piątek, 27 marca 2015

  


CZ.X
Klejnoty Khmerskiej sztuki ukryte w dżungli..
- Świątynia BANTEAY SREI
- Świątynia BANTEAY SAMRE
ciąg dalszy..
Świątynny kompleks Banteay Srei zwiedzony, sfotografowany, sfilmowany 
i spenetrowany w każdym zakamarku, możemy jechać dalej. Kilka minut po godzinie 14-tej wyruszamy z parkingu pod świątynią Banreay Srey na południowy-zachód, w kierunku Angkoru. Na dzisiejsze popołudnie mamy 
w planie jeszcze jedną kameralną świątynię o nazwie Banteay Samre, którą zwiedzimy w drodze powrotnej. Myślę, że będzie nie mniej piękna niż Banteay Srei.


Podobnie jak miało to miejsce w godzinach przedpołudniowych, zagłębiamy się w obszar porośnięty roślinnością tropikalnego lasu. Niewygodny, wyboisty trakt przecina w prostej linii tereny przynależące do Angorskiego Parku Archeologicznego. Siedzę z nosem przy szybie, wgapiony 
w przesuwający się za oknem krajobraz. Co jakiś czas mijamy niewielkie skupiska wiejskich domków, skryte w cieniu tropikalnej dżungli..


W klimatyzowanym autokarze szybko wracają siły witalne nadszarpnięte podczas łażenia po nagrzanych, kamiennych ruinach Banteay Srei. 
Ktoś rzuca propozycję, aby stanąć na chwilę w jednej z wiejskich osad mijanych po drodze, celem zintegrowania się z tubylcami i nawiązania przyjacielskich stosunków polsko-khmerskich... Nasz młody Khmerski przewodnik reaguje szybko i bardzo pozytywnie, na tę nieprzewidzianą opcję w planie dzisiejszego zwiedzania. Po kilku kolejnych minutach jazdy zatrzymujemy się na skraju drogi, przy paru wiejskich chatach, skrytych 
w cieniu tropikalnego lasu.


WIOSKA KHNA
Kokosy, młode wino i Khmerskie wesele..
Niewielka osada nosi nazwę Khna i z tego co mówi nam przewodnik, można tutaj przepłukać zakurzone gardła smacznym, świeżym mlekiem kokosowym, ponieważ tubylcy chętnie goszczą przejeżdżających turystów tym specjałem. Wokół sporo palm kokosowych, więc bufet otwarty jest non-stop. 
Tutejszy „kelner”, drzemiący w hamaku rozwieszonym pomiędzy pniami palm, na widok zatrzymującego się autokaru reaguje błyskawicznie. Podbiega do naszej grupki wysiadającej z pojazdu i łamaną angielszczyzną pyta, czy mamy ochotę na kokosowego drinka… Kiedy kilka osób decyduje się na skosztowanie kokosowego mleka, młody Khmer momentalnie przystępuje do akcji pod hasłem  Kubek mleka dla każdego Polaka..
Jak się okazuje, „obsługa” kokosowego baru posiada zwinność naszych małpich przodków.. Po długiej, bambusowej tyczce ze szczebelkami, umocowanej w formie drabinki wzdłuż pnia palmy kokosowej, Khmerski wspinacz sprawnie wdrapuje się kilkanaście metrów w górę.


Wspinacze zwinni jak małpy..
Zaopatrzony w dużą, ostrą jak brzytwa maczetę zatkniętą za pasem oraz dwie bambusowe tuby zawieszone u boku, w ciągu kilkunastu sekund dociera do korony wysokiej palmy kokosowej. W ruch idzie maczeta i kokos zostaje wycięty w mgnieniu oka.. Porozumiewawczy okrzyk wspinacza do stojącego na dole drugiego Khmera i kilkukilogramowa kula ląduje na ziemi. Trzeba uważać, by nie podejść zbyt blisko, ponieważ spadające kokosy pozbawiły życia już niejednego człowieka..


Spoglądając w górę na wspinającego się Khmera, pytam naszego przewodnika, jakie zastosowanie mają bambusowe tuby przytwierdzone 
do jego paska..??. Otóż jak się okazuje, są to naczynia na sok palmowy
Wbrew pozorom, palma kokosowa to nie tylko pospolite drzewo w tropikach dające cień i owoce pod postacią orzecha, to także życiodajna roślina oferująca wiele innych produktów, potrzebnych do bytowania tutejszych mieszkańców. W sanskrycie hinduskim palma kokosowa nazywana jest vriksha kalpą - "drzewo, które dostarcza wszystkiego co niezbędne do życia". W języku malajskim znana jest jako pokok guna Seribu - "drzewo 
o tysiącu zastosowaniach". Na Filipinach palmę kokosową określa się "drzewem życia".


Specjały z palmy kokosowej..
Praktycznie każda część palmy kokosowej może być w jakiś sposób wykorzystana przez ludzi. A zastosowań jest faktycznie dużo. Szkoda czasu na opisywanie poszczególnych produktów, przedstawiłem to zatem w formie ilustracji poniżej…


Wróćmy jednak do owych bambusowych naczyń. Jednym z ważniejszych produktów pozyskiwanych z palmy jest sok palmowy, nie mylić z sokiem kokosowym. Sok otrzymuje się poprzez nacinanie kwiatostanów palmy. Najpierw opukuje się kwiatostan drewnianym młotkiem, a później po ścięciu jego szczytu przywiązuje tak, aby wypływający z niego sok ściekał do podstawionego bambusowego naczynia, takiego jakie wisi u paska naszego wspinacza. Naczynia opróżnia się dwa razy dziennie, za każdym razem ponawiając nacięcie. Sok pozyskuje się przez 8 miesięcy w roku, a przez 
4 miesiące pozwala się palmie „wypoczywać”. W ciągu dnia palma daje 
od 0,5 do 3 litrów soku.


Poniżej – kwiatostan palmy kokosowej


Poniżej- założone naczynia bambusowe na kiść naciętego kwiatostanu
do których spływa sok palmowy.


Sok palmowy zawiera 12,3-17,4% cukru i 0,23-0,32% białka oraz dużo witaminy C (około 30 mg%). Przez jego odparowanie otrzymuje się cukier palmowy” (jagerry).


Z cukru palmowego Azjaci wyrabiają słodycze w postaci tabliczek, cukierków itp. Poniżej takie właśnie tabliczki cukrowe, powstałe po karmelizacji cukru.


TODDY i ARAK
Sposób na dobry humor i udany sex..
To nie koniec specjałów wytwarzanych z soku palmowego. Są jeszcze produkty, które cieszą się wśród tubylców dużym popytem. 
Mowa oczywiście o alkoholu. Sok palmowy ma przyjemny smak i może być pity bezpośrednio lub po fermentacji. Sfermentowany sok, zwany „toddy” lub w Indonezji „tuak”, zawiera około 5% alkoholu, przypomina piwo i jest bardzo popularny w południowo-wschodniej Azji, a zwłaszcza w Sri Lance. Słodki, odurzający smak uzyskuje już po dwóch dniach fermentacji. 
Poprzez destylację toddy można otrzymać mocniejszy alkohol zwany arak 
(o zawartości alk. 30-55%), a przez kwaśną fermentację ocet palmowy
Z soku palmowego produkuje się też bardzo poszukiwane, ulubione przez tubylców, wino palmowe, uchodzące za afrodyzjak i spożywane przez to 
w dużych ilościach. Nie jest to jednak działanie potwierdzone przez współczesne badania, ale ponieważ sok palmowy, jak i sok kokosowy 
z orzecha jest bardzo odżywczy, ma on pozytywne działanie również na seksualność..
Poniżej – młode wino palmowe „toddy”


Jak wleźć i nie spaść..
Metod zbiorów orzechów kokosowych jest kilka. W Indochinach istnieje nawet zawód „wspinacza”. Na terenach Indii, Malezji czy Tajlandii, gdzie stworzono potężne plantacje palm kokosowych, do zbiorów orzechów szkoleni są tubylcy, którzy ze zwinnością małp wspinają się na wysokie palmowe pnie. Istnieją tam specjalne szkoły uczące młodzież, zarówno chłopców jak i dziewczęta, sztuki wspinania się i zbioru orzechów kokosowych. Pieczę nad tym niecodziennym zawodem sprawuje Indyjski Departament Rolnictwa. Podczas swej pracy wspinacze używają sztywnej liny, w formie pętli-uprzęży oplecionej wokół ramion i pasa oraz mniejszej pętli oplecionej wokół stóp, maczet do wycinania w pniu palmy malutkich „schodków”, a także tradycyjnych bambusowych drabinek, co widać na fotce poniżej.. Dobry wspinacz wycina orzechy na jednej palmie w około 
2 minuty, po czym zrzuca je w dół. Wspinacze pracują zazwyczaj od godzin porannych do południa i są w stanie za ten czas zerwać setki kokosów.


Drink bar na piątym piętrze…
Jeśli zdarzy się, że któryś ze wspinaczy jest na alkoholowym głodzie lub ma ochotę na szybkiego drinka, może „walnąć lufę” od razu z „gwinta” 
w koronie palmy, ale czy po takim baniaczku ten facio zejdzie bezpiecznie, czy też spadnie jak dojrzały kokos ??...


Małpiszony w akcji..
Czasem pozwala się dojrzałym owocom spaść samoczynnie na ziemię
a czasem są one zrzucane przez tresowane małpy. Tak, tak, małpy są świetnymi zbieraczami owoców.. W Tajlandii i Malezji wyszkolone makaki 
są wykorzystywane do zbierania kokosów. W południowej Tajlandii 
i w malezyjskim stanie Kelantan istnieją specjalne szkoły szkoleniowe dla makaków z gatunku Lapunder. Co roku odbywają się także zawody, wyłaniające najszybszą małpę-zbieracza..


LAPUNDER
Małpa-wspinacz
Lapunder to małpa wąskonosa z rodziny makakowatych. Osobniki tego gatunku są duże i krępe. Długość ciała waha się z granicach 47–58 cm, natomiast masa ciała tych małp dochodzi do: samce 10–14 kg
samice 5–11 kg. Długość ogona: 14–23 cm. Lapunder ma także śmieszny pysk, przyozdobiony bokobrodami i małą bródką..


Ten gatunek małpy zamieszkuje lasy i obszary uprawne w Indiach, Tajlandii, Malezji jak również na Sumatrze i na Borneo. Grupę stadną tworzy od 15 do 40 osobników. Lapundery prowadzą nadrzewny tryb życia, na ziemię schodzą w przypadku niebezpieczeństwa. 
Populacja w 1975 roku liczyła 45 000 osobników; na Borneo gatunek prawie zaniknął. Udomowione Lapundery doskonale spisują się w zrywaniu orzechów kokosowych...


Młody Khmerski wspinacz szybko i sprawnie wyciął kilka zielonych kokosów, zrzucił je na ziemię, gdzie „pomocnik-barman” zabrał się za przygotowanie kokosowego drinka... Kilkoma wprawnymi cięciami maczety pozbawił orzecha górnej części i wyciął w białym miąższu dziurkę, by dostać się do wody kokosowej, po czym powsadzał słomki do picia. W parę chwil drinki gotowe..!!!.


Spragniony jakiegokolwiek płynu, łapię za pierwszy z brzegu duży, zielony kokos ze słomką i łapczywie zaczynam ssać kokosowy nektar. 
Woda kokosowa z niedojrzałych, zielonych owoców jest przeźroczysta. 
W niczym nie przypomina wyglądem i właściwościami mleczka kokosowego, białego płynu otrzymywanego poprzez zalanie gorącą wodą miąższu występującego w bardziej rozwiniętych owocach. Woda kokosowa 
w odróżnieniu od mleczka kokosowego nie zawiera tłuszczów. Zawiera za to dużo potasu, składników mineralnych oraz witamin i z tego względu zalecana jest dla sportowców. Optymalne proporcje glukozy i potasu sprawiają, że często podawana jest także rekonwalescentom. 
No to na zdrówko..!!!


Pragnienie ugaszone, ruszamy zatem pomyszkować pomiędzy domostwami 
i straganami tubylców. Przydrożne wioski usytuowane na obszarach tropikalnego lasu, to ubogie sektory kambodżańskiego społeczeństwa. Jedyna okazja zarobienia jakiegoś grosza przez tubylców, nadarza się podczas krótkiego postoju turystów. Większość czasu spędza się tutaj poza chatą na świeżym powietrzu, pod różnego rodzaju zadaszeniami, plandekami itp., gotując posiłki, zajmując się pracami przydomowymi oraz wytwarzaniem rękodzieła z zasobów lasu czyli koszyków, kapeluszy, naczyń, ozdóbek i pamiątek dla turystów. Tak jak rower jest tutaj dość popularnym wehikułem do przemieszczania się, tak hamak stanowi idealne rozwiązanie na popołudniowe drzemki...


WESELE pod palmami…
Kiedy buszuję pomiędzy chatami tubylców, w pewnym momencie dobiega do mych uszu rytmiczna, wręcz dyskotekowa nuta. Z ciekawości ruszam 
w tamtą stronę, wołając przy okazji mojego kumpla Jorgusia, który kręci się w pobliżu z kamerą. Mijamy kilka domostw i wchodzimy na zaplecze wioski. Muzyka staje się coraz bardziej donośna, słychać także wesołe, głośne rozmowy. Pośród zieleni drzew dostrzegam kolorowe zadaszenia, rozstawione stoły z jedzeniem i sporą ilość roześmianych, tańczących ludzi. Chyba trafiliśmy na jakiej lokalne uroczystości !!!. Kamera oraz aparat fotograficzny idą w ruch i w tym momencie zostajemy dostrzeżeni przez rozbawionych tubylców. Z grona imprezowiczów momentalnie wyskakuje dwóch młodych mężczyzn i z szerokim uśmiechem na twarzach zapraszają nas do wzięcia udziału w zabawie.. Okazuje się, że trafiliśmy na Khmerskie wesele !!!. Kiedy dajemy się namówić na chwilkę zapomnienia, otacza nas spore grono biesiadników, witając się serdecznie i podsuwając nam pod nos różne weselne specjały. Jednak dwaj główni weselni barmani, którzy jak się wyjaśnia w trakcie rozmowy, są braćmi panny młodej i zarazem drużbami, od razu „ustawiają” sprawy na właściwe tory. W dużych, półlitrowych szklanicach mieszają nam tajemnicze drinki na tzw. „dobry początek”. 
U nas to się nazywa zwyczajnie „karniakiem” albo „szybką lufą”...


W chwili, gdy zaczyna grać muzyka, pod kolorowymi zadaszeniami rozstawionymi pomiędzy pniami palm, robi się tłoczno. Goście weselni, przeważnie młodzi ludzie, wychodzą tłumnie na parkiet, a właściwie na ubite klepisko. Nastrój dopisuje, bo mocne drinki robią swoje, na dodatek temperatura w cieniu dochodzi do 40 stopni Celsjusza.


Typowa wiejska potańcówka, ale z fasonem. Choć jak ogólnie wiadomo, 
w tych Kambodżańskich wioskach panuje bieda i nikomu się „ nie przelewa”, to na weselu muszą być suto zastawione stoły. Z ciekawości zerkam na weselne potrawy, ale prawie żadnej nie znam poza puszkowym piwem, którego tutaj jest wszędzie pod dostatkiem...


Z tłumu gości weselnych wyłania się w pewnym momencie para nowożeńców i z serdecznym uśmiechem na twarzy podąża w naszym kierunku, aby się przywitać. Młodzi, sympatyczni Khmerowie osobiście zapraszają nas do stołu, jednak musimy podziękować za ich gościnność 
i ruszać w dalszą podróż. W planach naszej imprezy nie było „baletów” 
na Khmerskim weselu, to czysty zbieg okoliczności... Jeszcze tylko wzajemne uprzejmości, pamiątkowa fotka uroczej pary młodej solo oraz 
w duecie z wszędobylskim, wesołym drużbą i możemy jechać dalej..


W drodze do BANTEAY SAMRE..
Jak powiadają – Wszędzie dobrze, ale.... w klimatyzowanym autokarze najlepiej, zwłaszcza przy takich temperaturach.. Zmierzając na 
południowy-zachód w kierunku Angkoru, mijamy kolejne Khmerskie wioski, wtopione w zieleń tropikalnego lasu.


Pośród małych ubogich domostw, skleconych z desek, kawałków blachy 
i bambusa pojawia się sporo straganów, wiejskich sklepików....


Kolejne odsłony krajobrazu przesuwającego się za oknem autokaru, upewniają mnie w przeświadczeniu, że czas zatrzymał się tutaj w miejscu wieki temu.. Poniżej fotki zrobione przez mnie w 2014 roku
a dla porównania pod nimi czarno-białe fotografie Khmerskich wiosek 
z początków poprzedniego stulecia..


Poniżej - fotki z lat 1900-1930.


Po 20 minutach jazdy, z głównej drogi wiodącej w kierunku Angkoru, 
we wsi Pradak skręcamy na wschód. Wąską, asfaltową drogą wcinającą się w zielone rewiry tropikalnej dżungli, docieramy na niewielki parking, zbudowany z myślą o odwiedzających to miejsce turystach. Parking to po prostu kawałek czerwonego placu, pokrytego laterytową glinką, wykarczowanego pośród gęstwiny tropikalnego lasu. Umiejscowiono tutaj niewielką lokalną restauracyjkę, dość przyzwoite toalety i punkt kontroli biletów.


Wychodząc z autokaru sprawdzam jeszcze raz torbę ze sprzętem foto, wymieniam puste butelki zabierając z podręcznej, autobusowej lodówki schłodzoną wodę mineralną i ruszam na końcu grupy za naszym Khmerskim przewodnikiem. Od parkingu samochodowego w kierunku południowym prowadzi szeroka aleja wycięta w zielonej ścianie drzew. Zmierza ona w linii prostej ku północnej ścianie świątyni Banteay Samre, ukrytej w gąszczu tropikalnego lasu.


Aleja ciągnie się na długości około 300 metrów, doprowadzając do północnej bramy wejściowej, zabudowanej w murach otaczających świątynię.. Podobnie jak na całym obszarze Angkoru, tak i tutaj dominuje czerwień laterytowego podłoża.. Wyschnięta na pieprz gleba, z każdym krokiem wznieca obłoki pyłu i już po kilku krokach pokrywa ceglastym nalotem obuwie oraz stopy.. Na poboczu drogi tubylcy rozłożyli kilka straganów z pamiątkami i ręcznie malowanymi obrazami oraz prowizoryczne chłodziarki z napojami.


Po kilku minutach marszu przy końcu alei ukazują się laterytowe mury świątyni Banteay Samre, z zabudowanym pośrodku ozdobnym, północnym wejściowym gopuramem…


Kiedy przystaję na moment i kieruję obiektyw aparatu na wejściową bramę, z lewej strony, wydeptaną ścieżką zza załomu murów wychodzi kilku śniadych mnichów. Ich wygolone głowy zakrywają małe chusteczki. 
Upał w popołudniowych godzinach jest tutaj nieznośny. Podstawowa rzecz w takich warunkach to nakrycie głowy i duuużo wody do picia. Ścieżka, którą od wschodu zmierza grupka mnichów, prowadzi w kierunku głównego wschodniego wejścia do świątyni Banteay Samre. Aleja wycięta w gąszczu dżungli, którą ja dotarłem w rejon świątyni, doprowadza do jej murów 
od północnej strony ze względu istniejącej infrastruktury drogi dojazdowej od wsi Pradak, zatem aby ujrzeć główne wschodnie ceremonialne wejście, trzeba zboczyć w ową ścieżkę lub po zakończeniu zwiedzania wyjść wschodnim gopuramem. Postanawiam wejść przez północną, boczną gopurę, by nie obchodzić niepotrzebnie świątynnych murów..


Historia świątyni BANTEAY SAMRE
Zanim przekroczymy świątynne progi, kilka zdań wprowadzających w szczegóły historyczne i architektoniczne Banteay Samre..
Banteay Samre jest jedną z niewielu świątyń na obszarze Angkoru, 
gdzie można jeszcze w stosunkowo spokojnej, nieprzeludnionej atmosferze wybrać się na nastrojowy spacer i spędzić w ciszy parę chwil pośród tysiącletnich murów... Znajduje się ona na uboczu standardowych tras turystycznych i jest nieco bardziej oddalona od popularnych świątyń Angkoru. Nie zagląda tutaj tak wielu turystów jak do pozostałych obiektów sakralnych. Ponieważ nie znaleziono żadnej zapisanej steli, podającej informacje o powstaniu świątyni, nie znana jest dokładna data jej zbudowania. Naukowcy i archeolodzy na podstawie stylu architektonicznego, kamiennej ornamentyki oraz inskrypcji naściennych określają czas powstania budowli na pierwszą połowę XII wieku, w okresie panowania króla Suryavarmana II (1113-1150). Świątynia Banteay Samre wykazuje wiele podobieństw z centralną świątynią Angkor Wat, być może dlatego, iż powstała po niej w krótkim czasie. Została poświęcona hinduskiemu bogu Wisznu, jednak z czasem dodano także pewne buddyjskie płaskorzeźby, naśladujące architektoniczny styl Bayon. Wizerunki Buddy zostały niestety w większości zniszczone, prawdopodobnie w połowie 
XIII wieku, kiedy do władzy doszedł Jayavarman VIII, wyznawca hinduskiego boga Śiwa.


Poniżej – władca Suryavarman II


Nazwa Samre wzięła się od pradawnej etnicznej grupy - ludu Samres
Byli oni rdzennymi mieszkańcami pobliskich górskich terenów, osiadłymi
u podnóża wzgórz Phnom Kulen, lecz do dzisiaj nie wiadomo, skąd pochodzili. Posługiwali się dialektem wywodzącym z języka Khmerskiego, jednak nieco odmiennym w wymowie. Niedaleko świątyni znajduje się mała wieś Pradak, przez którą przejeżdżaliśmy. Mieszkańcy tej wsi także posługują się podobnym dialektem do ludu Samres, stąd przypuszczenia naukowców, iż są oni ich potomkami.


Banteay Samre to jedna z mniejszych Angkorskich świątyń. Do jej budowy wykorzystano te same materiały, jak w zwiedzanej kilka godzin wcześniej świątyni Banteay Srei, czyli czerwone laterytowe cegły i piaskowiec, 
z tą różnicą, że zastosowany tutaj piaskowiec ma odcień szaro-żółty, 
a nie różowy... Świątynia Banteay Samre jak większość Khmerskich świątyń zorientowana jest na wschód. Oznacza to, że główne ceremonialne wejście znajduje się po wschodniej stronie murów. Od wschodu przez zieloną dżunglę w kierunku kompleksu świątyni prowadzi 200 metrowej długości 
i 6 metrowej szerokości ziemna grobla. Grobla ta w formie ceremonialnej alei wyłożona jest laterytowymi płytami i otoczona po obydwu stronach balustradą z wizerunkami węża Naga (wielogłowy święty wąż). 
W obecnym czasie jest ona dosyć mocno zniszczona, ale mimo wszytko nadaje dostojeństwa samej świątyni. Zobaczymy ją na zakończenie naszej wędrówki po świątynnym terenie.
Poniżej – widok Banteay Samre z powietrza.


Świątynie Khmerów są zazwyczaj otoczone koncentryczną serią ścian, 
z centralnym Sanktuarium w środku. W tym wypadku są to dwie odbudowy laterytowych murów, zawierające się na planie prostokątów. 
Ściana zewnętrzna czyli II obudowa murów świątyni nie jest duża i zamyka się bokami prostokąta o wymiarach  83m x 77m (z dłuższymi bokami od północy i południa), natomiast ściana wewnętrzna czyli I obudowa świątyni zamyka pole prostokąta o bokach 44m x 38m (z dłuższymi bokami także od północy i południa). W każdym z owych boków znajdują przejścia w formie ozdobnych bram-gopuramów, zbudowane na planie krzyża z dwoma bocznymi skrzydłami, które prowadzą do galerii.. Wzdłuż wewnętrznych murów I i II obudowy ciągną się podcienia galerii, tworzące portyk złożony z eleganckich filarów piaskowca. Jego boczne nawy były niegdyś pokryte podwójnie łamanym dachem, który niestety uległ zniszczeniu. 
Jak się przekonamy w czasie zwiedzania, galerie i gopuramy II zewnętrznej obudowy są znacznie bardziej imponujące niż I wewnętrznej obudowy. Ozdobne gopuramy zbudowano na planie krzyża. Zachodni, północny oraz południowy gopuram są nieco większe od gopuramu wschodniego 
i zachowały się w dużo lepszym stanie. Gopuram wschodni został najbardziej uszkodzony zarówno zębem czasu, jak i ludzkim destrukcyjnym działaniem..


Poniżej schemat świątynnego kompleksu Banteay Samre


PÓŁNOCNY GOPURAM II obudowy
Na razie dość historii i szczegółów architektonicznych. 
Ruszamy na zwiedzanie..
Zewnętrzna II obudowa to wytrzymała ściana zbudowana z czerwonych laterytowych bloczków. Mur ma wysokość około 6 metrów i zamyka pole prostokąta o bokach 83m x 77m. Naukowcy przypuszczają, iż mur został powiększony i podniesiony na przestrzeni wieków przez kolejne pokolenia, w strategicznych celach obronnych. Miał stanowić skuteczną obronę przed wrogimi wojskami Księstwa Cham, sąsiadującego od wschodu z Khmerskim Imperium. Pośrodku każdego boku, w laterytowym murze zabudowano wejściowe gopury.


Północna wejściowa brama-gopura poprzedzona jest kamiennym portykiem, w którym dwa rzędy kwadratowych kolumn podtrzymują dach i ozdobny, rzeźbiony fronton. Portyk zabudowano na podwyższonej laterytowej platformie, na którą pierwotnie prowadziło 6 kamiennych stopni. 
Obecnie w miejscu uszkodzonej klatki schodowej zabudowano drewniane schody. Dach portyku ostał się już tylko w szczątkowej wersji, ponieważ strop zapadł się na przestrzeni wieków. W dobrym stanie zachowały się natomiast rzeźbione frontony.


Pierwszy z frontonów przedstawia scenę z eposu Ramajana a konkretnie Bitwę na Sri Lance, w której bóg Rama walczy z demonem Ravaną – czarnym charakterem hinduskiego eposu. Rama - ziemska inkarnacja boga Wisznu i Ravana - demon o 10 głowach i 20 ramionach, król wyspy Lanka, stają naprzeciw siebie do walki w bojowych rydwanach o piękną żonę Ramy, uprowadzoną przez demona Ravanę. Bogu Ramie w wojennych zmaganiach pomaga armia małp pod dowództwem króla małp Sugrivy. Rama stojący na rydwanie z prawej strony reliefu, strzela w kierunku Ravany 
z łuku.


Drugi fronton w głębi portyku przedstawia siedzącego pośrodku boga Indra na grzbiecie Airawata - mitologicznego trójgłowego, białego słonia.. 
W dole reliefu widoczny pół człowiek-pół orzeł Garuda z rozpostartymi skrzydłami, mitologiczny wierzchowiec boga Wisznu..


II OBUDOWA ŚWIĄTYNI
Wkraczam do wnętrza krzyżowego gopuramu, kierując się w stronę centrum świątyni. Po wejściu do środka gopury okazuje się, że mur II obudowy składa się z dwóch równolegle biegnących laterytowych ścian, które tworzą swego rodzaju zamkniętą wewnętrzną galerię. Niegdyś korytarz ciągnący się pomiędzy murami galerii był zadaszony kamiennym stropem, który z czasem uległ zawaleniu.


W czerwonych ścianach bocznych skrzydeł gopuramu, wzniesionych 
z dużych laterytowych bloczków, zabudowano charakterystyczne dla wielu Angkorskich świątyń wnęki okienne, wypełnione w środku ozdobnymi, kamiennymi tralkami..


Po przejściu na drugą stronę gopuramu zatrzymuję się na moment, spoglądając w lewo i prawo.. Widać tutaj dokładnie, jaką faktyczną rolę spełnia podwójny mur II obudowy. Otóż, ściana wewnętrzna II obudowy otoczona jest wokół rzędem kilkudziesięciu piaskowcowych filarów, które tworzą drugą galerię tym razem otwartą do wewnątrz. Tak jak w galerii wewnętrznej biegnącej pośrodku murów, taki i tutaj nie zachował się oryginalny kamienny strop, który z czasem uległ zniszczeniu. 
Stropy w kompleksach Angkorskich świątyń to jedna wielka porażka khmerskich budowniczych i architektów. W większości budowli, zamiast mocnego sklepienia łukowego, stosowali oni tzw. sklepienia wspornikowe, dużo bardziej podatne na zawalenia. Stało się to przyczyną uszkodzeń wielu stropów na przestrzeni mijających lat.


Trzeba tutaj powiedzieć o jeszcze jednej ciekawej sprawie. Otóż, wszystkie budynki oraz galerie znajdujące się wewnątrz I i II obudowy murów, zbudowano na laterytowych ozdobnych podwyższeniach
Platformy wyglądają jak nałożone na siebie kamienne plastry i mają około 1,5 m wysokości. W czasach świetności świątyni Banteay Samre obniżone dziedzińce, zalegające pomiędzy budynkami, były prawdopodobnie zalane wodą i tworzyły coś w rodzaju fosy, zarówno na obszarze I jak i II obudowy murów. Musiało to wyglądać bajecznie. Dzisiaj jak widać na fotce poniżej, powierzchnie dziedzińców porasta zielona trawka..


PÓŁNOCNY GOPURAM I obudowy
Czas na dalszą wędrówkę. W odległości kilkunastu metrów wznosi się laterytowy mur I obudowy wraz z zabudowanym pośrodku ozdobnym gopuramem wejściowym. Za owym murem znajdują się główne budynki świątyni Banteay Samre – dwie boczne Biblioteki oraz Sanktuarium 
z mandapą wejściową i centralną wieżą… Zanim jednak wkroczę na wewnętrzne dziedzińce I obudowy, chwilka postoju przed wejściową gopurą i parę zdań odnośnie architektury, zdobnictwa, reliefów oraz czegoś, co znajduje się w środku gopuramu.


Północne odrzwia I obudowy, jak każde tego typu przejście przez świątynne mury, są bogato zdobione kamiennymi rzeźbieniami. Dwie pary ozdobnych kolumn o przekroju kwadratowym i okrągłym (colonettes) podtrzymują masywne nadproże z piaskowca, pokryte roślinnym ornamentem. 
Powyżej nadproża wznosi się piękny, trójkątny fronton, na którego powierzchni Khmerscy kamieniarze wyżłobili relief, przedstawiający scenę 
z mitologii hinduskiej.


W scenie tej widać tańczącego pośrodku boga Śiwę. Wokół grupa muzykantów przygrywająca na instrumentach do tańca.


Wchodzę do wnętrza gopuramu. W ciemnym pomieszczeniu rozstawiono po rogach cztery mniejsze kwadratowe postumenty i piąty większy w centrum. Są to kamienne Lingamy wraz z podstawami zwanymi Joni.


Już raz opisywałem te symbole, w czasie zwiedzania jednej z khmerskich świątyń, jednak postaram się ponownie wyjaśnić w czym rzecz.
Lingam jako kamienny znak falliczny jest symbolem hinduskiego boga Śiwy, wykorzystywanym do prezentacji jego kultu w świątyniach. W tradycyjnym hinduskim społeczeństwie, Lingam jest postrzegany jako symbol energii, potencjału i twórczej mocy boga Śiwy. Jako symbol religijny, w pierwszej kolejności sprawuje funkcję przedmiotu kultowego i rytualnego, a dopiero w drugiej kolejności, dekoracyjnego. W Imperium Khmerów niektóre Lingamy zostały wzniesione jako symbole samego króla i były trzymane 
w królewskich świątyniach, w celu wyrażenia współistnienia króla z bogiem Śiwa. Lingamy, które przetrwały z okresu Angkorskiego, zazwyczaj wykonane są z polerowanego kamienia. Lingam jest często przedstawiany wraz z Joni - symbolem bogini Śakti, uosobieniem boskiej kobiecej mocy twórczej. Związek Lingam i Joni reprezentuje "niepodzielne dwie postacie mężczyzny i kobiety jako jedność, od której pochodzi wszelkie życie".
Poniżej kwadratowa podstawa symbolizująca Joni oraz pośrodku polerowany kamień symbolizujący Lingam.


Obszar ograniczony murami
I OBUDOWY (wewnętrznej)
Po przejściu przez krzyżowy gopuram I obudowy, wkraczam do centralnego sektora świątyni Banteay Samre. Mury I obudowy (wewnętrznej) wykonano w identyczny sposób jak ściany poprzedniej - II obudowy (zewnętrznej), 
z czerwonych laterytowych bloczków. Wznoszą się one na planie prostokąta o wymiarach 44m x  38m. Cały ten niewielki obszar zalegający na powierzchni ok. 1670 metrów kwadratowych jest zdominowany przez: niskie i wąskie galerie ciągnące się wokół wewnętrznych ścian obudowy,
4 wejściowe gopuramy zabudowanie na każdym boku prostokąta, 4 małe pawilony na rogach murów, 2 niewielkie budynki Bibliotek oraz centralne Sanktuarium z wejściową Mandapą i wieżą zwieńczoną kopułą w kształcie kwiatu lotosu. Wszystkie budowle postawiono na kamiennych podwyższeniach o wysokości około 1,5 metra, w stosunku do otaczającego poziomu gruntu. Jak wspominałem wcześniej, teren obniżonych dziedzińców na obszarze I i II obudowy był niegdyś zalany wodą. Budynki wewnętrznej obudowy wyglądały zapewne niezwykle pięknie, jakby zbudowano je na wodzie. Dziś tego widoku niestety już nie zobaczymy. Są rzeczy, które zniknęły w Angkorze na zawsze..


Na początku XX wieku, kiedy wkroczyli tutaj francuscy badacze 
oraz archeolodzy, Banteay Samre było porośnięte dżunglą, zapomniane 
i zagubione w objęciach tropikalnego lasu. Zielona roślinność nie wdarła się co prawda na obszar świątyni w takim stopniu, jak w zwiedzanej wcześniej przeze mnie świątyni Ta Prohm, jednak kompleks wymagał renowacji 
i odnowy. Postanowiono zastosować tutaj podobny sposób rekonstrukcji, co w oglądanej dzisiaj wcześniej świątyni Banteay Srei, zwany metodą Anastyloza. Jak się później okazało, był to najlepszy sposób, aby przywrócić świątyni dawną świetność. Po demontażu i ponownym złożeniu odrestaurowanych poszczególnych elementów na przestrzeni lat 1930/33, metoda Anastyloza przekształciła obiekt Banteay Samre w jeden 
z najpiękniejszych zabytków grupy Angkoru, a także jeden z najbardziej kompletnych architektonicznie. Ornamenty, wyjątkowa jakość i bardzo dobrze zachowana całość obiektu to czysty okaz klasycznej sztuki 
z najlepszych okresów Khmerskiego Imperium. Zapuśćmy się zatem 
w zakamarki  centralnego sektora świątyni, aby podziwiać architektoniczne 
i zdobnicze piękno tego niezwykłego obiektu..


Przejdę galeriami wokół centralnego sektora i fotografując poszczególne budowle, postaram się coś o nich opowiedzieć..
Schemat sektora centralnego I obudowy.


SANKTUARIUM
Najważniejszą budowlą świątynnego kompleksu Banteay Samre jest centralne Sanktuarium, ustawione pośrodku obszaru ograniczonego murami I obudowy. Zbudowane zostało z piaskowca i podobnie jak reszta budynków, usytuowane na wysokiej, kamiennej platformie. Otoczone jest niskimi galeriami, natomiast z każdej jego strony zabudowano boczne wejścia w postaci bogato zdobionych gopuramów. Wnęki okienne na bocznych ścianach Sanktuarium zdobią kamienne tralki..


Poniżej - Widok bryły Sanktuarium od strony północnej (podłużny budynek Mandapa oraz centralna wieża w kształcie pąka lotosu)


Podobnie jak główne wejście do kompleksu świątynnego Banteay Samre, także główne wejście do Sanktuarium znajduje się od strony wschodniej. Przez wschodnie wejście wiedzie korytarz do długiej sali poprzedzającej centralne Sanktuarium, zwanej Mandapa. Jest to rodzaj świątynnego przedsionka, służącego często do zgromadzeń wiernych i tańców religijnych. Mandapa ma ok.12 metrów długości, 3 metry szerokości wewnątrz i jest otoczona dwoma przedpokojami oraz uzupełniona bocznymi wejściami 
z niedużymi klatkami schodowymi od strony północnej i południowej. Mandapa pokryta jest dwustopniowo łamanym dachem z kamiennych płytek. Można tutaj zauważyć także ciekawy element architektoniczny, wieńczący szczyty wszystkich budynków na terenie sektora I obudowy - Mandapy, Bibliotek i gopuramów. Są to kamienne ozdoby w formie małych, stojących pąków lotosu, wyglądające z daleka na tle nieba jak grzbiet traszki-trytona.
Poniżej – Główne, wschodnie wejście do Mandapy.


Poniżej - Widok bryły Sanktuarium od strony południowej (podłużny budynek Mandapa oraz centralna wieża w kształcie pąka lotosu).


Centralna wieża Sanktuarium wznosi się od strony zachodniej na wysokość 4 kondygnacji. Jej zwieńczeniem jest zaokrąglona kopuła w formie pąka lotosu z podwójnym kapeluszem. Wysokość wieży od poziomu gruntu dziedzińca wynosi 21 metrów. Ukształtowanie szczytu wieży w formie pąka lotosu nawiązuje do architektury powstałego nieco wcześniej kompleksu centralnego Sanktuarium Angkor Wat. Trzy boczne wejścia do centralnej wieży Sanktuarium ozdobiono podwójnym rzędem rzeźbionych kolumn, które podtrzymują nadproża i trójkątne frontony pokryte reliefami 
z hinduskiej mitologii..


Relief nad północnym bocznym wejściem do wieży Sanktuarium ukazuje rzeźbę boga Wisznu i Brahmy. Postać Buddy została zniszczona. Wizerunki Buddy jak już wspominałem, zostały w większości zniszczone, prawdopodobnie w połowie XIII wieku, kiedy do władzy doszedł Jayavarman VIII, wyznawca boga Śiwy. W świątyni Banteay Samre wiele scen na frontonach ponad wejściowymi odrzwiami zostało zidentyfikowanych jako epizody z buddyjskiej literatury Vessantara Jataka. Obecność buddyjskich scen w hinduskiej świątyni i fakt, że w niektórych miejscach pewne motywy rzeźbiarskie, prawdopodobnie także buddyjskie, zostały zniszczone, świadczy o braku tolerancji religijnej patrona świątyni.


BIBLIOTEKI
Podcieniami galerii ciągnących się wzdłuż wewnętrznych murów I obudowy, ruszam na wędrówkę dookoła centralnego sektora. We wschodniej części dziedzińca, po obydwu stronach podłużnego budynku Mandapy postawiono dwa niewielkie, prostokątne budynki Bibliotek. W przeciwieństwie do budynku Sanktuarium, budynki Bibliotek są otwarte na zachód
Główne pomieszczenie Biblioteki poprzedzone jest przedsionkiem tworzącym portyk. Ozdobne elementy portyku to oczywiście boczne kolumny po obydwu stronach wejścia, podtrzymujące rzeźbione nadproże i trójkątny fronton. Smukła i proporcjonalna bryła skarbca Biblioteki ma „fałszywe” nawy boczne oraz „fałszywą” górną kondygnację z poziomymi oknami, upiększonymi małymi tralkami. Całość wieńczy podwójnie łamany dach ze szczytowymi, pionowymi wyrostkami, przypominającymi grzbiet traszki.
Poniżej – budynek Biblioteki północnej.


Zza powały chmur wyszły jasne promienie słońca, rozświetlając dokładnie wszystko dookoła. Będą lepsze fotki…
Poniżej - drugi budynek Biblioteki południowej.


Frontony obydwu Bibliotek to piękne dzieła rzeźbiarskiego kunsztu ówczesnych Khmerskich kamieniarzy. Jak wspominałem, wiele scen na górnych poziomach frontonów zostało zidentyfikowane jako epizody 
z buddyjskiej Vessantara Jataka i wiele też z nich zostało celowo uszkodzonych, jednak większość to rzeźbiarskie dzieła sztuki. Przyjrzyjmy się im zatem z bliska.
Biblioteka północna – fronton zachodni:
Poniżej - u dołu reliefu, pośrodku sceny, widać śpiącego na boku boga Wisznu. Spoczywa on na ciele Ananty – tysiącgłowego, mitologicznego węża. Z pępka boga Wisznu wyrasta łodyga kwiatu lotosu, z którego pąka rodzi się Brahma – ósme wcielenie boga Wisznu.


Biblioteka północna – frontony północne:
Poniżej - walka pomiędzy dwoma małpimi królami, braćmi Vali i Sugrivą.


Poniżej – scena z eposu Ramajana. Książę Lama oraz naczelny wódz jego armii – Raksyumana, odpoczywają po bitwie w lesie.


Biblioteka północna – fronton wschodni:
Poniżej – sceny walki pomiędzy braćmi Vali i Sugrivą 


Biblioteka południowa – fronton zachodni:
Poniżej - Próba ognia Sity, żony boga Ramy. W dole postacie rozmawiających ze sobą małp.


Biblioteka południowa – fronton północny:
Poniżej - Kryszna - holowanie ciężkich moździerzy.


Biblioteka południowa – relief wschodni:
Poniżej – Buchające płomienie ognia pośrodku, po bokach postacie walczące z ogniem. Jest to kolejna rzeźba przedstawiająca próbę ognia Sity na wyspie Sri Lance.


A teraz legendaaaaa…
Jak to bywa w Indochinach, każda świątynia ma swoją legendę, a nierzadko kilka.. Banteay Samre słynie z legendy o biednym rolniku z ludu Samres, hodowcy słodkich ogórków, który został królem. Jeśli lubicie bajki 
to posłuchajcie…


LEGENDA O OGÓRKOWYM KRÓLU..
Otóż rolnik ten zwany Poe uprawiał słodkie ogórki, których nasiona otrzymał w nadprzyrodzony sposób. Jako człowiek pobożny (jak większość Khmerów) po pierwszych zbiorach poszedł złożyć hołd królowi. Soczyste, słodkie ogórki tak zasmakowały królowi, że ten postanowił mieć je tylko na wyłączność. Z tego powodu nakazał rolnikowi Poe zabić każdego, człowieka lub zwierzę, kto próbowałby wedrzeć się na ogórkowe pole i je ukraść. Odtąd rolnik całe swoje plony dostarczał tylko do królewskiego pałacu. 
W porze deszczowej plony niestety były bardzo słabe i nie było co wozić do pałacu. Zniecierpliwiony król postanowił zatem osobiście pofatygować się do rolnika i sprawdzić dlaczego nie dostaje już ogórków. Król na swoje nieszczęście zjawił się po zmroku, a rolnik myśląc, że to złodziej śmiertelnie ranił go lancą. Gdy okazało się, że zabity nieszczęśnik to król, rolnik przerażony pochował ciało na środku swojego pola. Król nie miał potomków, którzy mogliby przejąć po nim władzę. Dostojnicy królewscy nie mogąc uzgodnić między sobą wyboru jego następcy, postawili na boską interwencję. Wezwali „Słonia Zwycięstwa” aby to zwierzę wskazało, kto ma być następnym królem. Słoń zatrzymał się przy polu, gdzie rosły słodkie ogórki, aby się pożywić. Pozdrowił rolnika obniżając swoją trąbę do jego stóp, uklęknął, po czym oplatając trąbę wokół jego tułowia, delikatnie uniósł go w górę i umieścił na swoim grzbiecie. W ten sposób ubogi rolnik został królem. Aby uczcić pamięć swojego poprzednika, król-rolnik postanowił ekshumować jego zwłoki ze swego pola i odprawić wszystkie niezbędne uroczystości oraz obrzędy kremacji w świątyni Pre Rup zwanej „Królewskim Krematorium”. Jednak dworscy dostojnicy szybko wyrazili swoje niezadowolenie takim zachowaniem nowego króla, przestając okazywać mu szacunek. Król-rolnik nie mogąc ich zdyscyplinować, a zarazem nie chcąc wzniecać buntu, opuścił królewski pałac i zamieszkał  w pewnej odległości od miasta, w świątyni Banteay Samre, gdzie zamknął się „jak żółw w skorupie”. Po pewnym czasie wezwał do Banteay Samre tych ministrów, którzy pozostali lojalni wobec starego zabitego przez pomyłkę króla 
i wszystkich kazał ściąć. Od tego momentu król-rolnik panował przez długie lata w harmonii pośród swoich zwolenników. 
To jedna z tych legend, o których można powiedzieć, że na pewno nie jest prawdziwa. Król Surjavarman II, który wybudował Banteay Samre 
na pewno nie zginął przypadkowo z rąk rolnika, jednak wszystkie te niesamowite legendy dodają Angkorowi jeszcze większej magii.


Spoglądam na zegarek. Jest kwadrans po godzinie 16-tej. Słońce, które do tej pory chowało się co jakiś czas za powałą białych chmurek, teraz zaczyna coraz częściej przypiekać. Odpoczywając od upału w cieniu i chłodzie świątynnych krużganków, zmierzam na zachodnią ścianę świątynnych murów.. Jasne promienie słońca dają teraz dużo więcej światła i fotki nabierają większej ostrości oraz mocnego kontrastu kolorów..


Banteay Samre jest świątynią niezbyt dużą, proporcjonalnie zbudowaną 
i bardzo zwartą dzięki czemu doskonale się ją zwiedza. Długie galerie 
o sklepieniach z kamiennych płytek opasują prostokątny dziedziniec, zamknięty z jednej strony wysokim murem, z trzech pozostałych arkadami. Prace archeologiczne wykazały, że owe galerie są w rzeczywistości  dodatkowym elementem architektonicznym i że zajęły miejsce dawnej oryginalnej obudowy ściany. Chodnik z piaskowca biegnący wokół wnętrza dziedzińca, z jego klatkami schodowymi oraz ozdobną balustradą w kształcie węża Naga, oczywiście także nie jest oryginalnym pierwotnym projektem. Wydaje się jednak, że ta "zmiana myślenia" Khmerskich architektów nie była szczęśliwa, ponieważ pierwotny układ centralnego sektora świątyni 
w rzeczywistości dawał znacznie więcej miejsca wokół budynków, 
a szczególnie wokół dwóch Bibliotek, które teraz są praktycznie zaklinowane w rogach dziedzińca.


Całkowite wymiary Banteay Samre są na tyle małe, że spoglądając na całość kompleksu ma się wrażenie nienagannych proporcji, a zarazem bardzo smukłych sylwetek budynków ustawionych na półtorametrowej platformie, pozostawiając dziedziniec na niższym poziomie. Jak można zauważyć przy bliższym wglądzie, cokoły budynków oraz małe klatki schodowe mają piękne, dekoracyjne formowania. Szczególnie mocno cięte i perfekcyjnie wykonane  zdobienia są na centralnym cokole Sanktuarium..


WSCHODNIA ŚCIANA ŚWIĄTYNI
Grobla, Taras, Główny wejściowy gopuram..
Pozostało do sfotografowania i opisania jeszcze jedno miejsce na obszarze świątyni. To wschodnia strona Bateay Samre, gdzie znajduje się główne, ceremonialne wejście do świątynnego kompleksu. Wchodziliśmy wejściem bocznym od północy, zatem muszę teraz zajrzeć za wschodnią ścianę murów.. Do zbiórki na parkingu autokarowym pozostało pół godziny, więc mam sporo czasu. Przez podcienia galerii i wschodni gopuram wychodzę na duży taras z piaskowca, zalegający od wschodu przed murami II obudowy.


Dosyć rozległy taras zbudowano na planie krzyża. Jest to dwupoziomowa konstrukcja z trzema klatkami schodowymi (od wschodu, południa i północy), strzeżonymi przez pary kamiennych lwów. Taras dawniej wykonany w całości z piaskowca, dzisiaj pozostaje w znacznej części zdewastowany, a kamienne płyty zastępuje się drewnianymi balami. 
Obrzeża tarasu ograniczone były kamiennymi poręczami w formie mitycznych węży Naga, po których pozostały tylko szczątkowe elementy. Taras ten połączony był niegdyś z innym tarasem, zalegającym bliżej wschodniej wejściowej gopury i ciągnącym się po szerokości, równolegle do ściany murów obudowy. Pozostała po nim jedynie ściana oporowa z bogatą dekoracją oraz nikłe resztki dwóch klatek schodowych. Reszta zniknęła, a ich nieobecność umniejsza znacznie majestatu kompozycji.


Z dwupoziomowego, piaskowcowego tarasu z kamiennymi posągami lwów-strażników sprowadza wschodnia klatka schodowa na szeroką, ziemną groblę. Grobla została utwardzona dużymi laterytowymi płytami 
a jej obrzeża, podobnie jak tarasu z piaskowca, ogranicza kamienna balustrada w formie węża Naga, po której także pozostały tylko niewielkie fragmenty. Obecnie ta 200 metrowa ceremonialna droga, dość mocno zniszczona, w przeszłości była głównym traktem wejściowym i dojazdowym do świątynnego kompleksu oraz szlakiem wielu licznych pielgrzymek wiernych. Zbudowana została na wzór ceremonialnej alei Angkor Wat. Teraz prowadzi prosto do zielonych rewirów tropikalnej dżungli..


Czas się zbierać w drogę powrotną.. Na horyzoncie zupełna pustka. 
Wszyscy znajomi powędrowali już w kierunku parkingu. Z powrotem przez wschodni gopuram i poszczególne sektory świątynnego kompleksu kieruję się do północnej gopury, skąd prowadzi droga na parking. Dochodząc samotnie do północnej bramy wejściowej, słyszę w pewnym momencie znajome nawoływania. We wnęce okiennej ukazują się dwa roześmiane oblicza moich przyjaciół Jorgusia i Grażynki, którzy cierpliwie czekali przy wyjściu na mój powrót..


W nagrodę za wytrwałość i nie pozostawienie mnie samego pośród świątynnych murów, pstrykam im jeszcze na koniec pamiątkową fotkę przed świątynią i już razem maszerujemy w kierunku parkingu.


Kilka minut po godzinie 17-tej siedzę w wygodnym klimatyzowanym autokarze, który przemierza powrotną trasę w kierunku Siem Reap do naszej bazy hotelowej. Mijamy rozległe obszary Angkorskiego Parku Archeologicznego, pozostawiając za sobą urokliwe świątynie Banteay Srei 
i Banteay Samre, zagubione gdzieś w zieleni tropikalnego lasu.


Jutro wczesnym rankiem opuścimy Angkor, miejsce niezwykłe, miejsce gdzie historia stworzona przez Khmerski lud zafascynowała współczesny świat, 
a ludziom odwiedzającym tereny dawnego Imperium Khmerów dostarcza niezapomnianych przeżyć i bajkowych widoków. Kolejne dni poświecimy na zapoznanie się z tragiczną historią Kambodży pod ludobójczymi rządami Czerwonych Khmerów i Pol Pota, odwiedzimy piękne zabytki stolicy Kambodży – Phnom Phen, a za kilka dni przelecimy nad wodami Morza Południowochińskiego na terytorium Wietnamu, by zwiedzić ten kraj, 
a przede wszystkim pożeglować po niezwykłej Zatoce Ha Long, nieziemskim cudzie natury, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 
Ale to za kilka dni, tymczasem do następnego raportu z podróży – Hejjjj..


KONIEC cz.X
c.d.n..

1 komentarz:

  1. Panie Andrzeju dziękuję pięknie. Kolejna ciekawa i fascynująca relacja z podróży. Szkoda tylko, że nie zrobił sobie Pan zdjęcia z panną młodą na weselu:) To ponoć przynosi szczęście!

    OdpowiedzUsuń