niedziela, 4 lipca 2010

Jałowiec


BESKID  ŻYWIECKI
JAŁOWIEC
Zawoja-Wełcza - Schronisko Opaczne
 

Lipiec jak przystało na wakacyjny miesiąc, od pierwszych dni był upalny... Po fali czerwcowych powodzi teraz nadeszło upragnione słońce które jednak już po kilku dniach upałów zaczęło dawać się dokuczliwie we znaki. Ponad 30-to stopniowe temperatury zwrotnikowego prądu powietrza zalały cały obszar naszego kraju.. Ludzi szukali schronienia i ochłody w zacienionych, chłodnych miejscach, nad wodą ... Mój wierny czworonożny przyjaciel berneńczyk, z racji swojego gęstego futra też chował się w najzimniejszych kątach małej chłodnej piwniczki i leżał tam z wywalonym jęzorem prawie cały boży dzień wypijając mnóstwo wody ..
Wszystko na ogrodzie pomimo rozpaczliwego podlewania stopniowo nabierało żółto-brązowej barwy.... Teraz znowu po cichu każdy modlił się o jakiś deszcz byleby tylko bez burzy i gradu... No ale niestety matka natura ma swoje prawa i  jest nieprzewidywalna... Pomimo wielkich upałów i zapowiedzi w mediach aby nie forsować organizmu w tych dniach, postanowiłem po tygodniu rozstania z górskimi szlakami, powędrować znowu na trasę bo taka już moja niespokojna dusza... Wybrałem jednak szlak relaksowy i nie wymagający zbytniego wysiłku biegnący w większości lasem, dającym kojący cień, aczkolwiek piękny krajobrazowo.... Postanowiłem tym razem powędrować pasmem Jałowca -które zaliczane bywa do Żywieckiego lub rzadziej Makowskiego Beskidu. Geograficznie to obszar pomiędzy górną Koszarawą, przełęczą Klekociny i doliną Skawicy na południu a doliną Pewelki, przełęczą Hucisko, dolinami Kurówki z Lachówką i Stryszawką oraz Skawy na północy. Najwybitniejszymi szczytami są Jałowiec (1111 m) oraz Lachów Groń (1045 m)... 

  
Między innymi dlatego iż panowały owe wysokie temperatury wybrałem następujący wariant mojej wędrówki.. Trasa niezbyt wymagająca, biegnąca lasem, odwiedzająca piękne małe, prywatne schronisko Opaczne i prowadząca na sam szczyt pasma Jałowieckiego czyli Jalowiec (1111 m n.p.m.)
Ale po kolei.....Zapraszam na wędrówkę..
Wczesnym rankiem kiedy słońce wstawało znad horyzontu i jego gorące promienie nie zdążyły jeszcze zacząć niemiłosiernie przypiekać, wskoczyłem do samochodu z nieodłącznym plecakiem i aparatem , zabierając spore ilości wody mineralnej oraz obowiązkowe w takich wypadkach - nakrycie głowy.. Ruszyłem w kierunku Zawoi...
Po niespełna 2 godzinach jazdy dotarłem do tej malowniczej beskidzkiej miejscowości z której niejednokrotnie wyruszałem na wędrówki po babiogórskim paśmie.. Tym razem przejechałem Centrum Zawoi i po około 1,5 km skręciłem w prawo , w kierunku osiedla Zawoi o nazwie Wełcza.

  
Osiedle Zawoja-Wełcza a właściwie kilkanaście domostw malowniczo położonych wzdłuż drogi w północno-zachodniej części Zawoi, u podnóża Jałowca, w dolinie potoku Wełczówka, to jedna z najstarszych części wsi.
Najważniejszym zabytkiem Wełczy jest kaplica pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli z początku XX wieku (obecnie nieużywana). Obok w 1998 roku wybudowano nowy kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Z Zawoi-Wełczy prowadzą szlaki turystyczne na;
szlak turystyczny niebieski – na Jałowiec – 1:50 godz
szlak turystyczny niebieski – na Przełęcz Klekociny
szlak turystyczny czarny – do Zawoi – Składów – 1:10 godz.
W domu wcześniej dokładnie zaplanowałem moją marszrutę. Postanowiłem wyjść na szczyt Jałowca z Wełczy - szlak turystyczny żółty żółtym szlakiem , odwiedzając po drodze prywatne schronisko na przełęczy Opaczne a zejść ze szczytu szlak turystyczny niebieski niebieskim szlakiem w kierunku potoku Opacznego i miejsca mojego wyjścia na szlak. Trasa moja była nieszablonowa ponieważ jak ktoś uważny dostrzeże, żółty szlak nie przebiega przez Wełcze lecz biegnie ponad doliną Welczy, grzbietem pasma od przełęczy Przysłop poprzez Kiczorę, przełęcz Opaczne, Jałowiec aż do Koszarawy, Przyborowa i Krzyżowej... Mój plan polegał na tym aby trasa zatoczyła pętlę i aby nie była zbyt długa ze względu na upalny dzień.. Znalazłem więc takie rozwiązanie ale zapewniam że moja wersja wędrówki jest naprawdę fajna i nie męcząca a dająca możliwość powrotu do samochodu w parę godzin.. Musiałem tylko znaleźć odpowiedniego gospodarza przy jednej z górskich lokalnych dróżek aby pozostawić bezpiecznie samochód i powędrować niecałe 2 km pod górę asfaltową drogą do wejścia na wspomniany żółty szlak..
A tak wyglądała moja wytyczona trasa oraz jej parametry techniczne...

 
Wąską asfaltową dróżką wijącą się ostro pod górę wjeżdżałem po godzinie 8-mej rano na rozległe zbocze Jałowieckiego masywu z kilkoma domkami góralskimi zwane potocznie przysiółkiem Barany... Minąłem ogrodzone elektrycznym pastuchem pastwisko na którym w cieniu drzew leżało stadko owiec.. Podjechałem pod okazały góralski domek przed którym na drewnianej ławeczce siedziała nastolatka z długimi blond włosami.. Wysiadłem i zapytałem czy można by u nich zostawić samochód.. Zawołała swego tatę który bez żadnych problemów pozwolił zostawić pojazd zaznaczając przy tym ze będzie u niego na pewno bezpieczny.. Przy okazji podpowiedział mi jak mogę sobie troszkę skrócić trasę wiodącą asfaltem, idąc tzw.opłotkami pomiędzy góralskimi zabudowaniami. Długo wędruję po górach i przeważnie zawsze spotykam takich przyjaznych i gościnnych górali którzy są mili, uprzejmi, grzeczni..
Chwała im za to bo człowiek człowiekowi winien być przyjacielem a nie wrogiem...

  
Zabrałem plecak, dużooo mineralki, aparat foto, mój ochronny kapelusik na głowę, ciemne okulary i ruszyłem pomiędzy opłotkami góralskich domków w stronę widniejącego na zboczu lasu...

  
Z moim skrupulatnych wyliczeń wychodziło że asfaltową dróżką wznoszącą się w górę zbocza, dojdę w niecałe pół godzinki do szlak turystyczny żółty żółtego szlaku biegnącego grzbietową częścią pasma od strony przełęczy Przysłop na szczyt Jałowca.. Cała pętla żółtym i niebieskim szlakiem oraz dróżkami nieoznakowanymi to około 10 km długości a czas jaki miało mi to przejście zając to około 4 godzin plus zaplanowane postoje na posiłek w schronisku i fotki na trasie... Otwarty teren pomiędzy domami skończył się po przejściu około 400 metrów.  Wszedłem w mieszany odcinek brzozowo-bukowego młodnika który dawał kojący cień od coraz bardziej gorących promieni słońca..

  
Asfaltowa wąska dróżka wspinała się w górę zbocza na przemian lasem i małymi polankami porośniętymi przepięknymi fioletowymi kępami dzwonków okrągłolistnych.

 
Po kwadransie marszu wznoszącą się pod górę dróżką, z każdym pokonanym metrem trasy za moimi plecami ukazywał się coraz bardziej rozległy krajobraz. Na przeciwległym zboczu pasmo Policy od lewej oraz wyłaniające się powoli zza linii lasu pasmo Babiej Góry po prawej..

 
Pasmo Policy zaczyna się od Przełęczy Lipnickiej, później biegnie przez Police, skąd schodzi w kierunku doliny Skawy przez Okrąglicę, Urwanicę, Naroże i Cupel. Kończy się na dolinie Skawy koło Osielca. Od szczytu Policy w kierunku południowo-wschodnim odchodzi długi grzbiet, wyznaczający dział wodny pomiędzy zlewiskami Bałtyku i Morza Czarnego - od Syhylca na Przełęcz Zubrzycką i dalej na Pasmo Żeleźnicy (Pasmo Orawsko-Podhalańskie). Kończy się na Przełęczy Sieniawskiej, za którą leżą Gorce
Pasmo Policy w całej okazałości z jej najwyższymi wzniesieniami Kiczorka(1298 m), Polica(1369 m), Okrąglica(1236 m)...

  
Po kolejnych kilku minutach marszu minąłem po lewej stronie drogi , zbudowaną w zboczu przez tutejszych górali, kamienną piwniczkę.. Takie chłodne ziemianki doskonale nadają się na przechowywanie warzyw i owoców a nierzadko są rodzajem spiżarni zastępujących z powodzeniem współczesne lodówki...

  
Wreszcie po około 25 minutach marszu pod górę dotarłem na grzbiet wzniesienia gdzie asfaltowa wąska dróżka kończy się i dochodzi do poprzecznej, biegnącej ze wschodu na zachód, leśnej kamienno-piaszczystej drogi.. To tutaj właśnie przebiega szlak turystyczny żółty żółty szlak z Przysłopu w stronę szczytu Jałowca....

  
Po prawej stronie drogi kilka metrów od skrzyżowania na pniu świerka, oprócz oznakowania żółtego szlaku widnieje tabliczka informująca iż z tego miejsca mam do schroniska na przełęczy Opaczne około 20 minut marszu..

   
Skręciłem w lewo i wszedłem w wysoki świerkowy las.. szlak turystyczny żółty Żółty szlak od tego miejsca lekko wznosił się w górę szeroką leśną drogą zboczem wzniesienia o nazwie Kolędówka (884 m), pozostawiając jego zalesiony szczyt po lewej stronie...

 
Po 10 minutach marszu, świerkowy las się skończył... Wkroczyłem w partie bukowego młodego lasu z lekko wilgotnym podłożem i grubą warstwą poszycia z liści i paproci.. Do tej pory całe podłoże leśne trzeszczało pod nogami z powodu suszy panującej od kilku dni natomiast tutaj panowała wilgoć i kojący chłód. Skąd taka zmiana?...Otóż na odcinku od przełęczy Kolędówki aż po sam szczyt Jałowca, z południowego zbocza Jałowieckiego pasma wypływa kilka cieków wodnych łączących się w strumienie i spływających do doliny Skawicy... Są to od zachodu począwszy potok Korycina, Opaczny, Potok Opaczny, Kolędówka... Natomiast z północnego zbocza spływają do Stryszawki - potoki Roztoka, Siwcówka, Janicki Potok i Mirkówka.. I tutaj jest cały sekret tego odcinka szlaku. Liczne wodonośne miejsca tego pasma górskiego dające wilgoć podłoża.

  
W pewnym momencie, na brązowych liściach dwa metry od ścieżki pod rozłożystym bukiem, ujrzałem dwa dorodne "prawdziwki"...

  
Były "zdrowe" i nie robaczywe ponieważ rosły na wilgotnym podłożu. Jedynie miały troszkę napoczęte kapelusze przez grasujące, wszędobylskie ślimaki... Zabrałem je do plecaka.. Będzie w domu pachnący żurek z borowikami... 
"Grzyby"
Król Borowik Prawdziwy szedł lasem
Postukując swym jedynym obcasem,
A ze złości brunatny był cały,
Bo go muchy okrutnie kąsały.
Tedy siadł uroczyście pod dębem
I rozkazał na alarm bić w bęben:
"Hej, grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami.
Wyruszamy na wojnę z muchami!"
Odezwały się pierwsze opieńki:
"Opieniek jest maleńki,
A tam trzeba skakać na sążeń,
Gdzie nam, królu, do takich dążeń?!"
Załkały surojadki:
"My mamy maleńkie dziatki,
Wolimy życie spokojne,
Inne grzyby prowadź na wojnę."
Zaszemrały modraczki:
"Mamy całkiem zniszczone fraczki,
Mamy buty wśród grzybów najstarsze,
Nie dla nas wojenne marsze."
Zastękały czubajki:
"Wpierw musimy wypalić fajki,
Wypalimy je, królu, do zimy,
W zimie z tobą na wojnę ruszymy."
A król siedzi niezmiennie pod dębem,
Każe znowu na alarm bić w bęben:
"Przybywajcie, pieczarki, maślaki,
Trufle, gąski, purchawki, koźlaki,
Bedłki, rydze, bielaki i smardze,
Przybywajcie, bo tchórzami pogardzę!"
Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru
Maszeruje pułk muchomorów:
"Przychodzimy z muchami wojować,
Ty nas, królu, na wojnę prowadź!"
Wojowały grzybowe zuchy,
Pokonały aż cztery muchy.
Król Borowik winszował im szczerze
I dał wszystkim po grzybowym orderze.
Tak pięknie pisał w bajce dla dzieci pan Jan Brzechwa...

  
Po około 20 minutach wędrówki w cieniu koron lasu wyszedłem na zalaną gorącymi promieniami słońca, dużą leśna polanę rozciągającą się po lewej stronie szlaku...

  
Miejsce to to przełęcz Opaczne (879 m n.p.m).... Po przejściu kilkunastu metrów, po prawej stronie ścieżki ukazała się przybita na pniu świerka, drewniana tabliczka z narysowanym rozgałęzieniem odchodzącym ze szlaku do leżącego poniżej przełęczy, schroniska Opaczne..

    
Aby dojść do schroniska trzeba skręcić w lewo pod skosem i wyraźną leśną dróżką w ciągu 5 minut dotrzemy do prywatnego, niewielkiego schroniska Opaczne..

  
Ten niespełna 300 metrowy odcinek dojścia do schroniska zwany jest Zbójeckim Szlakiem chociaż żaden zbój ani zbójowa mnie nie napadły..... Za to ciekawie oznakowana jest ta dróżka -- Zbójnickie nakrycie głowy w kształcie trapezu zwane kołpakiem a pod nim skrzyżowane dwie góralskie ciupagi...

  
Ruszyłem w stronę schroniska... Po przejściu kilkudziesięciu metrów lasem, wyszedłem na kolejną polanę przełęczy Opaczne z której ponad linią lasu wyłoniła się panorama na pasma górskie. Tym razem musiałem chociaż na chwilkę usiąść  w trawie by w promieniach lipcowego słońca podziwiać piękne widoczki roztaczające się z tego miejsca....

 
Opaczne to rozległa (50 ha) polana, położona na wysokości 800-900 m n.p.m. na południowo wschodnim stoku Jałowca (1111m n.p.m.), jeszcze w latach 60-tych ubiegłego stulecia była zamieszkała. Dzisiejsze łąki, objęte już sukcesją wtórną, były wykorzystywane rolniczo. Na kamienistych poletkach uprawiano owies, ziemniaki, żyto i orkisz nazywany gwarowo ikrzycą. Początki osadnictwa na tym terenie nie są udokumentowane... Legenda mówi, że mieszkańcy tej polany robili wszystko inaczej, na opak, stąd Opaczne.
Inni twierdzą, że nad tamtejszymi mieszkańcami, z których kilkoro, (wśród nich i pra-prababcia dzisiejszego właściciela schroniska, Katarzyna nazywana gwarowo Kasianą), trudniło się zbójectwem, - czuwała Opatrzność - i stąd wywodzą nazwę polany.
Na początku XX wieku w 10 domostwach tętniło życie, w górnej części polany stał rozległy budynek nazywany "Zbójnickim dworem". Dopiero II Wojna Światowa i nastały później okres migracji na Ziemie Odzyskane spowodował wyludnienie polany... Dziś tylko dwa budynki są zamieszkałe. Pozostałe trzy, zamienione na domki letniskowe są tylko okresowo użytkowane, głownie z powodu trudnego dojazdu i do niedawna braku energii elektrycznej.

    
Doskonale widoczne pasmo Policy - od lewej, pośrodku przełęcz Krowiarki i od prawej pasmo Babiogórskie.....Poniżej pośrodku zalesione wzniesienie Kolisty Groń (805 m)

    
W odległości około 100 metrów przede mną na końcu ścieżki, ukazał się kamienny budynek niewielkiego prywatnego schroniska Opaczne..

  
Zebrałem siły i szybkim krokiem pomaszerowałem w kierunku schroniska zamówić "coś na ząb" oraz zimne piwko...

  
Gdy doszedłem do drewnianych ławek i stołów ustawionych w kilku miejscach przy schronisku, przy jednym z nich w cieniu rozłożystego świerka przesiadywała tylko samotna para młodych turystów odpoczywając od gorących promieni słońca.. Rozpakowałem plecak i ruszyłem  przywitać się z gospodarzami obiektu...

  
Ten przytulny, niewielki obiekt nazwany " W Murowanej Piwnicy" prowadzi dwoje miłych i gościnnych ludzi - pan Stanisław Front wraz z małżonką panią Renatą...
Obydwoje gospodarzy zastałem przy pracy... Pani Renata upiekła pyszny placek z jagodami i teraz wyrabiała z ciasta pierogi z jagodami, a pan Stanisław pomimo pilnego wyjazdu w sprawach gospodarczych, dał się skusić na chwile rozmowy przy chłodniusieńkim Żywieckim piwku które wyniósł z piwnicznych pomieszczeń pod schroniskiem... I jak mówi porzekadło "góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem tak "..to w czasie naszej wspólnej pogawędki okazało się że mamy z panem Stanisławem wspólnych dobrych znajomych... No ale tak jest właśnie w życiu... Nieraz człowiek nawet nie ma pojęcia gdzie można spotkać znajomych..

  
A teraz najciekawsze fakty czyli historia tego uroczego schroniska... Posłuchajcie jak to wszystko się zaczęło.....
Historia schroniska na przełęczy Opaczne
Budynek dzisiejszego schroniska, nazywany potocznie "Kamienicą", został zbudowany w1920 roku przez Jana i Teresę Front. Do budowy użyto miejscowego piaskowca spojonego gliną z niewielką domieszką wapna... Do 1965 roku służył jako budynek mieszkalno gospodarczy.
Tragedia wojny, w przededniu jej zakończenia, dosięgła pierwszego właściciela. W styczniu 1945 roku, Jan Front, posądzony o współpracę z grupą miejscowych partyzantów, po pacyfikacji osiedla przez oddział niemieckiej Straży Granicznej, został wraz z kilkoma mieszkańcami osiedla zatrzymany i rzekomo w trakcie próby ucieczki zamordowany. W 1965 roku budynek odziedziczył zamieszkały w pobliskiej Stryszawie syn Jana - Józef Front. W 1985 roku, po uprzednim remoncie i kosztownej adaptacji, w budynku powstała Bacówka PTTK "Pod Jałowcem", którą przez pięć lat prowadzili synowie Józefa - Janusz i Kazimierz wraz z rodzinami. 
Od 1990 roku Prywatne Schronisko "W Murowanej Piwnicy" prowadzi Stanisław Front, absolwent Wyższej Szkoły Filozoficzno Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie... Od 2005 roku gospodarzy wraz z żoną Renatą Cybulską Front mgr teologii, absolwentką Papieskiej Akademii Akademii Teologicznej w Krakowie.
Rodowita torunianka, jako turystka odwiedziła schronisko i została.
Pokochała góry.... i nie tylko.

  
Prywatne schronisko “W Murowanej Piwnicy” położone na widokowej polanie, poniżej przełęczy Opaczne, na wysokości 850 m n.p.m jest obiektem całorocznym, dostępnym całą dobę.
W swej ofercie ma noclegi w pokojach 2, 4 i wieloosobowych.
Jednorazowa opłata za pościel 7 zł.
Honoruje się tuta  wszystkie zniżki;
(Eurokarta, Członkowie PTT i PTTK, Przewodnicy i Ratownicy górscy).
Wyżywienie całodzienne (śniadanie, obiadokolacja) w cenie 50 zł.
Bufet – dania barowe, kanapki, napoje i słodycze.
Usługi przewodnika -15 zł. za godzinę.
Transport samochodem terenowym, zimą skuterem śnieżnym, po uprzednim uzgodnieniu telefonicznym.Wokół schroniska są miejsca biwakowe, place na ognisko i gril.
Z przed schroniska rozciąga się przepiękna panorama na pasmo Policy , pasmo Babiogórskie i dolinę Skawicy z Zawoją ...

  
Jak wspomniałem, gospodyni schroniska pani Renata zajęta była przygotowywaniem obiadu i pieczeniem placka ale też po chwili dołączyła do nas by porozmawiać...

  
Z reguły nie jadam słodyczy ale na kawałek takiego pysznego jagodowego placka musiałem się skusić.... .

   
Miłe chwile w uroczym prywatnym schronisku, oazie ciszy i spokoju u państwa Stanisława i Renaty Front szybko mijały i czas było pożegnać gościnnych gospodarzy... Pstryknąłem sobie jeszcze jedną fotkę na tle tej kamiennej budowli, zarzuciłem plecak na ramię i z bagażem pozytywnych przeżyć wyruszyłem zdobyć najwyższy pasma Jałowieckiego - Jałowiec (1111 m n.p.m).....
 Prozę dnia codziennego zamień na przygodę
Góry niech Ci domem,a wszelką wygodę
Znajdziesz tam, gdzie strumyk szepce Ci na uszy
Gdzie śpiew ptaków,szum wiatru Duszę Twą poruszy
Gdzie barwy zieleni bawią się z błękitem
Tam nektar wieczności będziesz pił z zachwytem...



Zasiedziałem się prawie 2 godzinki na rozmowach, odpoczynku i konsumpcji w schronisku Opaczne u miłych właścicieli tego obiektu, państwa Front.. Gdy wyruszałem spod schroniska na szczyt Jałowca mijała godzina 11 przed południem.. Ścieżką pod górę przez rozległą łąkę doszedłem w ciągu 5 minut do linii lasu...

  
  Wkroczyłem na grzbietową drogę leśną. Skręcając w lewo na południowy-zachód (obok tabliczki informacyjnej schroniska), pomaszerowałem lasem, trasą szlak turystyczny żółty żółtego szlaku w stronę szczytu Jałowca..

  
Kamienista droga biegnąca pośród bukowego lasu od razu zaczęła ostro piąć się w górę...

  
Od przełęczy Opaczne czekało mnie ponad 25 minutowe, mozolne podejście do miejsca gdzie szlak żółty łączy się ze szlakiem niebieskim.. Było upalnie i nawet w cieniu lasu gorące powietrze dawało się solidne we znaki.. Zero wiatru a momentami jak w piekarniku... Temperatura na moim podręcznym termometrze wskazywała 31 stopni w cieniu !!..

  
Co jakiś czas przystawałem na łyczka mineralki by wreszcie po 25 minutach stromego podejścia w wysokiej temperaturze otoczenia, dotrzeć do zbiegu szlaków szlak turystyczny żółty żółtego i szlak turystyczny niebieski niebieskiego...Szlak szlak turystyczny niebieski niebieski z Zawoi Wełczy dołącza w tym miejscu lasu od lewej strony, kamienną ścieżką od dołu zbocza... Będę nim schodził z drodze powrotnej ze szczytu Jałowca...

  
Od tego momentu obydwa szlaki prowadzą razem przez około kwadrans podejścia na sam szczyt Jałowca, łagodnie wznoszącą się leśną drogą pośród bukowego lasu... Na niebie pomiędzy koronami drzew widać coraz więcej chmurek.. To poniekąd dobry znak bo tak nie grzeje ale też niepewność czy nie będzie burzy.. Co prawda nie zapowiadano na ten dzień opadów ale w górach wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie w ciągu godziny.. Jest parno...

  
Po około kwadransie od momentu dojścia do szlak turystyczny niebieski niebieskiego szlaku i po niespełna 40 minutach od czasu wyruszenia ze schroniska dostrzegam w gęstwinie lasu, polane szczytową Jałowca...

  
Gdy wszedłem na szczyt było dokładnie południe... Pierwszy widok na rozległej trawiastej polanie to charakterystyczny drewniany krzyż i kilka kolorowych namiotów rozbitych tutaj przez grupę młodych turystów....

  
Skoro dotarłem na najwyższy szczyt pasma Jałowieckiego - Jałowiec (1111 m) parę słów o tej wyniosłości geograficznej..
Pasmo Jałowieckie (Pasmo Przedbabiogórskie) to pasmo górskie w Beskidzie Żywieckim, czasami zaliczane do Beskidu Makowskiego. W Beskidzie Żywieckim może być traktowane jako część submezoregionu Pasma Babiogórskiego.. Pasmo Jałowieckie ciągnie się na długości około 20 km z południowego zachodu na północny wschód, między doliną Koszarawy na zachodzie do doliny Skawy na wschodzie. Od Pasma Pewelskiego oddziela je dolina Lachówki i Stryszawki, a od Pasma Babiogórskiego – dolina Skawicy. Między Pasmem Jałowieckim a Babiogórskim położona jest Przełęcz Jałowiecka (1017 m n.p.m.).
Do najwyższych kulminacji głównego grzbietu pasma należą Jałowiec (1111 m), Czerniawa Sucha (1062 m) i Lachów Groń (1045 m).


Górujący w całym pasmie szczyt Jałowiec (1111 m n.p.m) na którym właśnie znalazłem się w ten upalny lipcowy dzień, zbudowany jest z tzw. z fliszu karpackiego. Klimat Jałowca wiąże się ze ścieraniem wilgotnych mas powietrza pochodzącego znad Atlantyku i suchych - napływających z głębi kontynentu. Dlatego też pogoda w szczytowych partiach pasma odznacza się dużą zmiennością. Jałowiec jest szczytem, na którym przebiega granica między trzema gminami: Stryszawą, Zawoją i Koszarawą. Na Jałowcu krzyżują się szlaki turystyczne ze Stryszawy, Zawoi i Koszarawy. W czasie II wojny światowej szczytem Jałowca przebiegała granica, pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a III Rzeszą.


Na polanie szczytowej znajduje się kilka starych drewnianych ławek...


....drewniana wiata stanowiąca schronienie w razie deszczu lub burzy pod którą w tym momencie kilkoro młodych osób w ekspresyjny sposób, głośno rozprawiało o swych wyczynach z ubiegłej nocy .. ..


...oraz drewniany krzyż upamiętniający pobyt w tym miejscu, kardynała Wyszyńskiego i kardynała Karola Wojtyły późniejszego papieża Jana Pawła II, postawiony przez mieszkańców Stryszawy w 2000 r. pod którym Stryszawianie ufundowali tabliczkę ze słowami: "Krzyż na szczycie Jałowca jest spełnieniem życzenia Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego, jak również upamiętnieniem Jego obecności na tym miejscu w latach 60-tych oraz Kardynała Karola Wojtyły, który w swych turystycznych wędrówkach nie ominął tej góry. Wierna pamięci ludność spod stoku Jałowca. Stryszawa, 2000r.".
W 1954 roku szlakiem z Huciska przez Czerniawę Suchą odbył wycieczkę narciarską na Jałowiec ks. Karol Wojtyła ale złamawszy nartę, wrócił do Suchej Beskidzkiej saniami..


Podszedłem w prawo pomiędzy rozłożonymi namiotami młodych ludzi w kierunku drewnianej wiaty...


Tutaj na dużym stole znajduje się duża fotografia panoramy widocznej z Jałowca z opisanymi wszystkimi szczytami... Przydatny element na górskich szczytach pozwalający dokładnie określić położenie poszczególnych wzniesień ...


Odpocząłem, zjadłem, uzupełniłem niedobór płynów w organizmie czyli wlałem w siebie prawie litr mineralki i zszedłem południowym zboczem kilkadziesiąt metrów w dół poniżej szczytu.. W kierunku południowym opada ku przełęczy Suchej, Hala Trzebuńska pokryta trawiastą murawą, porośnięta borowinami, jarzębinami, skarłowaciałymi świerkami i bukami oraz (co jest osobliwością na tych wysokościach) - kępami kosodrzewiny.
Nazwa hali pochodzi zapewne od nazwiska dawnych właścicieli - Trzebuniaków (ród znany w Zawoi). Do niedawna hala była miejscem wypasu owiec a w jej dolnej części stało kilka szałasów. Położona pod szczytem Hala Trzebuńska stanowi punkt widokowy, z którego można przy dobrej widoczności obejrzeć panoramę Beskidu Śląskiego (Baranią Górę, Skrzyczne), Kotliny Żywieckiej, Beskidu Żywieckiego z Pilskiem oraz "królową Beskidów - Babią Górę w całej okazałości (od Przełęczy Lipnickiej aż po Jałowiecką), a przy bardzo dobrej – szczyty Małej Fatry.


Jak się odpoczęło trzeba troszkę popracować... Ustawiłem aparat i zacząłem pstrykać piękne widoczki rozciągające sie ze szczytu Jałowca... Dalsze pasma przykrywała lekka mgiełka ale i tak panoramy były piękne...
Zacząłem fotografować od lewej strony czyli od wschodu... Ponad linią drzew pasmo Babiogórskie...


Pasmo Babiogórskie z Diablakiem , przełęczą Brona i Cylem czyli Małą Babią..


Przesuwam obiektyw troszkę w prawo na południe i pstrykam... Na dalekim planie za mglą - Pilsko, obok mniejszy Muńczolik i Palenica
Pośrodku na trzecim planie poniżej Pilska wystająca kopuła Jaworzyny
Na drugim planie rozciągnięte pasmo Mędralowej
I najbliżej na pierwszym planie za linią lasu wzniesienie Czerniawy Suchej..
 

Zbliżenie... i doskonale widoczne na najdalszym planie: Pilsko, dwa garbki obok to Muńczolik i Palenica
Na trzecim planie po lewej zalesiona kopuła Jaworzyny
Na drugim planie zbocze Czerniawy Suchej..


 Przesuwam się znowu kawałeczek w prawo na południowy zachód i pstrykam ..
Na najdalszym planie na horyzoncie za mgiełką - od lewej - niższa Romanka, wyżej Rysianka a po prawej za mglą Prusów..


Wreszcie całkiem na zachód na najdalszym planie za mgłą ; od lewej Rysianka , Romanka i Prusow, na wprost na pierwszym planie Lachów Groń z Halą Janoszkową pod szczytem a w prawo za mgłą przed linia drzew widoczne wzniesienie Malinowskiej Skały i Grojca..


Zbliżenie na Lachów Groń i Halę Janoszkową..


Kończyłem fotografowanie panoram, podszedłem trawiastym zboczem Hali Trzebuńskiej w kierunku kulminacji Jałowca by na chwilkę spokojnie usiąść i pogawędzić z grupką młodych ludzi którzy odpoczywali wokół namiotów.


W oddali nad pasmem Policy słychać było ciche pomrukiwania przechodzącej burzy... Nad Jałowiec też zaczynały nadciągać stada chmur przesłaniając promienie słoneczne lecz w powietrzu panował kompletny bezruch a ciężkie gorące, duszne powietrze wyciskało na czoło krople potu....


Trzeba było się zbierać bo burza mogła nadciągnąć bardzo szybko... Minęła godzina 13-ta. Ruszyłem w kierunku powrotnym bukowym lasem do miejsca w którym szlak turystyczny żółty żółty szlak rozchodził się ze szlakiem szlak turystyczny niebieski niebieskim... Po niespełna 10 minutach marszu w dół dotarłem do skrzyżowania szlaków...


Skręciłem w prawo na południowy-wschód i opadającą dość stromo leśną kamienistą dróżką, powędrowałem szlak turystyczny niebieski niebieskim szlakiem w kierunku Zawoi-Wełczy...


Szlak szlak turystyczny niebieski niebieski szybko opadał w dół zbocza stromą dróżką pełną kamieni i wymagającą uważnego schodzenia... Chociaż w większości biegnie on lasem to jednak co jakiś czas wychodziłem na polany które powstały w wyniku wycinki partii drzewostanu, ukazując przez to widoki na południowo-wschodnią stronę pasma Jałowieckiego z widocznym pomiędzy drzewami wierzchołkiem Kolistego Gronia...


Od szczytu do pierwszych zabudowań Wełczy trasa liczy około 4 km... Przy schodzeniu z postojami na robienie zdjęć oraz łyk wody marsz zajmie mi około 1.30 godz... Potem jeszcze jakieś 20 minut pomiędzy domami i nieoznakowaną drogą do miejsca gdzie zostawiłem samochód... W sumie liczyłem że bez pośpiechu dojdę do mojej bazy wypadowej za 2 godzinki... Było więc sporo czasu a chmury które początkowo niebezpiecznie nadciągały nad moją głowę, rozeszły się gdzieś w dal... Teraz szlak szlak turystyczny niebieski niebieski opadał stromym wąwozem wzdłuż granicy lasu, leśną dróżką wypłukaną w kilku miejscach przez wodę spływającą po burzy.... Po lewej stronie wyłoniło się pasmo Babiogórskie...


Na polanach leśnych wycięto sporo dużych i grubych buków... Na niektórych pniach zdążyły zadomowić się już okazałe pasożytnicze grzyby czyli inaczej huby...


Huba jest grzybem z rodziny pasożytniczej lecz jednak atakuje przeważnie drzewa osłabione, uszkodzone, przyczyniając się do ich szybszego zamarcia.


Po ponad półgodzinnym marszu coraz wyraźniej schodziłem w dolinę Zawoi... Las bukowy pozostał za moimi plecami a ja wkroczyłem na pogranicze świerkowego lasu i łąki...W dole słychać było odgłos pił spalinowych .. Leśnicy działali pracowicie w partii lasu przeznaczonej do wycinki.. Na horyzoncie rysowało się pasmo Babiogórskie...


W pewnym momencie szlak turystyczny niebieski niebieski szlak biegnący w dół mieszanym lasem wyprowadził mnie na szeroką, wysypaną kamiennym tłuczniem drogę biegnącą z doliny Wełczy w górę w kierunku Opacznego..!!!.. Wielkie było moje zdziwienie ponieważ była to inwestycja na miarę drogi krajowej w środku lasu ..spychacze i walce oraz sprzęt ciężki stały na poboczu po skończonej pracy... A największe zaskoczenie moje było spowodowane tym, że kiedy studiowałem całą trasę w tym miejscu wg zaktualizowanych map internetowych i najnowszych danych topograficznych, miała tutaj przebiegać tylko wąska leśna dróżka... Gdyby to było w Chinach, gdzie buduje się rocznie tyle kilometrów dróg co u nas browary produkują litrów piwa, to bym się nie zdziwił ale że nagle nasi drogowcy wyprzedzili internet to już jest cud albo na magia !!!!     ..


Szlak przebiegał w poprzek tej drogi i ponownie zagłębiał się w zielony tunel mieszanego, olchowo-świerkowego lasu...


Po ponad godzinnym marszu wkraczałem już w końcowy etap wędrówki szlak turystyczny niebieski niebieskim szlakiem... Trasa wyprowadziła mnie na rozległe łąki ponad zabudowaniami Wełczy wyłaniającymi się w dolinie.. Pośrodku ukazał się zalesiony wierzchołek Wełczonia (879 m) - wzniesienia górującego nad osadą Zawoja-Wełcza..


Miejsce to było tak ciche spokojne, pachnące polnymi kwiatami i suszonym sianem, że postanowiłem tutaj na chwilę odpocząć.. Pogoda cały czas była upalna i choć niebo nie było jednostajnie błękitne to jednak żar lał się z góry niczym gorący ukrop.. Usiadłem w cieniu rozłożystego jawora na skraju dużej łąki z widokiem na dwa pasma górskie... Wyjątkowość tego miejsca polegała na tym ze po lewej stronie wspomnianego wzniesienia Wełczonia widoczne było doskonale na horyzoncie, pasmo Policy....
 

...zaś po prawej stronie zbocza Wełczonia rozciągało się pasmo Babiej Góry...


Łąka żyła swoim letnim życiem... Obfitująca w liczne polne kwiaty których zapach i kolor przyciągał wielobarwne motyle i różnego rodzaju owady była nieustannie zmieniającym się realistycznym obrazem malowanym przez matkę naturę...


Leżałem tak wpatrzony w niebo i wsłuchany w liczne świergoty i trele skrzydlatych mieszkańców tego terenu, odurzony zapachem wonnych dzwonków, chabrów, firletek i naparstnic... Było pięknie...


Leżałbym tak pewnie jeszcze z godzinę lecz z krainy marzeń i zadumy wyrwał  mnie bezlitośnie dzwonek telefonu komórkowego...Ot, uroki nowoczesnej technologii.... Pozbierałem się powoli i zacząłem maszerować ku cywilizacji czyli w dolinę Wełczy..


Dochodząc do pierwszych zabudowań słychać było narastający szmer górskiego strumienia.. To krystaliczne, zimne wody Potoku Opacznego w kamiennym korycie spływały ze zbocza...


Potok Opaczny ma swoje źródła na przełęczy Opaczne przez którą  wędrowałem w drodze na Jałowiec i spływa południowym zboczem pasma do rzeczki górskiej Wełczówka . Ta z kolei zasila centralną rzekę Zawoi czyli Skawicę...


I tak po 2 godzinach od czasu zejścia ze szczytu Jałowca , licząc moje półgodzinne leniuchowanie na łące pośród kwiatów i motyli, dotarłem do końca leśnej drogi i pierwszych zabudowań Wełczy.. Tutaj szlak szlak turystyczny niebieski niebieski skręca w prawo i biegnie dalej asfaltową drogą w kierunku przełęczy Przysłop i Zawoi-Składy..


Ja natomiast poszedłem dalej na tzw. skróty, według mapy i GPS-a - pomiędzy opłotkami, wiejską drogą i trochę skrajem łąki w kierunku przysiółka Barany gdzie u gospodarza pozostawiłem samochód...


Po 6 godzinach wędrówki, po pokonaniu około 10 km pięknej relaksowej trasy z Wełczy na szczyt Jalowca i z powrotem, z postojami i leniuchowaniem po drodze oraz z całym bagażem niezapomnianych widoków i przeżyć, poznaniem ciekawych ludzi i miejsc, wracałem w domowe pielesze szczęśliwy i zrelaksowany z mojej kolejnej górskiej wyprawy... "Naładuję" w ciągu następnych dni akumulatory i znowu wyruszę w piękne nasze góry... Tym razem będzie to wyprawa w ........  ale o tym za tydzień w kolejnej fotorelacji z wędrówek górskimi szlakami...


Wędrujemy po górskich bezdrożach,
wędrujemy halami i lasem
i choć znaków na drzewach tu nie ma,
nasz towarzysz bezbłędnie zna trasę.
Balsamiczne w powietrzu zapachy
macierzanki, sosnowej żywicy,
na błękicie się nieba rysują
smukłe świerki, gotyckie wieżyce.
Leżę na wznak na kwietnym dywanie,
góry drzemią w lipcowym upale,
przez dzień cały nas mija jedynie
stado owiec ze starym góralem.
Słychać tylko bzykanie owadów,
ptasie śpiewy, źródełka szemranie -
smak herbaty z tej wody zrobionej
w mej pamięci na zawsze zostanie.
                                                                     H.Biernat

BESKID ŻYWIECKI - JAŁOWIEC - Lipiec 2010

1 komentarz:

  1. Witam pana własnie wybieram sie na Jałowiec (rowerem) ale od strony przysłopia bardzo ładna trasa ,zresztą cale pasmo Beskidu Makowskiego,no i oczywiście pasmo Policy włącznie z piękna Babią zasługują na duże uznanie ; -)Ale wracając do Beskidu Makowskiego polecam ze Suchej Beskidzkiej niebieskim szlakiem(najlepiej skręcić koło nowego mostu w lewo na os garce i w prawo)na Mioduszyne(633 m n.p.m.) poZnej za znakami polana makowska w lewo Dalej Makowska Góra (697 m n.p.m.)skad dalej szlaki lacza sie na Koskową Góre(866 m n.p.m.) Polecam i POZDRAWIAM SERDECZNIE;;;))))

    OdpowiedzUsuń