sobota, 28 września 2013

Ameryka Południowa - Peru, Boliwia cz.IX

Odcinek IX 
Twierdza górska Puca Pucara – ruiny twierdzy Pisac – Chinchero: kościół kolonialny i ruiny świątyni Tupac Yupanki..

Peru to arcyciekawy kraj z wieloma zabytkami, bogatą historią obfitującą w dramaty, tajemnice i legendy.. Kraj o olbrzymim potencjale, niezwykłych regionach i legendarnych krainach.. Kraj o wielu obliczach zarówno przyrodniczych jak i społecznych… Niesamowite krajobrazy, niezwykłe świątynie, olbrzymie bogactwo kulturowe. Wśród kultowych zabytków, kolonialnych miast, inkaskich świątyń i obronnych twierdz jest jeszcze jedno miejsce godne uwagi i zobaczenia podczas podróży po Peru.. Tym miejscem jest Pisac – (keczua: Pisaq) – miasteczko położone 33 kilometry od Cusco, stanowiące doskonałą bazę wypadową do zwiedzania pobliskiego stanowiska archeologicznego, jednego z najważniejszych w tzw. Świętej Dolinie Inków. Zanim jednak tam dotrzemy wyruszając z naszej bazy w Cusco, po drodze zobaczymy jeszcze kilka innych ciekawych obiektów świątynnych i inkaskich ruin, między innymi ruiny inkaskiej twierdzy Puca Pucara, a kontynuując dalej przejazd Świętą Doliną, odwiedzimy malowniczą indiańską wioskę Chinchero z pięknym, zabytkowym, kolonialnym kościołem oraz ruinami dawnego inkaskiego pałacu-świątyni należącego do władcy Inków – Tupac Yupanki.. Zapowiada się kolejny, ciekawy dzień mojego pobytu na Peruwiańskiej ziemi, pełen malowniczych widoków, historii, a jak się niebawem okaże, także nieprzewidzianych, dramatycznych wydarzeń.. Ale zacznijmy od początku.. Oto plan dzisiejszej wyprawy…


Ostatni dzień pobytu w regionie Cusco zakończymy późnym wieczorem po powrocie z dzisiejszej wyprawy, na dobrej kolacji w jednej z lokalnych restauracji, tymczasem przed nami pętelka o długości ok. 130 km trasy z kilkoma postojami.. Co prawda to w sumie niewiele ponad 2 godziny jazdy, jednak dzisiejszego dnia więcej czasu poświecimy na zwiedzanie, aniżeli na sam przejazd autokarem.. Będzie troszkę „deptania” na wysokości około 3400 m n.p.m., jednak zabytki jakie mamy w planie dzisiejszego zwiedzania z nawiązką zrekompensują trudy wędrówki…
Kilka minut po godzinie 8-mej, po lekkim śniadanku, w doskonałych nastrojach i pierwszych, ciepłych promieniach porannego słońca, pakujemy się całą naszą grupką do autokaru i ruszamy spod hotelu w Cusco na zaplanowaną trasę.. Odległości pomiędzy poszczególnymi obiektami, które mamy w planie zwiedzić nie są duże, więc na początek spojrzymy z okolicznych wzgórz otaczających Cusco, na budzące się w dolinie miasto.. Po niespełna kwadransie wspinaczki z centrum Cusco krętą drogą wiodącą w kierunku Pisac, nasz autokar wjeżdża na wzgórza wznoszące się ponad miastem.. Zatrzymujemy się na znajomym parkingu przy wejściu na teren twierdzy Saqsaywaman, którą zwiedzaliśmy kilka dni wcześniej.. Z parkingu ruszamy na przeciwległe wzgórze widokowe o nazwie Pukamoqo (Czerwone Wzgórze), oddalone o około 400 metrów.. Już z daleka widać na jego szczycie potężną, białą figurę Jezusa - Cristo Blanco (Biały Chrystus).. Z tą piękną, majestatyczną statuą Odkupiciela związana jest dość ciekawa historia, zatem posłuchajcie kto był jej autorem i dlaczego tutaj została postawiona…


Posąg Cristo Blanco (Biały Chrystus) przedstawia postać Chrystusa z rozłożonymi ramiona na boki, podobnie jak słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro (38 m wysokości), jednak Cristo Blanco nie jest tak duży i mierzy 8 metrów wysokości.. Rzeźbę wykonano w granicie i pokryto białym marmurowym tynkiem.. Posąg w nocy jest oświetlony, więc można go zobaczyć z położonego poniżej Cusco. Biały Chrystus został podarowany w 1945 roku od chrześcijańskich uchodźców Palestyńskich społeczności arabskiej dla historycznej stolicy Peru.. Był to symbol ich wdzięczności dla miasta, które niegdyś przygarnęło uchodźców, a zarazem pożegnalny dar, przed ich powrotem do rodzinnego kraju. Od tego czasu pomnik jawi się jako przypomnienie mieszkańcom Cusco, że dobre uczynki nie pozostają niezauważone.
Palestyńczycy byli darczyńcami posągu, lecz kto był jego autorem??.. Zaistniało wiele kontrowersji w tej sprawie i różnego rodzaju pomyłek.. Na łamach internetowych stron oraz źródłowych portali do tej pory widnieją nieprawdziwe nazwiska autora czy autorów posągu... Postaram się sprostować te fakty za pośrednictwem autentycznych wypowiedzi oraz rozmowy z wnuczką artysty i autora posągu, panią Anną Chichizola... Autorem "Białego Chrystusa" jest dziadek pani Anny - Don Ernesto Olazo Allende, a nie jak błędnie podają źródła- jego syn Don Ernesto Olivera Olazo i zarazem brat słynnego malarza Francisco Olazo Olivera Cusco...
W latach 1973 i 1974 zamontowano siatki ochronne wokół owej monumentalnej rzeźby, które jak widać szpecą nieco jej wizerunek....


Wzgórze Pukamoqo wznoszące się w odległości ok. 1 km w linii prostej od centrum Cusco jest symbolicznym „dachem” miasta, z którego rozciąga się wspaniały widok na całą dolinę. Lokalizacja posągu Cristo Blanco nie wybrana została zatem przypadkowo, ale także z powodów widokowych. Wielu turystów odwiedza to miejsce po to, by móc zrobić piękne, panoramiczne zdjęcia krajobrazu miasta Cusco. Doskonale widać stąd główne atrakcje miasta, historyczne centrum z Placem Głównym, katedrami, kościołami i głównymi ulicami.. Zresztą co tu dużo gadać.. Zobaczcie sami jak wspaniała i rozległa panorama roztacza się z tego miejsca..


Moi znajomi zajęci podziwianiem pięknej panoramy Cusco, ja tymczasem przechodzę na drugą stronę posągu i spoglądając w kierunku zachodnim, pstrykam całkowicie odmienną panoramę na przeciwległe, nieco niższe wzgórze.. W tym kierunku doskonale widać inkaską twierdzę Saqsaywaman, którą zwiedzałem, podziwiałem i fotografowałem oraz dokładnie opisałem podczas wcześniejszych wędrówek śladami inkaskich zabytków..


Po półgodzinnym postoju na wzgórzu Pukamoqo czas ruszać w dalszą podróż.. Schodzimy na parking do czekającego autokaru i odjeżdżamy w kierunku kolejnej, ciekawej inkaskiej budowli, znajdującej się na trasie naszej dzisiejszej wyprawy… Nie warto nawet wygodnie układać się w autobusowym fotelu, ponieważ następny cel podróży leży zaledwie kilka kilometrów dalej.. Kierując się na północny-wschód drogą nr.28 łączącą Cusco z Pisac, już po paru minutach jazdy przystajemy na krótki rekonesans po zabytkowych, archeologicznych ruinach kolejnej inkaskiej budowli.. Tym razem jest to mała, górska twierdza położona na wysokości 3680 m n.p.m. o nazwie Puca Pucara, co w języku Indian Quechua oznacza "Czerwony Fort" ze względu na czerwony odcień ziemi, okolicznych skał i kamiennych bloków z jakich jest zbudowana.. Puca Pucara oddalona jest 7,5 km od Cusco i 4,5 km od twierdzy Saqsaywaman. Leży po prawej stronie głównej drogi wiodącej do Pisac, 200 metrów od rozwidlenia wąskiej drogi do Tambomachay- kompleksu ruin wodnej świątyni, którą opisywałem w poprzednich odcinkach.. Z pobocza drogi, gdzie parkuje nasz autokar, widać doskonale kamienne mury owej budowli…


Rozległy, lekko pofałdowany płaskowyż otoczony zielonymi, granitowymi wzgórzami, na którym zbudowano tę górską twierdzę nosi nazwę Równina Saqsaywaman i wchodzi w skład Parku Archeologicznego Saqsaywaman - Parque Arqueológico de Sacsayhuaman. Park obejmuje ok. 3000 ha powierzchni. Można w nim zobaczyć bogatą florę i faunę Andów, w tym dość liczne gatunki ptaków z rodziny pustułek i jastrzębi. Jednak główną atrakcją parku są liczne inkaskie zabytki i ruiny archeologiczne.. Zabieram ze sobą aparat fotograficzny i ruszam w kierunku twierdzy. Przechodzę pod symboliczną, drewnianą bramą przez niewielki mostek przerzucony nad przepływającym tędy małym, górskim strumieniem i wkraczam na teren obiektu..


Zanim jednak przejdę przez główne odrzwia w mieszkalny obszar Puca Pucara, postanawiam podejść na niewielki wzgórek w pobliżu twierdzy, by stamtąd pstryknąć fotkę obiektu oraz opowiedzieć co nieco o jego przypuszczalnych pochodzeniu i funkcji strategicznej w dawnych czasach. Na owym wzgórku, na obrzeżach niewielkiego placu widnieją pozostałości kamiennych budowli. Plac został zabudowany z dwóch stron. Dziewięć pomieszczeń regularnego zarysu w tej otwartej przestrzeni, nie wydaje się należeć do ufortyfikowanego obszaru.


Puca Pucara jest najmniej rozległą i niezbyt okazałą budowlą w porównaniu ze zwiedzanymi przeze mnie, potężnymi twierdzami Machu Picchu, Ollantaytambo czy Saqsaywaman, nie mniej jednak jest ciekawym obiektem archeologicznym oraz strukturą mieszkalno-obronną dawnego Inkaskiego Imperium.. Puca Pucara jest przykładem architektury militarnej jak również centrum administracyjnego Inków.. W dawnych czasach twierdza służyła za stanowisko kontrolne oraz magazynowe. Półokrągłe Tambo składało się z tarasów wyposażonych w wieżyczki, domostwa i schody. Wszystko to otoczone było murem wykonanym z małych, nie polerowanych kamieni. Znaczenia strategicznego kompleksu Puca Pucara dopatrywać się można w dogodnym położeniu przy drodze z Cusco do Pisaq, a tym samym ułatwionej kontroli tego odcinka szlaku oraz w bliskości królewskich łaźni Tambomachay, świątynnej posiadłości Inkaskiego władcy Pachacuteca Yupanqui..


Budowniczowie obiektu rozmieścili go na trzypoziomowych, nieregularnych tarasach, otoczonych 2-3 metrowej wysokości kamiennym murem.. Jak wspomniałem, ściany tegoż muru jak i samych budowli na terenie twierdzy wykonano kamieni o bardziej „surowym” stanie, aniżeli te obrabiane i używane do celów religijnych. Fakt ten dość przekonująco przemawia za militarnym charakterem obiektu.. Na terenie twierdzy można dostrzec szereg prostokątnych formacji otoczonych ścianami i platformami, pomieszczenia mieszkalne i magazynowe, źródła, łaźnie oraz akwedukt.. Zobaczmy jak wygląda zarys twierdzy Puca Pucara na zdjęciu satelitarnym..


Zajrzyjmy zatem do środka obiektu i przekonajmy się z bliska jak zbudowana jest owa inkaska twierdza.. Główne wejście prowadzi przez trapezowe odrzwia w grubym, kamiennym murze okalającym teren twierdzy, typowe dla inkaskiego architektonicznego stylu.. Ten pierwszy mur o wysokości około 3 metrów ułożono dość precyzyjnie z niedużych kamiennych bloczków, pozbawionych ostrych krawędzi i staranie dopasowanych do siebie bez użycia zaprawy..


Za kamiennymi odrzwiami otwiera się widok na rozległy, zielony taras o kształcie trapezu, na którego powierzchni widać zarysy murów przyziemia, istniejących tutaj dawniej mieszkalnych pomieszczeń.... Plac został otoczony budynkami z dwóch stron. Przez ów zielony taras przebiega prosta, utwardzona droga o szerokości około 3 metrów i długości ok. 40 metrów..


Droga ta doprowadza do kolejnych trapezowych, kamiennych odrzwi, przez które wchodzimy na drugi taras położony 1,5 metra wyżej, zalegający w południowo-wschodniej części twierdzy..


Druga kamienna ściana o wysokości ok. 2 metrów otacza centralną elewację. Między nią a pierwszym, niżej położonym murem, prowadzą szerokie chodniki na południe i wschód.


Za drugim murem znajdują się zarysy trzech sypialni dość nietypowych dla architektury Inków, ponieważ dwie z nich nie zbudowano na podstawie prostokąta, lecz trapezu..


Po północnej stronie twierdzy znajduje się sześć pokoi o różnych rozmiarach, ułożonych w sposób nieregularny tak, aby nie stykały się okalającym kamiennych murem...


Trzeci mur otacza górny, najwyższy poziom twierdzy, gdzie już praktycznie nie widać śladów dawnych zabudowań.. Jest on jedynie dobrym punktem widokowym na zalegający poniżej teren twierdzy..


Z górnego, najwyższego tarasu twierdzy Puca Pucara, spoglądam na położone w dole zarysy kamiennych murów, starając sobie wyobrazić jak wyglądały one w czasie zamieszkiwania tego obiektu przez Inków… Jak widać, z powodu swego strategicznego usytuowania dominującego nad okolicą, potwierdza się teza o wybitnie militarnym charakterze twierdzy. Świadczą o tym także niepolerowane kamienie użyte do jej budowy oraz sposób ich układania. Są inne niż te, które Inkowie stosowali do budowy religijnych świątyń. Poza tym jak już wspominałem, za militarnym przeznaczeniem twierdzy przemawia nieodległe położenie (ok. 1 kilometra) królewskich łaźni Tambomachay oraz usytuowanie twierdzy przy strategicznej drodze Cusco-Pisaq.. 
Według większości opinii naukowców, kompleks był prawdopodobnie we władaniu inkaskiego władcy Pachacuteca Yupanqui i służył jako twierdza. Według kilku innych hipotez mogła to być także administracyjna siedziba inkaskich urzędników Pachacuteca i miejsce pobierania opłat od ludzi wjeżdżających do Cusco – stolicy Imperium. Jeszcze inna hipoteza naukowa zakłada, iż stacjonowała tutaj królewska straż i świta władcy, gdy Pacachutec odwiedzał pobliskie łaźnie i świątynie wody Tambomachay, by zażyć w nich kąpieli.. Logiczne zatem jest, że ktoś musiał go pilnować. Według tej hipotezy część wojowników pozostawała w twierdzy Puca Pucara sprawując tam rolę straży i komunikowała się z pozostałym otoczeniem władcy za pomocą złotych luster, w których odbijały się promienie słoneczne w formie świetlnych sygnałów. Tak naprawdę, to odpowiedź na temat przeznaczenia tego miejsca oraz wykorzystania zabudowań obiektu jest nadal nieścisła i do końca niewyjaśniona..


Półgodzinna sesja foto i wędrówka po inkaskich ruinach twierdzy Puca Pucara dobiega końca.. Czas ruszać w dalszą drogę. Zajmujemy miejsca w autokarze i kierujemy się w stronę kolejnego, zaplanowanego na dzisiejszy dzień historycznego obiektu – malowniczych, potężnych ruin skalnego, inkaskiego miasta Pisac… Droga do Pisac co prawda nie długa, lecz trasa malownicza, a palaczom już brakuje „dymka”, więc po około 30 kilometrach podróży, tuż przez wjazdem w granice miasta Pisac, zatrzymujemy się na poboczu drogi w widokowym punkcie na Świętą Dolinę Inków (Valle Sagrado de los Incas)…


O Świętej Dolinie pisałem już sporo w poprzedniej części relacji podczas przejazdu do Machu Picchu, zatem jeszcze tylko parę zdań, kilka fotek tego malowniczego kanionu zanim nasi palacze wchłoną odpowiednią porcję nikotyny i jedziemy dalej.....
Święta Dolina Inków przecina pasmo Andów Peruwiańskich między miastami Pisac i Ollantaytambo na wysokości około 2800 m n.p.m. Poprzez liczne kaniony i pomniejsze doliny spływają do niej strumienie, rzeki i górskie potoki tworzące główną rzekę Świętej Doliny zwaną od jej źródeł Vilcanota, a od momentu minięcia miasta Urubamba - rzeką Urubamba.. Otoczona ośnieżonymi grzbietami górskimi i najwyżej na świecie rosnącymi lasami nazywana jest rajem. W Świętej Dolinie znajduje się wiele zabytków archeologicznych będących pozostałością po kulturach preinkaskich i kulturze inkaskiej.. Dolina została doceniona przez Inków z powodu swoich szczególnych cech geograficznych i klimatycznych. Stała się jednym z głównych ośrodków produkcji wykorzystującym bogactwa tej ziemi i miejscem, w którym produkowano i dalej produkuje się najlepsze ziarna kukurydzy w Peru.
 

W Świętej Dolinie Inków obok dawnych inkaskich budowli powstały także piękne kolonialne miasta, które do dnia dzisiejszego ukazują mieszankę architektury, sztuki i kultury życia. Przybywającym tutaj turystom ukazują się takie miejscowości jak Chinchero z jej znanymi tkaczami, Pisac słynący z doskonałych rzemieślników ludowych, Urubamba i jego kosmopolityzm, Ollantaytambo z jego zabytkami, historią i faktami związanymi z życiem cywilizacji Inków. Każdy z tych regionów jest światem samym w sobie, tworzącym bezprecedensową formę poznania tradycyjnych regionów Ameryki Południowej w Andach.
Dawniej najważniejszymi mieszkańcami Świętej Doliny byli antyczni Ayarmacas, ludzie z wyżyn, którzy osiedlili się w dolinie, w pobliżu Ollantaytambo, w poszukiwaniu lepszej ziemi do uprawy. Swą niezależność w języku i kulturze zachowali oni, aż do przybycia tutaj dziewiątego z rzędu inkaskiego władcy Pachacutec Inca Yupanqui, założyciela Machu Picchu i Tawantinsuyu (Imperium Inków), który podbił tereny południowego Peru i włączając je do swego imperium Tambo w Dolinie (jak go nazywano ów rejon w tym czasie), nakazał w 1460 roku zbudować tutaj miasto oraz twierdzę Ollantaytambo, strzegącą dojścia do Świętej Doliny Inków.. Drugi podbój doliny, tym razem przez hiszpańskich konkwistadorów miał miejsce w 1536 roku. Święta Dolina stała się areną krwawego rozdziału w historii Peru, gdy bunt Manco Inca, ostatniego władcy Inków, został bezlitośnie stłumiony…
Fotka poniżej – widok początku Świętej Doliny w rejonie miasta Pisac, patrząc w kierunku północno-zachodnim w stronę miejscowości Calca. Niewielka miejscowość widoczna w dole na pierwszym planie nazywa się Taray.. Została ona poważnie zniszczona w wyniku powodzi, jaka miała tutaj miejsce w 2010 roku.


Zróżnicowane i oryginalnie dekoracyjne ośnieżone góry, łąki kwiatowe, głębokie błękitne laguny z niezwykłymi roślinami i dzikimi zwierzętami, liczne górskie szlaki wiodące przez historyczne inkaskie ruiny – wszystko to powoduje, że Święta Dolina staje się główną bazą dla turystyki przygodowej w Ameryce Południowej… Widoczna na fotce poniżej rzeka Vilcanota przepływająca przez Pisac w kierunku Urubamby, na tym obszarze płynie raczej łagodnie i leniwie, osiągają około 25 m szerokości..
Na zbliżeniu widać w oddali ośnieżone szczyty masywu wznoszącego się od północnego-zachodu ponad kanionem Świętej Doliny.. To Cordilllera Urubamba z pokrytym śniegiem szczytem Nevado Chicon (5530 m n.p.m.)


Po około półtoragodzinnej jeździe autokarem od momentu wyruszenia z Cusco, wliczając postoje w Puca Pucara i na punkcie widokowym w rejonie Taray, docieramy w rejon miejscowości Pisac, naszego głównego celu dzisiejszej wyprawy..


Mijając położone w dole miasteczko i kierując się w stronę historycznych inkaskich ruin Pisac, opowiem w kilku zdaniach o tej znaczącej miejscowości w Świętej Dolinie Inków..
Miasteczko Písac (język keczua: Pisaq) odległe o 33 kilometry od Cusco, leży na wysokości 2970 m n.p.m. Posiada doniosłą kulturową przeszłość i jest jednym z ważniejszych celów turystycznych w Dolinie Urubamba.. Stanowi bazę wypadową do zwiedzania pobliskiego stanowiska archeologicznego, jednego z najważniejszych w Świętej Dolinie Inków. Zgodnie ze zwyczajami Inków, którzy budowali miasta na planie mającym zarys różnych zwierząt, zabudowa Písac wraz z przylegającymi, rozległymi schodowymi tarasami uprawowymi ma kształt kuropatwy, stąd też nazwa miasta – jęz. Quechua pisaca znaczy kuropatwa. Miasto składa się z dwóch odrębnych części - inkaskiej i kolonialnej. Miejscowość znana jest z niewielkiego rynku, który w każdą niedzielę, wtorek i czwartek przyciąga rzesze turystów z całego świata. Ruch wtedy robi się tutaj taki, jak na ulicach w Cusco. Powodem jest wielki tekstylno-owocowo-pamiątkowy targ na centralnym placu i odchodzących od niego uliczkach.. Drugą imprezą przyciągającą do Pisac zarówno turystów jak i pielgrzymów z całej Ameryki Południowej jest coroczne Święto Virgen del Cartmen, patronki tego miasta, obchodzone bardzo hucznie w połowie lipca z wielogodzinną muzyką i tańcami w kolorowych strojach.. Jednak najbardziej fascynującą rzeczą, dzięki której Pisac przyciąga podróżników z całego świata jest obiekt położony na wzgórzach ponad miasteczkiem.. Są to jedne z najbardziej znanych Inkaskich ruin – główny cel naszej dzisiejszej wyprawy do Pisac..


Biura podróży przyciągają do Pisac grupy turystów przeważnie dla handlowego raju na pchlim targu w centrum miasteczka, często nie proponując nawet zobaczenia wspaniałych ruin z Pisac, jednak nasza wyprawa ma przede wszystkim na celu zwiedzanie tego miejsca, a czas na buszowanie pomiędzy bazarowymi straganami jest sprawą drugoplanową pobytu w Pisac.. Do kompleksu ruin wiedzie z miasteczka wąska, kręta i stroma droga, wspinająca się zboczem na dwa dość wysoko położone parkingi samochodowe.. Nasz autokar z mozołem pnie się krętymi serpentynami w górę zbocza.. Po około 20 minutach podjazdu docieramy na najwyższy, górny parking samochodowy, położony na wysokości 3400 m n.p.m., skąd rozpoczniemy naszą wędrówkę po inkaskich ruinach Pisac..


Na wąskim przedgórzu, 350 metrów nad doliną, Inkowie na pozostałościach budowli dawnej kultury Wari wznieśli nie tylko twierdzę, ale prawdziwe miasto, chronione przez mur obronny, bramy i bastiony. Pisac było z pewnością, zaraz po Cusco, najważniejszym miastem Inków.. Cały kompleks położony jest na długim grzbiecie góry, na wysokości 3250-3500 m n.p.m i rozciąga się na obszarze wielu kilometrów kwadratowych, wliczając domy, pałace, świątynie, mauzolea i obszary rolnicze. Na terenie kompleksu znajdował się także cmentarz z tysiącami grobów i długim na 16 metrów podziemnym korytarzem, obecnie zniszczony, rozgrabiony i doszczętnie splądrowany.. Znawcy rozróżniają tutaj dwa style budowy: jeden prosty zwany rustykalnym oraz drugi bogatszy, z zaokrąglonymi kamieniami i wielkimi murami.. Dzisiaj odwiedzana jest głównie część sakralna, będąca centrum starego miasta, z pozostałościami świątyń i pałaców, m in. ze Świątynią Słońca – Intihuatana.. Sektor Intihuatana w Pisac to obok Machu Picchu najpiękniejszy w swoim stylu kompleks świątynny.. Aby mieć wyobrażenie o całości kompleksu twierdzy oraz jego wielkości, poniżej mapka sytuacyjna i zdjęcie satelitarne górskiego grzbietu, na którym stoją ruiny inkaskiej twierdzy Pisac..


Zabieram potrzebne „manele” z autokaru, przewieszam przez ramię aparat fotograficzny i ruszam wspólnie z członkami naszej grupki na wędrówkę po inkaskiej twierdzy… Teren rozległy, więc dreptania będzie sporo, a na tej wysokości i przy tak ostro przypiekającym słoneczku bez kawałka cienia, nie będzie to spacerek deptakiem w Ciechocinku… Jak zwykle podczas wędrówki będę opowiadał, opowiadał i jeszcze raz opowiadał… albo może nie??..
Postaram się za bardzo nie przynudzać, a pokazać sporo fotek tego pięknego i ciekawego miejsca… W drogę..


Na początek troszkę historii, aby dowiedzieć się kto i w jakim celu postawił tutaj tak ogromny obronno-świątynny kompleks..
W strukturach wojskowych, religijnych i rolniczych, kompleks inkaski miał co najmniej potrójne zadanie. Naukowcy uważają, że twierdza Pisac broniła południowego wejścia do Świętej Doliny, bastion Choquequirao bronił zachodniego wejścia, a twierdza w Ollantaytambo wejścia od strony północnej. Twierdza Pisac kontrolowała także trasy, które łączyły Inkaskie Imperium z granicą lasu deszczowego. Według uczonego Kim MacQuarrie, dziewiąty król Inków Pachacutek Yupanqui wzniósł szereg dóbr królewskich dla upamiętnienia swego zwycięstwa nad innymi grupami etnicznymi. Wśród tych dóbr królewskich są: Pisac (zwycięstwo nad Cuyos), Ollantaytambo (zwycięstwo nad Tambos) i Machu Picchu (podbój Doliny Vilcabamba). Były to jego prywatne majątki, mające na celu zarówno ochronę doliny przed atakiem oraz zapewnienie żywności i innych środków niezbędnych do utrzymania rodziny i potomków. Inni historycy sugerują, że Pisac powstała aby chronić stolicę Cusco od ewentualnych ataków ze strony plemiennych, amazońskich nacji. Tak naprawdę dokładnie nie wiadomo, kiedy twierdza Pisac została zbudowana. Ponieważ nie ma dowodów, aby była zamieszkiwana przez wcześniejsze pre-Inkaskie cywilizacje, najprawdopodobniej powstała nie wcześniej niż w 1440 roku. Hiszpańscy konkwistadorzy na czele z Francisco Pizarro zniszczyli Pisac na początku 1530 roku. Nowoczesne miasto Pisac zostało zbudowane w dolinie przez wicekróla Toledo w 1570 roku.


Ruiny Pisac rozdzielone są naturalnie górską granią na cztery grupy: Pisaqa, Intihuatana, Q'allaqasa i Qanchisracay… Wszystkie te sektory dostępne są pomiędzy sobą dzięki systemowi ścieżek, kamiennych schodów i wąskich tuneli. W skład owych czterech sektorów wchodzą budynki miejskie, obszary rolnicze, tereny wojskowe, największy znany Inkaski cmentarz, setki ogromnych gospodarstw szeregowych, łaźnie Inków, złożony system inżynierii wodnej i nawadniania, budynki magazynowe, mury obronne, strzeżone bramy kontrolne oraz wspaniałe religijne i ceremonialne budowle będące kunsztem ówczesnego budownictwa, wykonane ze szlifowanych kamiennych bloczków na tzw. łom, jedne z najlepiej zachowanych budowlanych prac Inkaskich. Co ważne, ruiny w Pisac to doskonała okazja, aby zobaczyć wszystko co w tamtych czasach dominowało w Imperium Inkaskim, od typowej inżynierii i różnych stylów budownictwa, Inkaskiej kultury i religii, obsesji Inków stawiania budowli na wysokich grzbietach i szczytach do ich centrów ceremonialnych, poświęconych kultowi Słońca i wody.


Wędrując od parkingu samochodowego ścieżką w poprzek stoku, już po kilkuset metrach docieram do pierwszych obiektów twierdzy, tarasowo zabudowanych na zboczu, otoczonych niewysokim, kamiennym murem… Ta część kompleksu nosi nazwę Qanchisracay..


Qanchisracay to małe skupisko niedużych i niezbyt okazałych budynków postawionych z nieszlifowanych i surowych kamieni, dosyć pasownie ułożonych względem siebie... Obszar ten prawdopodobnie służył jako garnizon wojskowy, mógł również mieścić lokalnych mieszkańców twierdzy w przypadku ataku. Inkowie najczęściej w takich obiektach stosowali prostą metodę budowlaną. Jako bazy do podstawy fundamentalnej budynku używano zwykłych polnych kamieni, a następnie wykorzystywano bloczki mułowej cegły Adobe, aby podnieść wysokość ścian budowli.. Perfekcyjnie dopasowane kamienne bloczki na tzw. łom, które nadawały wysoką rangę budowli i świadczyły o zamieszkiwaniu jej przez inkaskich dostojników, były używane wyłącznie w ważnych, ceremonialnych budynkach oraz domostwach Inkaskiej elity. Poza stolicą Cusco, takie elitarne budowle zobaczymy także tutaj w Pisac, w sektorze świątynnym Intihuatana oraz miejskim Pisaqa..


Kompleks niewielki i raczej mało ciekawy, więc zapoznanie się z nim zajmuje parę chwil, za to panorama z murów Qanchisracay jest bardzo rozległa. Obejmuje ona przeciwległe wzgórza otaczające dolinę górskiej rzeki Rio Chongo oraz odległy kanion Świętej Doliny.



Z tego miejsca widoczne są doskonale rozległe, schodkowe tarasy uprawowe, wznoszące się po pochyłości stromego zbocza z dna doliny praktycznie na sam grzbiet górskiej grani Pisac. Niektóre z tych Inkaskich tarasów rolnych zalegających na stromym zboczu wzgórza, są w użyciu po dzień dzisiejszy. W andyjskich obszarach górskich doliny są bardzo wąskie i głębokie. Nie pozwalało to na istnienie rolnictwa na dużą skalę. Starożytne ludy andyjskie chcąc pozyskać dodatkowe grunty rolne, próbowały zdobyć ziemię  kosztem górskich zboczy i tym samym stworzyli oni pierwszą, górską platformę uprawową.. Było to jedno z najbardziej spektakularnych osiągnięć Inków. Budowali oni półkoliste, wąskie platformy, ograniczone 3 metrowym, oporowym, kamiennym murem.. Z niższych terenów doliny znoszono ręcznie bogatszą warstwę ziemi ornej, wypełniano nią tarasowe pola, po czym systemem wodnych akweduktów i przelewową metodą nawadniania zasilano tarasy w potrzebna wodę.. Tarasy umożliwiały dużo większą produkcję nadwyżek żywności, aniżeli byłoby to normalnie możliwe na wysokościach sięgających do 4500 m n.p.m. Jednocześnie system ten umożliwiał także odprowadzanie zbyt dużej ilości wody deszczowej, co chroniło przed erozją ziemi na stokach.. Pola tarasowe musiały być stale doglądane, w przeciwnym razie „popłynęłyby” razem z deszczem, choć górne wody powierzchniowe były w przemyślny sposób odprowadzane pod murem podtrzymującym przez kolejne tarasy, by nawadniać pola położone niżej..


W oddali, w kierunku zachodnim ponad schodkowymi tarasami wznosi się skalny grzbiet z zabudowaniami kolejnej części kompleksu twierdzy Pisac o nazwie Q'allaqasa. Jest to rodzaj wojskowej cytadeli wznoszącej się w doskonałym, strategicznym miejscu twierdzy.. Za chwilę powędruję w ten rejon i opowiem coś więcej, jednak przedtem muszę przytoczyć jeszcze jeden fakt odnoszący się do widocznych tarasów uprawowych.. Otóż te właśnie wąskie rzędy tarasów znajdujących się pod cytadelą, z przeciwległych wzgórz ukazują się jak rozłożone skrzydła kuropatwy, która z języku keczua zwie się pisaca.. Według podań wieś w dolinie i ruiny biorą stąd swoją nazwę - Pisac. Ptaki te są dość powszechne na tym obszarze o zmierzchu.


Od Qanchisracay szeroka, wygodna i lekko wznosząca się dróżka skręca w prawo, kierując się w poprzek stoku do płaskowyżu zwanego Antachaca, odległego o około 400 metrów i zalegającego u podnóży wspomnianej cytadeli wojskowej - Q'allaqasa.


Po paru chwilach szybkiego marszu docieram w rejon rozległego, szerokiego siodła zalegającego u podnóży Q'allaqasa… Moja grupka znajomych też dotarła tutaj w komplecie, jest więc chwila czasu na pstryknięcie paru panoram i opowiedzenie w paru zdaniach o tym miejscu…


Panorama na najwyższy punkt obszaru zajętego przez twierdzę Pisac – cytadela Q'allaqasa. Ten skalny cypel, na który wzniesiono liczne budowle o charakterze mieszkalnym i wojskowym ma charakter cytadeli i wznosi się na wysokość ok.3500 m n.p.m


Ażeby nie wczytywać się tylko w suche fakty historyczno-geograficzne i spoglądać na stare ruiny inkaskie, chwila relaksu na ciekawą legendę związaną z dawnym terytorium Pisac, którą zaraz Wam opowiem....


LEGENDA

Na dzikim zboczu pod szczytem góry w przedniej części miasta stoi monolit z kamienia, mający około siedem do ośmiu metrów wysokości. Kiedy spoglądasz na niego z pewnej odległości, wygląda z profilu jak tutejsza kobieta, odziana w szaty, zamarła w kamieniu i wiecznie spoglądająca z góry na Świętą Dolinę.
Legenda mówi, że owa piękna kobieta nazywała Inquil Chumpi, co w języku indian Quechua oznacza księżniczkę kwiatowego pasa (wzoru). Nazwa ta prawdopodobnie została jej nadana z uwagi na nieprzeciętne zdolności tkackie. Była jedynym dzieckiem Huallaypumy - plemiennego przywódcy w ówczesnym Pisac i zarazem jedyną spadkobierczynią tego regionu. W tamtych czasach inkaska szlachta często konsultowała się z mędrcami i wyroczniami zwanymi Amautas, w sprawie swego losu i przeznaczenia, by wiedzieć co ich w życiu czeka. Amautas byli zarazem wszechstronnymi nauczycielami, zaangażowanymi w formalną edukację dzieci inkaskiej szlachty w Imperium Inków. Podczas jednego z przyjęć w posiadłości Huallaypumy, wyrocznia przepowiedziała, że zjadą się z wielu miejsc mężczyźni, aby poprosić o rękę księżniczki, ale tylko ten, który będzie w stanie zbudować w ciągu jednej nocy wielki most łączący miasto z Pisac z górami, zostanie jej małżonkiem. Kilka lat później przepowiednia poczęła się sprawdzać. Młodzi mężczyźni zaczęli przybywać ze wszystkich regionów Inkaskiego Imperium, by prosić o rękę Inquil Chumpi.. Kiedy jednak informowano ich o nadludzkich warunkach jakie musieli spełnić, aby się z nią ożenić, jeden po drugim wracali do swoich domów z powodu niemożności spełnienia zadania postawionego przed nimi. Czas mijał, aż pewnego dnia zjawił się w Pisac młody człowiek, by zdobyć rękę księżniczki... Był synem naczelnego wodza preinkaskiego ludu Huallas, zamieszkującego region Antisuyo położony kilka dni marszu od Pisac w dół rzeki Vilcanota. Przyniósł ze sobą klatkę ozdobioną szlachetnymi kamieniami, w środku której mieszkał dziwny ptak. Legenda opowiada, że ptak miał niezwykłe, cudowne zdolności i głęboką znajomość wielkich tajemnic natury. Był to podarunek dla księżniczki, a zarazem symbol jego miłości.


Młody człowiek zwał się Asto Rimac i był gotów spełnić przepowiednię wyroczni. Miał on jednak do księżniczki jedną prośbę... Rankiem po przebudzeniu z nocy, w trakcie której Rimac miał zbudować most, księżniczka musiała wspiąć się na szczyt góry, pozostawiając za sobą liście koki znaczące jej drogę. W trakcie wspinaczki nie powinna ani razu odwrócić się i spojrzeć za siebie przed dotarciem na szczyt góry.. Księżniczka zgodziła się na jego prośbę, Asto Rimac dał jej prezent i rozpoczęły się uroczystości. Zabawa i tańce suto zakrapiane napojem alkoholowym z kukurydzy zwanym „chicha” trwały do wieczora. Gdy zapadła noc ludzie usłyszeli łoskot odłupujących się od skał skalnych bloków i spadających z gór do koryta rzeki. Z nich most został zbudowany. Spełniając swoją obietnicę, o świcie księżniczka zaczęła wspinaczkę w góry. Zostawiała za sobą liście koki znaczące jej drogę. Jednak ciekawość księżniczki była tak silna, że nie zważając na dane słowo odwróciła się w pewnym momencie spoglądając za siebie. Wtedy to duchy gór zamieniły ją w kamień i tak na wieki pozostała na zboczu góry. Podobnie jak księżniczka, Asto Rimac również zamienił się w kamień i został zabrany przez nurt rzeki.


Dwie dziurki w nosie i skończyło się.. Jeszcze jedna panorama z siodła niewielkiej przełęczy u podnóży Q'allaqasa w kierunku cytadeli oraz malowniczych, andyjskich wzgórz i maszeruję kawałek dalej, w stronę centralnego placyku na niewielkim płaskowyżu Antachaca, gdzie już zebrała się nasza nieliczna grupka, wsłuchując się w opowieści przewodnika..


Niewielki płaskowyż Antachaca zalega na wysokości ok.3420 m n.p.m.. Jego nazwa wzięła się od akweduktu wybudowanego na północnych krańcach płaskowyżu (jęz. keczua – antachaca znaczy most, akwedukt). Akwedukt ten w formie kamiennego kanału wodociągowego odprowadza wodę ze źródła wypływającego 15 metrów poniżej dwóch budynków górnej części kompleksu cmentarnego, położonego na przeciwległym, północno-zachodnim zboczu.. Z północnych zboczy otaczających płaskowyż Antachaca spływa w rejon kompleksu inkaskiej twierdzy górska rzeka Kitamayo, żłobiąc od zachodniej strony wzgórza głęboki wąwóz i spływając do koryta rzeki Vilcanota w Świętej Dolinie.. Z racji tak dobrze rozwiniętego systemu wodnego w tej części twierdzy Pisac, Inkowie wybudowali tutaj kompleks łaźni znajdujący się nieco powyżej płaskowyżu.. Prawdopodobnie służył on celom religijnym, lub był kąpieliskiem dla pielgrzymów odwiedzających Pisac..


Na centralnym wzniesieniu górującym ponad płaskowyżem Antachaca, widnieje wiele kamiennych budowli. Jest to wspomniany sektor Q'allaqasa..


Q'allaqasa zbudowana na wysokości 3450-3500 m n.p.m. na naturalnym cyplu z widokiem na dolinę, znana jest także jako Cytadela. Miejsce zabudowy jest rejonem wybitnie strategicznym i ma doskonałą pozycję obronną, stąd prawdopodobne przeznaczenie budowli jako mieszkalnej strażnicy i budynków o charakterze wojskowym.. Sektor Q'allaqasa (k'alla = cięcia, q'asa = przepustka) liczący około 30 budowli, jak można stwierdzić przy bliższym spojrzeniu, zawiera wiele budynków o gorszej jakościowo technice budowy. Prawdopodobnie były to pomieszczenia dla staży i wojska oraz magazyny. Mieściło się tutaj także centrum administracyjne całego kompleksu twierdzy.. Inkaska elita jak już wcześniej wspomniałem, mieszkała niżej na rozległym skalnym tarasie, w sektorze Pisaqa. Opowiem o nim dokładnie, gdy tam dotrzemy..


Schody biegnące wzdłuż murów cytadeli na górny taras sektora Q'allaqasa..


Sektor Q'allaqasa – Cytadela. Widok z górnych tarasów Cytadeli na dolinę Pisac..


Jest jeszcze jedno ciekawe miejsce w niedużej odległości od płaskowyżu Antachaca.. Na przeciwległym północno-zachodnim wzniesieniu oddalonym od płaskowyżu o ok.150 metrów, widać szereg urwistych skalnych uskoków, którymi poprzecinane jest całe zbocze.. To rejon o nazwie T’antana Marca – potężny, skalny inkaski cmentarz, prawdopodobnie największym jaki kiedykolwiek znaleziono w Ameryce..


Przy bliższym spojrzeniu przez obiektyw aparatu można dostrzec, jak strome zbocze poprzecinane ukośnymi, skalnymi tarasami, naszpikowane jest niezliczoną ilości mniejszych lub większych dziur niczym w szwajcarskim serze.. To skalne komory grobowe jednego z największych inkaskich cmentarzy. Szacunkowa liczba grobów w rejonie wzgórza T’antana Marca określana jest na ponad 3000 wnęk grobowych.. W głąb zbocza prowadził długi na około 16 metrów podziemny korytarz, obecnie częściowo zawalony.. Hiszpańscy konkwistadorzy doskonale wiedzieli o istnieniu twierdzy Pisac. W przeciwieństwie do ukrytego, nieznanego im Machu Picchu, tutaj mieli wszystko jak na dłoni.. Gdy przybyli do Pisac i ujrzeli cmentarz Inkaski, w przekonania iż znajdą tu cenne rzeczy, dopuścili się profanacji grobów i grabieży klejnotów, metali oraz kamieni szlachetnych pozostawionych przy zmarłych.. I tutaj rzecz smutna aczkolwiek ciekawa, zasłyszana od tubylców.. Hiszpańscy najeźdźcy byli pierwszymi, lecz nie ostatnimi „cmentarnymi hienami” i złodziejami grobowych precjozów.. Jak zwykle się dzieje na przykładzie tego typu obiektów, większość skalnych grobów na przestrzeni lat została w dużym stopniu zdewastowana, zniszczona, rozgrabiona i doszczętnie splądrowana przez współczesnych złodziei w poszukiwaniu cennych przedmiotów i chęci łatwego zarobku.. Czego nie znaleźli Hiszpanie, dokopały się tutejsze złodziejaszki. Nieoficjalnie na dole w miasteczku Pisac istnieje niepozorny sklepik, niczym nie różniący się od innych, jednak na tyłach tegoż obiektu dzieją się rzeczy okryte szczelnie tajemnicą handlową.. Wtajemniczeni, zwłaszcza odwiedzający te rejony zamożni amerykanie i różni biznesmeni „spod ciemnej gwiazdy”, za kwoty od kilkuset do kilku tysięcy dolarów nabywają autentyczne rzeczy, znajdywane w inkaskich grobowcach przez plądrujących je handlarzy.. Proceder ponoć kwitnie, zbyt na cenne zabytkowe przedmioty, niejednokrotnie unikatowe ozdoby inkaskiego rękodzieła, rośnie coraz bardziej. Przemijają bezpowrotnie w czeluściach prywatnych kolekcji dawne, bezcenne dzieła inkaskiej kultury i to jest bardzo smutne..


Powoli zbieram się w dalszą wędrówkę.. Ruszam w kierunku południowym, wąską ścieżką biegnącą u podnóża cytadeli nad górną krawędzią tarasów uprawowych.. Na fotce poniżej - widok ze szlakowej ścieżki na schodkowe tarasy rolnicze i jeszcze jedna ciekawostka z nimi związana.. Otóż, te zielone górskie zbocza nierzadko mają 45 stopni nachylenia. Zarówno fotki jak i kamera nigdy nie oddadzą autentyczności tak dużej stromizny.. Jeśli ktoś jeździ zimą na nartach, to zdaje sobie doskonale sprawę, jak jest to ogromne nachylenie zbocza. Najtrudniejsze „czarne” trasy narciarskie zakładane są na stokach powyżej 32 stopni nachylenia.. Tzw. narciarskie „ścianki” mają około 40 stopni nachylenia, a to już niemalże „schody do nieba” przeznaczone tylko dla wyczynowych narciarzy.. Te bardzo strome, 45 stopniowe stoki Inkowie jednak zdołali opanować, co prawda nie do szusowania na nartach, lecz do uprawy płodów rolnych, stosując owe tarasowe poletka.. Rolnicze tarasy mają od 2 do 3 metrów szerokości uwarunkowanej nachyleniem zbocza. Platformy są zaprojektowane w tak harmonijne kombinacje, że widać doskonale ich połączenia w koncentryczne półkola na zboczach. Było to rozwiązanie na tyle pragmatyczne, że chiński przywódca Mao Tse-tung „eksportował” inkaską technikę tarasową do Chin, aby rozwiązać problem sadzenia w górach. System ten jest obecnie stosowany w Tachay, jednym z najbardziej znanych chińskich imperiów rolniczych.


I jeszcze jedno zbliżenie na znajomy sektor Qanchisracay, który zwiedzaliśmy przed niepełna godzinką, na początku naszej wędrówki po terenie twierdzy Pisac..


Kontynuując wędrówkę szlakową dróżką, trawersującą niemalże poziomo strome zbocze wzgórza Q'allaqasa, zmierzam w kierunku kolejnych sektorów twierdzy, podziwiając przy okazji rozległe widoki na dolinę Pisac..


Po kilkuset metrach dróżka doprowadza do kamiennego muru otaczającego twierdzę, w którym znajdują się trapezowe drzwi nazwane Amaru PunkuWężowa Brama (Quech. amaru - wąż, punku - drzwi). Jest to przejście kontrolne w kamiennym murze, na teren Cytadeli i odwrotnie.. Jeśli ktoś z mieszkańców szeregowych gospodarstw chciał wkroczyć na teren uroczystego, świątynnego centrum Intihuatana lub przejść do elitarnej dzielnicy mieszkalnej Pisaqa, najpierw musiał poddać się kontroli w bramie Amaru Punku.. Dlaczego Brama Wężowa?.. Zapewne z tego powodu, że dla Inków wąż był świętym stworzeniem, a mur w którym zabudowano bramę wije się po zboczu na kształt węża..


Na fotce poniżej widać jak wyglądało za inkaskich czasów zabezpieczenie wejścia od wewnętrznej strony kamiennych odrzwi.. Solidna drewniana konstrukcja powiązana i mocowana w murze, skutecznie zabezpieczała przejście przez Wężową Bramę..


Po przekroczeniu kamiennej Wężowej Bramy, szlakowa trasa staje się bardziej wymagająca. Kończy się szeroki i wygodny „deptak”, a zaczynają się schody i strome podejścia wzdłuż pionowych, skalnych ścian.. Na tym odcinku jeszcze do niedawna nie było zamontowanych, widocznych na zdjęciu poniżej, drewnianych barierek zabezpieczających przed upadkiem w dół zbocza.. Po nieszczęśliwym wypadku jaki zdarzył się w ubiegłych latach, strome odcinki urwiska i podejścia kamiennymi schodami zabezpieczono dość lichej jakości, drewnianymi żerdkami. Ważne jednak, że w ogóle coś jest, bo w razie potknięcia dalekooo.. by się leciało w dół zbocza…


Za kolejnym załomem skalnej ściany inkaska ścieżka doprowadza mnie do widniejącego kilka metrów wyżej, niewielkiego ciemnego otworu, będącego wąskim tunelem wykutym w zboczu góry.. Prowadzi do niego kilkanaście kamiennych schodów..


Kolega Jurek, który wędrował kilkadziesiąt metrów przede mną szukając po drodze ciekawych miejsc na „pstryknięcie” widokowych panoram, zatrzymał się w tym miejscu nieco dłużej i szerokim gestem zaprasza do chłodnego wnętrza tunelu… A chłód na tym odcinku naszej wędrówki jest naprawdę zbawienny. Z nieba leje się żar, zero cienia czy też jakiegokolwiek drzewka dającego chwilkę wytchnienia, zatem zaproszenie do tej „mysiej norki” jest niezwykle kuszące..


Wciskam się w wąską, skalną szczelinę i od razu czuję chłód skalnego korytarzyka. Za mną już praktycznie nikt nie wędruje, zatem mogę spokojnie posiedzieć tutaj kilka chwil i odpocząć w cieniu skalnej niszy..


To wąskie przejście w skalnym zboczu jest swego rodzaju połączeniem dwóch sąsiednich sektorów twierdzy. Ścieżka prowadząca z sektora strażniczego Q'allaqasa, zalegającego na północnym krańcu skalnego grzbietu, przechodząc przez ten wąski, niewielki tunel wyprowadza na południowy kraniec górskiego grzbietu, gdzie z kolei znajduje się sektor religijny Intihuatana oraz nieco niżej, sektor Pisaqa zamieszkiwany niegdyś przez inkaską szlachtę. Tunel ma ok. 15 metrów długości ok. 1 metra szerokości. Będąc w środku można zauważyć po dokładniejszym rozeznaniu, że istniejącą w tym miejscu naturalną, wąską szczelinę w zboczu, Inkowie poszerzyli do rozmiarów przejścia, wkuwając się mozolnie w skalne ściany oraz modelując w skalnym podłożu kilka kamiennych stopni.. Tak ciasne oraz wąskie przejście z jednego do drugiego sektora, było idealnym punktem do obrony w razie wrogiej napaści i chęci przedarcia się nieprzyjaciela w tym miejscu twierdzy..


Miło było chwilkę posiedzieć w chłodnym wnętrzu tunelu, jednak czas nagli, a jeszcze sporo ciekawych miejsc do zwiedzania.. Wychodzę na zalane słońcem strome zbocze, po którym w dalszym ciągu trawersuje wąska, szlakowa ścieżka zabezpieczona barierkami... Za kolejnym załomem zbocza zniecierpliwieni znajomi, czy aby Jędruś nie utknął w skalnej dziurze, na widok „wlekącego się” nieśpiesznie na końcu grupy niedobitka, w geście aprobaty kwitują moje przybycie.. Jestem aż tak gruby, że pomyśleli, iż nie przecisnę się przez tą skalną szparę tunelu??


Ten odcinek szlaku jest niezwykle widokowy, z dużą, rozległą ekspozycją na malownicze andyjskie wzniesienia, zieloną dolinę żłobioną przez górską rzekę Rio Chongo oraz leżące w dole miasteczko Pisac..


Ścieżka prowadzi na wysokości ok.3400 m n.p.m. pomiędzy skalnymi blokami, poniżej których zbocze opada kilkaset metrów w dół niemalże pionowym urwiskiem..


Kolejne metry szlaku wiodą utwardzoną ścieżką metrowej szerokości, poprowadzoną równolegle do skalnego grzbietu kilkadziesiąt metrów poniżej jego kulminacji i zmierzającą w kierunku południowym, w stronę świętego sektora Intihuatana.. Zbocze wzgórza opada w tym miejscu stromo w dół kilkusetmetrowym urwiskiem..


Dochodzę w rejon pierwszych, skalnych wychodni i dosyć szerokiej skalnej półki, skąd roztacza się wspaniały widok na dolinę Pisac.. Chwilkę tutaj przysiądę i coś jeszcze opowiem.. Archeolodzy badający historię i kulturę Inków są przekonani, że andyjskie szczyty wciąż skrywają niejedną tajemnicę. Tajemnic tych strzegą nie tylko góry, ale i sami Indianie. Wierzą oni do dnia dzisiejszego, że we wnętrzu każdej świętej góry znajduje się miasto, które utożsamiają z rajem. Oddają więc cześć bóstwom gór i nie tracą nadziei, że gdy nastanie czas, będą mogli zamieszkać w tych miastach dobrobytu, uprawiać okalające je urodzajne pola i – co najważniejsze – spotkać się ze swymi przodkami. Bo według inkaskich wierzeń, to właśnie ze świętych pacarinas (świętych miejsc) wyłonili się niegdyś uformowani przez boga Wirakoczę ludzie i tu powracają ich dusze.. Doskonale rozumiem tych Indian, ponieważ też kocham góry i są one dla mnie niesamowitym zjawiskiem przyrody, wobec którego maleńki człowiek jest niczym kamyczek skalny, na ogromnym, piarżystym zboczu..


W ciągu dalszej wędrówki szlakowa ścieżka zaczyna nieznacznie wznosić się w górę. Ukazują się postrzępione formacje skalne porośnięte wysokogórską roślinnością i zielonymi pióropuszami górskiej odmiany aloesu..


W Peru ziołolecznictwo jest bardzo szeroko stosowane i niemalże na każdym kroku można spotkać się z różnego rodzaju preparatami ziołowymi.. Jedną z bardzo rozpowszechnionych leczniczych roślin jest właśnie Aloes.. Jest to roślina z rodziny liliowatych reprezentująca ponad 200 gatunków - gruboszowatych bylin, które występują na obszarach strefy subtropikalnej Afryki, Ameryki Północnej i Południowej. Jest przystosowana do wegetacji w warunkach ograniczonej ilości wody – tzw. sukulent. Aloes ma grube mięsiste liście, w których gromadzi wodę i różnorodne substancje organiczne, nadające roślinie właściwości lecznicze. W warunkach naturalnych aloes wytwarza co roku kwiatostany o kwiatach żółtych, czerwonych lub różowych. Uprawiany jako roślina ozdobne i lecznicza. Jako gatunek leczniczy, na szczególne uznanie zasługuje aloes zwyczajny (Aloe vera). Uprawiany jest w Ameryce Środkowej, Południowej i Australii.. Zawiera bogatą kompozycję składników takich jak: aminokwasy, enzymy, mikroelementy (żelazo i wapń), witamina C oraz beta – karoten, kwas foliowy witamina B9, folicyna, cholina, witaminy z grupy B oraz cukry.. Aloes przez wiele lat wykorzystywany był jako środek przeczyszczający. Po oddzieleniu skórki liści od miąższu okazało się, że aloes zyskuje inne właściwości i przez to stał się cenioną rośliną leczniczą, która między innymi działa łagodząco na podrażnienia żołądka, oczyszcza organizm oraz neutralizuje wolne rodniki, stymuluje mechanizmy oczyszczające, wspomaga wydalanie z organizmu substancji radioaktywnych oraz soli metali ciężkich, harmonizuje funkcjonowanie organizmu, posiada właściwości żółciopędne, wspomaga odżywianie komórek oraz reguluje ich funkcje, normalizuje procesy trawienia i przyswajania pokarmów, intensyfikując pracę gruczołów ślinowych. Jednym słowem roślina bardzo skuteczna w regulacji funkcji naszego organizmu, natomiast panie doceniają jego właściwości pielęgnacyjne pod postacią przeróżnych kremów i maseczek odświeżających oraz regenerujących cerę..


Wąska ścieżka przez kolejne kilkadziesiąt metrów wznosi się delikatnie pod górę, klucząc pomiędzy poszarpanymi, skalnymi monumentami i wyprowadzając przez moment na sam szczyt głównego grzbietu. Za załomem zbocza na skalnym wierzchołku ukazują się niewielkie, kamienne ruiny.. Jest to pozostałość po jednej w wież strażniczych, będących elementem całości ciągu murów obronnych, okalających kompleks twierdzy Pisac od wschodu.. Wieże były punktami obserwacyjnymi poszczególnych sektorów twierdzy, a także elementami systemu przekazywania wiadomości na odległość, za pomocą refleksów odblaskowych złotych luster..


Chociaż nie jest to budowla o znaczeniu świątynnym czy pałacowym, widać tutaj doskonale jak precyzyjnie zostały wykonane mury tej wieży z ciosanych, kamiennych bloczków, dopasowanych względem siebie bez użycia zaprawy..


Umiejscowienie wieży jest wręcz idealne.. Ze tego punktu skalnego grzbietu rozciąga się rozległy widok zarówno na wschód jak i zachód oraz na leżący w dole wąwóz rzeki Rio Chongo..
Widok w kierunku północno-wschodnim na dolinę rzeki Rio Chongo, zabudowania miasteczka Pisac i wznoszący się ponad doliną masyw Cerro Molde Orqo..


Widok w kierunku południowym na wąwóz Świętej Doliny i płynącą jego dnem rzekę Vilcanota.


Widok w kierunku zachodnim na Świętą Dolinę..


Widok w kierunku północno-zachodnim na masyw Ichunayoc.


Od momentu minięcia wieży strażniczej, szlakowa ścieżka powoli zaczyna opadać w dół.. Przede mną ukazują się kolejne ruiny kamiennych budowli, a na horyzoncie w kierunku zachodnim po raz pierwszy mogę dojrzeć niewidoczne do tej pory, odległe andyjskie wzniesienia wypiętrzające się po drugiej stronie doliny rzeki Rio Kitamayu.. Znak to nieomylny, że powoli dochodzę do południowego obszaru górskiego grzbietu, gdzie znajduje się najświętsza część twierdzy Pisac – sektor świątynny Intihuatana..


W pewnym momencie szlak ostro skręca w lewo, a łagodnie biegnąca do tej pory ścieżka, zaczyna bardzo stromo schodzić w dół zbocza.. Kamienne stopnie pokryte warstwą drobnego żwirku, są na tym odcinku dość zdradliwe i trzeba uważnie patrzeć pod nogi, bo można w każdym momencie pojechać na pupie w dół..


Za kolejnym zakrętem stromizna co prawda na moment łagodnieje, ale za to pojawia się pionowe urwisko, które szlakowa dróżka chwilowo trawersuje na długości kilkudziesięciu metrów.. Odcinek ten zabezpieczono drewnianymi barierkami, ponieważ o wypadek tutaj nietrudno.. Ścieżka przy krawędzi w paru miejscach została zarwana, co widać po kilku ułożonych drewnianych balach..


Szlak ponownie zaczyna opadać w dół po kamiennych stopniach i trawersując wschodnie zbocze górskiego grzbietu wzdłuż kamiennego, frontowego muru twierdzy Pisac, zmierza na południe w kierunku sektora świątynnego Intihuatana..


Przed oczami otwiera się piękna panorama na Świętą Dolinę i otaczające ją andyjskie wzgórza..


Biegnąca teraz wzdłuż obronnych murów twierdzy wąska, szlakowa ścieżka nie ma żadnych zabezpieczeń, a jak widać nie wygląda zbyt solidnie i prowadzi ponad dość rozległą ekspozycją, trawersując stromo opadające zbocze.. Lecąc „na skróty” do leżącej w dole wioski jest naprawdę daleko, więc upadek z tej wysokości nie byłby raczej przyjemną rzeczą..


Po kolejnych kilkudziesięciu metrach wędrówki diametralnie zmienia się panorama widokowa… Dochodzę do końca trawersu głównego grzbietu. Piekący skwar lejący się z błękitnego, bezchmurnego nieba stopniowo odpuszcza… Osłonięte i nagrzane jak patelnia zbocze pozostaje za plecami, a ja docieram na skalną wychodnię, gdzie delikatny, przyjemny wiatr wiejący od przełęczy, chłodzi rozgrzaną twarz i ręce.. Urwiste zbocze opada tutaj stromo w dół..


Pod stopami w dole rozpościera się widok na Świętą Dolinę i płynącą rzekę Vilcanota oraz na niewidoczne do tej pory, kolejne sektory twierdzy Pisac.. U wylotu wąwozu rzeki Rio Chongo do Świętej Doliny, na szerokim płaskowyżu położony jest sektor Pisaqa z licznymi kamiennymi zabudowaniami, ułożonym w formie półokręgu.. Od góry płaskowyżu do dna doliny Rio Chongo opadają liczne schodkowe tarasy uprawowe.. W oddali za płaskowyżem Pisaqa wije się nurt rzeki Vilcanota płynącej dnem Świętej Doliny…


Jednak nie ten sektor mam teraz na uwadze.. Obecnym celem mojej wędrówki jest leżący w kierunku południowym, nieco na prawo od Pisaqa, sektor świątynny Intihuatana.. Arcydzieło inkaskiego kunsztu budowlanego, a zarazem najświętsze miejsce w całym kompleksie twierdzy Pisac.. Ze skalnej wychodni, na której teraz stoję jest on widoczny jak na dłoni..


Kamiennymi schodami schodzę kilkadziesiąt metrów z dół, w kierunku zabudowań sektora Intihuatana.. Tutaj na chwilę przystanę i opowiem o tym świętym miejscu inkaskiej twierdzy, wznoszącym się za moimi plecami..


Jest to najważniejsza dzielnica twierdzy Pisac, a zarazem religijny i ceremonialny obszar leżący na niewielkim płaskowyżu, w południowej części górskiego grzbietu na wysokości ok.3350 m n.p.m.. Centralne budynki sektora Intihuatana postawiono używając klasycznego Inkaskiego stylu architektonicznego.. Ściany o regularnym kształcie wzniesiono z polerowanego kamienia, układanego na sucho. Inkowie byli mistrzami tej techniki, zwanej łom, w którym bloki kamienia są pasowane ze sobą ściśle, bez zaprawy. Obszar ten uważany jest za jeden z najwspanialszych przykładów architektury Inków. Obrobiony kamień na ścianach świątynnych budynków uważany jest przez wielu ekspertów za technicznie lepszy od większości innych tego typu budowli miejskich Inków w Cusco czy Machu Picchu.. Włożono tutaj ogrom ludzkiej pracy przy cięciu i szlifowaniu tych kamiennych bloków z różowego granitu, tak doskonale prezentujących się na murach budowli kompleksu świątynnego... Cały sektor Intihuatana obejmuje Świątynię Słońca, łaźnie, ołtarze, fontanny wody, platformy ceremonialne..


Pośrodku "centralnej" części sektora świątynnego stoi półkolisty budynek z jedną prostą ścianą boczną, w której zabudowano główną bramę skierowaną ku południowi.. To wspomniana Templo del Sol - Świątynia Słońca, najważniejszy składnik sektora Intihuatana i zarazem jeden z najbardziej imponujących przykładów Inkaskiego muru... Świątynia była prawdopodobnie miejscem składania ofiar bogom oraz spełniała rolę obserwatorium astronomicznego.. W środku tego budynku umiejscowiono ważne religijne lub astronomiczne narzędzie Inków w postaci rzeźbionej, wulkanicznej skały znane jako "Intiwatana" lub "Intihuatana".. Monument podobny do tego z Machu Picchu.. Jego dokładne przeznaczenie nie jest znane, ale słowo to oznacza "miejsce, gdzie słońce jest przywiązane" (Inti - Słońce, Watana - wiązanie).. O tym świętym obrzędzie tzw. "zaczepienie słońca" obchodzonym w dniu przesilenia zimowego podczas święta Inti Raymi, pisałem dokładnie w części poprzedniej.. Skała Intihuatana przypomina zegar słoneczny, ale w rzeczywistości była przypuszczalnie instrumentem astronomicznym, który jak sugerują kąty podstawy, służył Inkom do określenia zmian pór roku. Niestety rzeźbiona skała została zniszczona przez Hiszpanów, którzy po inwazji na Inkaskie Imperium chcieli unicestwić miejscowy system indiańskich wierzeń, a dzieła dalszej dewastacji dokonali kilka lat temu lokalni wandale. Z tego powodu rejon wnętrza Świątyni Słońca jest obecnie niedostępny dla zwiedzających turystów. Świątynię można obejrzeć z zewnątrz..


Lekko wypłaszczony w tym rejonie grzbiet górski, na którym zbudowano świątynny sektor, wyraźnie dominuje wizualnie nad znaczną części doliny Pisac.. Inkaska technika budowlana oraz inżyniera wodna zastosowana w tym sektorze, to wręcz perfekcyjne rozwiązania technologiczne, widoczne w postaci doskonale obrobionych, szlifowanych i idealnie dopasowanych kamiennych bloków, odpowiednio nachylonych ścian budynków odpornych na trzęsienia ziemi i sieci wodnych kanałów... Inkowie byli mistrzami w tym zakresie, doskonale wykorzystującymi otaczające środowisko na ich korzyść.


Panorama poszczególnych budynków sektora Intihuatana..


Co Inkowie naprawdę robili w Świątyni Słońca? Według opisów, przekazów i badań składali ofiary bogu Słońce. Były trzy rodzaje ofiar. A oto jakie:
- Ofiara dnia – miała na celu zapewnienie wschodu Słońca, więc była składana codziennie i przed wschodem słońca. Na wcześniej rozpalonym ogniu pieczono ofiarną kukurydzę.
- Ofiara miesiąca –źródła nie podają jej celu, pewnie dlatego, że Inkowie sami nie pamiętali jaki on był. Każdego pierwszego dnia miesiąca na rzeź szło sto śnieżnobiałych lam. Najpierw mięso ich było dzielone miedzy 30 kapłanów (jeden kapłan na każdy dzień miesiąca). Następnie resztę palono, a kości mielono na pył, który był wykorzystywany w obrzędach.
- Ofiary specjalne –kiedy zbliżała się jakaś specjalna uroczystość to oszczędzano lamy, zamiast nich składano w ofierze świnki morskie.


Zdarzały się w państwie Inkaskim także zabójcze rytuały ofiarne składane z ludzi.. Rozległe Imperium Inków znajdowało się pod opieką wielu bóstw odpowiadających np. za powodzenie ekspansji na nowych terenach, zwycięstwo w walkach, dobrą pogodę, urodzaj i pokój. Zdarzało się jednak, że równowaga między Pachamamą - Matką Ziemią i bogami, a ludźmi zostawała zakłócona. Liczne trzęsienia ziemi, susze i powodzie nawiedzające państwo wyrażały gniew niebiańskich istot, śmiercionośne erupcje wulkanów były sprawką Apus - duchów gór.. Zazwyczaj bóstwa zadowalały się ofiarami ze zwierząt, kiedy jednak to nie skutkowało, aby przebłagać bogów trzeba było posunąć się do najwyższego poświęcenia - ofiary pod postacią człowieka. Bogów przekupić mogła wtedy jedynie ludzka krew. Najczystszą krew miały dzieci i właśnie je składano w ofierze. Co ciekawe, kroniki wskazują na fakt, że ofiary doskonale wiedziały, co je czeka, i co więcej - świadomie godziły się na taki los. Opisywano również ich dumę z bycia wybrańcem, który przywróci równowagę światu przez swoją rolę posłańca, który miał przekazać bogom prośby śmiertelników. Dzieci, które miały być złożone w ofierze, były często wybierane na wiele lat wcześniej. Wtedy karmiono je świętą kukurydzą. Dla rodziców to było wyróżnienie, że właśnie ich dziecko miało być złożone w ofierze. Niektóre dzieci miały w wieku niemowlęcym specjalnie obwiązywane czaszki, aby przypominały one górę, na której miały być złożone. Sama śmierć nie była końcem - wierzono w życie pozagrobowe, zabijane w ofierze dzieci dołączały do bogów i swych przodków, a ich kult i wznoszone do nich modlitwy mogły wyprosić łaskę u bóstw.


Ofiary z ludzi były składane wysoko w górach. Wysokogórskie, zimne powietrze działa jak doskonała lodówka – mumifikuje idealnie ciała. Procesja składająca się z ofiary i towarzyszących jej kapłanów oraz tragarzy niosących ofiarne dary, otoczona gromadą wiernych udawała się nierzadko w najodleglejsze części imperium, aby dotrzeć do źródeł problemów - plującego lawą wulkanu lub wysokiej góry, której wieczne śniegi przestały nawadniać okoliczne pola. Wykańczająca wędrówka trwała nawet kilka miesięcy, imperium rozciągało się z północy na południe na niemal 5000 kilometrów.. Ofiary zazwyczaj składano przed świtem, przy rozpalonym ognisku inkantowano rytualne pieśni i tańczono, przygotowywano ceremonialne platformy. Dzieci ubrane w tradycyjny, zdobny strój częstowano liśćmi koki i kukurydzianym piwem chicha. W zależności od bóstwa, które chciano przebłagać zostawiano antropomorficzne metalowe figurki, srebrną i złotą biżuterię, morskie muszle lub pióra ptaków. Przedmioty te miały charakteryzować cały kraj podzielony na trzy strefy: wybrzeże, góry i dżunglę. Archeolodzy wskazują, że otępione alkoholem dzieci niekiedy zostawały zabijane przez kapłanów ciosem drewnianej pałki chasqa chuqui w tył głowy, a czasem wykończone trudnym marszem, zimnem i wysokością zasypiały i tak pozostawione umierały z wyziębienia. Zwłoki układano zazwyczaj w pozycji płodowej lub ze skrzyżowanymi nogami i opuszczano do przygotowanych wcześniej komór wykopanych w ziemi lub wykutych w lodzie.


                                                                                                       wikipedia.org

Do dziś odkryto 29 naturalnie zakonserwowanych ciał dzieci, pozostawionych na wysokich Andyjskich szczytach. Ofiary popularnie, choć błędnie nazywane mumiami, poprzez niskie temperatury panujące na szczytach gór i małą wilgotność powietrza mają zachowane w nienaruszony stanie organy wewnętrzne i zamrożoną w żyłach krew..

                                                                                        Archeologist Johan Reinhard Photo credit: Courtesy Johan Reinhard
                                                           Zdjęcie z http://www.pbs.org/wgbh/nova/ancient/ice-mummies-inca.html
Wiele jeszcze tajemnic kryją inkaskie ruiny.. Badacze i archeolodzy nieustannie próbują odnaleźć odpowiedzi na zagadki minionych czasów.. Jedną z takich zagadek w sektorze świątynnym jest budynek wyraźnie odmienny od pozostałych, niezwykle precyzyjnie wykonanych budowli.. Ten czworoboczny budynek leżący pośrodku kompleksu nieopodal Świątyni Słońca, wykonano z nieciosanego, polnego kamienia, łączonego zaprawą.. Nieprecyzyjne i „amatorskie” wykonanie ścian sugeruje, iż była to najmniej znacząca budowla na terenie sektora Intihuatana. Budynek posiada wejściowe odrzwia i 10 niewielkich, trapezowych wnęk na wewnętrznych ścianach.. Do czego służył??. Na razie niestety nie udało się odpowiedzieć na to pytanie..


Przenieśmy się jeszcze na chwilę w inkaskie czasy… Inkowie nie tylko byli doskonałymi inżynierami, rolnikami, wojownikami i budowniczymi lecz także chirurgami.. Tak, tak, chirurgami
Aby przedstawić dokładnie jeden z pierwszych przypadków znanych człowiekowi, operacji na otwartej czaszce, którą wykonali Inkowie na początku 16 wieku, amerykański malarz, historyk, nauczyciel sztuki - Alton Tobey wyjechał w 1965 roku do starożytnego miasta Inków Machu Picchu... Dowody wykazały, że zabieg ten znany jako trepanacja czaszki wykonywany był ówcześnie wiele razy w tym starożytnym mieście, a wskaźnik powodzenia operacji był wysoki. Zostało to wyraźnie wykazane przez odkrycie licznych czaszek, które miały ślady wycięcia fragmentu kości czaszki i ponownego jej zrośnięcia się co oznaczało, że wojownik poddany operacji trepanacji żył jeszcze co najmniej kilka lat, a rany sie zagoiły.. Na szkicu Tobeya widać jak wojownik, który poniósł w bitwie uraz czaszki jest operowany przez Inkaskiego arcykapłana-chirurga, aby zmniejszyć wewnętrzny nacisk na mózg..


Inkowie, którzy jak na ówczesne czasy mieli bardzo wyrafinowane zrozumienie struktury czaszki, rozwinęli w znacznym stopniu technikę inwazyjnej operacji uszkodzonej czaszki, usuwania wewnętrznych odłamków mogących doprowadzić do śmierci oraz utrzymania pola operacyjnego sterylnie. Do tych zabiegów chirurgicznych starożytni Inkowie używali rytualnych noży Tumi wykonanych z obsydianu (szkła wulkanicznego), miedzi lub brązu. Wyniki takich operacji oraz używane do nich narzędzia zobaczymy w następnym odcinku mojej relacji z podróży, w Muzeum Larco Herrera w Limie, gdzie znajdują się największe na świecie zbiory sztuki prekolumbijskiej..


Wzdłuż kamiennych murów sektora świątynnego przechodzę na jego południowy kraniec, mijając po drodze kilka budynków, których ściany wykonane są wręcz perfekcyjnie.. Jak wynika ze schematu kompleksu Intihuatana, obok Świątyni Słońca znajdują się tutaj również inne świątynie, których mury są także bardzo dobrej jakości. Ich konkretne ówczesne zadania i przeznaczenie, nie są dokładnie znane do dnia dzisiejszego..


Na południowym krańcu płaskowyżu, na którym zalega sektor Intihuatana, za świątynnymi murami znajduje się niewielki plac. Jego zachodnim skrajem biegnie wąski, kamienny kanał wodny.. Kanał ten jest swoistą wodną magistralą, zasilającą poszczególne sektory w wodę. Bieżąca woda jest dostępna w całym mieście.. Wodny kanał ma swój początek na zboczu T’antana Marca, nieopodal inkaskiego cmentarza w północnej części górskiego grzbietu.. Z wysokości 3420 m n.p.m opada on wzdłuż całego grzbietu po jego zachodniej stronie, przechodząc w górnej części kompleksu przez dwa skalne akwedukty.. Kanał ten doprowadza wodę w części świątynnej do kilku rytualnych, religijnych fontann. Przecinając sektor Intuhuatana, na tym właśnie niewielkim placu skręca na wschód i gwałtownie opada w dół dostarczając wodę do najniżej położonego sektora Pisaqa, gdzie łączy się z innym kanałem, wpadającym do koryta rzeki Rio Chongo.. Jak z tego widać, Inkowie byli także doskonałymi hydrologami…


Czas nagli, a za chwilkę trzeba będzie ruszać dalej w kierunku parkingu oddalonego o 1,5 km, gdzie czeka na nas autokar, więc pozostawiając resztę grupy szybko wchodzę na wzgórze wznoszące się kilkadziesiąt metrów ponad placem, będące ostatnią skalną formacją, wypiętrzoną na południowym krańcu potężnego, górskiego grzbietu twierdzy Pisac..
Widok ze wzgórza na świątynny sektor Intihuatana jest wyśmienity..


Spoglądając w prawo na wschód widać położony w dole ostatni z sektorów – Pisaqa. Nie będziemy wchodzić do tego sektora, więc opiszę go w paru zdaniach, jako że jego widok będzie nam towarzyszył jeszcze przez jakiś czas, podczas schodzenia trawersem zbocza w kierunku parkingu.. 
Sektor Pisaqa jest obszarem miejskim twierdzy, od którego całość ruin przybrała nazwę i od którego nazwę przybrało kolonialne miasteczko Pisaq.. Była to główna mieszkalna strefa zwana także "stare miasto". Sektor ten położony jest bezpośrednio w dole pod świętym sektorem Intihuatana, na obszarze dużej, półokrągłej skalnej półki zalegającej na wysokości 3250 m n.p.m. Jest to zestaw kolejnych 30 budynków, z których kilka ma ściany wykonane z kamiennych szlifowanych ciosów, zaś reszta z cegły adobe, mniej kunsztownej niż na innych obszarach mieszkalnych.


Jak doskonale widać na zdjęciu satelitarnym, wokół całego terenu sektora Pisaqa znajdują się tarasy rolnicze, zabudowane nawet do samego skraju potężnego urwiska…


Mija powoli czas zwiedzania twierdzy Pisac.. W naszym dzisiejszym grafiku mamy jeszcze przejazd Świętą Doliną do Urubamby, zatrzymując się po drodze na obiad w jednej z regionalnych restauracji oraz popołudniowe odwiedziny we wspomnianej na początku relacji, małej indiańskiej wiosce Chinchero.. Ruszam na końcu grupy z aparatem w ręce, wąską ścieżką trawersującą strome, wschodnie zbocze kompleksu twierdzy.. W dole ukazują się coraz wyraźniej kamienne zabudowania sektora Pisaqa.. Jest gorąco, sucho i bezwietrznie.. Przez kolejne minuty marszu czeka nas mozolne i dość męczące schodzenie w kierunku parkingu..


Szlakowa trasa biegnąca trawersem zbocza, przecina w pewnych miejscach uprawowe tarasy.. Początkowo jest dość wygodna i prowadzi niewielkimi, kamiennymi stopniami.


Po pewnym czasie schody zamieniają się w wąską, skalistą ścieżkę pokrytą suchym, skalnym żwirkiem i drobnym rumoszem ujeżdżającym niebezpiecznie spod stóp.. Kto wędruje po górskich szlakach doskonale wie, jak często tak niewinnie wyglądające szlakowe odcinki, są niesłychanie zdradliwe.. Do czynnika niestabilnego podłoża dochodzi zmęczenie wędrówką, temperaturą, duża wysokość (ponad 3300 m n.p.m) ujemnie wpływająca na wydolność organizmu oraz moment nieuwagi podczas wykonywania kolejnego kroku i wtedy nieszczęście gotowe.. W takich właśnie okolicznościach za moment wydarzy się coś, czego nikt z nas nie mógł przewidzieć, a co stało się smutnym wydarzeniem dla całej naszej zgranej grupki i nieszczęśliwym epizodem podczas wyprawy do Peru…


W trakcie schodzenia szlakową ścieżką jedna z naszych koleżanek nieszczęśliwie stawiając nogę na zdradliwym, niestabilnym skalnym podłożu, ujeżdża jak na lodzie i upada na zboczu tak pechowo, że łamie w stopie dwie kości (jak się okaże w ciągu dalszej akcji i diagnozy lekarskiej – złamanie z przemieszczeniem).. Nie będę szczegółowo opisywał co dzieje się w czasie kolejnych minut i jak ciężko jest ściągnąć poszkodowanego z takiej niewygodnej, górskiej trasy na wysokości ponad 3 tyś. metrów bez pomocy helikoptera. Wstępne ustalenia są szybkie i konkretne. Peruwiański przewodnik zabiera całą naszą grupę w kierunku parkingu, tylko my z Jerzykiem i naszym polskim opiekunem zostajemy, by zając się poszkodowaną koleżanką.. Po paru minutach nerwówki, wstępnym zabezpieczeniu i udzieleniu pierwszej pomocy poszkodowanej, szybkim kontakcie naszego opiekuna wyprawy z tubylcami i przybyciu po około 30 minutach na tę wysokość okolicznych strażaków z noszami oraz lekarza, rozpoczynamy akcję ratowniczą mającą na celu jak najszybsze sprowadzenie noszy z poszkodowaną koleżanką do miejsca, gdzie może podjechać karetka.. Środki przeciwbólowe, zaopatrzenie nogi, stabilne ułożenie i zabezpieczenie poszkodowanej na noszach, mozolne schodzenie z noszami wąską ścieżką wzdłuż stromego zbocza często zamieniając się miejscami z powodu zmęczonych rąk, podchodząc w dwóch miejscach trasy do góry z powodu niemożności przeniesienia noszy nad urwiskiem i cały czas szybkim marszem, byle do przodu.... Półtorakilometrowa droga do najbliższego punktu, gdzie może podjechać karetka jest mozolna i często obfitująca w ekstremalne przenoszenie noszy nad głową, przechodząc wąziutkimi odcinkami szlaku nad skalnym urwiskiem. W niektórych momentach mdleją ręce, a w piersi brakuje tchu i powietrza. Wysokość i temperatura dają się we znaki, ale nikt nie „odpuszcza”. Robimy po drodze tylko dwa króciutkie postoje dla zaczerpnięcia powietrza. Po ponad godzinnej akcji, przy pomocy trzech ochotników ze Straży pożarnej w Pisac, miejscowego lekarza i dwóch okolicznych mieszkańców, wspólnymi siłami docieramy do podnóża zbocza…


Na początku szerokiej, utwardzonej drogi, gdzie mogła dojechać karetka, czeka już obsługa lekarska i szybki transport do najbliższego szpitala w Cusco, a potem jak się okaże, przelot na operację do kliniki w Limie… Wydarzenie smutne i wywierające przygnębienie na reszcie grupy, jednak przypadki chodzą po ludziach i są sytuacje losowe, które niestety nie da się przewidzieć.. Żegnamy się z koleżanką przed odjazdem karetki pocieszając ją serdecznie. Dalszą opiekę nad nią przejmie polski rezydent zamieszkujący w Peru i czuwający nad bezpieczeństwem turystów..


Powoli „pakujemy się” do autokaru i w nieco minorowych nastrojach ruszamy w dalszą część zaplanowanej na dzisiaj wyprawy.. Chwila wytchnienia w autokarze, a potem smaczny posiłek w czasie obiadowej sjesty powinny przywrócić podłamane nastroje.. Mkniemy autokarem asfaltową drogą wijącą się dnem Świętej Doliny.. Podczas wyprawy do Machu Picchu podziwialiśmy zachodnią cześć Świętej Doliny i przy tej okazji opisałem ją dość szczegółowo, tym razem przejedziemy jej wschodni odcinek, wzdłuż wijącej się jej dnem rzeki Vilcanota..


Wyrzeźbiona przez wartkie wody rzeki Vilcanota, leżąca niedaleko od stolicy Inkaskiego Imperium Cusco, nadzwyczaj urodzajna Święta Dolina Inków rozciąga się na przestrzeni ponad stu kilometrów..  Zamknięta z dwóch stron prastarymi miastami-twierdzami Pisaq i Machu Picchu oraz położonym mniej więcej pośrodku miastem Ollantaytambo, zalega na wysokości około 2800 m n.p.m. Ma doskonały klimat, wspaniałą faunę i florę oraz wystarczającą ilość wody. Jest nazywana rajem. Otoczona ośnieżonymi grzbietami górskimi i najwyżej na świecie rosnącymi lasami. Podczas bezchmurnych nocy rozpościera się nad doliną magiczny, roziskrzony gwiazdami dach zwany Mayu - Niebiańska Rzeka, w cywilizacjach zachodnich znana jako Droga Mleczna. Obserwatora zaskakuje fakt, że Droga Mleczna ciągnie się wzdłuż Świętej Doliny Inków, a w dniu przesilenia zimowego (21 czerwca) chowa się w miejscu zachodzącego słońca, daleko za Machu Picchu…


Po drodze w kierunku Urubamby mijamy niewielkie indiańskie wioski, leżące w kanionie Świętej Doliny nad brzegami rzeki Vilcanota.. Miejscowość Calca, przez którą właśnie przejeżdżamy jest jednym z ośmiu okręgów regionu Cusco kierowanym przez wójta..


Calca to mała, idylliczna wioska otoczona przez potężne szczyty Pitusiray (5800 m n.p.m) i Sawasiray (5818 m n.p.m), będące głównymi masywami w łańcuchu górskim Cordillera Urubamba, wchodzącym w skład Andów Wschodnich..
Widoczny po lewej Sawasiray (5818 m n.p.m) i po prawej Pitusiray (5800 m n.p.m)..


Zbliżenie na najwyższy szczyt Cordillera Urubamba - Sawasiray 5818 m n.p.m (19088 stóp)..
Sawasiray - w języku Quechua sawa znaczy małżeństwo, a siray - szyć i w tym kontekście nie jest to małżeństwo krawca z krawcową hahaha, a raczej synonim związku lub zespołu kilku wierzchołków.... Szczyt ten znany jest również jako Qullqi Cruz co w języku indian Aymara i Quechua znaczy "srebrny krzyż".. Sawasiray wypiętrza się w kierunku północno-zachodnim od miasta Calca.


Zbliżenie na Pitusiray 5800 m n.p.m. (19029 stóp), niższy brat Sawasiray, odległy od niego kilka kilometrów w linii prostej.. Nevado Pitusaray jest masywem bardzo niespokojnym.. Średnio raz na 50 lat nawiedzają go silne trzęsienia ziemi o przeciętnej 7-8 stopni Richtera.. Trzęsienia powodują pękanie skalnych formacji i powstawanie głębokich szczelin w masywie Pitusiray....


Płynąca Świętą Doliną rzeka Vilcanota (w późniejszym biegu rzeka Urubamba) była dla Inków religijnym drogowskazem. Każdego roku w czasie przesilenia zimowego organizowano uroczyste procesje z Cusco do miejsca, gdzie z przełęczy górskiej wypływa rzeka Vilcanota i gdzie według mitologii inkaskiej rodziło się słońce. Pielgrzymi kierowali się następnie na północny zachód, zgodnie z biegiem rzeki i wzdłuż Niebiańskiej Rzeki na niebie. Według wierzeń indiańskich, każdy fragment niebios ma swój odpowiednik na ziemi. Procesja była zatem spełnieniem rytualnej czci Mayu (Drogi Mlecznej) i jej ziemskiego odbicia, rzeki Vilcanota.


Po kilku kolejnych kilometrach, wjeżdżamy do następnej miejscowości leżącej nad brzegami rzeki Vilcanote. Tym razem to większe, malownicze, powiatowe miasteczko o nazwie Yucay, położone na wysokości 2858 m n.p.m. 
Yucay jest jednym z bardziej interesujących i pięknych miasteczek Świętej Doliny Inków.. Leży w spokojnej okolicy pełnej historii i teraźniejszości.. Już w czasach Inków było miastem wypoczynkowym.. Przyjemny i delikatny klimat sprawia, że również obecnie jest celem wycieczek turystycznych.. Żyzna i urodzajna ziemia nawadniana wodami potoków górskich spływających z góry San Juana i masywu Chicon, stwarza warunki do rozwoju rolnictwa na dużą skalę.. W języku hiszpańskim słowo yucay oznacza uwodzenie lub urok.. Według legendy, był to osobisty majątek Inkaskiego władcy Huayna Capac. Od czasów starożytnych uznany za bardzo ważny ośrodek technologii wody i produkcji rolnej. To tutaj Inkaska szlachta spędzała czas na relaksie i odpoczynku..Taka nasza dawna Krynica czy Kudowa Zdrój.. ..


Cechą charakterystyczną tego miasteczka są dwa olbrzymie, stare drzewa Pisonay rosnące w centrum, na wprost niewielkiego kościoła stylu kolonialnym. Nie są to takie zwykłe drzewa, jakby się mogło wydawać. Znajdowały one uprzywilejowaną pozycję w symbolice Inków.. Otóż w mitologii Inkaskiej istnieje mit o pochodzeniu Dzieci Słońca (tak nazywali siebie Inkowie), w którym występują symbole dwóch drzew, ojca i matki dynastii Inków, odpowiednio Apo Tambo i Pachamama Achi. W micie tym miejsce narodzin inkaskiej dynastii- Pacaritanpu (Dom Świtu), lokuje się na planie ogromnego drzewa jako owoc w jego koronie... Dawniej w miastach Świętej Doliny organizowano specjalne święto Pisonay, podczas którego sadzono unikatowe gatunki drzew sprowadzonych z dżungli. Drzewa te stawały się potem obiektem kultu i miały dla Inków ogromne znaczenie..


Okres mojej wizyty w Peru nie pokrywał się z terminem kwitnienia tych pięknych drzew, więc by zaprezentować ich urodę oraz scharakteryzować botanicznie ten gatunek, skrobnę kilka zdań i pokaże fotki z okresu rozkwitu takiego drzewa.. 
Pisonay to drzewo o kolczastych gałęziach, dojrzewa osiągając do 14 m wysokości, 7 metrów średnicy... Liście pierzaste składające się z trzech małych listków. Kwiatostany w formie kłosów o długości 30-45 cm, składające sie z licznych pomarańczowo-czerwonych kwiatów.. Rozkwita w klimacie tropikalnym Andów na wysokościach pomiędzy 1200 i 2600 metrów n.p.m. Wymaga od 1500 do 2000 mm deszczu rocznie. Drzewa Pisonay w szczególności są sadzone i uprawiane na cele konsumpcyjne, ponieważ po przekwitnieniu zawiązują się strąki podobne do fasoli, w środku których znajdują się olbrzymie ziarna 2-7 cm długości, 1,5-3 cm szerokości i 3 cm grubości, zawierające w swym składzie 23 % białka. Nadają się one do przemysłowego stosowania w produkcji mąki, zup i koncentratów. Są również stosowane w medycynie ludowej jako regulator funkcji nerek i lek chroniący przed osteoporozą. Na fotkach poniżej drzewa Pisonay w pełnym rozkwicie..

                                                                                                                 http://www.growsonyou.com
                                                                                                               http://www.panoramio.com
Po niespełna godzinnej jeździe i pokonaniu ok. 40 km trasy od momentu wyruszenia z Pisac, docieramy do miejscowości Urubamba, gdzie w przytulnej, lokalnej restauracji oddamy się sjeście obiadowej i godzinnemu relaksowi pod parasolami na zielonym, słonecznym patio wewnątrz obiektu..


Nie ma to jak dobry peruwiański, regionalny obiad przy pięknych melodiach andyjskich, świetnie zagranych przez autentycznego Indianina Quechua na fletni Pana…


Po obiadowej sjeście ruszamy w dalszą trasę.. Z Urubamby kierujemy się na południe w stronę naszej bazy w Cusco, lecz tym razem drogą przez Chinchero, gdzie planujemy kolejny przystanek.. Po opuszczeniu granic miasta Urubamba droga początkowo prowadzi pod górę, wijąc się licznymi serpentynami na grzbiet wzniesienia ponad miastem


Ten odcinek trasy cieszy oko pięknymi widokami wyłaniających się w oddali na północy, ośnieżonych andyjskich szczytów.. Na pierwszym planie charakterystyczny, zielony masyw wznoszący się bezpośrednio nad miastem Urubamba o nazwie Cerro Saywa 4000 m n.p.m, za nim na drugim planie ośnieżony łańcuch górski – Nevado Chicon 5530 m n.p.m.


Zbliżenie na Cerro Saywa (pierwszy plan), Nevado Chicon (drugi plan)


Ośnieżone andyjskie szczyty w łańcuchu Cordillera Urubamba. Na ostatnim planie – po lewej wierzchołek Nevado Pumahuanca(5330 m n.p.m) oraz po prawej – Capacsaya(5044 m n.p.m)..


Autokar pokonawszy serpentyny wiodące na płaskowyż ponad miastem Urubamba, mknie teraz coraz szybciej na południe, pozostawiając powoli za plecami ośnieżone szczyty Andów i zielony wąwóz Świętej Doliny Inków..


Oddalając się od pasma gór Cordyliery Urubamba, na pewien czas zmienia się krajobraz za oknami autokaru.. Miejsce ośnieżonych szczytów i stromych wzniesień zajmuje wypłaszczony teren, pokryty połaciami pól uprawnych..


W odległości ok.16 km od Urubamby mijamy rozlewiska błękitnej Laguny Huaypo..


Parę minut po godzinie 15-tej, po pokonaniu ponad 30 kilometrowej trasy z Urubamby, autokar zajeżdża na niewielki placyk parkingowy w malowniczej, indiańskiej wiosce Chinchero, położonej na wysokości 3762 m n.p.m.. Ta mała indiańska wioska sennie uśpiona w dni powszednie, poza godzinami niedzielnego targu, na który często przyjeżdżają autokary turystyczne, była niegdyś gwarnym i ruchliwym centrum rolniczym Inków, łączącym w sobie 12 ayllus (gmin).. Położona wysoko, bo prawie na 4 tys. metrów, smagana wiatrem równiny Anta, uważana jest według inkaskich wierzeń za mityczne miejsce narodzin tęczy... Jak wspomniałem, życie nabiera tutaj rumieńców dopiero siódmego dnia tygodnia... Mający już swoją sławę pośród turystycznej branży, niedzielny targ w Chinchero, który rozpoczyna się o wczesnych godzinach rannych na bajecznie usytuowanym placu poniżej kościoła, przyciąga dziesiątki turystów chcących nabyć ludowe wyroby rękodzieła, tekstylia lub po prostu okoliczne ziemiopłody i owoce.. Jest jednak jeszcze coś, dla czego warto tutaj zawitać.. To uroczy kolonialny kościół z obrazami szkoły Cuscańskiej oraz inkaskie mury dawnego pałacu władcy Inki Tupaca Yupanki.. Wszytko to mam zamiar dokładnie obejrzeć i pospacerować po tej cichej, indiańskiej osadzie..


Wąską, brukowaną uliczką stromo wznoszącą się do góry, wzdłuż przyklejonych do siebie indiańskich domostw ciasno zabudowanych po jej obydwu stronach, wędruję w kierunku centralnego placyku wioski znajdującego się ponad 200 metrów wyżej.. Rozłożone wzdłuż ścian budynków po lewej stronie uliczki stragany z tekstyliami i różnego rodzaju pamiątkami, wabią kolorytem barw.. Przy jednym z nich, czuwająca dzielnie Indianka na wypadek niespodziewanego przyjazdu takiej grupki turystów jak nasza, zapraszającym gestem przywołuje do swego handlowego dobytku, jednak widząc słabe zainteresowanie z naszej strony, wciska się ponownie w sterty wełnianych pledów i oddaje błogiej drzemce.. Nawet psy, które zazwyczaj plątają się wokół żebrząc o kawałek smakołyka, śpią snem sprawiedliwym, wygodnie rozłożone na kamiennym bruku w cieniu straganów..


Po drodze mijam kilkoro indiańskich dzieci ubranych w kolorowe, tradycyjne stroje i o dziwo!!! jednego czuwającego, ciekawskiego szczeniaka, który węsząc z nosem przy ziemi zdaje się w ogóle nie przejmować grupką intruzów we wsi…


Podejście z dołu wsi na główny plac targowy przez kolonialnym kościółkiem jest nieco nużące.. Po drodze uważnie spoglądam na kamienne ściany budynków, jakże diametralnie różniące się o tych widzianych w inkaskich twierdzach Machu Picchu, Pisac czy Olantaytambo.. Domy we wsi zbudowane są głównie z taniej, mułowej cegły adobe, wyrabianej z gliny, błota lub iłu mieszanego z trawą lub słomą, a następnie suszonej na słońcu..


Na samym szczycie uliczki przed wejściem na centralny plac wioski trzeba przejść po kilku schodach pod białym, łukowym sklepieniem. Widoczny jest tutaj doskonale kamienny fundament z czasów inkaskich.. Łukowa brama to część zabytkowych murów, należących niegdyś prawdopodobnie do kompleksu pałacowego Inki Tupac Yupanki..


Po przejściu pod łukowym portalem wkraczam na rozległy centralny plac wioski, zalegający przed widocznym na wprost, niepozornym białym kościółkiem w kolonialnym stylu, pokrytym glinianą, wypalaną czerwoną dachówką. Tuż przed frontową ścianą budynku kościoła stoi indywidualnie niewysoka, dwupiętrowa, charakterystyczną dla tego stylu wieża dzwonnicowa.. Zaraz zajrzymy do wnętrza kościółka…


Zielony plac przed kościołem, na którym odbywa się cotygodniowy, kolorowy targ wieje pustkami, jednak dwójka Indian dzielnie czuwa na handlowym „posterunku” przy wyłożonych na trawie kolorowych wełnianych pledach „poncho”, szalach, narzutach i paru pamiątkach peruwiańskich, czekając na „zabłąkanych” w tygodniu turystów..


Zanim zajrzę do wnętrza kościoła przechodzę kilkadziesiąt metrów dalej, na wyższy zielony taras, skąd widać doskonale cały obszar wokół świątyni… Jak można zauważyć, ściany tego kolonialnego kościoła oraz okolicznych przybudówek zostały wzniesione prostą techniką z suszonej cegły adobe, na solidnych, kamiennych fundamentach dawnej świątyni Inków lub królewskiego pałacu..
Kościół pochodzi z początku XII wieku i jak większość tego typu sakralnych budowli w Peru, został wybudowany przez misjonarzy ściągniętych tutaj z hiszpańskimi wojskami w czasach konkwisty, by zdominować i zapanować nad inkaską wiarą, obrzędami i bóstwami pradawnych mieszkańców tych ziem.


Po zachodniej stronie kościoła na środku wyższego, zielonego tarasu stoi kilkumetrowej wysokości kamienny krzyż, zaś nieco dalej w głębi placu widnieją niskie, parterowe zabudowania.. To prawdopodobnie w tamtym miejscu znajdowała się pałacowa siedziba Inkaskiego monarchy Tupac Yupanki..


Najbardziej uderzającą pozostałością okresu Inkaskiego Imperium jest masywny mur wokół głównego placu, który ma dziesięć trapezoidalnych nisz.


Kamienne ściany dawnych budowli i wiele innych ruin oraz tarasów rolniczych (które są nadal w użyciu) przypisanych władcy Inków Tupac Yupanki oglądniemy za chwilę, tymczasem zajrzyjmy do wnętrza kolonialnego kościółka.. Muszę tutaj zaznaczyć, że jak w większości tego typu obiektów wejście jest płatne i trzeba wykupić tzw. "boleto Turistico" czyli bilet wstępu na teren ruin i kościoła.... Fotografowanie wnętrza kościoła jest zabronione i dość skrupulatnie pilnowane przez osobę nadzorującą wycieczki.. Jednak mamy pewne przywileje, będzie zatem można ujrzeć na fotkach ciekawe wnętrze kościoła..


Już pierwsze malowidło naścienne tzw. mural nad łukowym portalem wejściowym do tego niepozornego kościółka robi wrażenie.. Widać na jego przykładzie wymieszanie dawnej symboliki inkaskiej ze scenami typowo chrześcijańskimi i wizerunkiem Najświętszej MP.. Jest też motyw zwycięskiej Pumy nad jadowitym stworzeniem podobnym do rogatego węża, a pod spodem scena batalistyczna walczących Inków ze zbrojnymi żołnierzami konkwisty.. Symbolika jednoznaczna..


Wnętrze kościoła, który na zewnątrz nie robi wrażenia, jest wyjątkowo bogate.. Pośrodku olbrzymi złoty ołtarz z tzw. nastawą ołtarzową, rozbudowany do dwukondygnacyjnej kompozycji rzeźbiarskiej wokół rzeźby NMP umieszczonej w niszy pośrodku ołtarza nad tabernakulum..


Sufit i ściany pokryte są pięknymi, kolorowymi, misternie malowanymi motywami kwiatowymi i religijnymi..


Na ścianach wiszą duże obrazy słynnej cuscańskiej szkoły malarskiej przedstawiające sceny religijne.... Kościół otwarty jest w niedzielę na mszy..


Z chłodnego, zacisznego, przesyconego zapachem świec i kadzidła wnętrza kościoła wychodzę na zalany słońcem, promienny plac przed świątynią, otoczonym wysokim, masywnym 3-metrowym kamiennym murem dawnej inkaskiej hacjendy Inki Tupac Yupanki.. Labiryntem wąskich przejść schodzę na niższe tarasy inkaskiej budowli, połączone ze sobą krótkimi odcinkami kamiennych schodów..


Czy te pradawne ruiny faktycznie były dziełem inkaskich budowniczych i który władca tak naprawdę tutaj miał swe włości??.. Na te oraz inne pytania historyczne i archeologiczne miał odpowiedzieć badawczo-archeologiczny projekt, zrealizowany przez hiszpańską Misję Archeologiczną w Chinchero.. Podstawowe cele projektu koncentrowały się na badaniu historii miejsca ruin w Chinchero przez czterech Hiszpanów: historyka i antropologa prof. Manuel Ballesteros, historyka sztuki prof. Enrique Marco Dorta, etnologia prof. Claudio Esteva i antropologa, archeologa, etnografa i historyka prof. José Alcina. Wykopaliska i prace terenowe prowadzono w sezonach 1968, 1969,1970.
Poniżej dokładna rekonstrukcja całego inkaskiego kompleksu Chinchero, wykonana na podstawie pozostałości i wykopalisk archeologicznych..


Badania dowiodły, że kompleks w Chinchero zbudowali Inkowie. Długie, kamienne ściany ułożone w typowym inkaskim stylu nie dawały żadnych wątpliwości..


Podczas wykopalisk wykonanych na terenie ruin Chinchero odsłonięto wiele zarysów murów, systemy odwadniające do rozprowadzania wody dla mieszkańców kompleksu, różne struktury cywilne i religijne ówczesnego inkaskiego miasta...


Skomplikowane tarasy, w jakie przekształcono górskie stoki poza obrębem wsi, były również jednoznaczne z kulturą Inkaską..


Rezultaty prac archeologicznych wykazały, że architektoniczne pozostałości Chinchero były miejscem wypoczynku (blisko stolicy Imperium - Cuzco) specjalnie zbudowanym dla Inkaskiego władcy Tupac Yupanki i jego otoczenia.. Nic więc dziwnego, że większość  ceramiki oraz innych wykopanych przedmiotów okazało się należeć do epoki Imperium Inków. Niemniej jednak, pewne fragmenty ceramiki znalezione na miejscu wykopalisk w jednym z sektorów ruin Chinchero, potwierdziły wcześniejszą obecność innych grup w tym rejonie, prawdopodobnie etnicznej grupy Ayamarca (1200-1480 AD), podbitej pod koniec XIV w. przez Inków.
Widok kamiennego muru kilkusetmetrowej długości, okalającego kompleks Chinchero..


W kolejnych latach po wkroczeniu konkwistadorów Hiszpańskich na tereny Imperium Inkaskiego, konstrukcje i budowle Inkaskie zostały częściowo wykorzystane w okresie kolonialnym i republikańskim oraz przez obecnych mieszkańców Chinchero… Noooo, dość opowiadania na dzisiaj.. Walę się na zieloną glebę, wyłączam szare komóry, zamykam oczęta i dychammmmmmm co najmniej kwadransik, zanim reszta grupy nie zejdzie się przed kościołem na umówioną godzinkę..



Parę minut przed 17-tą schodzimy powoli na parking, gdzie czeka nasz autokar. Jeszcze tylko butelka mineralki i dwie puszki schłodzonego piwa wytargowane na straganie u tubylców za kilka sol i możemy jechać do hotelu w Cusco.. Kończy się powoli mój pobyt w dawnej stolicy Inkaskiego Imperium Cusco i na świętych terenach inkaskich miast-sanktuariów.. Dzisiaj pożegnalny wieczór w Cusco i zapewne kilka drinków dla uczczenia tej pięknej wędrówki po ziemi niezwykłego ludu, który w swych działaniach, kulturze, wierze i obyczajach prześcignął niejedną cywilizację.. Jutro rankiem lecimy samolotem ponad wysokimi szczytami Andów, pozostawiając za sobą magiczną inkaską krainę, do współczesnej, nowoczesnej i zabieganej codziennym życiem stolicy Peru – Limy.. Zatopimy się w ten potężny cywilizacyjny moloch, załapiemy puls miasta i zaczniemy aklimatyzować na dużo niższych wysokościach.. Zwiedzimy kilka fascynujących zabytków Limy, łącznie z miejscem pochówku legendarnego hiszpańskiego konkwistadora – Francisco Pizarra, a potem?... potem w kolejnych dniach zaczniemy pomału myśleć o powrocie do kraju i pożegnamy naszych peruwiańskich znajomych, mistyczną Peruwiańską krainę oraz ten niezwykły klimat przygody jaki towarzyszył nam od samego początku przylotu do Peru… Do następnego spotkania. Hejjj…


 

KONIEC CZ.IX 

C.D.N..

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza