czwartek, 30 listopada 2017

BESKID  WYSPOWY
ĆWILIN  1072 m n.p.m.
Górski bliźniak Śnieżnicy…


Wyspa pośród wysp…
Okres wakacji powolutku dobiegał końca. Od wczesnej wiosny, gdy narty powiesiłem na kołku, miałem praktycznie „na okrągło” zajęcia związane 
z górami. Łaziłem na szlaki z turystami i po turystów, uczyłem młodzież poznawać geografię, przyrodę oraz historię naszych pięknych pasm górskich, rozpocząłem cykl prelekcji prezentujących nasze wojaże po świecie i systematycznie uczestniczyłem w różnego rodzaju zlotach, spotkaniach, szkoleniach… Jednym słowem „wielki młyn” czyli Jędrusiowa norma.. Końcem sierpnia zdarzył się cud.. Wygospodarowałem kilka wolnych dni. Autentycznie wolnych, tylko i wyłącznie dla siebie !!!!. Owa niezwykła jak na mój całoroczny harmonogram okoliczność i perspektywa całkowitej bezczynności, od razu wprawiła mnie w stan radosnej euforii. Początkowo zamierzałem wyłączyć wszystkie telefony, zaszyć się w jednej z bacówek moich znajomych z dala od zgiełku i ludzi, leżeć, byczyć się, zapomnieć o świecie doczesnym… Jednak już po kwadransie rozmyślań, snucia planów i bujania w obłokach stwierdziłem, że jest to absolutnie nierealne.. Nierealne z kilku powodów.. Po pierwsze rodzina, przyjaciele i koledzy uznali by od razu, że ześwirowałem, że już „po chłopie” i Jędruś poszedł chyba na ostatnią perć.. Po drugie, moje upierdliwe ADHD po paru godzinach bezczynności zakołatało by w mojej głowie i brutalnie przypomniało o sobie. W końcu po trzecie, złamałbym moje życiowe motto – „aktywność uszlachetnia, bezczynność unicestwia”. Mając na uwadze te trzy powody, postanowiłem wykorzystać wolne dni na samotne spacery po górskich szlakach. Postawiłem sobie tylko jeden warunek – odpuszczam Tatry, które mam na co dzień i jadę w Beskidy, na ciche, spokojne, rekreacyjne wędrowanie.. Codziennie jedna trasa i każda w innym paśmie Beskidów.. Po otwarciu mojego szlakowego notesu i przeglądnięciu zapisków, na początek wybrałem Ćwilin (1072 m), drugi co do wysokości szczyt górski Beskidu Wyspowego.. Poniżej mapka i charakterystyka trasy oraz czasy przejść..


Pogodnym sierpniowym porankiem odpaliłem mojego turystycznego „żółtego szerszenia” i pojechałem w kierunku Mszany Dolnej, a konkretnie do wsi Jurków, położonej w malowniczej dolinie rzeki Łososina, pomiędzy najwyższymi jego szczytami Beskidu Wyspowego: Mogielicą, Łopieniem i Ćwilinem.


Punktualnie o godzinie 9:00 wjechałem od strony Mszany pomiędzy pierwsze zabudowania Jurkowa. Na przydrożnych słupach i drzewach zacząłem uważnie wypatrywać niebieskich szlakowych znaków.. 
Tuż przed centrum wsi i rozjazdem dróg na Dobrą – Chyszówki, po lewej stronie drogi dostrzegłem niebieski pasek na słupie energetycznym. Skręciłem w drogę pomiędzy domami i po chwili wjechałem na polny dukt, zmierzający przez rozległe pola i zielone łąki w kierunku zalesionych zboczy Ćwilina.. Przez uchylone szyby do wnętrza samochodu od razu wdarł się zapach świeżego siana.. Na pobliskiej łące młody chłopak za kierownicą traktora kosił łany wysokiej trawy.. Zjechałem na pobocze i grzecznie zapytałem czy mogę tutaj zostawić swój samochód. Chłopak uprzejmie przytaknął i dodał, że będzie pracował do wieczora, więc mogę bez obaw pozostawić pojazd pod jego nadzorem.. Wyciągnąłem kilka drobnych na piwo, wsunąłem mu do kabiny traktora, zarzuciłem plecak 
na ramiona i zadowolony ruszyłem na szlak..


Polna droga, którą poprowadzono trasę niebieskiego szlaku na szczyt Ćwilina, zmierzała na zachód w kierunku linii lasu, delikatnie wznosząc się do podnóży masywu Ćwilina..


Po przejściu kilkuset metrów przystaję i spoglądam za siebie. Z tyłu za plecami w kierunku wschodnim, wypiętrzają się malownicze zalesione szczyty Łopienia (po lewej) i Mogielicy (po prawej) rozdzielone przełęczą Rydza-Śmigłego..


Zbliżenie – masyw Mogielica (1170 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego.. W bardzo dużym zbliżeniu widać 20 metrową drewnianą wieżę obserwacyjną, oddaną do użytku w 2008 roku..


Po lewej stronie wznosi się rozległy i długi grzbiet Łopienia.
W grzbiecie tym wyróżnia się trzy mało wybitne szczyty: zachodni (Łopień 961 m), środkowy (Łopień Środkowy, ok. 950 m) i wschodni (Łopień Wschodni 805 m)..


W kilka minut docieram na skraj lasu. Po drodze mijam malutką kapliczkę, zamocowaną na samotnej sośnie.. Po wejściu w bukowo-świerkową partię lasu, kamienista dróżka od razu zaczyna piąć się w górę.. Wznosi się coraz bardziej stromo najpierw w lewo, potem łukiem w prawo na linię krótkiego grzbietu opadającego od szczytu w kierunku południowo-wschodnim. 
Na długości pierwszego kilometra, nachylenie szlakowej trasy nie odpuszcza ani na moment.. Takie mozolne podejścia z doliny na szczyt zalesionym zboczem, są typowe dla Beskidu Wyspowego. W tym przypadku na odcinku ok. 3,5 kilometrowym musimy pokonać 540 metrów różnicy poziomów.


Na wysokich brzegach leśnego jaru dostrzegam duże ilości dorodnych grzybów, jednak po bliższym zapoznaniu się stwierdzam, że to niestety trująca odmiana borowików - Borowiki grubotrzonowe.. Na tych grzybkach jajecznicy nie będzie…


Mniej więcej w połowie podejścia na szczyt Ćwilina docieram do szerokiego rozwidlenia leśnych dróg.. Tutaj trzeba uważnie rozglądać się po pniach drzew, ponieważ trasa niebieskiego szlaku nie prowadzi dalej wyraźnym leśnym duktem, lecz odbija w gęstwinę lasu i wąską dróżką zmierza w kierunku północno-zachodnim..


Przez kolejny kilometr leśna dróżka pnie się mozolnie, mijając kilka niewielkich polan..


Na wysokości ok.950 m n.p.m. szlakowa dróżka osiąga duży wyrąb, 
z którego ponad wierzchołkami drzew roztacza się widok w stronę Łopienia i Mogielicy


Teraz szlak przyjmuje kierunek wyraźnie zachodni, stromizna łagodnieje, aż wreszcie dość niespodziewanie, wśród rzednącego lasu, wyprowadza na wschodni skraj rozległej szczytowej hali nazwanej Polaną Michurową.. Stąd trawiastą ścieżką już tylko rzut beretem na wierzchołek Ćwilina, oferujący rozległe panoramy w kierunku południowym.. Po dwóch godzinach marszu, klika minut po godzinie 11-tej docieram na kulminację Ćwilina 1072 m n.p.m..


Troszkę geografii, troszkę topografii
czyli ĆWILIN w pigułce..
Ćwilin (1072 m) to piękny, widokowy szczyt w centralnej części Beskidu Wyspowego i drugi co do wysokości masyw tego pasma. Pod względem geomorfologicznym stanowi typowe, „wyspowe” wzniesienie, bowiem poza grzbietem Czarnego Działu nie ma dłuższych, bocznych odnóg, a jego wierzchołek ma regularny, eliptyczny kształt. Na północnym stoku Ćwilina pod szczytem rośnie tzw. „Pański Las” (nazwa od właścicieli – dziedziców Dobrej), nieco niżej „Chłopski Las”, którego właścicielami byli miejscowi gazdowie. Na południe opada w kierunku Łostówki i Wilczyc grzbiet Małego Ćwilinka, którego stokami wiedzie szlak rowerowy oraz dróżki różańcowe. W ludowej tradycji Ćwilin jest bliźniakiem sąsiedniej Śnieżnicy, stąd niektórzy badacze wywodzą jego nazwę od niemieckiego słowa „zwilling” (niem. „bliźniak”). Nazwa ta nadana została prawdopodobnie w XIV w. przez niemieckich osadników zamieszkujących w ówczesnym czasie pobliski Tymbark i Jurków.


Masyw Ćwilina wznosi się ponad należącymi do gminy Dobra miejscowościami: Jurków, Wilczyce i Gruszowiec oraz należącymi do gminy Mszana Dolna miejscowościami Łostówka i Kasina Wielka. Jest górą typową dla Beskidu Wyspowego – samotną, z wszystkich stron oddzieloną od sąsiednich głębokimi przełęczami. Szczególnie strome są północne jego stoki opadające do przełęczy Gruszowiec (660 m) oddzielającej go od Śnieżnicy (1006 m). W południowo-wschodnim, opadającym do Wilczyc grzbiecie wyróżnia się niższe wzniesienie zwane Małym Ćwilinkiem (795 m). Przez Ćwilin biegnie dział wodny między dorzeczami Raby i Dunajca. Do dorzecza Raby należą potoki zasilające Łostówkę, Słomkę i Kasiniankę, do dorzecza Dunajca – potoki spływające do Łososiny. Na Ćwilinie, jak w całych Karpatach występują procesy osuwiskowe. Największe odnotowane osuwisko na Ćwilinie miało miejsce 15 sierpnia 1927 r. 
W czasie burzy oddzielił się od góry namoknięty po długotrwałych opadach deszczu fragment stoku i z ogromnym hukiem zwalił się w dół. Po osuwisku tym nad korytem potoku Rosłaniec (pomiędzy Ćwilinem i Małym Ćwilinkiem) pozostały odsłonięte gołe skały, które do dzisiaj jeszcze nie zarosły całkowicie lasem. Na północno-zachodnich zboczach Ćwilina odkryto w listopadzie 2001 r. podczas prac eksploracyjnych kilka jaskiń..


Szczytowa Polana Michurowa..
Kiedy docieram na kulminację Ćwilina (1072 m), szczytowa polana jest zupełnie pusta. Nie ma żywej duszy. Kompletna cisza i typowa letnia pogoda działają na mnie kojąco jak balsam. Dzięki powale białych chmur przepływających po błękitnym niebie, słońce co jakiś czas chowie się za chmurami i nie operuje nader mocno. Jest wprost idealnie i aż wręcz nierealnie jak na wakacyjny dzień.. Na szczycie poza dużą mapą Beskidu Wyspowego i słupkiem z nazwą kulminacji, zabudowano drewniane ławki 
i stół dla turystów.. Czas na drugie śniadanie..


Szczytowa polana Ćwilina nosi nazwę – Polana Michurowa. Jest jedną z największych polan w Beskidzie Wyspowym. Stromy i rozległy stok Polany Michurowej jest dobrym punktem startowym dla paralotniarzy. Powstała podobnie jak większość polan w Karpatach, w wyniku działalności Wołochów, którzy przybyli tutaj w XV w. ze swoimi stadami owiec i kóz. Polany otrzymywali w wyniku wypalania (tzw. cyrhlenia). Z czasem osiedlili się oni w dolinach i zmieszali z miejscową ludnością..


Przez kilkaset lat polana tętniła intensywnym życiem pasterskim. Wypasali tutaj mieszkańcy Jurkowa, Wilczyc i Łostówki. Na polanie stały trzy szałasy, w których latem gospodarzyli bacowie ze wspomnianych wsi.. Wspominał o nich jeszcze w 1951 r. Stanisław Pagaczewski w swym przewodniku „Babia Góra, Gorce i Beskid Wyspowy” pisząc: „Na polanie kilka szałasów, w których można w razie potrzeby przenocować. Opodal szałasów źródełka z doskonałą wodą”.


Pasterstwo odbywało się według wielowiekowych tradycji. Polanę podzielono na kilka części. Od nazwisk właścicieli pochodzą nazwy poszczególnych części polany: Gruszowskie Polany (zachodni skraj), Mihurowa Polana (w okolicach szczytu), Polana Mysoglądów i Polana Kuczaji (dolna część). W miarę wzrastania liczby ludności wzrastała też liczba wypasanego inwentarza, największe nasilenie pasterstwo osiągnęło przed II wojną światową. Wypasano nie tylko na polanie, ale również w otaczających ją lasach. Polana służyła także jako łąka, z której pozyskiwano siano dla bydła i owiec. Pod koniec XIX w., gdy Galicja była już przeludniona i wystąpił ogromny brak ziemi, polana została zaorana i uprawiano tu zboża, świadczą o tym istniejące do tej pory zagony i zarośnięte borówkami kupy kamieni zbierane z ornego pola. Nieopłacalnej na tej wysokości uprawy szybko jednak zaniechano, najstarsi ludzie już bowiem tego nie pamiętają. Pasterstwo utrzymywało się jeszcze przez jakiś czas po II wojnie światowej, jeszcze w latach 80 wypasał tutaj baca Kołodziej z Wilczyc. Ostatni szałas pasterski spalił się na początku lat 90-tych XX wieku...


Po załamaniu pasterstwa (z przyczyn ekonomicznych), oraz zaniechaniu pozyskiwania siana, obserwować tu możemy kolejne etapy naturalnej sukcesji ekologicznej. Polana zarasta już borówczyskami (borówka czarna) i zaczyna stopniowo samorzutnie się zalesiać. Pomimo licznych prób przywrócenia wypasu owiec oraz dopłat do koszenia trawy, polana zarosła już niemal całkowicie. Jej obszar na przestrzeni ostatnich lat zmniejszył się o około 70% ze szkodą dla kapitalnych widoków i różnorodności biologicznej. Aktualnie brzegi polany porasta młoda świerczyna. Na jej południowo-wschodnim skraju znajduje się źródełko wody oraz resztki kamiennego szałasu zbudowanego przez zbieraczy borówek. Źródełko to wiele lat temu wypływało znacznie wyżej (około 300 metrów) a obok stała najwyżej położona na polanie bacówka. Niewielką kulminację na zachód od szczytu miejscowi górale nazywają Cztery Kopce. Edward Moskała sugerował, że nazwa ta pochodzi od czterech mrowisk, które rzekomo niegdyś znajdowały się w tym miejscu. Bardziej jednak prawdopodobna jest wersja, że w tym miejscu schodziły się granice czterech sołectw oznaczone niewielkimi kopcami. W okresie międzywojennym na stokach Ćwilina istniał rezerwat głuszców.


Panoramy ze szczytu Ćwilina..
Opowiedziałem pokrótce historię szczytowej polany na Ćwilinie, zjadłem kanapki, wypiłem kubek kawy, więc czas troszkę popracować aparatem fotograficznym..
Niemal cała polana znajduje się na południowo-wschodnich stokach Ćwilina, od wysokości ok. 980 m n.p.m. aż po sam wierzchołek, a niewielkie jej połacie obejmują także pozostałe strony świata. Dzięki temu roztacza się z niej bardzo szeroka panorama widokowa. Kolejno od lewej strony widoczne są szczyty: Ostra, Cichoń, Mogielica, Krzystonów, Wielki Wierch (z tyłu za nim Lubań), Jasień, Gorc, Kobylica, Cyrkowa Góra, Marczakowa Skała i grzbiet Gorców od Kudłonia poprzez Turbacz i Obidowiec aż po dolinę Raby. W dole, na południowej stronie widać Dziurczak i Ogorzałą
a w zachodnim kierunku szczyty Lubonia Wielkiego i Szczebla. Przy dobrej pogodzie widoczne są odległe pasma górskie: Beskid Sądecki, Magura Spiska, Wielka Fatra, Wielki Chocz i Pasmo Babiogórskie z Babią Górą
To na tej właśnie polanie Kazimierz Sosnowski oglądając szczyty górskie wyłaniające się z mgły zalegającej doliny miał podobno sformułować określenie „Beskid Wyspowy”..
Kierunek południowo-wschodni i południowy.


zbliżenie - szczyt Mogielica (1170 m). Na kulminacji widoczna wieża widokowa..


zbliżenie - panorama w kierunku południowym. 0d lewej; oddalone pasmo Radziejowej, Mały Krzysztonów (984 m), Krzysztonów (1012 m), Wielki Wierch (1007 m), z tyłu Lubań (1225 m), Kiczora Kamienicka (1007 m), Jasień (1062 m), Gorc (1228 m).


zbliżenie - masyw Gorca (1228 m). Tutaj także widoczna na szczycie wieża widokowa.


Kierunek południowo-zachodni i zachodni to panorama od masywu Bieniowe w stronę grzbietu Gorców, od Kudłonia poprzez Turbacz i Obidowiec aż po dolinę Raby. Dalej na zachodzie wznoszą się szczyty Luboń Wielki, Szczebel, Lubogoszcz. W oddali we mgle za szczytem Lubonia pasmo Babiej Góry i Policy..


Zbliżenie w kierunku południowym i południowo-zachodnim na pasmo Gorców z kulminacjami od lewej: Bieniowe (1060-1150 m), Gorc Troszacki (1235 m), Kudłoń (1276 m), Jaworzyna Kamienicka (1288 m), Mostownica (1251 m), Turbacz (1310 m).


Zbliżenie – w tle masyw Gorców – od lewej Gorc Troszacki (1235 m), Kudłoń (1276 m), Jaworzyna Kamienicka (1288 m), na pierwszym planie 
w dole po prawej Dziurczak (797 m).


Ciąg dalszy pasma Gorców w kierunku południowo-zachodnim: od lewej Jaworzyna Kamienicka (1288 m), w dole Dziurczak (797 m), Mostownica (1251 m), Turbacz (1310 m), Suchy Groń (1043 m), Obidowiec (1106 m), Tobołów (994 m).


Zbliżenie na Mostownicę (1251 m), pośrodku Turbacz (1310 m), poniżej Turbaczyk (1078 m)


W kierunku południowym za pasmem Gorców wyłania się w oddali pasmo Tatr. Co prawda przejrzystość powietrza nie jest dzisiaj rewelacyjna, jednak w pewnym momencie w szkle obiektywu dostrzegam tatrzańskie szczyty..


Kierunek południowo-zachodni od szczytu Turbacza poprzez grzbiet Suchego Gronia, Obidowca i Tobołowa w kierunku Kotliny Rabczańskiej..


Przechodzę kilkanaście metrów w kierunku zachodnim. Panorama w tym kierunku obejmuje rozległą Kotlinę Rabczańską i dominujące masywy Lubonia Wielkiego i Szczebla.. Za masywem Lubonia wyłania się zza mgły pasmo Babiej Góry i Policy.. Może za parę chwil poprawi się widoczność to będzie je widać dokładniej..


Po lewej wzniesienie Lubonia Wielkiego (1022 m) po lewej Szczebel (977 m). Z tyłu we mgle Babia Góra (1725 m) i Polica (1369 m)..


Zbliżenie na szczyt Lubonia Wielkiego (1022 m). Widoczna wieża nadawcza radiowo-telewizyjna i budynek schroniska..


Na prawo od Lubonia Wielkiego wznosi się nieco niższy masyw Szczebla (977 m)..


Siadam na trawie pośrodku polany i rozglądam się wokół. Zupełna cisza i błogi nastrój działają wręcz usypiająco.. Po kilku minutach widoczność w kierunku Babiej Góry i Policy nieco się poprawia.. Teraz na zbliżeniu widać dokładnie grzbiety i kulminacje obydwu masywów..


Polana Michurowa oferuje nie tylko piękne panoramy, podziwiane z kulminacji Ćwilina.. W odległości ok. 200 metrów od szczytu, w zachodniej, górnej części polany znajduje się jeszcze coś, co warto zobaczyć odwiedzając Ćwilin. I właśnie w tamtą stronę kieruję teraz swoje kroki…


Przy samotnym, poskręcanym buku znajduje się kilka obiektów wzniesionych w różnych okresach dziejowych. Pierwszy z nich to piękny urokliwy, drewniany ołtarz polowy zbudowany latem 2000-ego roku
z okazji obchodów Roku Milenijnego przez mieszkańców czterech okolicznych wsi – Chyszówki, Półrzeczki, Jurków i Wilczyce.. Tuż obok ołtarza kamienny obelisk z wizerunkiem papieża Jana Pawła II. Podchodzę bliżej… Nad obrazem widnieje napis – „W hołdzie Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II – parafia Jurków 01.V.2011.”


Z tyłu za ołtarzem w cieniu korony rozłożystego buka,
niewielka kapliczka z ludową rzeźbą Chrystusa Frasobliwego, wystawiona w czasie wojny przez miejscowego bacę. Pod figurką przymocowano metalową tabliczkę z wyrytym tekstem pięknej Pieśni XXVJana Kochanowskiego i informacją nawiązującą do historii jej budowy: „Kapliczkę wzniesioną w 1941 r. przez J. Schnaydra i A. Millera odnowił we wrześniu 1969 r. za bacowania gazdy Kołodzieja z Wilczyc - Walery Krawczyński z synami”. Według relacji miejscowej ludności kapliczkę wystawiono ku pamięci A. Schnaydra, który zginął w trakcie hitlerowskiej akcji przeciwko tutejszym partyzantom.


Czas płynie nieubłaganie. Spoglądam na zegarek. Jest kwadrans po godzinie 13-tej. Na szczycie Ćwilina zabawiłem prawie 2 godziny. Trzeba pomalutku ruszać w drogę powrotną. Zanim przejdę na północną stronę szczytu, muszę jeszcze zajrzeć w jedno miejsce..


W dolnej części polany od strony południowej tuż przy granicy lasu znajduje się małe źródełko wody oraz resztki kamiennego szałasu, zbudowanego przez zbieraczy borówek. Źródełko to wiele lat temu wypływało znacznie wyżej (około 300 metrów) a obok stała najwyżej położona na polanie bacówka. Teraz pozostał szałas, a po bacówce tylko wspomnienie..


Ruszam na północne obrzeża szczytowej polany.. Dzięki częściowemu wyrębowi oraz widocznym w tym miejscu wiatrołomom, odsłoniła się rozległa panorama na północną stronę masywu Ćwilina..


Centralnym masywem zajmującym znaczną część północnej panoramy jest bliźniaczy szczyt Ćwilina - Śnieżnica (1006 m n.p.m.). Jej podłużny, zalesiony grzbiet ciągnie się na długości ok. 3 km. Śnieżnica ma trzy niemal równej wysokości, niezbyt wyróżniające się szczyty: główny, zwany Na Budaszowie, oraz położone na wschód od niego Wierchy i Nad Stambrukiem. Są one szczególnie dobrze widoczne z tego miejsca, gdzie teraz stoję.. Śnieżnica wznosi się ponad miejscowościami: Kasina Wielka, Gruszowiec, Dobra, Porąbka i Wola Skrzydlańska. Od Ćwilina oddzielona jest głęboką przełęczą Gruszowiec. Najwyższy szczyt opada w północnym kierunku stromym zboczem, wznoszącym się ok. 500 m ponad doliną.


- zbliżenie na kulminację Śnieżnicy. Widoczne wyraźnie jej trzy zalesione wierzchołki – od lewej: Na Budaszowie, Wierchy, Nad Stambrukiem..


- zbliżenie na dolinę rzeki Łososina z zabudowaniami miejscowości Dobra, Podłopienia i oddalonego Tymbarku (po prawej).
Za miejscowością Dobra widać niewysokie zielone wzniesienia: Kostrza (719 m), Stronia (664 m) i Zęzów (692 m). Za nimi w oddali podłużny grzbiet Pasierbieckiej Góry (763 m) i Kamionnej (801 m)..


Szczyty Beskidu Wyspowego są wyjątkowe nie tylko ze względu na ich ukształtowanie i indywidualne wyodrębnienie w krajobrazie tego regionu. Prawie z każdym z nich związana jest jakaś legenda, a nierzadko tragiczne dziejowe wydarzenia. Ćwilin nie jest wyjątkiem. Jego historia została zapisana zarówno na kartach zbioru górskich legend, a także w powojennych kronikach historycznych dotyczących katastrof lotniczych.. Na koniec mojej wizyty na szczycie Ćwilina, opowiem o tych dwóch ciekawych historiach..


Legenda o Łopieniu, Mogielicy, Śnieżnicy i Ćwilinie..
Było to bardzo dawno temu, kiedy w okolicy Dobrej żyli ludzie zwani wielkoludami. Władcą tych okolic był niejaki Łopień, człowiek średniego wzrostu. Żoną jego była Mogielica, dużo wyższa od niego. Łopień był bardzo dobrym gospodarzem i żył w zgodzie ze wszystkimi sąsiadami. Jednym słowem był złotego serca i nazywano go "Łopień - Złotopień". Mogielica natomiast była bardzo niedobra: nerwowa, wybuchowa, niezgodna. Z tego też powodu nazywano ją wiedźmą.


Mieli jedną córkę, bardzo piękną, zgrabną i wysoką. Była dobrą dziewczyną a swoją dobrocią zjednała sobie wszystkich w posiadłości swojego ojca i poza jej granicami. Na imię miała Śnieżniczka. Wielu kawalerów spoglądało na nią, ale niedobra matka zasłaniała Śnieżniczkę mgłą przed ich wzrokiem.


Pewnego razu dowiedział się o Śnieżniczce piękny i przystojny młodzian imieniem Ćwilin. Przyszedł z dalekich stron i pokłonił się pięknie Mogielicy i Łopieniowi "Złotopieniowi", prosząc o rękę ich córki. Łopieniowi od razu spodobał się Ćwilin i zgodził się na jego ślub ze Śnieżniczką. Matka Mogielica zapałała nienawiścią do Ćwilina i nie pomogły perswazje Łopienia, ani prośby Ćwilina i Śnieżniczki. Odszedł smutny Ćwilin, a za nim szła odprowadzając go smutna, zapłakana Śnieżniczka. Nie mogli tak się rozstać, bo połączyło ich uczucie miłości i kiedy ostatni raz spojrzeli sobie 
w oczy, serca ich nie wytrzymały i pękły wraz.


Ich mogiłom świeżym i wysokim jak góry przypatrywali się rywale Ćwilina: Turbacz, Luboń, Jasień, Ciecień i inni. Łopień był bardzo przygnębiony z powodu straty córki i niedoszłego zięcia Ćwilina. Ciągle przesiadywał koło mogił ukochanych dzieci, a do swojej żony Mogielicy nie odzywał się wcale. Z biegiem czasu mogiły pokryły się mchem i krzewami a potem wyrósł na nich piękny las. W ten sposób powstały piękne góry, które do dziś dnia nazywają się "Śnieżnica" i "Ćwilin". Ludzie do dzisiaj śpiewają w Dobrej śpiewkę:
Ćwilinie, Ćwilinie, coześ tak łosowioł?
Cy cie mgła przyległa, ci cie dyscyk poloł?
Dyscyk mnie nie poloł, mgła mnie nie przyległa,
Ino ta Śnieżniczka łode mnie łodbiegła ...
(poniżej dwa bliźniacze wzniesienia Ćwilina i Śnieżnicy)


Łopień ciężko przeżył stratę ukochanych i to stało się przyczyną jego choroby. Położył się koło ich mogił i wnet zakończył swoje życie. Jego grób pokryły krzewy i lasy a w jego miejscu powstała trzecia góra, zwana do dziś "Łopień". Mogielica wtedy została sama, nielubiana przez nikogo, zżerana przez zgryzoty i wyrzuty sumienia. Postarzała się, zbrzydła, wyłysiała.. Kiedy czuła, że koniec jej bliski, położyła się w pobliżu mogiły swojego męża Łopienia-Złotopienia. Jej grób również pokryły krzewy i lasy i powstała z niego najwyższa góra zwana "Mogielicą". Z tej góry wytrysły źródła, które dały początek rzece zwanej Łososinka. Podobnie jak kiedyś Mogielica, rzeka złości się i pieni, porządnie daje się we znaki okolicom, przez które przepływa.
(poniżej sąsiadujące szczyty Łopienia i Mogielicy)


Szczyt Mogielicy także z czasem „wyłysiał”. W każdą świętojańską noc zlatują się na jego „łysą” polanę czarownice i wiedźmy z całych Gorców, na naradę. Na skale prostej jak ściana wydrapują pazurami znaki, żeby świadczyły o ich pobycie.
Tak według legendy wyglądało powstanie naszych pięknych gór: Śnieżnicy, Ćwilina, Łopienia i Mogielicy.

Katastrofa samolotu Lisunow Li-2 PLL LOT.
Opowiem jeszcze jedną historię związaną z masywem Ćwilina. Tym razem to już nie legenda, a prawdziwe zdarzenie, zapisane w kronikach katastrof lotniczych.. Zatem posłuchajcie..


W dniu 19 marca 1954 roku z lotniska w Warszawie wystartował samolot Lisunow Li-2 Polskich Linii Lotniczych LOT na rejs do Krakowa. Li-2 był licencyjną produkcją ZSRR na podstawie amerykańskiego samolotu DC-3 (Dakota).. Posiadał dwa silniki o mocy 840 KM każdy, zabierał 26 pasażerów i 4 osobową załogę złożoną z 2 pilotów i 2 stewardes. 
W ówczesnym czasie samoloty PLL LOT z Warszawy do Krakowa  latały nieco inną trasą. Kierowały się na Dąbrowę Tarnowską, gdzie była radiolatarnia, a następnie skręcały na Kraków. Po minięciu radiolatarni w Dąbrowie Tarnowskiej, która w tym dniu miała awarię zasilania, samolot utracił zdolności prawidłowej nawigacji. Z powodu błędu nawigacyjnego oraz złej pogody spowodowanej gęstą mgłą, zboczył z zaplanowanej trasy i niespodziewanie znalazł się nad Przełęczą Gruszowiec. Lecąc w gęstej mgle pilot w ostatniej chwili zauważył stoki Ćwilina. Podciągnął maszynę do góry, by nie zderzyć się czołowo i złagodzić w ten sposób impet uderzenia. Dzięki temu manewrowi samolot osiadł niemalże równolegle do stoku, co bezpośrednio uratowało życie pasażerów. Zginęła bowiem tylko jedna osoba z 23 znajdujących się na pokładzie, a pozostałe zostały ranne. Samolot rozbił się wysoko, nad osiedlem Granice (przysiółek Bursawina), koło Gruszowca, na wysokości około 950 m n.p.m.. W warunkach dużego zaśnieżenia okoliczni mieszkańcy przez cały dzień na prowizorycznych noszach z gałęzi świerkowych i na własnych plecach znosili rannych do karetek, które stały na dzisiejszej drodze krajowej nr 28. Szczątki wraku Li-2 w późniejszych dniach przetransportowano do Limanowej, gdzie przez pewien czas leżały obok Bazyliki.
Poniżej – oryginalne zdjęcie samolotu Li-2P w barwach PLL LOT..


Koniec opowieści dziwnej treści.. Dochodzi godzina 14-ta, czas ruszać w dół niebieskim szlakiem do Jurkowa, gdzie rano pozostawiłem samochód.. Może w drodze powrotnej wejdę głębiej w las i poszukam grzybów..?? Zobaczymy.. Kamienistą leśną dróżką schodzę wschodnim zboczem Ćwilina, podziwiając panoramę w kierunku Mogielicy i Łopienia, których szczyty ukazują się w pewnym momencie ponad wierzchołkami świerkowego młodnika...


Tyle co wszedłem w las i już są pierwsze grzybki.. Po paru chwilach kolejne.. W bukowych partiach lasu rosną przepiękne borowiki.. Aż żal serce ściska, że nie mam czasu i celem mojej wędrówki nie jest grzybobranie, bo napakował bym tutaj cały kosz..


Po półtoragodzinnym marszu wychodzę na skraj lasu porastającego wschodnie zbocza Ćwilina.. Pojawiają się znajome widoki z porannego spaceru. Zielone masywy Łopienia i Mogielicy dumnie wznoszą się po przeciwległej stronie, ponad doliną rzeki Łososina i zabudowaniami wsi Jurków..


Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na królową Beskidu Wyspowego – Mogielicę i mogę spokojnie pakować się do samochodu. Piękny, relaksowy spacer na Ćwilin zakończony. Spoglądam na zegarek. Jest 15:30.. 
Cała marszruta łącznie z byczeniem się na szczycie, fotografowanie i oglądanie wszystkich ciekawostek zajęła mi 6 godzin.. Sześć wspaniałych godzin, w czasie których odpocząłem psychicznie, podładowałem akumulatory na następne dni i co najważniejsze, zapomniałem całkowicie 
o sprawach służbowych, troskach życia codziennego.. Mam przed sobą kolejne wolne dni, zarezerwowane na beskidzkie szlaki, więc serce się raduje.. Wieczorem troszkę poczytam, przepakuję plecak, przeglądnę trasę jutrzejszego marszu i wczesnym rankiem wyruszę na kolejną piękną wyprawę beskidzkimi ścieżkami.. Gdzie tym razem?? Nie powiem, sami niedługo zobaczycie.. Zapewniam, że będzie to nie mniej wspaniała wędrówka, a może nawet jeszcze bardziej ciekawa i malownicza..?? 
Do następnego spotkania na szlaku.. Hejj.


Koniec…


2 komentarze:

  1. super wędrówka z opowieściami w tle , czekam na kolejne .... fajnie mi się łazi :) dzięki i pozdrawiam Jędrusia z ADHD :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwila zadumy...krajobrazy, później piękna legenda, wypadek samolotu a na końcu zbieranie grzybów. Tyle emocji a tylko jedna wędrówka. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń