poniedziałek, 26 lipca 2010

Błędne Skały

GÓRY  STOŁOWE 
cz.II
BŁĘDNE SKAŁY


Spałem sobie jeszcze smacznie gdy nagle ze snu do świata realnego wezwał mnie natrętny, piszczący dźwięk budzika w moim telefonie komórkowym.. Za oknem słoneczko już wyruszyło na wędrówkę po nieskazitelnie błękitnym niebie... Rozpoczynał się mój trzeci dzień pobytu w Górach Stołowych.. Plan na dzisiejszy dzień miałem prosty - zwiedzić jedno z najbardziej bajkowych i urokliwych miejsc w Górach Stołowych czyli BŁĘDNE SKAŁY..
Wyskoczyłem z łóżka, uporałem się poranną toaletą i zabierając mój nieodłączny plecak pomaszerowałem na śniadanie do restauracji ośrodka wczasowego.. Na sali byłem jako jeden z pierwszych.. Nie wszyscy są tacy szaleni jak ja i w większości na wczasy przyjeżdżają dobrze pospać, pospacerować deptakami kurortów, zjeść lody i od czasu do czasu coś tam "zaliczyć" zwiedzając jakieś muzeum czy zabytek... Relaxowo i na luzie.. Ja niestety już tak mam od kołyski że coś mnie gna po świecie i chciałbym sporo zobaczyć... Zjadłem więc szybko śniadanie i wyruszyłem z parkingu mojej bazy wypadowej ośrodka wczasowego w Szczytnej w kierunku Karłowa, skąd poprzedniego dnia wychodziłem na Szczeliniec.. Tym jednak razem skręciłem przed Karłowem w miejscowości Łężno w lewo i tzw.Drogą Stu Zakrętów (nr 387) pojechałem w kierunku Kudowy-Czermnej...

  
 Po przejechaniu lasem około 5 km od krzyżówki w Kałowie, ujrzałem po lewej stronie szosy dużą polanę-parking na której stało kilka samochodów osobowych.. Dochodziła za kwadrans 9 rano więc nie było jeszcze tutaj dużej ilości turystów.. Po przeciwnej, prawej stronie Drogi Stu Zakrętów, odbijała pod górę asfaltowa, wąska droga na początku której stał kamienny budynek kasy oraz wjazdowa bramka na teren Rezerwatu Błędne Skały... Podjechałem w to miejsce aby zasięgnąć informacji w celu wyjazdu na górny parking ...

  
Musze tutaj wyjaśnić pewną sprawę związana właśnie z dotarciem na samo miejsce pod labirynt Błędnych Skał.. Otóż jak dzień wcześniej dowiedziałem się od pani recepcjonistki w moim Ośrodku Wczasowym, aby bez kłopotu dostać się do celu trzeba było dotrzeć do dolnego parkingu najpóźniej do godziny 9 rano... Sprawa ma się tak.. Z dołu na górny parking przy Błędnych Skałach prowadzi wąska asfaltowa droga, lasem pod górę. Ruch na tym odcinku -"parking dolny-parking górny"- jest wahadłowy. Po pierwsze ze względu na trudności w mijaniu się autokarów wycieczkowych na tej wąskiej trasie a po drugie w czasie wakacji jest tutaj ogromna ilość turystów więc miejsca parkowania na górnym parkingu są ograniczone... Gdy na górze zwalnia się pewna ilość miejsc po zjeżdżających w dół samochodach, tyle samo pojazdów wjeżdża na górę... Poza tym wyjazdy odbywają się wyłącznie o pełnych godzinach i trwają tylko kwadrans a zjazdy o półgodzinach w ciągu całego dnia w przedziale godzinowym od 9-18 godz... Wiedząc o tym "rozkładzie jazdy" przyjechałem na dolny parking przed godziną otwarcia kiedy nie było jeszcze na górze samochodów i można było spokojnie dojechać na górny parking. Wykupiłem bilet za 10 zł (wjazd samochodem osobowym) i mając kilka minut czasu usiadłem w cieniu drzew na drewnianych ławkach czekając cierpliwie na wjazd..

 
Po paru minutach strażnik który czuwał tutaj nad porządkiem ruchu, dał mi pozwolenie wjazdu i wraz z kilkoma innymi samochodami ruszyłem wąską drogą pod górę na parking przy Błędnych Skałach... Droga Puszczańska bo tak się ona zwie, wspinała się lasem około 3,5 km... Po kilku minutach zaparkowałem jako jeden z pierwszych turystów samochód na górnym parkingu na wys.852 m n.p.m i powędrowałem do kasy kupić kolejny bilet, tym razem za 5 zł-bilet wstępu do rezerwatu Błędne Skały.
A oto jaka czekała mnie trasa w tym bajkowym, kamiennym labiryncie...

 Kilka zatem słów wprowadzenia o tym magicznym, niespotykanym miejscu w którym natura ukazała swą artystyczną dusze o rzeźbiarsko-malarskich zdolnościach.. 
Błędne Skały to zespół bloków skalnych tworzący malowniczy labirynt typu skalne miasto, położony w Górach Stołowych i obejmujący szczyt Skalniaka(915 m n.p.m.). Obszar mający powierzchnię ok. 21,14 ha jest rezerwatem przyrody. Miliony lat temu na dnie górnokredowego morza osadziły się grube pokłady piaskowców. W trzeciorzędzie, w czasie orogenezy alpejskiej zostały one wydźwignięte wraz z całymi Sudetami. Następnie rozpoczął się długotrwały okres erozji i odprowadzania zwietrzeliny. Na skutek nierównej odporności poszczególnych warstw skalnych na wietrzenie i poszerzania szczelin, przecinających masyw w trzech kierunkach, powstały głębokie na kilka metrów korytarze o zmiennej szerokości. Obecnie pomiędzy różnorodnymi formami skalnymi takimi, jak skalne maczugi, grzyby, czy słupy przebiega kilkusetmetrowa trasa turystyczna. Niektóre ze skał posiadają własne nazwy - Stołowy Głaz, Tunel, Kuchnia czy Kurza Stopka. W najwęższych miejscach turyści muszą przeciskać się pomiędzy skalnymi szczelinami wąskimi na kilkadziesiąt centymetrów. Sam rezerwat położony jest na wysokości 850-860 m n.p.m. pomiędzy Kudową-Zdrój a Karłowem w pobliżu granicy z Czechami. Dawniej Błędne Skały nazywane były Dzikimi Dołami lub Wilczymi Dołami (kalka od przedwojennej nazwy niemieckiej Wilden Löcher).
Zarzuciłem plecak na ramię, przewiesiłem aparat fotograficzny na szyję i wkroczyłem w bajkowy świat formacji skalnych porozrzucanych na wzniesieniu Skalniaka , w piękny, słoneczny lipcowy dzień..

 
Zwiedzanie tego fantastycznego labiryntu skalnego, obejmującego grzbiet Skalniaka (915 m n.p.m.), wyrzeźbionego w piaskowcach ciosowych przez wodę i wiatry trwa mniej więcej 1 godzinę. Przez labirynt Błędnych Skał prowadzi czerwony szlak. Powstałe bloki skalne tworzą kilkusetmetrową trasę turystyczną o niepowtarzalnym uroku, którą zwiedzając często dosłownie przeciskamy się pomiędzy skałami wąskimi szczelinami. Wysokość korytarzy waha się w granicach 6-8 m, szerokość jest różna - miejscami wynosi tylko kilkadziesiąt centymetrów. Nawet podczas deszczu przechodzi się znaczny odcinek drogi pod skalnymi parasolami. Ta forma wietrzenia nie ma żadnego odpowiednika w Polsce. Rezerwat przyrody utworzono tu w 1957 r.
Już po chwili kamienną dróżką dotarłem do pierwszego skalnego tworu jakim jest Skalne Siodło, niektórym turystom przypominające wielbłąda...


Kilka metrów dalej, po paru wygodnych schodkach wyszedłem na tarasy widokowe zabezpieczone barierką w miejscu zwanym Skalne Czasze... Rozciąga się stąd piękna panorama na Karkonosze, Jestrebi Hory, czeskie Góry Stolowe i Góry Kamienne...

 
Schodzę z platform widokowych i po drewnianych kładkach które będą mi towarzyszyć na trasie całej wędrówki, wchodzę w labirynt pomiędzy skałkami.. 

  
  Ścieżka wije się skręcając raz w lewo, raz w prawo aby po kilku chwilach za załomem skalnym doprowadzić do pierwszego niskiego przejścia...

  
 Ciekawostką wiążącą się z Błędnymi Skałami jest fakt iż to właśnie tutaj kręcono sceny do filmu "Opowieści z Narnii : Książe Kaspian"


Kilkumetrowy, niski tunel... Trzeba pochylić głowę przed majestatem tego pięknego skalnego  zjawiska...


  Po przejściu tego zaniżonego korytarza, wychodzę ponownie na otwartą przestrzeń.. Obracając się za siebie zobaczyłem teraz te skały od drugiej strony, jakże odmienne i monumentalne ściany w formie wrót skalnych z dwoma basztami po bokach..


    Za każdym zakrętem skalnego labiryntu widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie.. Dziwne formacje skalne, czasem o kształtach przypominających figury wyrzeźbione jakby ludzka ręką o ponad naturalnych wielkościach, zebrane na tak niewielkiej przestrzeni robią naprawdę niesamowite wrażenie....

  
Labirynt ten stał się atrakcją w XIX w. kiedy to spopularyzowała go (zwłaszcza wśród czeskich turystów) rodzina Duchaćów prowadząca gospodę w pobliskiej Bukowinie Kłodzkiej. Maszerowałem wzdłuż ciągu skalnych ścian wznoszących się po lewej i prawej stronie ścieżki..

  
Przede mną na wprost, ukazał się kolejny charakterystyczny skalny obelisk... Stanowisko na szlaku oznaczone numerem 3 to tzw. Okręt...

 
Pomiędzy dwoma skalnymi filarami, wciśnięta pośrodku skała przypominająca wyglądem dziób okrętu.. Po bokach u jej stóp rozchodzą się dwa przesmyki omijające skałę z lewej i prawej strony
Wysoki na parę metrów Okręt w całej okazałości...

   
A tak wygląda Okręt od tyłu po przejściu na drugą stronę przesmyku skalnego.. Można by powiedzieć że to rufa Okrętu..
 
  
I znowu kluczyłem kilkadziesiąt metrów pomiędzy skałkami to w lewo to w prawo.. Nagle znalazłem się na skalnej polance gdzie jak spod ziemi wyrastał Dwunożny Grzyb (stanowisko nr 4) ..

  
Piękny i dorodny ten Grzybek lecz ja wolę naturalne, pachnące borowiki i nawet na jednej a nie dwóch nóżkach..

  
   Pozostawiłem Grzybka w spokoju bo nawet nie zabrałem takiego dużego koszyka i pomaszerowałem  dalej po drewnianym chodniku z desek.. Po chwili dotarłem do wąskiej skalnej szczeliny zwanej Labiryntem (nr.5).. Ciasne przejścia pomiędzy skałami, miejscami bardzo wąskie szczeliny którymi wiedzie trasa zwiedzania, mogą stanowić problem dla osób o znaczniejszej tuszy.
Kilkanaście metrów z wciągniętym brzuchem i po problemie..
 
  
Po przejściu tego zacisku skalnego szlak czerwony skręca w prawo i za kolejnym zakrętem doprowadza mnie do następnych ciekawych form skalnych po prawej stronie ścieżki... Jest to Kasa (stanowisko nr.6).. Widać tutaj dlaczego przydają się drewniane kładki... Na spodzie pod nimi sporo namuliska i błota.. Przez długi czas po zimowych opadach śniegu oraz po obfitych deszczach, utrzymuje się tutaj spora warstwa wody która z czasem w letniej porze wysycha...

 
Wędrując dalej, za załomem kolejnej skały tego bajkowego labiryntu wychodzę na skałę która jest niemalże w każdym przewodniku i na każdej pocztówce z Błędnych Skał...To Kurza Stopka (nr.7)... Zwężający się w kształcie lejka ku dołowi blok skalny to wprost arcydzieło rzeźbiarskie matki natury... Nawet Fidiasz by się nie powstydził takiej rzeźby..

  
Różnice w odporności na wietrzenie i erozję warstw piaskowców o lepiszczu krzemionkowym bądź marglistym powodują niezwykłe urzeźbienie ścian występujących tu skalnych wąwozów, tuneli i pojedynczych skałek, nadając im fantazyjne kształty grzybów, maczug, klepsydr, baszt, kształtujących niepowtarzalną scenerię "skalnego miasta".

  
Kilka fotek, chwila postoju i wędruję dalej .. Teraz szlak kluczy pomiędzy ciasnymi szczelinami nachylonymi w niektórych wypadkach pod pewnym kątem, co sprawia ze trzeba się troszkę poprzeciskać i pogimnastykować... Docieram do następnych skalnych figur.. Grzyby, maczugi i parasole skalne, piętrzą się jedna obok drugiej tworząc niesamowite widoki..

 
Idę dalej wijącą się ścieżką pośród skał... Kolejne przewężenie.. Znowu ciasno i nisko... Sporo tutaj szczelin i skalnych zakamarków, częściowo przykrytych skalnymi blokami, dlatego dawna nazwa Dzikie Dziury lub Wilcze Jamy miała swoje uzasadnienie.

 
Na krótki moment korytarz wyprowadza mnie na nasłonecznione miejsca by po chwili zagłębić się w zacienione czeluści skalnego labiryntu...

  
Wchodzę pomiędzy kolejne przesmyki labiryntu pod wielkimi skalnymi parasolami..

  
Panująca tu wilgoć i mrok sprzyjają rozwojowi roślinności naskalnej, zwłaszcza mchów i porostów, a w miejscach bardziej suchych także karłowatych świerków, brzóz i jarzębiny. Całość tworzy niezwykłe uroczysko (chronione jako rezerwat przyrody) i jeden z najatrakcyjniejszych zakątków Gór Stołowych.

 
Wychodzę na słoneczko.. Moja wędrówka tym malowniczym labiryntem trwa już około 25 minut... Chwilka odpoczynku na nagrzanej, ciepłej skale..
Błędne Skały od dawna stanowiły atrakcję turystyczną, docierano do nich początkowo przez Czermną i Bukowinę, ale już w 1771 r. zbudowano specjalną drogę przez Jakubowice. Opowiadano o ich labiryncie mrożące krew w żyłach historie, o zaginionych i zmarłych z głodu wędrowcach. Zwiedzano je tylko z miejscowym przewodnikiem.

 
Po krótkim odpoczynku ruszam dalej słysząc zbliżające się głosy idącej za mną grupy turystów... Nie chce wędrować z rozgadanymi turystami, traktującymi ten szlak jako zaliczenie kolejnej wycieczki autobusowej bez poznania uroków tego miejsca... Po chwili marszu docieram do najdłuższego i najwyższego przewężenia w Błędnych Skałach tzw. Długiego Pasażu

  
Szczelina pomiędzy dwoma wysokimi na około 12 metrów ścianami ma szerokość od 0,4 m do 1 m i kilkanaście metrów długości.. Imponująca !!!

  
Po pokonaniu tego przewężenia wychodzę na jakby mały skalny ogródek, otoczony wysokim kamiennym murem... Naświetlony jasnymi promieniami słońca niewielki taras skalny gdzie ochoczo wyrastają krzaki jarzębin i młodych brzóz, a spodem rozkłada swój dywan zielony mech z kępami paprotek, to naprawdę urocze miejsce po wcześniejszej wędrówce ciemnymi i wilgotnymi zakamarkami skalnego labiryntu..

 
Skały oplecione są tutaj w fantastyczny sposób wijącymi się niczym wielkie węże, korzeniami starych obumarłych drzew... Pod jednym z takich korzeni rozłożonych niczym olbrzymia ośmiornica trzeba przejść by się tutaj dostać..

   
Dalsza wędrówka drewnianymi kładkami doprowadza mnie do kolejnej szczeliny tym razem chyba najniższej i najwęższej... Tutaj już nie wystarczy się pochylić...Gdy ktoś ma słuszny wzrost musi przykucnąć....

  
Wąski, niski tunel zakręca kilka razy i ciągnie się kilkanaście metrów zwężając się w końcowym odcinku na kilkanaście centymetrów u podstawy... Ponoć niejeden turysta musiał w tym miejscu wyciągać nogę bez buta który pozostawał zaklinowany pomiędzy skałami..
 
 
W końcu robi się i wyżej i szerzej.. Jeszcze kilka metrów i kolejna szczelina Skalnego Miasta pozostaje za moimi plecami.. 

  
Czerwony szlak wyprowadza mnie teraz na kolejny odcinek pomiędzy skałami lecz już bardziej odkryty i nasłoneczniony... Po chwili dogania mnie para młodych ludzi opowiadających sobie z przejęciem wrażenia z wędrówki tym bajkowym labiryntem..

  
Gdy maszeruję teraz jasnym i ciepłym odcinkiem szlaku pośród skał pokrytych zielonym mchem w otoczeniu plątaniny korzeni, kępek borowin i paproci od razu robi się weselej na duchu...

 
 Szlak powoli doprowadza mnie do końca wędrówki po tym wspaniałym miejscu... Ostatnim przejściem pomiędzy skałami i ciemnymi szczelinami jest tzw. Kuchnia

  
Pokonuje kilkumetrową niszę i klucząc wąską ścieżką pomiędzy blokami skalnymi, pomału opuszczam skalny labirynt..

 
Wreszcie po ponad 45 minutach spokojnego marszu po tym urokliwym i malowniczym skalnym mieście, wychodzę spośród kamiennych ścian na rozległą zalaną słońcem polanę, pośrodku brzozowo-świerkowego lasu.. W cieniu drzew ustawiono tutaj kilka stołów i drewnianych ławek na których można usiąść i odpocząć po pełnej niezapomnianych wrażeń wędrówce Błędnymi Skałami...

  
Kto tego miejsca jeszcze nie odwiedził niech nie leży do góry brzuchem przed TV z pilotem w ręce tylko jak najszybciej pakuje plecak i przyjeżdża w piękne Góry Stołowe aby ujrzeć właśnie takie cuda natury..
 
 
A na koniec mojej wędrówki po Błędnych Skałach, dla tych których nie zanudziłem swoją relacją i doczytali ją do końca, mam ciekawą legendę związaną z tym miejscem..

Tajemnica Błędnych Skał


Ogromnie dawno temu, w miejscu gdzie dziś znajduje się tak chętnie odwiedzany i podziwiany przez turystów labirynt skalny - Błędne Skały, wznosiła się nad okolicą potężna góra, zbudowana z litego piaskowca. Nic dziwnego,że nazywano górę Skalniakiem i nazwa ta pozostała do dziś.
Widoczną z daleka i majestatyczną górę wybrano na miejsce modlitw i ofiar dla ówczesnych pogańskich bożków. Schodzili się więc w umówione dni ludzie,aby swych bogów sławić i prosić o pieczę nad rodzinami i domostwami,jako że wojny, zarazy, pożary i powodzie nierzadko wówczas bywały.
A przychodzili tu nawet z odległych od góry miejsc, z Czermnej, która stanowi najstarszą część Kudowy, z jeszcze starszego Lewina Kłodzkiego,Radkowa, Nachodu, Hronowa i Polic (Czechy), bo przecież wówczas granic jeszcze nie było.
I tak, w pewien wiosenny wieczór, kiedy w dolinach i wąwozach rośliny wypuściły już listki, a na wyższych górach leżał jeszcze śnieg, gromada ludzi przybyła tu by złożyć tym razem ofiary bóstwom pól i łąk, prosić o dobre plony i pieczę nad chudobą i gumnami.
W pewnej chwili, kiedy na ofiarnym kamieniu paliły się już wonne zioła, a kapłan sposobił się do złożenia ofiary z młodego koźlęcia, ludzie dostrzegli w pewnej odległości nieznajomego, który stał w bezruchu i przyglądał się im z uwagą. Jak dało się zauważyć był to mąż słusznej postury, z długą rudą brodą, odziany w bogatą szatę. Poproszono go by wraz z nimi upadł na kolana i oddał cześć bóstwom.
Liczyrzepa - a był to on sam nie przyłączył się do gromady. Rozeźlony kapłan, który już rozpoznał w obcym Ducha Gór rzucił w jego kierunku lekceważące słowa,że niech nie sądzi że oni ludzie, oddadzą mu cześć, bo nie wierzą już w jego moc. Ich bóstwa są mocarniejsze i zapewniają im lepszą pieczę.Kiedy i inni przyłączyli się do kapłana i zaczęli naigrawać się z Liczyrzepy ten rozgniewany tupnął nogą. Rozpętało się piekło zatrzęsła się góra i z hukiem zaczęły pękać i walić się skały, rozwarły się szczeliny, pyły przysłoniły niebo, a na dodatek grozę potęgowały błyskawice i gromy.
Przerażeni ludzie starali się skryć gdzie kto mógł. Wielu z nich powpadało do rozwartych nagle szczelin skalnych. Gdy opadły pyły i uspokoiły się ziemia i niebo, oczom przerażonych ludzi ukazał się nowy widok.
Liczyrzepy już nie było. Na miejscu gdzie kiedyś była prawie wyrównana powierzchnia, powstało rumowisko bezładnie spiętrzonych bloków skalnych, o różnych kształtach i wielkości,porozdzielanych licznymi szczelinami i rozpadlinami. Przestraszeni ludzie starali się jak najszybciej opuścić to miejsce, ale nie było to łatwe, tym bardziej, że zapadała noc. Bojąc się dalszego gniewu Liczyrzepy cicho nawoływali się szczelinami aby być bliżej jeden drugiego, bo wiadomo, że w nieszczęściu w gromadzie raźniej.
Wreszcie nastał upragniony ranek, zziębnięci, głodni, poranieni i obdarci ludzie wydostali się na otwartą przestrzeń, kiedy słońce już dobrze chyliło się ku zachodowi. Niestety nie wszyscy się spotkali, bo wielu pozostało już na zawsze pogrzebanych pod zwałami skał.
Wieść o tym wydarzeniu rozniosła się szeroko po okolicy, tym bardziej, że poprzedniego wieczoru słyszano odgłosy straszliwych grzmotów i widziano górę jak w ogniu stała. Przez bardzo długi czas unikano tego przeklętego miejsca,jak nazywano teraz górę, a i imię Liczyrzepy wymawiano z czcią bojaźnią.
Po wielu latach, gdy wieść o tym straszliwym wydarzeniu już przycichła, i tylko pozostało ono jeszcze w pamięci starców, kilku śmiałków nie bacząc na przestrogi odważyło się wejść na górę. To co oglądali, aż dech w piersiach zapierało! Hen, daleko przed nimi roztaczały się rozległe widoki, - aż po górę, o której powiadano, że pod nią mieszka sam Liczyrzepa! Z tyłu zaś piętrzyły się bezładnie potężne głazy,przypominały jakieś stwory, maszkary, budowle, grzyby, a między nimi rozpadliny i długie skalne, kręte korytarze. Jednym słowem skalny labirynt.
Skusiło to śmiałków do spenetrowania go, tym bardziej, że nikt dotąd ich nie niepokoił. Przeciskali się z trudem między głazami, wąskimi szczelinami, przezornie znacząc drogę. W wielu miejscach z przerażeniem oglądali zbielałe kości zwierząt, a nawet ludzi. Znaleźli wiele gniazd wilków i wilcze szczenięta co spowodowało, że z czasem nazwano to miejsce Wilczymi Dołami, a którą to nazwę jeszcze dziś znaleźć można na starych mapach. Po długim kluczeniu między skałami i podziwianiu ich ciekawych kształtów z radością ujrzeli znów otwartą przestrzeń.
W taki to sposób powstał szlak turystyczny prowadzący turystów przez Błędne Skały...


GÓRY STOŁOWE - lipiec 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz