czwartek, 8 września 2011

Od Starorobociańskiego po Wołowiec cz.VI

TATRY  ZACHODNIE
Szczytami 5-ciu dwutysięczników czyli wielka pętla
CZ.VI
NISKA PRZEŁĘCZ - ŁOPATA - DZIURAWA PRZEŁĘCZ
 
Dochodziła godzina 13.30, gdy wraz z dwójką poznanych na szlaku młodych ludzi, dotarliśmy do Niskiej Przełęczy (1831 m n.p.m.) leżącej na głównej grani Tatr Zachodnich, pomiędzy Jarząbczym Wierchem (2137 m n.p.m.) a Łopatą (1958 m n.p.m.).... Postanowiliśmy zgodnie, aby po trochę mozolnym zejściu ze szczytu Jarząbczego Wierchu, odpocząć przez chwilkę na trawiastym stoku przy niewielkim załomie skalnym, w rejonie przełęczy... Nie zdążyłem jeszcze dobrze się wyłożyć na zielonej murawie w ciepłych promieniach słońca, gdy nagle zza załomu grani od strony Jamnickiej Doliny, otaczającą mnie górską ciszę zakłócił taki oto, wyraźnie słyszalny dialog ....
Głos męski: - A mówiłem żebyś zabrała tamte buty..!!!
Głos kobiecy:- Gadać to każdy potrafi, ale po fakcie !!
Głos męski:- Taaak, ale jak się ubiera w góry buty i patrzy na to żeby były pod kolor spodni, a nie do wędrówki, to tak potem jest !! Teraz pewnie mam Cię na plecach targać??
Głos kobiecy:- Nie musisz, dam sobie rade...Jak tylko dojdziemy na te cholerną przełęcz, to siadam i się nie ruszam dalej..
Głos męski:- To pewnie szanownej pani jeszcze helikopter załatwić, żeby ją zwiózł na dół..??!!!
Głos kobiecy:- Bez łaski, po szlakach chodzą też prawdziwi mężczyźni, to zawsze się znajdzie taki co pomoże !!!..Ale mam gamonia chłopa, ludzie !!!
I w tym momencie na grań Niskiej Przełęczy, zielonym szlakiem od strony Jamnickiej Doliny wychodzi para turystów w średnim wieku... Zauważają naszą trójkę leżąca na trawie za skalnym załomem i nagle ich rozmowa urywa się jak nożem uciął.. Bohater tego dialogu to niski, korpulentny pan w spodenkach khaki, kolorowej koszulce w paski, w śmiesznej siateczkowej czapeczce z daszkiem, butach górskich dość porządnie wyglądających, wysokich wełnianych skarpetach, z malutkim plecaczkiem na plecach i dwoma kijkami trekkingowymi w rękach. Pani która w rozmowie stwierdziła, że ma chłopa gamonia , ubrana była iście gustownie, lecz nie na wyprawę w góry... Wysoka, wręcz chuda, tleniona blondyna, której lata młodości i urody przypadły na okres, gdy po polskich drogach śmigały Polonezy, Maluchy i duże Fiaty, kolorowy telewizor marki "Rubin" ważył tyle ile dzisiaj mały miejski samochód, a hitem letnich wyjazdów wczasowych były plaże Bułgarii, z widocznym lecz mało efektownym skutkiem, starała się dalej nawiązać makijażem i ubiorem do ówczesnego wieku nastolatki.. Białe obcisłe leginsy, podkreślające chude, kościste kolana, szary podkoszulek z wielkim, wyciętym dekoltem odsłaniający piegowatą imitację piersi, skórzana malutka torebeczka przewieszona przez ramię, a na nogach te nieszczęsne buty - białe meszty na rzepy !!.... Zwieńczeniem sylwetki tej "zjawiskowej" istoty był wielki, słomkowy kapelusz, na jasno tlenionej głowie i wielkie ciemne okularami na twarzy, z której pudru, szminki i tuszu wystarczyłoby na tygodniowy makijaż dla kilku innych pań... Na obliczach moich młodych towarzyszy wędrówki pojawił się trudno skrywany uśmiech. Ja też odwróciłem głowę, powstrzymując wzbierający we mnie śmiech ..
Takie komiczne teksty i śmieszni ludzie na szlaku nie zdarzają się zbyt często, lecz gdy piękna pogoda uruchamia instynkt wyruszenia na szlak u ludzi nie będących za bardzo "oswojonymi" z górskimi wędrówkami, mylącymi góry z deptakiem na Krupówkach, a szczyty ze "szczytowaniem", wtedy taka sytuacja jest do napotkania.. 
 
   
  Komiczna para turystów przechodzi już w milczeniu obok nas i siada kilkadziesiąt metrów dalej, na zielonej murawie Niskiej Przełęczy.. Nasza trójka po chwili odpoczynku rusza w dalszą wędrówkę.. Wkrótce przed nami grzbiet i szczyt Łopaty - kolejnego wzniesienia w grani głównej oraz ciekawa z niewielkimi trudnościami technicznymi - Dziurawa Przełęcz, a więc w drogę !!

   
Z siodła Niskiej Przełęczy, szlakowa, wąska, kamienista ścieżka, podobnie jak na poprzednich odcinkach grani głównej Tatr Zachodnich, prowadzi pogarbionym, skalistym grzbietem... Od momentu wyruszenia z Niskiej Przełęczy, szlak turystyczny czerwony czerwony szlak wznosi się systematycznie w górę pokonując niewielkie, wypiętrzone wierzchołki grani, porośnięte płatami kosówki....

      
Północne, strome zbocza grani opadają do Jarząbczej Doliny, a właściwie do jej górnej części zwanej Jarząbcza Rówień..

      
Jarząbcza Rówień to położone na wysokości ok. 1530-1600 m n.p.m. dno kotła lodowcowego górnej części Doliny Jarząbczej. Jest to zawalona rumowiskiem kamiennym i zarośnięta kosodrzewiną rówień, otoczona z trzech stron stokami Czerwonego Wierchu, Łopaty, Jarząbczego Wierchu i Kończystego Wierchu. Dawniej były to tereny wypasowe Hali Jarząbczej. Przez Jarząbczą Rówień i Jarząbczą Przełęcz można bez specjalnych trudności przejść do Zadniej Doliny Raczkowej z Raczkowymi Stawami, nie prowadzi tędy jednak żaden szlak turystyczny...

   
Łagodniejsze, południowe stoki grani, pokryte sporą ilością skalnego rumoszu, opadają  do Jamnickiej Doliny, której zalesione górne partie zwą się Kokawskimi Ogrodami..

      
Kokawskie Ogrody (słow.Kokavske záhrady) to rozszerzenie w górnej części Doliny Jamnickiej w słowackich Tatrach Zachodnich. Znajduje się pomiędzy grzbietem Stawiańskiego Wierchu, Otargańców, Czarną Kopą i granią główną. Nazwa pochodzi od słowackiej wsi Kokawa Liptowska, która tutaj miała swoje pastwiska. Miejsce to nazwano ogrodem z racji bujnej roślinności w tym miejscu. Polodowcowe osady denne stale nawadniane strumykami wypływającymi z położonych wyżej Jamnickich Stawów i Płaczliwego Stawku w Rohackim Kotle, pozwalają na bujny rozwój ziołorośli. Występują tu m.in. takie gatunki roślin, jak: miłosna górska, tojad mocny, starzec górski, modrzyk górski. Od czasu włączenia do TANAP-u i zaprzestania wypasu teren stopniowo zarasta kosodrzewiną. Znajduje się tutaj skrzyżowanie szlaków turystycznych – Rozdroże w Dolinie Jamnickiej..

   
Tym razem ja dyktuję tempo.. Moi dwaj młodzi towarzysze wędrówki pozostają nieznacznie z tyłu... Spore, ciężkie plecaki po paru kilometrach marszu w temperaturze ok. 30 stopni, z każdym stawianym pod górę krokiem zdają się ważyć tyle, co dwa worki cementu... Ścieżka szlakowa wije się krawędzią grani pośród kęp kosodrzewiny..

   
Kolejne metry i kolejny słupek graniczny .. Ten ma numer 245/9... W oddali widać następne skalne garby na grzbiecie grani głównej...

   
Co jakiś czas spoglądam za siebie... Teraz z odległej perspektywy doskonale widać, ile powierzchni zajmuje skalny rumosz na zachodnim zboczu Jarząbczego Wierchu, którym niedawno schodziliśmy w dół... Morze kamieni...

   
Po kilku minutach marszu następny słupek o numerach 245/10, stojący tuż nad samym urwiskiem zbocza opadającego do Jarząbczej Doliny.. Za nim ścieżka szlakowa ponownie pnie się lekko w górę, na kolejny skalny czubek..

      
Zza zielonego stoku pokrytego naskalna murawą, w kierunku zachodnim wyłaniają się teraz dwa majestatyczne, skalne, ostre szczyty... Jak dwaj przyrodni bracia stoją obok siebie słowackie Rohacze... Płaczliwy - po lewej i Ostry - po prawej...

   
Pod butami znowu skalny rumosz... Ścieżka szlak turystyczny czerwony czerwonego szlaku nie daje chwili wytchnienia.. Wznosi się pod górę pośród kamiennych głazów i drobnego skalnego żwirku... A z nieba nieubłaganie "leje" się żar.. Zero wiatru.... Maszeruję bez odpoczynku i zbędnego postoju.. Na szczycie skalnego czubka widać biały graniczny słupek... Tam dopiero planuje na chwilkę odsapnąć..

   
W końcu dochodzę na szczyt owego skalnego garbu... Tak zapędziłem się w swoim zapamiętałym marszu, iż pozostawiłem daleko w tyle moich młodych towarzyszy... Siadam na słupku granicznym i obserwuję w dole ich małe sylwetki, jak w mozole wspinają się pod to dość strome podejście..

   
Widząc, iż będę musiał dojść sam do szczytu Łopaty i tam ewentualnie zatrzymać się na kilka minut, aby poczekać na moich młodych kompanów walczących wytrwale z podejściem na tym odcinku grani, ruszam po chwili dalej... Ten odcinek szlaku, począwszy od Niskiej Przełęczy a skończywszy na szczycie Wołowca jest tak charakterystyczny i pofałdowany, iż w większości podejść nie widać kolejnych, wyłaniających się po sobie, skalnych czubków i wzniesień... Jednym słowem - co pagórek to niespodzianka.. Myślisz że to koniec podejścia, a tutaj ukazuje się kolejny wierzchołek i czeka cię kolejna wspinaczka...

   
Po kilku następnych minutach, "szczytuję" kolejny raz.....To podejście jeszcze bardziej strome.. Spory ubytek płynów zmusza mnie po wyjściu na ten wierzchołek, po sięgnięcie do plecaka za butelką mineralki.. Spoglądam w dół... Pusto aż do samej przełęczy i nikogo już nie widać.. Widocznie młodzi wędrowcy "padli" gdzieś w cieniu skałek na trawkę, aby solidnie odpocząć..

   
Korzystając z chwili na łyczek wody, fotografuję piękną i rozległą Jarząbczą Dolinę zalegającą w kierunku północnym... Dolina Jarząbcza jest jedną z trzech odnóg w górnej części Doliny Chochołowskiej... Wyrzeźbiona została przez lodowiec. Jej dnem płynie Jarząbczy Potok; po połączeniu się z Wyżnim Chochołowskim Potokiem tworzą Chochołowski Potok. Górna część doliny (Jarząbcza Rówień) to porastający kosówką kocioł polodowcowy. W jego otoczeniu znajdują się położone w grzbiecie głównym: Łopata, Niska Przełęcz, Jarząbczy Wierch. Od zachodu dolina ograniczona jest grzbietem Czerwonego Wierchu, oddzielającym ją od Doliny Wyżniej Chochołowskiej, od wschodu północną granią Kończystego Wierchu i północno-zachodniego grzbietu Trzydniowiańskiego Wierchu, oddzielającymi ją od Doliny Starorobociańskiej i Doliny Trzydniowiańskiej. Nazwa pochodzi od góralskiego rodu Jarząbków, do których należały okoliczne polany... Na Polanie Jarząbczej został zastrzelony w 1897 r. przez austriackiego żandarma Jasiek Stękała, uważany za ostatniego zbójnika tatrzańskiego. Jako dezerter ukrywał się na polanie przez 3 lata... 23 czerwca 1983 r. Jan Paweł II odbył wycieczkę z Polany Chochołowskiej  przez Jarząbczą Dolinę. W pobliżu Jarząbczych Szałasisk, w miejscu do którego dotarł, znajduje się krzyż i pamiątkowa tablica..

   
Spoglądam też na wschód, na widoczny z tego miejsca odcinek grzbietu grani głównej od Kończystego Wierchu po Jarząbczy Wierch i Niską Przełęcz..

      
Lecz najbardziej interesuje mnie teraz to, co widać w kierunku północno-zachodnim.. Wznosi się tam, widoczny w odległości kilkuset metrów, porośnięty zieloną murawą szczyt Łopaty, a za nim w oddali (po lewej) upragniony szczyt Wołowca, ostateczny cel mojej wędrówki główną granią Tatr Zachodnich..

   
Widząc iż nikt z moich dotychczasowych współtowarzyszy marszu nie ma zamiaru do mnie dołączyć, zbieram się w dalszą wędrówkę... Poczekam na nich na szczycie Łopaty... Mijam kolejny słupek graniczny, lecz o innym ciągu numerowym II/246.. Znak to nieomylny, iż od tego miejsca umownie rozpoczyna się wznosić w grani grzbietowej, wypiętrzenie Łopaty (1958 m n.p.m)... Jej kulminacyjny wierzchołek jest stąd w odległości ok.500 metrów... 

      
Ścieżka szlakowa łagodnie wznosi się w górę... Po jej lewej stronie w kierunku zachodnim, w dole, ukazuje się Kocioł Jamnickich Stawów, otoczony szczytami Rohaczy i Wołowca, ze szmaragdowym lustrem większego z nich czyli Jamnickiego Stawu Niżniego... Opowiem o nich bardziej szczegółowo w dalszej części wędrówki...

      
Z tego odcinka podejścia na szczyt Łopaty, widać doskonale jej zachodnie zbocze opadające w kierunku Dziurawej Przełęczy i wiodącą dalej w górę ścieżkę szlak turystyczny czerwony czerwonego szlaku na szczyt Wołowca..

   
Zbliżenie na Dziurawą Przełęcz..

   
Wspinam się dalej kamienistą ścieżką, w górę zbocza Łopaty... Przede mną wyrasta skalny wierzchołek... I tutaj, wspomniana wcześniej przeze mnie iluzja, wywołana krzywiznami tejże grani... Zdawać by się mogło, iż jest to już widoczny wcześniej z dalszej odległości, szczyt Łopaty.. Jednak to tylko złudna nadzieja...To jeszcze jedno skaliste wypiętrzenie grzbietowe przed faktycznym, niewidocznym z tego miejsca  wierzchołkiem Łopaty... Na jego szczycie słupek graniczny o numerach 246/4..

      
Po zdobyciu tego niewielkiego skalnego czubka, widać jak ścieżka grzbietowa biegnąca dalej pośród kamieni i głazów skalnych, omija zielony szczyt wzniesienia i biegnie kilkanaście metrów poniżej niego.. Widoczny w oddali kolejny szczyt, to już na "bank" kulminacja Łopaty (1958 m n.p.m.).....

   
  Szlak szlak turystyczny czerwony czerwony nie biegnie przez wierzchołek Łopaty, lecz jak już wspomniałem, trawersuje jej południowe zbocze kilkanaście metrów poniżej szczytu.. Trawers zaczyna się orientacyjnie od widocznego przy ścieżce słupka granicznego o numerach 246/5..

   
Wchodzę na pustą ścieżkę poniżej szczytu Łopaty... Szeroko, wygodnie i trawa miękka... Postanawiam tutaj, jak już wcześniej zaplanowałem, poczekać na moich dwóch młodych towarzyszy wędrówki, którzy pozostali gdzieś z tyłu na szlaku.... Zrzucam plecak, który waży coraz więcej i kładę się na trawie... Kilka zatem słów o szczycie, poniżej którego ułożyłem na zielonej murawie swe zmęczone członki.... 
 Łopata (słow. Lopata, Deravá) to szczyt w grani głównej Tatr Zachodnich pomiędzy znajdującym się na wschód od niego Jarząbczym Wierchem i znajdującym się na zachód Wołowcem. Nie jest znane pochodzenie nazwy, nie jest to nazwa ludowa, nie była używana przez pasterzy. Wznosi się na wysokość 1958 m n.p.m. i tworzy trzy granie:
-w kierunku Wołowca – znajduje się w niej Dziurawa Przełęcz
-w kierunku Jarząbczego Wierchu, od którego Łopata oddzielona jest Niską Przełęczą
-oraz trzecią długą grań w kierunku północnym.
 Owa trzecia grań, ze wzniesieniem zwanym Czerwonym Wierchem opada do górnej części Doliny Chochołowskiej, dzieląc ją na dwie doliny: Dolinę Wyżnią Chochołowską, po zachodniej stronie Łopaty i Dolinę Jarząbczą, po wschodniej stronie. Do Doliny Jarząbczej ze wschodnich stoków Łopaty spada kilka żlebów. W kierunku od północy na południe są to: Skrajny Żleb, Pośredni Żleb, Mokrzyniec i żleb Czerwonego Potoku (dopływ Jarząbczego Potoku). Grań główna, w której znajduje się szczyt Łopaty i którą przebiega granica słowacko-polska, jest od północnej (polskiej) strony podcięta stromymi skalnymi ścianami z stożkami piargowymi i kotłami lodowcowymi u ich podnóży. Stoki południowe tej grani, opadające do Doliny Jamnickiej, są bardziej łagodne i w dużej części trawiaste... Orientacyjnym punktem szczytu Łopaty jest słupek graniczny ustawiony na samym jej wierzchołku, o numerach II/247

   
 Z tej właśnie ścieżki biegnącej pod szczytem Łopaty, rozciągają się wspaniałe widoki na wspomnianą wcześniej Jamnicką Dolinę oraz jej górną partię zwaną Kotłem Jamnickich Stawów... Wcześniej obiecałem napisać o nim bardziej szczegółowo, co teraz czynie. Kocioł Jamnickich Stawów, zwany też Zadnią Doliną Jamnicką, to najwyższe piętro Doliny Jamnickiej w słowackich Tatrach Zachodnich. Jest to dwupoziomowy kocioł lodowcowy pomiędzy zboczami Rohacza Ostrego, Wołowca oraz Stawiańskiego Wierchu (niski boczny grzbiet odchodzący na wschód od Rohacza Ostrego). Kocioł ten powstał w strefie rdzawych, miękkich łupków. Znajdują się w nim dwa Jamnickie Stawy: Wyżni i Niżni. Wypływa z nich Jamnicki Potok. To o tej okolicy pisał w 1862 r. Kazimierz Łapczyński: „Dolinka Do Dziurawego, całkowicie zasypana łomami granitów, dwoma szmaragdowymi jeziorami wiecznie na skrajny Rohacz spogląda”. Jest to kamienisto-trawiasty zakątek z pojedynczymi kępami kosodrzewiny, mieniącą się w słońcu wodą dwóch jeziorek i widokiem na skaliste szczyty Rohaczy. Dnem kotła (po południowej stronie stawków) prowadzi szlak turystyczny..

         
Same zaś Jamnickie Stawy (słow.Jamnícke plesá) to dwa stawy znajdujące się we wspomnianym, górnym piętrze Jamnickiej Doliny, w wiszącej dolinie zwanej Kotłem Jamnickich Stawów, pod zboczami Rohacza Ostrego, Wołowca i Łopaty, a oddzielone od pozostałej części doliny wałowatym wzniesieniem Stawiańskiego Wierchu. Położone są na dwóch poziomach:
-Wyżni Jamnicki Staw (słow. Vyąné Jamnícke pleso), położony na wysokości ok. 1840 m n.p.m.(nie widoczny z tego miejsca)
-Niżni Jamnicki Staw (słow. Nižné Jamnícké pleso), położony na wysokości ok. 1730 m n.p.m...Ze stawów wypływa strumyk dający początek Jamnickiemu Potokowi.

      
Po 10 minutach "byczenia się" na trawie, słyszę dobiegającą z oddali rozmowę.. Chwilę później ukazuje się dwójka moich młodych, znajomych turystów... Widzę po ich marszu, że coś nie jest tak.. Jeden z nich utyka na nogę. Dochodzą do mnie i zrzucają z ulgą na trawę ciężkie plecaki.. Wyższy z nich, szczupły blondynek z bandamką na głowie, z grymasem na twarzy ściąga buta, skarpetę i pokazuje mi na pięcie oooogromny bąbel podeszły wodą... Odcisk wielki jak przepiórcze jajo !!! .... Widać że facet ledwo idzie.. Jak się okazuje, chciał wypróbować nowe, górskie buty... Duży błąd, że próba odbywa się na takim długim i wymagającym szlaku, a po drugie widać źle dobrane obuwie.. W zakamarkach mojego plecaka wygrzebuje łagodzącą maść i spory zapas opatrunkowego plastra... Nie jest to jednak ostateczne rozwiązanie... Trzeba podjąć bardziej bolesną decyzję.. Przekucie tego wielkiego bąbla z wodą... Już to parę razy robiłem, więc proponuję mały zabieg na łonie natury i gwarantuję młodemu człowiekowi, że to najlepsze w tym wypadku rozwiązanie.. Po takim zabiegu i opatrzeniu rany, będzie mógł po chwili odpoczynku zejść do schroniska w Dolinie Chochołowskiej bez znacznego bólu... Nasączonymi chusteczkami higienicznymi przecieram cieniutkie, ostre, malutkie nożyczki, będące w moim nieodłącznym zestawie nożowym....pyk i po bąblu... Troszkę zabolało, ale teraz wielka ulga na twarzy młodzieńca... Mały opatrunek z sanitarnego plastra i po robocie... Chłopak serdecznie dziękuje, a ja proponuję im aby jeszcze chwilę posiedzieli pod szczytem i odpoczęli.. Jest parę minut po godz. 14-tej, więc nie mają się gdzie spieszyć.. Do schroniska na Chochołowskiej dojdą na spokoju w ciągu 3,5-4 godziny.. Żegnam ich pod szczytem Łopaty, dziękując za wspólną wędrówkę i zbieram się w dalszą drogę w kierunku Dziurawej Przełęczy...

   
   Schodzę spod szczytu Łopaty ścieżką trawersującą jej południowe stoki po słowackiej stronie... Ścieżka opada stopniowo w dół, w kierunku Dziurawej Przełęczy.. Przede mną wypiętrza się ostatni z wielkich na tej trasie, szczyt Wołowca...

   
Spod szczytu Łopaty do miejsca, gdzie wypiętrzają się "dziurawe skały" czyli do Dziurawej Przełęczy, jest ok. 300-350 m.. Maszeruję szybkim krokiem ścieżką szlakową lekko opadającą w dół ku przełęczy.. Po niespełna 10 minutach docieram do widocznych przede mną, pierwszych skalnych czubów postrzępionej w tym miejscu grani...

   
   Obok szlakowej ścieżki, na trawie siedzi czworo młodych Słowaków... Odpoczywając, dyskutują dość głośno o czymś przed wejściem na tę skalną, poszarpaną, grzbietową grań przełęczy... Przystaję na moment, robię fotkę... Z zasłyszanej rozmowy wynika, iż jeden z nich, wysoki, korpulentny młodzieniec, ma lekkiego "cykora" przed zejściem tym odcinkiem grani... Rzucam krótkie "ahoj" i ruszam na skraj skalnego czubka, chcąc pokazać młodemu człowiekowi, iż skoro taki "stary wapniak" jak ja (po słowacku -staré vápno.. ) da rade przejść, to on to "śmignie" bez problemu..

   
Staję na pierwszych blokach skalnych poszarpanego grzbietu... Wąska ścieżka szlak turystyczny czerwony czerwonego szlaku biegnie tutaj początkowo poprzez jego wypiętrzony, skalny czubek, następnie przechodzi w lekki trawersik po południowej stronie tego skalnego "grzebienia"..

      
Po kilkunastu metrach zejścia pomiędzy kamiennymi blokami, przechodzę obok skalnej ścianki, która wznosi się parę metrów ponad moją głową...

      
W tej to właśnie formacji skalnej znajduje się słynne "skalne okno"... Podchodzę jeszcze kilka metrów i ponad moją głową ukazuje się skalna nisza, z dziurą w kształcie okna... Wspinam się dwa metry w górę na skalną półeczkę, aby pstryknąć fotkę poprzez to okno, na północną stronę grzbietu czyli w kierunku Wyżniej Chochołowskiej Doliny...

 
   Za plecami słyszę jakieś odgłosy... Spoglądam do tyłu i widzę, że grupka młodych Słowaków zdecydowała się ruszyć za mną na ten "dziurawy" grzbiet. Sprawnie, lecz z dużą ostrożnością schodzą obok skalnej ścianki..

      
W tym miejscu nie ma się gdzie spieszyć... Spod skalnego czuba zbocze grani dość stromo opada w kierunku słowackiej strony, do Kotła Jamnickich Stawów.. Lepiej wolniej a bezpieczniej....

   
Po kilku minutach ścieżka szlak turystyczny czerwony czerwonego szlaku wyprowadza ponownie na równy i szeroki odcinek grzbietu grani głównej.. Pierwszy skalny "chopek" mam za sobą... Miejsce to wyznacza orientacyjny słupek graniczy o numerach 247/5, stojący przy ścieżce na końcu owego skalnego wypiętrzenia, w kierunku Wołowca... 

    
Ruszam dalej.. Ścieżka biegnie teraz prawie poziomo na długości kilkuset metrów... Po chwili staję i spoglądam za siebie.. Tak wygląda z drugiej strony, ów pokonany skalny czub... Robię zbliżenie i widzę jak młodzi Słowacy, też powoli schodzą ze skalnego wypiętrzenia...Jest ok..

      
Po kolejnych pokonanych metrach, grań obniża się maksymalnie na wysokość 1836 m n.p.m.. Obok ścieżki biegnącej przez zieloną murawę grzbietu, stoi biały, graniczny słupek o numerach II/248.. Jest to nieomylny znak, iż znalazłem się na najniższej kulminacji tego odcinka grzbietu czyli na Dziurawej Przełęczy...
Dziurawa Przełęcz (słow. Deravá, Pod Deravou) to położona na wysokości 1836 m n.p.m. przełęcz w grani głównej Tatr Zachodnich pomiędzy Łopatą (1958 m) a Wołowcem (2064 m). Jest to dość głęboko wcięta przełęcz (leży 122 m niżej niż szczyt Łopaty). Przełęcz położona jest w zębatej grani zbudowanej z granodiorytów rohackich. Jej rejon porośnięty jest niską roślinnością z sitem skuciną. Występuje też tutaj saussurea wielkogłowa – bardzo rzadka roślina, w Polsce występująca tylko w Tatrach i to w nielicznych tylko miejscach. W okolicach przełęczy występują trudności techniczne w czasie jej pokonywania.. Wydawać by się mogło na pierwszy "rzut oka", że jest to łatwy do przejścia odcinek szlaku.. Nic bardziej mylnego... W 2004 roku, w rejonie przełęczy zginął 61 letni turysta, który spadł na południową stronę grani...

    
Nieco za przełęczą, w kierunku Łopaty, znajduje się wspomniane i mijane parę minut temu, niewielkie skalne okno, od którego pochodzi nazwa przełęczy...

   
 Północne stoki przełęczy opadają stromo do piarżystego kotła Doliny Chochołowskiej Wyżniej....

   
 ....a południowe do Kotła Jamnickich Stawów, będącego najwyższym piętrem Doliny Jamnickiej.

   
Parę fotek i ruszam dalej... Z przełęczy kamienista, szlakowa ścieżka wznosi się ponownie do góry, na kolejny wypiętrzony skalny czub grani z wierzchołkiem porośniętym kępami kosówki. Od strony Wołowca, na szlaku pojawia się pierwszy turysta.....

       
Po paru chwilach jestem na szczycie tego niewielkiego wypiętrzenia... Spoglądam w dół w kierunku przełęczy.. Dzielni, młodzi Słowacy, już całą grupką podchodzą mozolnie do góry..

   
Spoglądam przed siebie w kierunku Wołowca.. Na szlaku kolejny poszarpany odcinek grani.. Od tego miejsca szlakowa ścieżka ponownie przechodzi na południową stronę grzbietu i podobnym trawersem jak poprzednio, mija skalne, poszarpane czuby, kilka metrów poniżej ich wierzchołka...

   
Gdy na chwilkę przystaję by napić się łyczek wody i zrobić fotki, dochodzą młodzi turyści ze Słowacji.. Pytam jak poszło na Dziurawej pod oknem.. Odpowiadają że wszystko ok., ale są trochę zmęczeni.. Gorący lipcowy dzień robi swoje.. Powoli i ostrożnie schodzą wąską ścieżką pod skalnym grzbietem... Tutaj zbocze stromo opada w dół śliskimi, gładkimi skalnymi płytami, a sypki żwirek na ścieżce może spowodować zsunięcie się w kocioł doliny... Trzeba schodzić uważnie i patrzeć pod nogi.. Nie ma zmiłuj..

 
Jest to chyba najtrudniejsze technicznie miejsce na szlaku - ukośnie położona, prawie gładka płyta skalna, bez chwytów, którą musimy zejść kilka metrów w dół. Do Doliny Jamnickiej opada stok o znacznym nachyleniu, dlatego trzeba w tym miejscu uważać. Jak już wcześniej wspominałem, w rejonie tego odcinka szlaku zdarzył się w sierpniu 2004 roku wypadek śmiertelny.. 61 letni turysta wędrowiec - lekarz, spadł na słowacką, południową stronę grani do Doliny Jamnickiej..Tuż za tym odcinkiem skalnego trawersu, zamocowano tabliczkę na skale upamiętniająca jego śmierć...


Ów trudniejszy odcinek przejścia nie jest długi, w sumie to kilkadziesiąt metrów.. Jeśli więc zachowa się dostateczną ostrożność, pokonanie go nie sprawi większych problemów i już po 2-3 minutach będziemy poza tym skalnym osuwiskiem... A tak wygląda to mnie więcej, po przejściu..

   
  Ścieżka biegnie jeszcze przez chwilę krawędzią stromego zbocza, opadającego w kierunku słowackiego Kotła Jamnickich Stawów..

      
Po chwili ponowie wznosi się na szeroki grzbiet grani głównej.. Stąd zaczyna się podejście już tylko w górę , w górę i w górę....aż na szczyt Wołowca.

   
Pokonanie postrzępionego odcinka grzbietu Dziurawej Przełęczy, od momentu zejścia spod szczytu Łopaty do podnóża Wołowca, zajmuje mi ok. 20 minut.. Ale to co za mną, to tylko preludium tego co przede mną.. Teraz, po przejściu prawie 3/4 długości mojej wędrówki, po zaliczeniu kilkunastu kilometrów w nogach, wypoceniu "wiaderka" potu w ten upalny lipcowy dzień, zacznie się strome, uciążliwe i bardzo męczące podejście na szczyt Wołowca.. Wierzchołek wydaje się być niezbyt daleko, lecz to tylko złudzenie. Droga jeszcze mozolna i daleka. Sporo kropel potu wyjdzie na czoło zanim stanę na widocznym w górze, szczycie Wołowca... Po lewej stronie szlakowej ścieżki, zza porośniętego kosodrzewiną zbocza, wyłania się  szpiczasty wierzchołek Ostrego Rohacza......

      
O wspinaczce i pięknych widokach ze szczytu Wołowca, w kolejnej VII części fotorelacji z wędrówki Główną Grania Tatr Zachodnich..

KONIEC CZ.VI
C.D.N...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz