorowym, gdzie witano zagranicznych wysłanników, delegacje dygnitarzy obcych krajów, a także odbywały się na nim występy artystyczne…


Taras ma długość około 70 metrów i szerokość 12 metrów bez bocznych skrzydeł. Z zachodniej strony łączy się z główną, reprezentacyjną aleją, biegnącą od zachodniej bramy wejściowej Angkor Wat.. Taras został zbudowany na piaskowcowej platformie, wznoszącej się ok. 3,5 metra ponad poziomem otaczających go zielonych terenów miejskich.. Wejścia na taras strzegą 4 posągi lwów, po dwa na każdej stronie klatki schodowej.


Schodzę w dół po dwudziestu drewnianych stopniach i na moment zatrzymuję się u podnóża tarasu..


Na jego bokach widać zdobione ornamentem słupy nośne oraz poziome, rzeźbione formowania wokół podstawy, podkreślające formę i rangę tej platformy.


Robert Joseph Casey (1890-1962) reporter z Chicago Daily News, przedstawiając Angkor Wat w swojej książce „Cztery twarze Shiva” tak pisał o swym pobycie tutaj w 1920 roku i pierwszych odczuciach, gdy wkraczał na ten królewski taras:
„Nie można zobaczyć, ale czuje się, jakby tylko kilka godzin temu pulsowało tutaj życiem. Pochodnie płonące na ołtarzach. Grono buddyjskich mnichów stojących w podcieniach galerii i śpiewających rytualne pieśni. Kapłani wędrujący w religijnej procesji. Piękne tancerki biegające w rytm muzyki, w górę i w dół schodów.... To było tylko godzinę lub dwie temu... to nie może być więcej…”


Spoglądam na zegarek. Do wyznaczonego czasu zbiórki przed głównym, zachodnim wejściem mam 10 minut czasu. Trzeba się pośpieszyć, żeby na mnie nie czekali… Wychodzę na szeroką aleję, prowadzącą do zachodniego portyku. Kilka godzin wcześniej wędrowałem tędy, rozpoczynając zwiedzanie Angkor Wat… Po kilkuset metrach odwracam się w kierunku świątyni i po raz ostatni spoglądam na tę niezwykłą, monumentalną budowlę, będącą potężnym symbolem Kambodży i źródłem wielkiej dumy narodowej.


Wielu badaczy, naukowców, poetów i przyrodników zagłębiało się na przestrzeni setek lat w obszary Angkoru. Wszyscy, którzy zobaczyli go po raz pierwszy, zachwycili się jego pięknem, mistyką i architekturą.. Nie wszyscy mogli uwierzyć w piękno budowli jakie tutaj zastali.. W połowie XIX wieku świątynię odwiedził, wspomniany już przez mnie, francuski przyrodnik i badacz Henri Mouhot. Był przytłoczony świetnością tych budowli, ukrytych w zielonych połaciach dżungli. W swoich notatkach z podróży napisał tak:
"Każda z tych świątyń może rywalizować z biblijną świątynią Salomona czy też dziełami architektonicznymi wzniesionymi przez Michała Anioła i zająć zaszczytne miejsce obok naszych najpiękniejszych budynków.. To jest wspanialsze niż cokolwiek pozostawione nam przez Grecję i Rzym.. To sprawia, że podróżny zapomina o wszystkich trudach podróży.. Widok wypełnia podziwem i zachwytem, jaki doznajemy po odnalezieniu zielonej oazy na piaszczystej pustyni.. "
Przyznaję Henriemu całkowitą rację. Koniec, kropka.
Oglądałem piramidy w Egipcie, Partenon w Atenach, Wielki Mur Chiński, Rzymskie Colosseum, miasta i świątynie Majów, Azteków, budowle Maurów, Izraelitów, tureckie meczety, marokańskie pałace oraz wiele innych zabytków i myślę, że świątynia Angkor Wat zajmuje wśród tych obiektów miejsce w czołówce, pokonując swym widokiem niejedną perłę europejskiej architektury...
Drogi czytelniku, pomyśl o historii na przestrzeni VIII – XV wieku, kiedy w Azji rodzi się i rozwija niezwykłe Imperium Angkoru, a w Europie, w cywilizowanej Wielkiej Brytanii i Niemczech pali się na stosie czarownice, Ameryka nie jest jeszcze odkryta, a mały Mikołaj Kopernik jeszcze nie wie, iż będzie musiał udowadniać naszym kościelnym elitom, że Ziemia nie jest płaska i pod spodem nie mieszkają diabły.."
                                                                       Jędrek

KONIEC cz. VII
C.D.N…